W ostatnim czasie rynek ropy znów stał się centrum giełdowego świata. Spadające ceny surowca potrafią zachwiać rynkami akcji i pchnąć w górę amerykańskiego dolara. Przedstawiciele rządów i władz proponują zmiany w prawie, które miałyby ograniczyć napływ kapitału spekulacyjnego na rynki towarowe a na pierwsze strony gazet wraca zapomniane niedawno słowo spekulant. Przez ten specyficzny – przepraszam za język – jazgot rozgorączkowanych polityków trudno przebiją się głosy, które sygnalizują, iż zakazy w coraz bardziej zglobalizowanym świecie są właściwie nie do utrzymania a stawianie szerokich barier przed amerykańskimi funduszami oznacza wypchnięcie całego segmentu rynku poza standardowe regulacje a może nawet poza Stany Zjednoczone.
WallStreet, czy komuś się to podoba czy nie, to jedno z największych osiągnięć Ameryki i nie brakuje chętnych, którzy zajęliby jej miejsce. Zwolennicy zakazów w spekulacji ropą zdają się pomijać fakt, iż centrum surowcowego świata przesuwa się z Atlantyku do Azji i wcześniej czy później pojawią się tam giełdy, które będą chciały przejąć obrót pochodnymi na ropę, miedź i wiele innych towarów. Nakładanie ograniczeń będzie sprzyjało ucieczce kapitału z WallStreet, co ostatecznie przestawi świat finansów z kultury zdominowanej przez Zachód na kulturę zdominowaną przez Wschód. Dla inwestorów w Polsce byłoby to dobre rozwiązanie – wstawalibyśmy wcześniej i około 10:00 byłoby po pracy z wolnym od rynku wieczorem. Bez żartów jednak.
Siła najważniejszych giełd towarowych polega na tym, iż handluje się na nich z całej masy pobudek a kapitał spekulacyjny jest tym, który zapewnia rynkowi płynność. Walki z próbami zarobku nie można wygrać poprzez ograniczenia w dostępie do regulowanego rynku. Wiemy to doskonale po niedawnym zamieszaniu z opcjami w Polsce, które wylały się do gospodarki znikąd i kopnęły w kostkę rząd, nadzór, banki i rzesze inwestorów, którzy byli akcjonariuszami takich spółek, jak np. Duda. Okazało się, że nie ma takiej umowy, której nie mogą podpisać chętne strony. Gdyby firmy zabezpieczały się opcjami na rozwiniętym rynku, to od kilkunastu miesięcy opinia publiczna, analitycy, nadzór i sami przedsiębiorcy wiedzieliby o nowym trendzie i rosnącym zagrożeniu, które doprowadziło kilka firm do upadku. W istocie, publicznie dostępna cena najlepiej informuje o tym, że na rynku pojawia się jakiś element w gospodarce, którego nie dostrzegamy.
Zresztą wielu inwestorów na rynkach surowcowych np. ropy handluje z pominięciem giełd. W takim wypadku to jedna strona – często banki – idzie na giełdę kontraktów terminowych, żeby zabezpieczyć własne zaangażowanie w transakcję, która przez giełdę wcale nie przechodzi. W tym wypadku cena zabezpieczenia odbija strukturę umów, ale nie czyni rynku, jako takiego. Ograniczenia nałożone na jedną stronę takiej transakcji zamiast podnieść stabilność systemu spowodują jego destabilizację i – zapewne – podniesienie kosztów handlu ropą, co nie pozostanie bez wpływu na ceny paliw na poziomie klientów. Ponadto, nie ma na świecie rynku terminowego, który mógłby przez dłuższy czas odrywać się od fundamentów. Osobiście uważam, że obecny kryzys pozwala politykom wyjątkowo łatwo kreować wroga publicznego. Wybatożono już publicznie bankierów i teraz trzeba znaleźć nowego kozła.
Możliwe, iż słaniająca się pod ciosami zapaści branży inwestycyjnej WallStreet nie pozwoli odebrać sobie nawet kawałka tortu i ma na tyle dużo wpływów, że skieruje energię polityków na poszerzenie zadań stawianych CFTC (Commodity Futures Trading Commission – odpowiednik naszej Komisji tylko dla rynków futures). Już dziś część propozycji idzie w kierunku uszczegółowienia cotygodniowych raportów COT (Commitments of Traders) o pozycjach dużych inwestorów na poszczególnych rynkach. Akurat takim krokom należałoby przyklasnąć, bo więcej danych o strukturze zaangażowania inwestorów pozwoliłoby szybko weryfikować rzucane w mediach teorie na temat genezy popytu na ropę czy miedź. Już dziś części rynków surowcowych właściwie nie sposób analizować inaczej niż przez pryzmat stanów posiadania funduszy indeksowych.


Dodaj komentarz