Demony Analizy technicznej, część 11

Poniżej opisany, kolejny zarzut wobec AT, w pewnej mierze jest zasadny, ale rodzi to pewne negatywne implikacje tym, którzy AT chcą się nauczyć.

Dlatego ważne jest by zrozumieć dokładnie wagę owego zarzutu i jego poprawne odniesienia.

A brzmi on:

Analiza techniczna w książkach czy innych materiałach edukacyjnych nie działa. 

Zanim przejdę do wyjaśnień muszę dodać zastrzeżenie, na które zawsze uczulam przy dyskusjach o AT. Chodzi o określenie „nie działa”. Jak wyjaśniałem w poprzednich częściach tego cyklu to jest mocne uproszczenie, które już na wstępie powoduje ugrzęźnięcie tematu w głębokim piachu i w zasadzie nie pozwala na żadne odniesienia i argumentacje. Uczmy się precyzyjnego formułowania i myślenia w tej kwestii, ponieważ ‚nie działa’ ma bardzo wiele znaczeń w tym związku, które inaczej się objawiają oraz posiadają różną funkcję oraz skuteczność.

Ja się domyślam, że formułujący tego rodzaju zarzut ma najprawdopodobniej na myśli to, że przy użyciu AT nie udaje mu się wydobyć z rynku zysków albo słyszał, że inni tego nie potrafią. Jak jednak chciałby to rzetelnie zweryfikować i dowieść? Musiałby wskazać, że wszystkie techniczne narzędzia i oparte na nich strategie, zastosowane na wszystkich rynkach i we wszystkich skalach czasowych nie przynosiły i nie przynoszą zyskowności.

Nie do zrobienia, a więc jedynym poprawnym zaczynem do dyskusji może być jedynie wskazanie konkretów. Na przykład: za pomocą żadnych średnich nie da się osiągnąć zyskowności w sposób systematyczny. To da się przynajmniej zweryfikować.

Gorzej gdy tę samą ocenę odnośnie średnich sformułuje nie wobec systematycznego ich użycia, lecz intuicyjnego, czyli opartego na doraźnych, subiektywnych  wyborach stosowania takiej metody. To jest NIE DO ZWERYFIKOWANIA i w zasadzie kończy dyskusję. A zarzut trzeba by zmienić na: Kowalski nie może osiągnąć zysków przy intuicyjnym użyciu strategii opartych o średnie.

I dokładnie tę samą procedurę NALEŻY zastosować przy ocenie wartości wszelkich materiałów edukacyjnych: podręczników, tutoriali, filmów instruktażowych, broszur, webinarów, stron internetowych itd. Mówienie o nich w formie „AT tam nie działa” już samo w sobie wystawia negatywne świadectwo mówiącemu, dowodzi bowiem, że nie zrozumiał NIC z tego czym jest AT i do czego poprawnie zastosowana służy.

Przejdźmy teraz szczebel wyżej i spójrzmy na kolejne ważne rozróżnienie.

Materiały edukacyjne dzielą się na 2 kategorie:

1. Te, które uczą O SAMEJ AT,

2. Te, które uczą ZARABIANIA za pomocą AT.

(Może dla większego podkreślenia tematu dodałbym jeszcze trzecią kategorię, którą początkującym trudno rozróżnić: materiały, które ogłupiają lub są skokiem na kasę, gdyż ani nie uczą o AT, ani zarabiania na AT. Ale jeśli potrafisz już je rozróżniać w uzasadniony sposób, znaczy przechodzisz do kategorii zaawansowany inwestor techniczny).

Klasyczne podręczniki, które od ponad wieku są wydawane, uczą właśnie o samej AT, czyli o zasadach, terminach, cyklach cenowych i rodzajach rynków/wykresów, rodzajach stosowanych narzędzi i metod, łączeniu ich w strategie, robieniu tzw. chartingu, czyli rysowaniu na wykresach, doborze parametrów, łączeniu AT z innymi metodami. Jednym słowem całej teorii, która pozwoli analizować ceny/wykresy w zorganizowany sposób i WYCIĄGAĆ wnioski na temat rynku.

Natomiast materiały edukacyjne o zarabianiu przy pomocy AT to już wyższa szkoła jazdy. Mają bowiem za zadanie przełożenie AT na praktykę, a więc wskazanie jak budować i testować całe strategie techniczne, jak łączyć AT z zarządzaniem: ryzykiem, sobą, pozycją, wielkością transakcji, portfelem, jak z tego wnioskować i usprawniać te umiejętności, szacować rozkłady i prawdopodobieństwa.

Oczywiście w tych pierwszych mogą znaleźć się przykładowe elementy tych drugich, choć zwykle mają one być tylko wprowadzeniem do całej teorii, podbudową technicznego myślenia dla początkujących. I raczej zawsze brakuje im pewnego sznytu: opisują świat idealny, a nie taki, jakim jest naprawdę, gdzie o sukcesie za pomocą AT nie decyduje to, co widać na wykresie, ale losowość, emocje, zarządzanie ryzykiem.  

Ale nie ma sensu czynić im z tego zarzutu, po prostu trzeba nabyć stosownej w tej mierze świadomości. Książki o teoretycznych założeniach mają owe teorie wykładać, eksplorować, poszerzać i tak jak w każdej dziedzinie potem dopiero praktyka rewiduje wszystko.

Gdyby wrócić teraz do zarzutu podanego na wstępie, to można go obronić w przynajmniej 2 generalnych aspektach:

1. Materiały edukacyjne wykładające teorię AT działają w tej mierze znakomicie, i pod względem opisu aparatu narzędziowego i pod względem nauki dokonywania za jego pomocą analiz cen/wykresów, które mają prowadzić do decyzji inwestycyjnych

2. Materiały edukacyjne objaśniające praktyczne zastosowanie AT w procesie tradingu robią doskonałą robotę w sensie bycia przewodnikiem do realnego zastosowania i dla inspiracji.

Jednakże gotowe rozwiązania inwestycyjne w nich podawane mogą zastosowane wprost okazać się rozczarowaniem w sensie braku generowania zysków. Dlaczego?

Powodów jest wiele. O ważnym pisałem w poprzedniej części: rynki podlegają nieustannej ewolucji, stąd strategie zawierające konkretne parametry (np. kup gdy średnia 50 dniowa przetnie 200-dniową) tracą z czasem moc generowania pozytywnej wartości oczekiwanej, dlatego wymagają samodzielnej weryfikacji. Nie tracą natomiast nic strategie intuicyjne bez parametrów, czyli takie typu „kup dołek korekty”, „sprzedaj gdy kurs przetnie linię trendu”.

Trzeba też zwrócić uwagę, że największe klasyki były pisane dziesiątki lat temu, gdy rynki działały w innych warunkach, nie było technologii pozwalających na głębokie weryfikacje, nie było tej całej wiedzy, którą mamy dziś. Może się zdarzyć, że pewne rozwiązania generują po latach wręcz zupełnie przeciwne wskazania, czyli zamiast kupna, które kiedyś było zyskowne, dziś trzeba raczej sprzedać wraz z pojawieniem się tego sygnału.

Ale też przeszkodą jest to, że część metod i narzędzi opiera się na subiektywnej percepcji inwestora, pomimo obiektywnych zasad ich tworzenia (np. formacje, fale, linie trendu). To powoduje, że dokładnie to samo narzędzie w ręku jednego inwestora będzie przynosić zyski, w przypadku innego straty. Z tymi paradoksami da się jednak żyć, o ile ma się o nich dokładną wiedzę.

A wreszcie trzeba mieć głęboką świadomość, że większość poradników ogranicza się tylko do pomysłów na otwieranie pozycji, milcząco pomijając, że po sygnale otwarcia pozycji zaczyna się najważniejsza robota, czyli zarządzanie ryzykiem, gdzie trader sam już musi sobie poradzić, niekoniecznie przy użyciu AT czy pomysłów, które owe materiały suflują. Samo otwarcie pozycji nie oznacza skuteczności, więc niestety winę za wszystko co czyta i robi musi wziąć na siebie sam trader a nie książka.

CDN

—kat-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *