Nie wiem jak to jest ze studiami ekonomicznymi, ale na filozofii dość ważnym przedmiotem jest logika. A szczególnie różnego rodzaju błędy wnioskowania. Jednym z rodzajów wnioskowań, jakich dokonujemy mnóstwo w życiu codziennym jest wnioskowanie przez analogię.
Jeśli w ciągu ostatnich trzech dni mój kot rozlał wodę ze swojej miski i zaraz potem nastąpił wzrost na rynku (nawet krótkotrwały), to mogę przypuszczać, że następnym razem gdy również ją wyleje będziemy mieli do czynienia ze zwyżką. To właśnie ten rodzaj wnioskowania. Uwielbiany przez uczestników rynku. Każdego dnia analitycy techniczni i fundamentalni szukają podobieństw obecnej sytuacji rynkowej do przeszłych i wnioskują, prognozują, szacują, spodziewają się i ewentualnie zarabiają lub tracą pieniądze.
O ile jednak w czasie silnej hossy zdecydowana mniejszość próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie „kiedy się to skończy” szukając mniej lub bardziej wyrafnowanych analogii, o tyle podczas bessy niemal regułą są różnego rodzaju „studia” nad problemem – kiedy to wszystko może się skończyć.
Od kilku już miesięcy, co jakiś czas pojawiają się mniej lub bardziej zabawne próby wyszukiwania analogii na rynkach, żeby próbować udowodnić jakąś tezę. Ogromnym zwolennikiem wyszukiwania takich powiązań i relacji jest Wojtek Białek, którego ogromnie cenię – za olbrzymią wiedzę i niezależny umysł (choć bardzo często się z nim nie zgadzam, właśnie w takich prostych analogiach) . Być może to właśnie poszukiwania Wojtka naprowadziły analityków z DI BRE do podobnych poszukiwań. W ostatnim listopadowym raporcie podjęli próbę porównania obecnej sytuacji rynku amerykańskiego z bessami z okresów1929-1931, 1973-1974, 1987, 2000-2003.
Być może jakiekolwiek próby szukania podobieństw na takich podstawach są atrakcyjne dla poszukującego. Może też dodają trochę otuchy w tych trudnych czasach, jednak nie pamiętam by podobne „analizy” dokonywane były w czasie hossy. Ba, jestem przekonany, że spotkałyby się w najlepszym wypadku sugestią popukania się w czoło.
Poniżej zamieszczam kilka wykresów zbudowanych podobnie do tych, które właśnie pojawiają się i w tekstach W. Białka i w raportach DI BRE oraz w raportach zagranicznych – ostatnia hossa w Polsce na tle poprzednich rynków byka. Wyobraźcie sobie, że ktoś publikuje konsekwentnie te wykresy, żeby wykazać, że nie może ona trwać już dłużej, bo poprzednie kończyły się znacznie znacznie szybciej.
Zwłaszcza drugi diagram pokazuje „niemal bliźniacze zachowanie”. A to oznacza, że gdzieś na przełomie 2004-2005 roku powinny się pojawiać teksty przestrzegające przed końcem hossy, bo dotychczasowe tyle nie trwały. Sami wiemy jak było faktycznie. W czasie hossy takich analogii nikt nie produkuje. Wszak po co psuć dobrą zabawę.
***
Może to zostanie uznane za asekurację, ale ponieważ odnoszę się do raportu konkurencyjnego biura, proszę nie traktować tego jako przytyku w stronę konkretnej instytucji. Wręcz przeciwnie, chodzi raczej o twórczą wymianę refleksji na temat pewnych zjawisk, które występują nie tylko na polskim rynku.





Dodaj komentarz