Zainspirował mnie komentarz lekko zdenerwowanego czytelnika, który nie dostał na czas informacji o hurtowej obniżce stop procentowych przez banki centralne kilkanaście dni temu. Moje dwa centy w rozwiązaniu tego rodzaju problemu ale od drugiej strony.

Proszę jednak nie winić mnie za to, że przez kilka dni nie wezmę udziału w ewentualnej dyskusji pod wpisem. Najprawdopodobniej w momencie jego pojawienia się na blogu właśnie nurkuję gdzieś pośród egipskich raf Morza Czerwonego albo przemierzam spękane słońcem równiny Jordanii. Mam nadzieję odetchnąć od giełdowych zamętów i nie spotkać tam kultowych inwestorów z palmtopami pod palmami a jedynym kursem będzie ten wymiany walut w kantorze 🙂

Teza na dziś: czas dostępu do najświeższych informacji okołorynkowych niekoniecznie poprawia skuteczność inwestycji.

Pozwolę sobie rozpocząć od Hipotezy Efektywnego Rynku (HER). Eugene Fama, który nadał jej w latach 60-tych XX wieku najtrwalszy kształt, był nawet kandydatem na giełdzie nazwisk do tegorocznego Nobla. Być może giełdowo – kredytowe zawieruchy osłabiły tę kandydaturę jako, że jego hipoteza zakładająca m.in. samoregulującą rolę rynku również nieco się przez kryzys zdewaluowała. Dla przypomnienia jednak rdzeń całej teorii:

HER zakłada informacyjną efektywność a więc ceny instrumentów na rynkach finansowych właściwie i w pełni odzwierciedlają wszystkie dostępne aktualnie informacje wobec czego rynku nie da się pokonać inaczej jak tylko dzięki przypadkowi. Przy tym przybiera owa hipoteza 3 formy:

1/ Słabą

Ponadprzeciętnych zysków nie da się osiągnąć w oparciu o historyczne ceny, tak więc Analiza Techniczna nie niesie za sobą wartości użytecznej a jedynym wyznacznikiem przyszłych cen może być nowa, nieznana informacja.

2/ Półsilną

Ceny natychmiast odzwierciedlają napływające, ogólnie dostępne informacje a więc ekstra zysków powyżej średniej nie da się na ich podstawie uzyskać. W rezultacie ani A.T. ani A.F. nie są tu przydatne.

3/ Silną

Ceny natychmiast dopasowują się do ogólnie dostępnych jak i prywatnych informacji (insiding) tak więc posiadanie dostępu do tych ostatnich nie gwarantuje osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków.

HER nadal nieźle się ma w środowiskach akademickich, a nawet w części instytucji finansowych. I to pomimo tego, że przeciwnicy udowodnili niejednokrotnie, że inwestorzy wcale nie są racjonalni jak zakłada HER (Kahneman dostał za to odkrycie Nobla), informacja rozchodzi się asymetrycznie, rozkłady cen nie są normalne (istnieją długie ogony jak np. sesje krachowe), a liczba statystycznie wykrytych anomalii, pozwalających wykorzystać bądź to informacje bądź ceny historyczne rośnie z biegiem lat. To jak Fama potrafi wszystkie je wytłumaczyć na gruncie swojej teorii jest nie mniej pasjonującą lekturą.

HER powstał jednak w oparciu o obserwację zjawisk, które rzeczywiście istnieją na giełdzie więc nie wszystkie jej elementy są aż tak nielogiczne. Ot choćby w kwestii osiągania zysków – szacunki mówią, że ok. 80% funduszy w USA nie jest w stanie pobić średniej rynkowej (po prostu indeksu), a podobna ilość inwestorów indywidualnych ponosi wręcz straty. Cała reszta wprawdzie potrafi wykorzystać nieefektywność obiegu informacji lub przeszłej ceny ale wymaga to bądź nadzwyczajnych umiejętności bądź tytanicznej pracy.

Ile przewagi daje dostęp do informacji? Zapewne usłyszę, że dostęp do informacji niejawnych gwarantuje ogromne zyski. Nie jest to jednak ani legalne ani dostępne dla przeciętnego inwestora, poza może sporadycznymi wyjątkami, które znamy z historii choćby GPW, trudno więc nawet rozważać tego rodzaju sposób na zyski.

Informacja dostępna publicznie i jej agregacja oraz percepcja wiąże się z licznymi ograniczeniami, nawet jeśli jest dostarczana wszystkim uczestnikom w tym samym momencie. Nawet jeśli nie była już wcześniej znana wąskiemu gronu i nie zdążyła się nieco ?wypalić” to ograniczenia fizyczne uniemożliwiają śledzenie jej non stop, przepustowość ludzkiego mózgu ogranicza ich przetwarzanie do góra 3 jednocześnie, nie wspominając już o prawidłowej ocenie wagi, znaczenia i siły rażenia, aż po zdumiewająco różne interpretowanie jej przez rynek. Ta sama informacja ma inną wartość w zależności od kontekstu, oczekiwań, stanu trendu, zmienności czy płynności. Rynek wycenia ją i tak po swojemu bez względu na to co sami o niej sądzimy. Najczęściej jest tylko rodzajem szumu, przydatnym co najwyżej w krótkoterminowym tradingu bo nie inwestowaniu. Informacje, które rzeczywiście zmieniają trend w inwestycji zdarzają się ogromnie rzadko, a czasu na reakcję jest wówczas dość. Jeśli więc oprzemy naszą strategię po części na własnej, dyskrecjonalnej jej ocenie to chyba jedyny powód by mieć optymalny i najszybszy dostęp do newsów. Ale żeby miało to sens należy oprzeć się na profesjonalnych, płatnych i kompleksowych serwisach.

I jeszcze kontekst informacji w A.T. Idea wykresów opiera się na tym, że kursy uwzględniają w sposób mniej lub bardziej dokładny newsy przeszłe i spodziewane łącznie z inside’owymi, a do tego mieszczą jeszcze w sobie informacje niedostępne w serwisach, a więc stan emocji, dystrybucję lub akumulację dużych graczy, wpływ systemów i algorytmów itp. Jeśli coś się wydarza – natychmiast widać to na wykresie, włączając w to interpretację inwestorów. Pewnie, że nie zawsze poprawną i racjonalną ale jak to obiektywnie zmierzyć w czasie niemal rzeczywistym? Zaleta jej jest natomiast taka, że zwolennikom A.T. wystarcza do podjęcia decyzji.

–* Kathay *–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. gzalewski

    W dniu owej decyzji dokonalem 4 transakcji. Trzy w plecy. Jedna byla tą “najlepszą”. Mimo pewnych zawirowac zwiazanych z dyscypliną 😉 , wszystkie bazowaly wylacznie na oczekiwanej bardzo wysokiej zmiennosci.
    Dopiero po sesji dowiedzialem sie tak naprawde szczegolow tego newsa. Wczesniej skupialem sie wylacznie na wykresie i pewnych relacjach cen.
    Rekacja rynku na te informacje, ani byla przewidywalna, ani nie byla. Wedlug mnie po prostu rynek oczekiwal dowolnego sygnalu, zeby troche odetchnąć.
    I jeszcze dodam – przez lata pracy w dzienniku, gdzie dostep do newsow mialem lepszy niz przecietny uczestnik rynku (zanim internet zajal pierwsze miejsce w dostarczaniu info, glownym zrodlem byl PAP, do ktorego dostep mieli nieliczni). I uwazam, ze nie ma to naprawde najmniejszego znaczenia.

  2. DAPI

    @gzalewski
    jesteś dowodem błędnego założenia o racjonalności inwestora…tak jak i ja i inni
    jednocześnie Twój post stanowi poparcie tezy silnego HER

    widzę sprzeczność w tym co napisałem…sm nie wiem gdzie ukrytą 😉

  3. Maciek

    Ja też pamietam że tamtego dnia zawarlem zyskowne transakcje. Nie miałem najmniejszego pojecia o tym że coś takiego miało miejsce, dowiedziałem sie o tym dopiero po sesji. I bardzo sie ucieszyłem, że o tym nie wiedziałem bo pewnie skonczyłoby sie to dla mnie o wiele mniej korzstnie. Dodam tylko że świetnie mi sie handluje na takim zmiennym rynku, jak nigdy wczesniej, i zadnej informacji nie potrzeba, ani nawet AT nie koniecznie. Ot zajmuje sobie dowolną pozycję, stawiam blisko stopa i czekam, albo trafiłem albo nie, jesli nie to wtedy szybko odwracam i na jakiś ruch sie załapie. Równie dobrze mógłbym rzucać monetą (byłoby to zgodne z teorią o całkowitej losowosci cen) ale nie robie tego bo lubie sobie pospekulować i myśleć ze jeśli odnioslem sukces to dzieki moim ponadprzeciętnym zdolnościom 🙂 a jeśli nie to rynek się myli i mnie oszukał :).

    W ostatnim czasie zacząłem nawet zastanawiać sie nad teorią że to nie informacje wpływają na rynek, ale to rynek przyciaga i kształtuje informacje w odpowiednim momencie wtedy kiedy jest na to gotowy. Tak jak by było gdzies zapisane, dobra spadliśmy juz tyle a tyle, przydałoby się jakieś odbicie, wychodzi ktoś coś mówi, pojawia sie jakiś ząbek na wykresie, poźniej znowu coś się innego dzieje i kolejna rzecz, poźniej zapominamy już co, kto, gdzie, kiedy i jakie informacje ale patrzymy na wykres i widzimy jakąś znajomą formację, ot np. jakby ktoś ją żywcem przekopiował z historii. Ma to jakiś sens wogóle ?

  4. Thom

    Wydaje się, że tzw. "najszybszy dostęp do niusófff" jako czynnik przewagi to miraż. Efektywna selekcja istotnych informacji jako wystarczająca podstawa dla decyzji inwestycyjnych to droga donikąd – bo otacza nas szum, chaos. Można to jakoś "kanalizować" (do wybranej spółki, rynku) – ale chyba ważniejsze z jednej strony jest techniczne badanie wykresu i wskażników – a z drugiej nie selekcja ale akumulacja informacji tak, aby ta "papka" dała coś w rodzaju barometru nastrojów.

  5. JANEK

    Nestety od jakiegoś czasu ,,papka"nie bada inie jest barometrem nastrojów,np. w dn.dzisiejszym wystarczy popatrzeć na pary ropa-pknorlen lub miedz-kghm.To wyglada jak pójście na zywioł ,tu i teraz.

  6. zbooY

    Maciek – tez mam takie wrazenie, tak jakos to dziala
    ale ani mnie to ziebi ani grzeje, nawet z checia omijam szum informacyjny
    bardzo pomocne w tym sa stoplossy, to pozwola pokonac rozklad zmian cen

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *