Składowe inwestycyjnej porażki część 6

Dla zamieszania w głowach na początek 3 cytaty z klasyków 🙂

“Nie próbuj kupować na dnie lub sprzedawać na szczycie. To jest nie do zrobienia chyba że przez kłamców.”

— Bernard Baruch

“Wierzę, że najlepsze pieniądze robi się gdy rynek zawraca. Wszyscy mówią, że polegniesz łapiąc szczyty i dna a wszystkie zyski osiągniesz grając z trendem w jego środku. Cóż, przez 12 lat omijały mnie te konfitury w środku trendu ale zarobiłem tony pieniędzy na szczytach i dołkach.”

–Paul Tudor Jones II

“Może i trend jest twoim przyjacielem przez kilka minut w Chicago, ale w większości przypadków rzadko jest drogą do zostania bogatym”

–Jim Rogers

?Mieć rację albo zarabiać pieniądze” (Being right or making money) to wprawdzie tytuł książki Neda Davisa, ale dzięki swej kontrastowej ekspresji stał się często przywoływaną maksymą ze słownika popularnych mądrości inwestorskich. W zasadzie w świecie tradycyjnego biznesu jedno z wymienionych w nim działań nie przeczy drugiemu ale w branży giełdowej ich zestawienie to jeden z dobrze znanych choć często ignorowanych paradoksów.

A tak oto potraktował ów temat Steenbarger w komentowanej przeze mnie serii przesłanek, zidentyfikowanych przez niego jako składowe porażki: 

6. Niektórzy inwestorzy notorycznie poszukują szczytów w czasie rosnącego rynku i dołków w czasie spadków. Wiele można powiedzieć o metodach antytrendowych ale nie wówczas kiedy potrzeba posiadania racji przewyższa potrzebę zarabiania pieniędzy.

To może wydawać się zabawne ale większość aktywnych traderów tracących pieniądze gra przeciwko trendom mimo, że to trend jest najlepszym przyjacielem człowieka według literatury popularno giełdowej. Ostatnie badania na ten temat jakie czytałem pochodziły od brokerów foreksowych, operujących na detalicznym rynku japońskim. Jako głównego sprawcę takich zachowań wskazałbym łatwy dostęp do narzędzi analizy technicznej, w obfity sposób serwowanych na elektronicznych platformach obrotu. I niestety większość z nich to wskaźniki i oscylatory, których zadaniem jest wyłapywanie wykupionego/wyprzedanego obszaru cenowego co na mocno lewarowanym, szybkim i trendowym (w obie strony) rynku walutowym jest zabójcze. Ale akurat ten problem łatwo rozwiązać przy pomocy komputera i historycznych danych – po prostu testując użyteczność tych metod chociażby na cenach z przeszłości. A ponieważ naczelna zasada A.T. zakłada pewną powtarzalność schematów cenowych to jeśli nie złapiemy zyskownej przewagi w takich testach historycznych, szansa powodzenia w przyszłości jest dość mizerna.

Jednakże podłoża anytrendowych nastawień należałoby szukać równie intensywnie w psychologii. I tu z pomocą przychodzi dopiero co wspominana przez mnie teoria perspektywy. Naturalna tendencja inwestorów do szybkiego kasowania zysków powoduje, że nie potrafią mentalnie przygotować się na inwestycje z trendem. I to jest czasem dość zabawne: gdy go nie ma – zwykle narzekają na niemrawy rynek, gdy trend się pojawia – wychodzą w początkowej czy środkowej jego fazie i zwykle nie poszukają metod powrotu w jego dotychczasowy nurt ale cała para idzie w wyszukiwaniu momentu jego odwrotu. Jeszcze inne zjawisko, które odgrywa istotną rolę w grze pod prąd, ma swoje źródło nie tylko w inwestycjach. Człowiek uczy się całe życie pewnego naturalnego odruchu: jeśli coś wychyla się do stanów ekstremalnych to doświadczenie każe się spodziewać powrotu do średniej.

Nie ma jednak nic złego w strategiach antytrendowych, są tak samo dobre jak każde inne pod warunkiem, że sprawdziliśmy i wiemy gdzie tkwi ich przewaga i od początku do końca transakcji wiemy jak reagować na zmiany rynkowej sytuacji. Zakładam, że metody przeciwtrendowe oznaczają wchodzenie na rynek w kierunku przeciwnym do aktualnej tendencji, jeszcze przed lub w momencie przesilenia i jej zmiany. Paul Tudor Jones czy Tom DeMark to profesjonalni antytrendowcy z pierwszej ligi. Ten pierwszy potroił kapitał trafnie ustawiając się na krótkich pozycjach na szczycie w Czarny Poniedziałek 1987 roku, ten drugi stworzył dziesiątki kwantyfikowalnych strategii zawierania transakcji pod prąd. Na czym polega ich klasa i sukces? Na szybkiej reakcji w momencie gdy okazuje się, że spodziewany odwrót trendu nie nadszedł a rynek przebija chwilowe ekstrema. Jones przyznaje że redukuje wówczas stopniowo stratne pozycje, DeMark opracował nowe podejście do wskaźników – jeśli tkwią one w obszarach ekstremalnych zbyt długo to nadaje im atrybuty kontynuacji a nie zmiany trendu.

O racji w przewidywaniu kluczowych poziomów, kierunku rynku, zasięgu ruchów, zmienności, wpływu zdarzeń około giełdowych itd. można by zapełnić kilka blogów. Mieć rację jest oczywiście zdrowe dla własnej psychiki i działa motywująco, potwierdzając nabyte umiejętności. Ale mieć ją za wszelką cenę na giełdzie okazuje się demolujące dla portfela i rodzi dodatkowe, niepotrzebne stresy. Dla jej obrony wyłączają się mechanizmy ochronne i kontrole przejmuje ta część teorii perspektywy, która pozwala rosnąć stratom. I w zasadzie nieistotne czy w grze z czy przeciw trendom. Tu powinna liczyć się tylko jedna racja – racja podjętych działań! Zlecenia stop loss wprawdzie godzą mocno w urażoną dumę ale pomagają przetrwać lewarowane inwestycje.

Komicznie natomiast na tym tle wyglądają zabiegi analityków, którzy potrzebę udowadniania światu swojej słuszności wpisują sobie na sztandary, posługując się manierą typu: ?rynek znów się pomylił”, ?jak słusznie przewidywałem”, ?ten wzrost jest irracjonalny” itp. Tym nasiąkają później ich czytelnicy, wpadając w spiralę poszukiwania winnych wszędzie dookoła ale nie we własnych, błędnych przekonaniach.

Wszelkie mechaniczne strategie transakcyjne są w bardzo komfortowej sytuacji w kontekście tych rozważań. Podobnie jak dobrze przetestowane narzędzia Analizy Technicznej o ile nie zakłada im się butów subiektywności. Tu nie ma kwestii tego, że ?rynek znów się myli”, teoria perspektywy nie dotyczy software’u, nieistotne jest wyrównywanie jakichś osobistych porachunków ani odczucie nieracjonalności osiągniętego kursu cenowego, liczy się jedynie racja w sensie statystycznym a więc sumaryczny wynik finansowy. Nawet myląc się w ponad 50% przypadków nadal utrzymują dodatni wynik finansowy ponieważ kontrola ryzyka jest ważniejsza niż potrzeba triumfalizmu.

Jeśli ktoś chciałby oduczyć się niewygodnego nawyku udowadniania sobie lub innym racji to polecam jednoczesne używanie dwóch przeciwnych strategii – anty i trendowej. Można to robić nawet na tym samym instrumencie – na przykład na dwóch osobnych rachunkach, albo innych seriach. W ten sposób rację można mieć niemal zawsze 🙂

P.S. Zrobienie tego wpisu zajęło mi 4 dni 🙁 Musiałem po kilka razy zważyć każde słowo. To pewnie świadczy, że temat jest trudny ale ważny.

–* Kathay *–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

19 Komentarzy

  1. Jacek

    Na jednym rachunku też można grać kilkoma strategiami – portfel rozliczany jest według sumy pozycji, choć taki sposób jest trudniejszy niż gra na kilku rachunkach, lub seriach.
    Strategie gry z trendem – przecięcie średnich, wybicie z kanału, progu zmienności są łatwiejsze do zrobienia i chyba działają lepiej na większych interwałach czasowych. Strategie gry przeciw trendowi są mniej popularne i myślę, że lepiej się sprawdzają na intra. Może coś napiszesz na temat takich strategii antytrendowych ?

  2. tomfid

    Jedną z możliwych do zastosowania strategii antytrendowych jest "turtle soup", czyli przeciwieństwo "żółwia". Pod jednym z poprzednich wpisów Kathaya jeden z forumowiczów napomknął o tym i podał link do odpowiedniej strony. Jest to ciekawy pomysł, aczkolwiek w testach słabo mi się spisywał…niestety…

  3. Jacek

    może na foreksie, gdzie jest zdaje się więcej fałszywych wybić ?
    Na fw20 to raczej zadziałałyby strategie oparte na wykupieniu/wysprzedaniu oscylatorów.

  4. jzp

    Do odpowiedniej strategii trzeba dobrać odpowiednie narzędzia. Ja np. do działań antytrendowych używam opcji. Do gry z trendem akcji.

  5. Jacek

    czyli masz w portfelu jednocześnie akcje i opcje ?

  6. jzp

    Często tak, ale nie zawsze. Z tego względu, że akcjami ciężko jest grać z trendem spadkowym.

  7. Thom

    Ciekawy tekst.
    Wydaje się, że wszystko sprowadza się do czegoś, co można by nazwać "psychicznymi zdolnościami adaptacyjnymi" u inwestora. Szybka reakcja na potencjalną porażkę i wycofanie, a w przypadku zysków cierpliwość.
    Może "zaprogramować" się hasłem: "nigdy nie mam racji na początku – to rynek może mi ją przyznać" ? Czyli szukać wyłącznie okazji i oceniać prawdopodobieństwo ruchu (np. na podstawie AT)?

  8. kathay

    “Zupa z żółwia” czeka w kolejce, obiecuję do niej wrócić we wszystkich znanych mi odmianach

    Zmiana nastawienia to jedno (kolejny punkt u Steenbargera) a odpuszczenie sobie konieczności posiadania racji to drugie. Adaptację można z czasem w sobie wyrobić a wcześniej trzeba ją sobie uświadomić. Robienie analiz w tym nie pomaga jak pamiętam z doświadczeń a ich publikowanie tym bardziej bo przyznanie publicznie “nie miałem racji” jest chyba większą porażką dla pcychiki niż samo pomylenie się.
    Jest też inna droga – jeśli nie potrafię wytrwać w trendzie, zmieniam strategie na bardziej dopasowaną mentalnie.

    Dobry przykład – Amaranth. Obstawili , że spread pomiędzy 2 seriami powinien się zawęzić bo to tamto. Nie mieli racji ale chcąc ją mieć zbudowali pozycje tak ogromne i niepłynne że praktycznie nie do odkręcenia.

  9. kunta-kinte

    Właściwie najlepszy tekst na blogu bossy.Z doświadczenia mogę dodać iż opanowanie w/w reakcji zajęło mi 6 lat po 12 godzin dziennie gry na kontraktach oraz studiowaniu psychologii i mimo to czasami jeszcze się łapię na zamykaniu we wcześniej nie ustalonym miejscu.Cóż,wydzielanie hormonów bardzo trudno opanować..Aha w wieku 37 lat po ok 3 latach gry i obsunięciu o 90% portfela(wtedy ok 30 kontraktów na FW20) miałem udar mózgu i paraliż na kilka miesięcy prawej strony ciała,ale grałem nawet w szpitalu.Metoda mojej gry?Takiej nie ma,stosuję większość powszechnie znanych.Do zwycięstwa prowadzi jednak w podanej kolejności:duża strata,wiedza,doświadczenie,poszerzenie wiedzy,DYSCYPLINA.Mogę dodać jeszcze że w minionych mistrzostwach Parkietu dałem moim dzieciom(16,14,11 lat) konto do gry.Po miesiącu byli spłukani z kasy-musiałem nauczyć ich smaku porażki.Tak się zaczyna…..

  10. TS

    @ kunta-kinte
    rozumiem, że grasz "na czuja" czyli dobierasz sobie metodę wg kryterium uznaniowego i wybierasz sobie sygnały, które Ci odpowiadają , tak ?

  11. kunta-kinte

    nie,nie nie ma żadnego czuja a ilość dobrych decyzji przewyższa ilość złych,nieznacznie-ale straty tnę szybko a zyski wyciągam długo

  12. TS

    ok, dzięki za odpowiedź 😀

  13. Alicja

    Przepraszam nie moge sie powstrzymac, musze zapytac…Wybaczcie 🙁

    @Kunta-kinte

    Czy chociaz zarobiles 1 mln Euro, ktore (moze) by zrekompensowaly Twoj poswiecony czas (6 lat/12h dziennie na kontraktach), Twoje zdrowie oraz czas zabrany Rodzinie, zwlaszcza 3 dzieci?

  14. Jacek

    Cytowany Paul Tudor Jones II pracował 80 hours a week i ma żonę i czwórkę dzieci
    ale on jest biały i popiera McCaina 😉
    http://chinese-school.netfirms.com/Paul-Tudor-Jones-interview.html

  15. Alicja

    Oki – robil to zawodowo. Zaczynal zarzadzac 300 tys $, potem bilionami. Nie doczytalam ile miliardow dolarow w tym czasie zarobil?
    Na pytanie "day traders" odpowiedzial "95% losers"

    Wiec tak sie zastanawiam jakie trzeba miec predyspozycje, jaka sciezke zawodowa wybrac, aby zarabiac pieniadze na gieldzie.

  16. Jacek

    Predyspozycje: Wysokie IQ raczej przeszkadza, ważniejsza jest inteligencja emocjonalna,
    którą można w końcu wytrenować jak się bardzo chce – akurat w temacie.
    A zawód ? najlepiej "Inwestor giełdowy"..
    (w razie niepowodzenia reklamacje można składać u ruskiego psychiatry).
    Znam kilku ludzi, którzy żyją ze spekulacji na GPW. Nie wiem, czy można pracować zawodowo
    w jakimś całkiem innym fachu i jeszcze uzyskiwać regularne dochody z gry na GPW, czy Fx.

  17. kunta-kinte

    Re Alicja
    Zawodowo zajmuję się czymś innym,także i żona ma swój odrębny biznes.Czy przez te lata zarobiłem miliony?Nie,żle na to patrzysz.Teraz nie gram każdego dnia,10 pkt dla FW 20 mi wystarczy ze 3 razy w tygodniu.Dzisiaj wiem że grając codziennie podnoszę ryzyko do ekstremum krzywej Gaussa.Dlatego wygrywam.Może jestem minimalistą?Ale dzięki temu nie mam pozycji na noc,nie kręcę się z pozycjami,nie gram w konsolach,wszystkie słabe sygnały ignoruję-siedzę przed kompami tylko po to w większości aby ręcznie malować wykresy w różnych interwałach czasowych,piję kawę i gram w plemiona lub o game za dzieci gdy one są w szkole.Jaki to sens ekonomiczny zapytasz?Takiego nie ma bo pieniądze są abstrakcją potęgowaną przez nasze popędy.Czas zabrany rodzinie?Nie ,byli tutaj obok mnie i na innych monitorach oglądali kabarety,wypisywali faktury,badali genetykę szynszyli bądż grali w swoje gierki.

  18. Alicja

    @Kunta-kinte

    Bardzo dziekuje za odpowiedz 🙂
    Rozumiem, ze wszystko ma swoj koszt.
    Zastanawiam sie nad calkowitym rozrachunkiem.

  19. gragra

    @ kunta-kinte
    " …w wieku 37 lat po ok 3 latach gry i obsunięciu o 90% portfela(wtedy ok 30 kontraktów na FW20) miałem udar mózgu i paraliż na kilka miesięcy prawej strony ciała,ale grałem nawet w szpitalu.. "

    ten wypadek .. tragedia to z powodu obsunięcia ???

    … 6 lat kopa czasu

    pzdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *