W życiu każdej osoby uprawiającej swój kawałek pola na rynku przychodzi moment, w którym odnosi się wrażenie, iż spora część współuczestników biesiady popadła w ślepotę. Rozsądek podpowiada, żeby nie stawać na drodze rozpędzonemu pociągowi hossy, w który większość już chyba uwierzyła, ale pierwszy raz od wielu miesięcy trudno nie odnieść wrażenia, iż optymizm komentatorów jest mocno przesadzony.
Jeśli jakoś uśrednić głosy komentatorów odnośnie przyszłości rynku, to wspólnym mianownikiem jest teza, iż rok 2013 będzie udany lub wyjątkowo udany dla akcji i właściwie nie ma znaczenia strategia, bo rynek byka… itd. Z racji braku wiary w to, iż ustawianie się w opozycji do większości jest najlepszą strategią nie postawiłbym centa na zagranie przeciwko temu chórowi optymistów. Niemniej moja naturalna skłonność do obstawiania scenariuszy umiarkowanie optymistycznych i umiarkowanie pesymistycznych podpowiada mi, że tym razem stadny głos pomija kluczowe problemy, z jakimi przyjdzie się zderzyć się rynkom w roku 2013.
Kolejny klif w USA: ledwie kilka tygodni dzieli nas od nowej batalii w Waszyngtonie, przy której problem klifu fiskalnego wydaje się drobnym płotkiem do przeskoczenia. Już teraz można powiedzieć, że po serii porażek i upokorzeń republikańska większość w głównej izbie amerykańskiego parlamentu szykuje się do walki o prestiż. Zawierając kompromis podatkowy Republikanie oddali jeden z dwóch kluczowych punktów własnego programu w postaci niskich podatków. Drugim jest ograniczenie wielkości rządu i nic nie służy temu lepiej niż cięcia w wydatkach. To będzie naprawdę gorący okres, w którym na szali stanie nie tylko prestiż jednej partii, ale obawa, iż amerykański rząd nie spłaci swoich długów.
Zmiany w polityce monetarnej: na blogach bossy i giełdach bez echa przeszło małe trzęsienie ziemi, jakie rynkom zafundowały protokoły z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku a szkoda, bo jastrzębi sygnał z Fed wydaje się jednym z najciekawszych wydarzeń w ostatnim czasie. W trakcie dwóch ostatnich sesji swoje dwa zdania dopisały Europejski Bank Centralny i polska Rada Polityki Pieniężnej, która zasugerowała możliwość zmian w polityce monetarnej. Po wczorajszym zachowaniu złotego i dzisiejszej zwyżce euro widzimy, iż oczekiwania rynku pozostały w świecie, w którym banki centralne stymulują wzrost gospodarczy. Wszystko wskazuje na to, że w perspektywie kilku miesięcy giełdy będą musiały zmierzyć się z pytaniami, co stanie się, gdy kurek z tanim pieniądzem zostanie zakręcony. Rynek złota zdaje się już czuć ten niepokój.
Nierozwiązane problemy Unii Europejskiej: stali czytelnicy blogów bossy wiedzą, iż lubiłem mieć dystans do głosów, które przepowiadały upadek dolara i rozpad strefy euro, ale powszechne dziś przekonanie, że kryzys w strefie euro jest już przeszłością wydaje mi się takim samym nadużyciem, jak zakładanie, iż całość skończy się rozpadem Unii Europejskiej. W perspektywie kilku miesięcy odbędą się najważniejsze wybory parlamentarne w tym roku, których stawką będzie układ sił na niemieckiej scenie politycznej. Dziś trudno trafić na analizę rynkową, która kreśliłaby scenariusze na okres kampanii wyborczej i potencjalnych zmian w polityce niemieckiej, gdy rządy Angeli Merkel stałyby się przeszłością. Trzeba przypomnieć, że ostatnie wybory do Bundestagu odbyły się jesienią 2009 roku, więc w sumie pierwszy raz od lat Niemcy gremialnie wyrażą opinię o przyszłości UE po jej mocnej zapaści. Powiedziałbym, że grono optymistów nie odrobiło tu pracy domowej i nikt nie wie, jaki będzie stosunek nowego rządu w Berlinie do unii walutowej i gospodarczej.
Kryzys vs. ożywienie: chór komentatorów i analityków preferujących skrajnie optymistyczne scenariusze zdaje się być niewolnikami przeszłości. Właściwie cały czas trafiamy na odniesienia do kryzysu z roku 2008 i kolejnej jego odsłony w Unii Europejskiej. Problem w tym, że dziś nie idzie już o to, czy udało się opanować kryzys, ale czy działania podjęte na polu walki z kryzysem pozwolą zbudować fundament pod trwałe ożywienie gospodarcze. Druga fala recesji w Unii Europejskiej dobitnie pokazała, iż można wygrać z kryzysem, ale przegrać ożywienie. Również politycy w USA robią wiele, by niewątpliwe sukcesy na polu walki z kryzysem zostały zaprzepaszczone w ideologicznym sporze, w którym jedna i druga strona nie potrafi zrozumieć, że nie można mieć jednocześnie dużego rządu i niskich dochodów z podatków.
Oczywiście czas pokaże, czy obóz byków i momentum trendu wzrostowego będą na tyle silne, by rynki łatwo ominęły zarysowane rafy, ale już teraz można powiedzieć, że rok 2013 to nie będzie letni rejs w ciepłym słońcu, ale całkiem burzliwy okres, w którym nie braknie zwątpień w siłę gospodarek i zdolność polityków do zarządzania mniejszymi i całkiem dużymi kryzysami.


Dodaj komentarz