O wyższości jednego nad drugim

Przy okazji jednego z wpisów na naszym koncie Twitterowym pojawiła się kwestia dotycząca analizy wykresów w skali liniowej lub semi-logarytmicznej. Temat sam w sobie interesujący i równie nierozstrzygalny jak wyższość analizy technicznej nad fundamentalną (lub odwrotnie), czy też wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (lub odwrotnie).

Całość w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, do czego jest potrzebny mi dany wykres i jakie założenia prze jego analizie przyjmuję. Przy czym zbiór założeń może być oczywiście niezmiernie subiektywny, więc wszelkie spory będące pochodną już samej analizy czy interpretacji wykresu nie mają większego sensu.

Dość niedawno – problem wyboru skal na wykresach sygnalizował Tomek Symonowicz (Liniowo czy logarytmicznie), spróbuję dodać do jego rozważań jeszcze inną perspektywę, pamiętając, że wiele lat temu, podobnie jak nasz czytelnik na Twitterze mogłem zareagować z niedowierzaniem, na to, że ktoś przy ocenie wykresów wybrał właśnie taką, a nie inną skalę, lub taki, a nie inny wskaźnik.

To zresztą miłe wspomnienia. Uśmiecham się sam do siebie, gdy przypominam sobie owo epokowe odkrycie, jakim było spostrzeżenie, że po zmianie skali z liniowej na logarytmiczną w programie, który wówczas stosowałem (Omega SuperCharts) linie trendu zaczynały mieć inny przebieg, ba zniesienia Fibonacciego również wyglądały inaczej. Czułem się wówczas jak Kolumb, który odkrył Amerykę, choć zaraz potem przyszła konfuzja „jak żyć, panie premierze, jak żyć?”. Które linie są tymi prawidłowymi? Tymi, które determinują dalsze zachowanie się kursów, tymi po przecięciu których będę na pewno mógł oznajmić „OTO NADESZŁA HOSSA!”.

To były czasy, w którym linie rysowałem precyzyjnie, z dokładnością co do jednego punktu lub dziesięciu groszy. Nie można było od tego odstąpić, bo przecież naruszony byłby porządek wszechświata. Co prawda nieustannie wszechświat wykresów drwił sobie ze mnie, podsuwając nowe wątpliwości – „a skąd wiesz, że powinieneś rysować wykresy po cenach zamknięcia, a nie uwzględniając ekstrema, hę?”. Ale te rozważania przyszły później. Przypominam, że notowania na GPW w pierwszych latach, przebiegały w systemie jednolitego kursu dnia, czyli tylko z jedną ceną. Ech ta prostota niewinności. Komu to przeszkadzało!

Spójrzmy więc na wykres indeksu WIG20, z narysowaną linią trendu na skali liniowej i logarytmicznej.

Czerwona linia narysowana na skali liniowej, po przełączeniu na logarytmiczną, wygląda w taki sposób, że każdy adept analizy technicznej powinien taki wykres spalić na stosie. Narysujmy więc „poprawną”. Niestety zaczynają się kłopoty. W tym wypadku linia (niebieska) poprowadzona od tego samego szczytu, biegnie przez kolejny, ale już oddala się znacząco od następnego. Młody adepyy AT wykazuje już pewną nerwowość, bo przecież tak nie można. Rynek powinien szanować i respektować wyznaczone przez nas linie. W wielu książkach piszą jednak, by nie popadać w panikę, tylko rysować kolejne linie trendu (tzw. adaptacyjne), uwzględniając dalsze szczyty. Mamy więc taką linię (zieloną). Nasz honor został uratowany!

Wróćmy jeszcze raz do skali logarytmicznej, żeby zobaczyć, gdzie teraz znajdują się owe linie (zielona i niebieska).

Czasami mówi się o tym, że lepsze w wyborze inwestycji rynkowych są małpy niż profesjonaliści. Nasze linie teraz wyglądają, jak narysowane dość przypadkowo. Nie spełniają minimalnego warunku linii trendu, jakim jest łączenie minimum dwóch punktów.

Mamy jednak w tej chwili trzy wartości dla indeksu WIG20: około 1530 (skala liniowa, przecięte 31.10.2022), 1560 (skala log, 2.11.2022) oraz 1635 (skala log, 7.11.2022 – jeszcze nie zakończyła się sesja dzisiejsza, więc nie wiemy czy ta bessa się w końcu zakończyła, czy też nie).

Kiedy tak sobie tłumaczysz jakiś nieoczekiwany, ale nie zaskakujący wynik, to ostateczny punkt końcowy zawsze wydaje się mieć sens. To właśnie rozumiemy przez „zrozumienie” opowieści, a   zarazem to właśnie sprawia, że z   perspektywy czasu rzeczywistość wydaje się przewidywalna. Ponieważ każde zdarzenie występując, samo siebie wyjaśnia, ulegamy złudzeniu, że dało się je przewidzieć. Ogólniej rzecz biorąc, poczucie, że rozumiemy rzeczywistość, opiera się na naszej nadzwyczajnej zdolności tworzenia narracji tłumaczących obserwowane przez nas zdarzenia. Kiedy szukamy przyczyny, prawie zawsze nam się to udaje, bo przyczyny można czerpać z   niewyczerpanego zbioru faktów i   poglądów na temat rzeczywistości. […]

Nasze „rozumienie” świata to nieustające interpretowanie rzeczywistości pod kątem przyczyn i   skutków. Poczucie, że rozumiemy nurt życia, składa się z   wielu ocen, które z   perspektywy czasu nakładamy na zdarzenia zachodzące w   dolinie normalności. Jest ono w   fundamentalny sposób przyczynowo-skutkowe: kiedy dowiadujemy się o   nowych zdarzeniach, alternatywy zostają wyeliminowane, a   narracja nie pozostawia wiele miejsca na niepewność.

Przerwałem dotychczasowe rozważania fragmentem pochodzącym z książki autorstwa: Daniela Kahnemana, Oliviera Sibony i  Cassa R. Sunsteina –  „Szum”. Nieustanie na rynku staramy się tworzyć opowieści. „Bessa zaczęła się w połowie kwietnia, gdy wykres pokonał poziom 2000 punktów”, „Hossa rozpoczęła się w dniu, w którym ogłoszono dane o inflacji”, „Gdy indeks przebił poziom 2500 punktów dalsze wzrosty były już tylko kwestią czasu”. Jak zwracają uwagę psychologowie, z Danielem Kahnemanem na czele nasza tendencja do próby wyjaśniania świata w kategoriach przyczynowo-skutkowych jest naturalna i zrozumiała. Sens widzimy nawet tam, gdzie nie może go być (losowe dane), a po fakcie ułożenie opowieści jest jeszcze bardziej kuszące. Co więcej, im dokładniejsza i bardziej precyzyjna opowieść, tym większa jest szansa, że uwierzymy w nią nie tylko my, ale i nasi słuchacze.

To czy linie biegną na wykresie tak, a nie inaczej jest kwestią naszego wyboru i dobrej opowieści. Opowieścią będą również argumenty, czy lepiej użyć skali logarytmicznej, czy liniowej.  W gruncie rzeczy nie mają one większego znaczenia w praktyce inwestycyjnej. Spójrzmy – od dołka w połowie października, na poziomie 1337 rynek pokonał blisko dwieście punktów by dojść do pierwszej bariery wyznaczonej przez umowną linii trendu. Wydarzyło się to w ciągu dwunastu sesji, z których tylko dwie były spadkowe. Używając wielu (innych) narzędzi analizy technicznej – wielu inwestorów mogło już zajmować tam długie pozycje. Jeśli byli rozsądni i zarządzali ryzykiem tych pozycji – wyznaczali linie obrony, czyli punkty w których zamykają swoje długie pozycje. W zależności od nastawienia mogły być oddalone dalej lub bliżej. Mogły zadziałać, lub być konsekwentnie przesuwane. Wielu z nich mogło być wciąż na rynku w chwili, gdy doszło do przecięcia „linii trendu”. Część mogła czekać dopiero na ten moment, zajęła pozycję i znów – wyznaczyła „poziom wyjścia” starając się mieć pod kontrolą ryzyko zajmowanej pozycji. Opowieść o tym, czy właśnie zakończyła się bessa, czy nie ma dla nich znaczenie o wiele mniejsze niż to, czy podążać za trendem, czy trzymać stop niezmieniony.

Kolejna linia (skala semilog) to znów sto punktów wyżej na wykresie WIG20. W sumie już trzysta punktów od dołka. Rozważania o tym, czy już jest początek hossy, czy też nie przypomina nieco obrazek z kreskówki, gdzie bohaterowie spierają się czy w znalezionym właśnie garncu jest skarb pochodzący z XVII czy może XVIII wieku, gdy tymczasem trzeci spryciarz po prostu bierze go pod pachę i wychodzi.

Nie zapominajmy o tym, że rysowanie na wykresach jest tylko pewnym dodatkiem, opowieścią, uporządkowaniem tego co nam się wydaje, a często nie ma wiele wspólnego z realnie podejmowanymi decyzjami inwestycyjnymi. Definicje bessy i hossy są bardzo uznaniowe i zależą od subiektywnych założeń analityka. Możemy się z nimi zgodzić lub nie, nie należą jednak do kategorii prawd objawionych.

[Photo by Luca Bravo on Unsplash  ]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *