Kilka słów o tym jak w najprostszy sposób wybrać fundusz lub złożyć cały portfel funduszy bez konieczności kontaktu z doradcą finansowym.
Jest to ciąg dalszy pierwszej części, gdzie przytaczałem wyniki badania przez Pentor potencjalnych i obecnych klientów TFI, którzy za najważniejsze źródło wiedzy i porad podają wyspecjalizowanych doradców. Chciałbym pokazać, że podjęcie decyzji bez udziału takiego doradcy wcale nie musi być nietrafione i nieoptymalne, jeśli tylko weźmiemy pod uwagę poniższe fakty i zjawiska.
Wybór tylko jednego funduszu to w zasadzie ruletka. Jeśli będzie to fundusz akcyjny to rozrzut wyników między najlepszymi a najgorszymi w długim okresie może sięgać dziesiątków procent (od dodatnich stóp zwrotu do ujemnych), przy czym podobne będą przebiegi dziennych wycen czyli spadki jednostek udziałowych podczas bess i korekt, wzrosty o różnej dynamice podczas hossy. Wskazanie z góry liderów i outsiderów jest mało możliwe, nawet przez zawodowych graczy i inwestorów. Piszę to po raz kolejny ponieważ wiele osób, z którymi miałem przyjemność rozmawiać, nadal w to nie wierzy…
Nie ma gwarancji kontynuacji dobrych zysków powstałych w ostatnim czasie (jest co najwyżej jakaś szansa na krótkoterminowe ich powielenie). Można ewentualnie zawęzić obszar wyboru do funduszy zarządzanych przez celebrytów czy towarzystwa o renomowanej marce, nie daje to jednak nadal żadnej poręki podjęcia najlepszej w sensie zyskowności decyzji. Niestety żaden doradca również nie wskaże nam najtrafniejszej inwestycji, jeśli już to z dużą domieszką szczęśliwego trafu (ang. luck). Ponadto nie sposób nawet zrobić w ramach podpowiedzi jakiejś sensownej analizy fundamentów, wykresu czy innych cech funduszu. Skoro na tym poziomie nie pozostaje już nic więcej to wybór można pozostawić intuicji albo losowości. Jedno od drugiego niespecjalnie się różni w ostatecznym wyniku, intuicja daje nam jedynie złudzenie większej kontroli, a komfort tego rodzaju również jest ważny.
Zakup jednostek tylko jednego funduszu (bez względu na sposób podjęcia decyzji) skutkuje tym, że jeden inwestor trafi w dziesiątkę, inny może czuć się rozczarowany, wpadając do towarzystwa z końca tabeli na koniec okresu inwestycji. Spójrzmy więc na problem od strony casusu małpy z rzutkami i tarczą, opisywanemu niegdyś przez mnie dość szczegółowo.
Zrobienie tego na chybił trafił może się doskonale udać a wybór okazać nawet lepszy niż zrobiony przez grono doradców. Jednym z powodów jest duże rozwarstwienie końcowych stóp zwrotu i spora zmienność wyników cen akcji, a więc i inwestycji na nich opartych. Co za tym idzie – istnieje wiele szans statystycznych z tym związanych. Wynik losowy (małpa) może być lepszy niż nielosowy, ale już oba nie muszą mieścić się w czole rankingu. I nawet jeśli uda się niektórym trafić to już nie uda się to wszystkim.
Jako pewnego rodzaju remedium na taką sytuację sporego wahadła wymyślono dywersyfikację czyli rozproszenie kapitału na kilka funduszy (czy klas aktywów). Jeśli zbudujemy portfel złożony z np. 5 funduszy to końcowy wynik sumaryczny będzie niewiele odległy od wyników wielu innych tego rodzaju portfeli, składanych z dowolnych innych 5 funduszy (wybranych losowo lub nie). Rozproszenie wyników maleje bowiem wraz z ilością posiadanych aktywów czyli w tym wypadku ilości wybranych funduszy (nawet przy chybił trafił), byle nie przesadzać i nie wychodzić poza liczbę 10 w portfelu, kiedy korzyści z dywersyfikacji stają się znikome.
Zrobienie więc tego w sposób „portfelowy” znacznie ukróca zmienność wyników i ich rozproszenie co znaczy, że końcowe stopy zwrotu dowolnej ilości portfeli nie odbiegają od siebie tak mocno jak przy wyborze 1 funduszu. Co za tym idzie żal jest wówczas mniejszy, niższa szansa wpadki w najgorsze (w sensie zysków) TFI, oddajemy jednie potencjalnie najwyższe wyniki, ale kosztem poczucia większego „bezpieczeństwa”.
Złożenie portfela z funduszy tylko jednego rodzaju (np. akcyjne) nie chroni jednak przed owymi spadkami, na które narzekają pytani przez Pentor (związane z dekoniunkturą na rynku akcji).
Można je jednak co nieco złagodzić za pomocą rozłożenia kapitału w różnych klasach funduszy zamiast tylko w akcyjnych, co do pewnego stopnia ochroni przed typowo giełdową bessą. W portfelu można więc umieścić fundusze: akcyjny, obligacyjny, towarowy, zagraniczny, nieruchomości czy absolutnej stopy zwrotu. Ich obsunięcia nie zawsze się nakładają co pomoże zyskami z jednych łatać chwilowe spadki wycen w innych.
Firmy monitorujące osiągi funduszy, jak Morningstar czy nasze analizy.pl, tworzą rankingi oparte na zasługach i wynikach poszczególnych powierników. Zdobycie tam jak największej ilości gwiazdek oznacza, że zarządzający starali się wykazać, to jednak nadal nie gwarantuje sukcesów w przyszłości. Niemniej jednak celowanie rzutkami w pięcio- czy czterogwiazdkowce może być nieco lepszym wyborem niż rzut w listę jednogwiazdkowców. Ciekawe badanie w tym temacie pokażę wkrótce.
Zrozumienie prostych mechanizmów statystyki być może będzie większą pomocą niż rada doradcy, która w ogromnej większości przypadków i tak będzie po czasie rozczarowująca, co zresztą Pentor bez problemu mógłby udowodnić badaniem tych klientów, którzy przez ostatnie lata z niej korzystali (szczególnie zaczynając przez kryzysem). To jednak temat na inną okazję.
—Kat—


Dodaj komentarz