Jak traderzy zbijają fortunę na zachodnich sankcjach na Rosję

Im więcej sankcji nałożą zachodnie kraje na Rosję, tym więcej okazji do zarobienia pieniędzy będą mieli międzynarodowi traderzy surowców. Niewielka i mało znana grupa firm, która już kilkukrotnie uratowała Władimira Putina przed problemami finansowymi. Szczegóły tych transakcji opisują Javier Blas i Jack Farchy „The World for Sale: Money, Power and the Traders Who Barter the Earth’s Resources”.

Jak podają autorzy w publikacji (jej polski tytuł to „Świat na sprzedaż: pieniądze, władza i traderzy, którzy handlują zasobami ziemi”) kiedy 18 marca 2014 r. Władimir Putin podpisał dekret o przyłączeniu Krymu do Rosji zachód uznał to działanie za nielegalne i nałożył sankcje na Rosję. Sankcje jeszcze zaostrzono po wybuchu walk o zachodnią Ukrainę.

Wcześniej rosyjski państwowy gigant naftowo-gazowy Rosneft przejął za 55 mld USD koncern naftowy TNK-BP. Była to jedna z największych transakcji na rynku surowcowym w historii. Zachodnie banki ustawiły się w kolejce, by pożyczyć Rosneftowi pieniądze. Ale transakcja wymagała więcej pieniędzy niż ówczesny globalny system bankowy był w stanie wygenerować.

Szef Rosneftu Igor Sechin, uważany za nieformalnego zastępce Władimira Putina, skontaktował się z dwoma traderami surowców Ivanem Glasenbergiem z firmy Glencore i Ianem Taylorem z Vitolu. W ciągu kilku tygodni ci dwaj traderzy udostępnili Rosneftowi 10 mld USD w zamian za przyszłe dostawy ropy naftowej. Była to największa w historii transakcja tego typu. Pokazuje jak bogaci i wpływowi stali się traderzy surowców.

Jeszcze bowiem 30 lat wcześniej inny trader surowców Marc Rich dokonywał podobnych transakcji w Angolii. Tylko opiewały one tylko na 80 mln USD. W ciągu tych 30 lat kwoty jakimi obracają traderzy zwiększyły się ponad stukrotnie. Ale traderzy stali się jeszcze ważniejsi dla Rosji po nałożeniu na nią wspomnianych sankcji za akcje na Ukrainie. Aby sfinansować wspomniany zakup TNK-BP oprócz 10 mld USD, które Rosneft pożyczył z Vitolu i Glencore firma zadłużyła się na 35 mld USD w zachodnich bankach.

Pod koniec 2014 r. i na początku 2015 r. część z tych pożyczek miała terminy spłaty. Wydawało się, że jedynym rozwiązaniem dla Rosneftu, którego sankcje wykluczyły z międzynarodowych rynków, będzie zaciągnięcie pożyczki w rublach i następna zamiana ich na dolary. Problem polega na tym, że w miarę zbliżania się terminu spłaty rat kredytów Rosneftu rubel zaczął gwałtownie tracić na wartości, tylko w ciągu kilku godziną jego kurs wymiany spadł o jedną czwartą.

Tymczasem traderzy surowców nie tylko nie byli zniechęceni problemami Rosneftu, ale prawie stali w kolejce by zaoferować mu swoją pomoc. W tym okresie zakres współpracy z rosyjskim gigantem rozszerzyła firma Trafigura i jej szef Jeremy Weir. Ale chyba największy interes w Rosji ubiła ostatecznie firma Glencore.

W 2016 r. rosyjskiemu rządowi brakowało pieniędzy, a cen ropy były niskie. Sechin przekonał Putina by pozwolił Rosneftowi przejąć mniejszą, prywatną rosyjską rafinerię. Obiecał, że w zamian pomoże sprzedać cześć udziałów w Rosnefcie, tak by przez końcem roku wspomóc budżet państwa. Sechin jeździł na spotkania na Bliskim Wschodzie i do Azji, ale nikt nie był skłonny wyłożyć miliardów dolarów na akcje Rosneftu.

I wtedy pomocną dłoń Rosjanom podał Glencore. Choć firma nie była skłonna wyłożyć całej kwoty sama, to skontaktowała się z tzw. państwowym funduszem majątkowym (ang. sovereign wealth fund – chodzi o fundusz, w którym państwo odkłada zyski ze sprzedaży ropy naftowej) Kataru, który ostatecznie wraz z Glencore wyłożył 11 mld USD na zakup udziałów w Rosnefcie.

Putin i Sechin utarli nosa zachodowi, gdzie twierdzono że nikt się odważy na wyłożenie pieniędzy na udziały w rosyjskim koncernie naftowo-gazowym w czasie sankcji. „Byłoby przesadą twierdzenie, ze traderzy surowców uratowali polityczną karierę Putina, ale bez wątpienia pomogli mu utrzymać się u władzy” – konkluduje autor. „Chciałbym wyrazić moje przekonanie, że pana interesy w Rosji będą się rozwijać pomyślnie” – życzył uśmiechnięty Putin Iwanowi Glasenbergowi z firmy Glencore w czasie uroczystości przyznawania jemu oraz sześciu innym uczestnikom omawianej transakcji Orderu Przyjaciela Rosji.

Ale Rosja to tylko jeden z wielu przypadków takich działań. W Iraku traderzy surowców pomagali Saddamowi Husseinowi sprzedawać ropę naftową omijając sankcje ONZ. Na Kubie podtrzymywali rządy Fidela Castro wymieniając cukier na ropę naftową. Z kolei w czasie zimnej wojny potajemnie zbywali milion ton amerykańskiej pszenicy i kukurydzy w ZSRR ułatwiając komunistom utrzymanie się u władzy.

Choć zajmują się także mniej kontrowersyjnymi rzeczami. To bowiem dzięki nim możemy w lokalnym sklepie kupić smartfon, paczkę kawy czy zatankować auto. „To zawadiacy globalnego kapitalizmu. Ludzie, którzy nie boją się robić interesów tam, gdzie inni nie mają odwagi. To mieszanka bezwzględności i osobistego uroku” – charakteryzuje ich autor książki.

Co ciekawe, mimo że ich liczba rośnie, to traderów jest stosunkowo niewielu. Większość handlu surowcami dokonywane jest przez kilka firm, który właścicielem jest garstka osób. Przykładowo pięć największych firm handlujących ropą naftową obraca 24 mln baryłek ropy naftowej dziennie a także produktami po rafinacji takimi jak benzyna czy paliwo samolotowe – to mniej więcej jedna czwarta światowego zapotrzebowania.

Z kolei siedmiu traderów zajmujących produktami rolniczymi obraca prawie połową światowej produkcji zbóż i roślin oleistych. Tylko jedna firma – Glencore – handluje jedną trzecią światowego wydobycia kobaltu, surowca który jest konieczny przy produkcji pojazdów elektrycznych. Ale te liczby zaniżają ich wpływ na rynek.

Traderzy są bowiem najszybszymi, najbardziej agresywnymi uczestnikami rynku i ich transakcje są punktem odniesienia dla rynku. Tak więc ich wpływ na ceny surowców jest jeszcze większy niż by to wynikało z samych tylko udziałów w rynku. Traderzy surowców to zwykle firmy niepubliczne (choć na przykład Glencore w 2011 r. wszedł na giełdę w Londynie). Nie muszą ujawniać wielu szczegółów swojej działalności i nic dziwnego, że większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia.

Zresztą taki stan bardzo im odpowiada. Zmarły w 2020 r. Ian Taylor, szef firmy Vitol rozpoczął wywiad z autorami książki od stwierdzenia:”Wolelibyśmy byście nie pisali tej książki”. Autorzy twierdzą, że zbierając materiały do tej publikacji rozmawiali z ponad setką aktywnych i będących na emeryturze traderów surowców. Wśród rozmówców miało być ponad tuzin obecnych i byłych udziałowców Glencore, każdy z założycieli Trafigura i tuzin obecnych i byłych zarządzających Vitolem.

Wywiadu udzielił im także rzekomo najsłynniejszy trader ropy naftowej Andy Hall, który mieszka w tysiącletnim zamku obok Hanoweru. Rozmowy z traderami przeprowadzane były także w ich angielskich stadninach koni czy szwajcarskich kurortach narciarskich. Rozmowa z Iwanem Glasenbergiem z Glencore odbyła się w szwajcarskiej siedzibie firmy. Glasenberg miał prawnika z jednej strony i pracownika PR z drugiej i przez pięć godzin odpowiadał na pytania utrzymując, że istotna część jego odpowiedzi nie może być cytowana.

„The World for Sale” napisało dwóch dziennikarzy Bloomberga, którzy od lat zajmują się tematyką surowców Javier Blas i Jack Farchy. Mimo iż autorzy twierdzą, że odbyli wiele rozmów z traderami to na mnie książka sprawiła wrażenie pisanej na podstawie materiałów opublikowanych w mediach. Ma to oczywiście swoją wartość, bo materiał został zebrany, usystematyzowany i ułożony w spójną historię. Ale nie zauważyłem w publikacji żadnych odkrywczych wątków.

Być może wynikało to z tego, iż traderzy najciekawsze rzeczy zachowali dla siebie i nie chcieli się nimi dzielić z opinią publiczną. Mimo wszystko książka się broni ze względu na ciekawy, oryginalny i rzadko poruszany temat. Do tego jest to dobrze napisane. Choć publikację wydano w lutym 2021 r., to zyskała na aktualności po ataku Rosji na Ukrainę. Bo nic tak nie napędza interesów traderów surowców jak oficjalne sankcje. Bardzo polecam!

3 Komentarzy

  1. Niko

    Witam
    Czy po polsku też jest?

    1. Igor

      Jest angielska na allegro (właśnie zamówiłem). I w przypadku tego typu literatury to zwykle najlepszy wybór. Niestety żyjemy w czasach cięcia kosztów, a dobry, znający się na danym temacie (słownictwo, kontekst, slang branżowy etc.) tłumacz kosztuje. W konsekwencji nawet jak coś jest po polsku, to w najlepszym przypadku bolą zęby od stylistyki, a najgorszym kompletnie wypaczane jest znaczenie. Mój ulubiony przykład – branża produkcji chipów krzemowych przetłumaczona jako "biznes silikonowy".

  2. Aleksander Piński (Post autora)

    Według mojej wiedzy, nie. Przynajmniej na razie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *