Victor Haghani i James White w książce „The Missing Billionaires: A Guide to Better Financial Decisions” przygotowali ciekawy test, który sprawdza jak dobrzy jesteśmy w pomnażaniu pieniędzy.

Autorzy publikacji (jej polski tytuł to „Brakujący miliarderzy: jak podejmować lepsze decyzję finansowe”) zauważają, że w USA jest znacznie mniej miliarderów, niż powinno być. Tzn. w 1900 r. w spisie powszechnym pojawiło się 4000 osób z majątkiem co najmniej milion dolarów. Ten milion dolarów zainwestowany wówczas w amerykańską giełdę wart by był pod koniec 2022 r. 100 mld USD. Gdyby rodzina posiadająca wówczas 5 mln USD zainwestowała swoje pieniądze na amerykańskiej giełdzie i wydawała rozsądną część majątku, to dziś tylko z tej jednej rodziny wywodziłoby się około 16 gospodarstw domowych z majątkiem co najmniej miliard dolarów.

Gdyby tylko co czwarty z milionerów z 1900 r. dysponował co najmniej 5 mln USD, to wśród ich dzisiejszych potomków powinno być co najmniej 16 tys. miliarderów. Gdyby dodać do tego tych, którzy sami zbili fortunę później to tych krezusów powinno być jeszcze więcej. Tymczasem w 2022 r. magazyn Forbes szacował, że obecnie w Stanach Zjednoczonych jest zaledwie 700 osób z majątkiem co najmniej miliard dolarów. I ze świecą szukać wśród nich tych, którzy wywodzą się od milionerów z przełomu XIX w. i XX w.

Zresztą nie musimy sięgać tak daleko. Mniej niż 10 proc. z obecnych miliarderów wywodzi się od tych, którzy byli na pierwszej liście najbogatszych Forbesa z 1982 r. Nawet najmniej zamożna z tamtych rodzin posiadająca wówczas „ledwo” 100 mln USD powinna wydać cztery rodziny dzisiejszych miliarderów. Co z tego wynika? To, że jest wiele prawdy w twierdzeniu jednego z najbogatszych Amerykanów w historii Corneliusa Vanderbilta. Gdy zmarł w 1877 r. był najbogatszym człowiekiem świata. Zauważył on: ”Każdy głupi potrafi zbić fortunę. Prawdziwa trudność polega na tym, by ją utrzymać”.

Te słowa były prorocze. 95 proc. majątku Corneliusa otrzymał jego najstarszy syn Billy. W ciągu 70 lat pieniądze się „rozeszły”. Wśród dzisiejszych potomków magnata żaden nie ma majątku, którego źródłem byłaby rodzinna fortuna sprzed półtora wieku. Gdyby tylko Vanderbiltowie zainwestowali swoje środki w nudny, zdywersyfikowany portfel światowych akcji, nie wydawali więcej niż 2 proc. majątku rocznie, to każdy z potomków krezusa warty by był ponad 5 mld USD.

Dlaczego prawie żadna z najbogatszych rodzin nie była w stanie utrzymać majątku? Otóż na to pytanie odpowiadają m.in. wyniki testu, którego przeprowadzenie autorzy książki proponują czytelnikom. Także czytelnicy bloga mogą to zrobić, ponieważ narzędzie do przeprowadzenia testu zostało przez autorów udostępnione na stronie internetowej.

I tak dostajemy 25 USD oraz możliwość rzutu monetą, na której w 60 proc. wypada orzeł (ang. heads). Przed każdym rzutem musimy zdecydować, jaką cześć z tych 25 USD obstawiamy na wynik. Jeżeli obstawimy 1 USD, to w wypadku wygranej dostaniemy 1 USD. Jeżeli przegramy, 1 USD zostanie nam odjęte od kapitału. Mamy pół godziny na robienie zakładów. Kapitał zgromadzony po zakończeniu testów zostanie nam wypłacony.

Tzn. tak było w eksperymencie przeprowadzonym przez autorów. Czytelnikom bloga nikt pieniędzy z wirtualnej gry niestety nie wypłaci. W czasie eksperymentu istniała także maksymalna możliwa wygrana, której wysokość przeprowadzający testów ujawniali, jeżeli któryś z grających się do niej zblizał. Jeżeli ktoś chce się sprawdzić w teście, to proszę przerwać czytanie, ponieważ w następnej części tekstu ujawnię jak należy do niego podejść, by osiągnąć najlepsze wyniki.

Otóż z analizy autorów wynika, że najlepszą strategią jest obstawiane zawsze 10 proc. kapitału. Oczekiwana wygrana w takim wypadku to 241 USD. A prawdopodobieństwo osiągnięcia maksymalnej możliwej wypłaty (250 USD) wynosi 94 proc. Niewiele gorsze rezultaty daje obstawianie 20 proc. kapitału. Oczekiwana wartość wypłaty to 237 USD, a szansa na wygranie największej możliwej sumy to także 94 proc.

Po przekroczeniu 20 proc. kapitału w pojedynczym zakładzie nasze szanse na dobry wynik maleją. W przypadku postawienia na szali 40 proc. naszego majątku, oczekiwana wartość wygranej spada do 176 USD, a szanse na maksymalną możliwą wypłatę obniżają się do 70 proc. Gorsze wyniki daje także obstawianie ciągle tej samej kwoty. Przykładowo jeżeli kładziemy na szali za każdym razem 4 USD, to mamy 59 proc. szans na wygranie najwyższej możliwej nagrody, a oczekiwana wartość wygranej to 213 USD. Przy 2,5 USD położonych na szali przy każdym zakładzie, oczekiwana wartość wygranej to zaledwie 72 USD. A możliwość zgarnięcia pełnej kwoty spada do 29 proc.

Jeżeli któryś z czytelników bloga nie osiągnął dobrego wyniku w tym teście, to nie powinien czuć się źle, ponieważ jest w dobrym towarzystwie. Powyższy eksperyment został przeprowadzony na 61 osobach, 49 mężczyznach i 12 kobietach, głównie studentach ekonomii i finansów, ale także grupie młodych pracowników z sektora finansów. Wśród nich było m.in. 14 analityków z dwóch wiodących firm zajmujących się zarządzaniem aktywami.

W tak doborowym towarzystwie średnia wygrana wyniosła zaledwie 91 USD. Tylko 21 proc. z biorących udział w teście uzyskało dobry wynik. Jako taki autorzy zdefiniowali końcowy stan konta 200-250 USD. Zwraca uwagę, że aż jedna trzecia grających zakończyła zabawę mając na koncie mniej pieniędzy, niż gdy ją zaczynała. A 28 proc. praktycznie zbankrutowało, czyli zostało im mniej niż 2 USD. Jak można zbankrutować grając w grę, która przy każdym rzucie daje nam 60 proc. szansy na wygraną? Otóż z 61 grających aż 18 przynajmniej raz postawiło całość majątku na jeden rzut monetą, co zwiększyło ich szanse na bankructwo z prawie zera do 40 proc.

Jeszcze bardziej interesujące jest to, że 67 proc. grających przynajmniej raz postawiło na reszkę, na którą szanse na wyrzucenie wynosiły tylko 40 proc. A 13 grających obstawiała ją przez więcej niż 25 proc. czasu. Mama jednego z autorów książki była jedną z poddanych testowi. I także ona kilka razy postawiła na reszkę. Na pytanie dlaczego to zrobiła odpowiedziała.”Wiem, że nie powinnam była tego zrobić, ale nie mogłam się powstrzymać. Po prostu czułam, że reszka powinna się wtedy pojawić”. Wyniki powyższego testu pokazują jak wiele jest racji w twierdzeniu Nassima Nicholasa Taleba. „Jeżeli będziemy dawać inwestorowi wiadomości z następnego dnia 24 godzin wcześniej, to w ciągu roku zbankrutuje”.

Eksperyment z monetą jest o tyle ciekawy, że pod wieloma względami przypomina inwestowanie na giełdzie. Przez ostatnie 50 lat amerykańskie akcje miały roczny zysk nadzwyczajny (czyli ponad stopę zwrotu z bonów skarbowych) ok. 7,5 proc. przy zmienności na poziomie 18 proc. Inaczej mówiąc nadzwyczajne zyski stanowiły 0,4 zmienności. To podobne parametry jakie występują w przypadku obstawiania wyników rzutu monetą, w której jedna strona wypada 70 proc. czasu a druga 30 proc.

Jednak te ostatnie pół wieku na rynku kapitałowym w USA były zdaniem autorów wyjątkowo dobre. W ich opinii na przyszłość lepiej jest przyjąć, że zachowanie rynków będzie przypominać rzuty monetą z 65 proc. szansą na wygraną, a więc bardzo blisko parametrów zakładu w opisanym w książce eksperymencie. Wynik opisanego eksperymentu w części rozwiązuje zagadkę, która zajawiana jest w tytule książki, a więc dlaczego tak niewiele rodzin potrafi utrzymać duży majątek przez pokolenia. Nie wystarczy zatem mieć metody na pomnażanie kapitału z oczekiwaną stopą zwrotu wyższą niż inflacja. Trzeba wiedzieć jaką cześć majątku inwestować, by nie zbankrutować.

Tymczasem odpowiedzi na to pytanie poświęca się zadziwiająco mało miejsca. Autorzy chcą tę lukę wypełnić. „The Missing Billionaires” faktycznie odpowiada na to pytanie, ale zrozumienie jej wymaga trochę wysiłku od czytelnika. Jeżeli chodzi o zawartość matematycznych wzorów książce bliżej jest do podręcznika akademickiego, niż do publikacji w stylu „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Obawiam się więc, że wiele osób zniechęci to do tej książki. Ale ci którzy wytrwają zostaną nagrodzeni wiedzą, którą trudno jest znaleźć w innych publikacjach.

I to jest jeden powód dla którego warto po tę książkę sięgnąć. Drugi jest taki, że jeden z jej autorów Victor Haghani był współzałożycielem funduszu hedge Long‐Term Capital Management (LTCM), który w 1998 r. ogłosił bankructwo. I to pomimo tego, że wśród jego jego zarządzających było dwóch zdobywców Nagrody Nobla z ekonomii. Co się można z takiego doświadczenia nauczyć? Otóż właśnie tego, jaką cześć majątku wkładać w różne przedsięwzięcia. Haghani nie miał wówczas wiedzy na ten temat i w LTCM włożył 80 proc. posiadanego majątku. Jak ktoś nie chce popełniać podobnych błędów to przeczytanie „The Missing Billionaires” mu w tym pomoże. Z zastrzeżeniami, ale polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *