Spokojnie, to wciąż nie 500 procent

Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Terry Pratchett/Mort

Inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała, że przez pewien czas można było dość jasno ustalić priorytety tego co jest istotną wiadomością, a co wyłącznie pozbawioną treści, obliczonym na klikalność kuglarstwem. Dla mnie osobiście oznaczało to, że przez jakiś czas zapomniałem o istnieniu ekonomicznych mądrości Rafała Wosia, pouczającego wszystkich dookoła, jak to niczego nie rozumieją ze współczesnego świata. Niemniej ostatnie dane o inflacji podane przez GUS na poziomie 12,3 proc. sprawiły, że przypomniałem sobie o tym wielkim admiratorze inflacji (Kuglarstwo ekonomiczne). Co prawda wydaje się, że temat inflacji przestał być już dla niego tak interesujący, jak jeszcze rok temu, gdy zdawał się wyśmiewać wszystkich przestrzegających przed wejściem na niebezpieczną ścieżkę wzrostu jej dynamiki.

Pod koniec roku dla tysol.pl Rafał Woś przekonywał: „chciałbym was przekonać, by z tego nie rezygnować. I by dostrzec w inflacji… sojusznika. Tak, tak! Bo właśnie utrzymanie inflacji na poziomie 6–8 proc. przez kilka najbliższych lat byłoby optymalne dla naszego społeczeństwa, państwa i gospodarki.

Można więc powiedzieć, że obecny poziom ponad 12 procent jest dwa razy bardziej optymalny dla naszego społeczeństwa i państwa. Jak pisał dalej „podwyższona inflacja… wzmacnia państwo, zwiększając jego pole manewru. Dlaczego? Bo to dobry sposób na topnienie długu publicznego, który w warunkach wyższej inflacji spłaca się w zasadzie sam.” Oczywiście dzięki obecnemu poziomowi spłaca się dwa razy szybciej! Brawo! A gdy będzie jeszcze wyższa, będziemy mieli maszynkę do spłacania długu, a być może jeszcze na nim zarobimy.

Ponieważ w sieci ironia często się gubi, to od razu zaznaczę, że dwa ostatnie akapity to gruba kreska, ironia, żart. Albo raczej próba argumentacji, jaką wykorzystuje Rafał Woś w swoich niezłomnie walecznych analizach.

Wrócę do tekstu Rafała, z którym próbowałem się rozprawić w tekście Kuglarstwo ekonomiczne, a zwłaszcza do podanego przez autora mitu nr 1. Dziś, gdy poziom inflacji jest dwukrotnie wyższy, niż w chwili pisania tamtego tekstu (ledwie 9 miesięcy temu) widać wyraźnie, jak doskonale działa demagogiczna publicystyka polegająca na celowym przejaskrawieniu zjawisk.

Przytoczę raz jeszcze tamten argument autora:

Owszem, inflacja może być społeczną tragedią. A zwłaszcza jest nią hiperinflacja. Mamy jednak wielkie „ale”. Sprowadza się ono do tego, że – po pierwsze – mówienie, że dzisiejsze 5 procent nakręcić się może w jutrzejsze 500 proc., to przekonywanie jakoby drobne otarcie naskórka było w zasadzie wstępem do… rychłego wykrwawienia się organizmu.

Zobaczmy, że wystarczy w miejsce podawanych wówczas 5 procent wstawić dzisiejsze 12,3 i dalej całość brzmi prawdziwie. Wciąż dystans dzielący 12 procent od 500 jest tak ogromny, że śmiało można powiedzieć „no chyba nie wierzysz, że to możliwe. Włącz myślenie”.

Ba… Nawet jeśli znów podwoimy wartość inflacji i za chwilę jej roczny poziom wyniósłby 25 procent, nadal będzie można pisać: „mówienie, że dzisiejsze 25 procent nakręcić się może w jutrzejsze 500 proc., to przekonywanie jakoby drobne otarcie naskórka było w zasadzie wstępem do… rychłego wykrwawienia się organizmu”.

Na tym właśnie polega sztuka zręcznej publicystyki. Choć nie do końca jest to już publicystyka ekonomiczna.

Gdy na początku roku na Twitterze zamieszczaliśmy sondę dotycząca oczekiwań inflacyjnych, wśród obserwujących nas internautów, zdecydowana większość była optymistyczna i uznawała, że tegoroczny szczyt inflacji nie powinien przekroczyć przedziału 10-12 procent (łącznie tak odpowiedziało 79% ankietowanych). Reszta uznała, że może to być do 15 procent, lub więcej. Mimo pewnych niepokojów widać było pewien optymizm.

Oczywiście dziś po fakcie, ktoś może powiedzieć – ale przecież wtedy nie było jeszcze wiadomo o wojnie, więc taka ankieta się nie liczy.

Problem polega jednak na tym, że rynki są nieprzewidywalne. Otoczenie rynkowe – czyli świat, jest nieprzewidywalne. Tak jak nie wiadomo było o bezprecedensowym napadzie na Ukrainę, tak trzy lata temu nie było wiadomo o pandemii. Kwestią istotną jest raczej to, że w pewnych warunkach, impulsy wzmacniające dotychczasowe trendy, mogą płynąć właściwie z dowolnych miejsc. Nie wiemy do końca, co może jeszcze wpłynąć na wzrost cen (w tym wypadku artykułów konsumpcyjnych, surowców itp.), ale przy pewnej dynamice, różnego rodzaju czynniki mają łatwość wzmacniania ruchu.

[Photo by Andre Taissin on Unsplash ]

9 Komentarzy

  1. Robert

    Z artykółu nic nie wynika w którym miejscu Woś sie myli dokładnie?
    I poprosze artykuł Wosia konkretnie z ową tezą.
    Bez zbędnego szydzenia,wyolbrzymiania.

    1. GRZEGORZ

      odsyłam do podlinkowanego tekstu – Ekonomiczne kuglarstwo.

  2. pak

    Woś się może myli w tym, że wychodzi mi on jakby sugeruje, że czemu się nie pobawić z inflacją w może większą inflację, albo w hiperinflację, bo się fajnie długi pospłacają. Proponuje poczytać sobie o hiperinflacji w Niemczech – początek lat 20tych 20 wieku, albo o Zimbabwe – 2 połowa lat 90tych – tamte doświadczenia pokazują, co się może stać jak jest zabawa w drukowanie pieniędzy, żeby rozwiązać pewne problemy. One może się i rozwiążą, bo istotnie długi się nie tyle pospłacały, ale się wyczyściły w pewnym momencie do zera i szybko (po drugiej stronie sczyściły się oczywiście lokaty i obligacje, ale i różne świadczenia pieniężne np emerytury – jak ktoś nie ma, oczywiście taka perspektywa nie budzi niepokoju…), ale przy okazji gospodarki tych krajów się zawaliły, podobnie jak i cały ład społeczny i nastąpiła bieda, głód i chaos…na bazie tego syfu Hitler doszedł do władzy – ludzie jakby woleli oddać wolność dyktatorowi, niż żyć w chaosie po-hiperinflacyjnym…

  3. pak

    errata: w Zimbabwe w 2 poł lat 90tych była już inflacja mocna, ale ich waluta rozleciała się 10 lat później w latach 2007-2008…

  4. Robert

    Nigdzie nie mogę znależć konkretnie by Woś pisał,że warto by sie bawic inflacją pisał,że te 5% czy przedział 6-8% to nie powód do tragedi być może już przy 12% może mieć inne zdanie więc wyolbrzymianie tego co pisze Wośodbieram za manipulacje ze strony pana Zalewskiego.
    Co do przykładu Zimbabwe to anegdotyczny przykład to nie dowód naukowy,powszechna jest teza że przy wyzszej inflacji długi się dewalulują,spłacają ja mam pewne wątpliwości.
    Wszyscy wynieniają Zimbabwe,ale okres stagflacji gdzie inflacja w USA była dużo wyżej niż 5% jakoś nie doprowadziła do hiperinflacji (podaje to jako kontrprzykład-możnaby było podać takich o wiele wiecej zapewne w obie strony)

    Autor potrafi szydzić,ale mógł skoro Woś jest takim łatwym obiektem do ataku podać choćby jakieś naukowo -ekonomiczne żródła w których po przekroczeniu tych magicznych 5% lub nawet 6-8% że prowadzą do hiperinflacji lub po prostu dużo wyższej.
    Ja takich żródeł nie znam.

    1. GZalewski

      "że te 5% czy przedział 6-8% to nie powód do tragedi być może już przy 12% może mieć inne zdanie więc wyolbrzymianie tego co pisze Wośodbieram za manipulacje ze strony pana Zalewskiego."

      Czyli trafił manipulant na manipulatora 🙂
      Tak jak napisałem w tekście taka publicystyka, jaką prezentuję RW jest sprytna, że właśnie można posłużyć się Twoimi argumentami.
      Zobacz – podam dziś, że moim zdaniem nie ma tragedii, jeśli WIG20 spadnie trochę, bo przecież nie spada 80%. W chwili, gdy spadek przekroczy 30% wciąż będę miał spore pole do tego, żeby zmienić zdanie.
      Nie ja wyolbrzymiam to co pisze RW – prosze przejrzeć jego teksty z ub. roku i policzyć w ilu jest mowa o inflacji, że nie bójmy się, że "neoliberalna ekonomia kłamie". W chwili, gdy ekonomiści coraz częściej mówili – uwaga, bo będzie coraz trudniej zatrzymać, 3%, uwaga, bo robi się groźnie 4%, uwaga, bo naprawdę jest niebezpiecznie 5, 6, 8 …. i cały czas RW ze swoim – nie histeryzujcie. Inflacja jest dobra dla biednych, zła dla bogatych.

      " choćby jakieś naukowo -ekonomiczne żródła w których po przekroczeniu tych magicznych 5% lub nawet 6-8% że prowadzą do hiperinflacji lub po prostu dużo wyższej."

      A takie pytanie, czy też zadanie jest sprytną manipulacją z Twojej strony. Bo wiadomo, że czegoś takiego nie ma. Zastosowałeś ten sam trik co RW – pojechałeś do skrajnościach i stworzyłeś sam chochoła (hiperinflację). Tymczasem ekonomiści mówili o zagrożeniu WYSOKĄ inflacją. Wystarczy dwucyfrowa – 15, 18, 2x.., żeby było naprawdę nieprzyjemnie. I o tym wie prawdopodobnie RW, ale głupio się wycofywać z lansowanych wcześniej tez (choć jeśli jest się apologetą PRLu, to w zasadzie czemu by się nie cieszyć z wysokiej inflacji).

    2. Jozef_socjopata

      Ale wiesz, definicja hiperinflacji to "20% rocznie, przez 3 następujące lata". a z owych 6-8%, to już niepokojąco blisko do 20.

  5. _dorota

    Adam Fergusson "Kiedy pieniądz umiera".

    Wstrząsająca książka o tym, że hiperinflacja niszczy społeczeństwo bardziej niż wojna, Niemcy zostały "przeorane". Daje też głębsze zrozumienie tego, co działo się w Niemczech później; łącznie z dojściem Hitlera do władzy i powszechnym antysemityzmem.

  6. Tomek

    Ta cytowana Szansa była na milion nie na bilion 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *