Składowe inwestycyjnej porażki część 7

Ponownie wprowadzę nastrój, posługując się cytatem z klasyka, prawdziwego wręcz wirtuoza giełdowych machinacji.  W tym wyznaniu nie ma fałszywej skromności, jest natomiast suma wszystkich doświadczeń a bestia zostaje nazwana po imieniu:

“Mój finansowy sukces stoi w całkowitej sprzeczności z moimi zdolnościami przewidywania zdarzeń… Wszystkie moje przewidywania są ekstremalnie niepewne i podlegają regularnym rewizjom w świetle rozwoju sytuacji rynkowej.”

— George Soros, ?Alchemia Finansów” (tłumaczenie powyższe moje)

Steenbarger – psycholog, z nie mniejszym doświadczeniem w swojej dziedzinie ale i inwestor zarazem, tak ujął ów problem w kolejnym punkcie swojej teorii porażek:  

7. Niedocenianym elementem sukcesu w tradingu jest mentalna elastyczność: zdolność do zmiany spojrzenia i percepcji gdy nowe dane wchodzą na rynek. To wymaga pozbycia się pewnego ego aby uformować zdecydowane poglądy a następnie je modyfikować w obliczu nowych dowodów.

Ego według wikipedii to część ludzkiej osobowości, która odpowiada za zaspokojenie potrzeb organizmu i dostosowanie ich do realiów świata rzeczywistego. Sprawuje ono kontrolę nad funkcjami poznawczymi i intelektualnymi, przekształca wyobrażenia w spostrzeżenia i decyduje, które życzenia zostaną wyparte (urealnione). Na giełdzie poskromienie ego to nie tylko pozbycie się złudzeń o 3-cyfrowych stopach zwrotu co roku ale i uświadomienie sobie właściwego poziomu własnych zdolności prognostycznych w środowisku nieustannego ryzyka i permanentnej niepewności.

Przepowiadacze przyszłości, o ile o czymś takim można sensownie mówić, również się mylą, ale akurat ich to nic nie kosztuje oprócz chwilowo nadszarpniętej reputacji. W biznesie giełdowym co jakiś czas również pojawiają się tacy jasnowidzący ale są zwykle gwiazdami jednej hossy. Cała reszta musi zdać sobie sprawę, że skoro Soros i cała plejada tuzów jemu podobnych nie zbiła majątku na trafnym odgadywaniu przyszłości ale ciągłym dopasowywaniu do sytuacji, to znaczy, że droga do giełdowego raju nie wiedzie przez szklane kule.

Regularnie natomiast czuję się rozbawiony do rozpuku, czytając komentarze lub analizy, które zaczynają się mniej więcej w ten sposób:

  • tego co się zdarzyło na wczorajszej sesji nie dało się niestety przewidzieć
  • rynek zrobił się ostatnio bardzo nieprzewidywalny
  • przy tej nerwowości inwestorów trudno przewidzieć co zdarzy się w tym tygodniu
  • straty fundusz wynikły z faktu, iż błędnie przewidzieliśmy kierunek rynku XYZ

Ich autorzy chyba sami nie zdają sobie sprawy z groteskowego charakteru swoich wypowiedzi. Dość komicznie próbują zaszczepić czytelnikom złudzenia, że gdyby nie ten czy  tamten ?złośliwy drobiazg”, to ich zdolności prognostyczne byłyby przecież, jak zwykle, powalające…

W cytowanej na początku tezie Steenbargera dużo większy nacisk położyłbym nie na zmianę spojrzenia zależną od danych ale na ową ?mentalną elastyczność”, która raczej oznacza: nie trzymania się na siłę swojej racji do upadłego, nie żenienia się na wieki z pozycją, nie przeceniania ślepego podpowiedzi analityków tylko dlatego że nimi są czy nie uzurpowania sobie samemu monopolu na wiedzę i zdolności prognostyczne.

A to dlatego, że proponowałbym jednak nieco dystansu albo zrobienia dodatkowych założeń do drugiej część jego tezy czyli zdolności adaptacji poglądów do napływających danych. Z jednej strony wpływ ich na notowania różnych instrumentów jest niesymetryczny. Jeden raport ze zbiorów może na długo zatrząsnąć rynkiem towarów typu zboża ale zdarzenie o dużo większym znaczeniu może już nie spowodować znaczących zmian w indeksach finansowych. Weźmy pod uwagę wydarzenia z ostatnich dni – przejęcie przez państwo dwóch molochów hipotecznych Fannie Mae i Freddie Mac to zjawisko o globalnym zasięgu uderzeniowym a jednak wcale nie musi oznaczać zmiany kierunku trendu i planów inwestycyjnych. Bo tu jak zwykle liczy się reakcja otoczenia a nie sam fakt zajścia. Daje być może powód do rozważenia własnej taktyki ale niekoniecznie zaraz zmiany poglądów. A które dane mogą je zmienić ? Może ich cała seria o dużym natężeniu ale nie pojedyncze wystrzały, po których często rynek nadreaguje albo wręcz przeciwnie reperkusje są nieproporcjonalnie małe.

A z drugiej strony liczy się jeszcze skala czasowa, w której operujemy. Trading krótkoterminowy oczywiście został bardzo mocno wstrząśnięty i poturbowany przez decyzję rządu USA ale pozycyjni gracze długoterminowi być  może wcale go nie odczuli.

Ja, gracz dość krótkoterminowy, wyrosłem ze śledzenia newsów i danych lata temu 🙂 Czasem czytam je z ciekawości. Ustalam sobie ich godziny podania na dany dzień ale tylko po to by wiedzieć, o której spodziewać się wzmożonej zmienności. Na bieżąco są mi one do niczego sensownego nie potrzebne, systemy muszą same się dopasować do wielkości reakcji cen danego instrumentu. Analiza techniczna oraz systemy transakcyjne nie bez powodu są nazywane metodami reaktywnymi (reactive) w odróżnieniu od choćby analiz fundamentalnych, będących metodami prognostycznymi (predictive). Poglądy na rynek i ich modyfikacja, ego, zmiana spojrzenia są więc dla mnie pojęciami wyłącznie akademickimi 🙂      

–* Kathay *–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. kunta-kinte

    Steenbarger -ten jest najlepszy szczególnie jeśli chodzi o teorię budowania więzi doskonałej w trójpunktowym schemacie.

  2. Thom

    "Ego (…) decyduje, które życzenia zostaną wyparte (urealnione)."

    Ech, gdyby tak można było zostać inwestorem "bez właściwości", bez roszczeń.;)

    Natomiast wg cytatu – Soros bardzo trafnie……..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *