Moje rynkowe impresje noworoczne

Pewnie jest się czym martwić, tylko po co?

To moja pierwsza myśl po długim weekendzie spędzonym w jakiejś części na lekturach tradycyjnych prognoz i przewidywań na nowy rok.

Najobszerniejszą, ale najbogatszą i najbardziej zwięzłą znalazłem w Bloombergu, który przepytał kilkadziesiąt najważniejszych instytucji na Wall Street w kilku tematach. W rezultacie powstał kilkudziesięciostronicowy raport z hasłowymi prognozami od każdej z owych instytucji. Przesłanki się powtarzają, są ogólnie znane, ciekawe jest jedynie to, że przynajmniej wobec rynku akcji wyciągane są z nich przeciwne wnioski i zalecenia.

W rezultacie część z odpytywanych widzi wzrosty indeksów, druga część spadki. To dość rzadki obrazek takiej rozbieżności i jakże inny niż sprzed roku, gdy w zasadzie wszyscy prognozowali wzrosty z tym, że … nie doszacowali ich wielkości.

Najkrócej rzecz ujmując, widziane najważniejsze ryzyka są wspólne na 2022:

  • straszy inflacja i spodziewane w ślad za nią działania banków centralnych, z Fed na czele.
  • zmniejszenie akcji drukowania i podwyżki stóp zwolnić mają rozwój, ale nie zatrzymają zyskowności spółek, choć zmniejszą ich skalę.
  • końcówka pandemii pomoże w rozwoju gospodarek, a największą niepewnością są Chiny.

Znamy te wszystkie ryzyka na bieżąco i w zasadzie chyba niczego te prognozy nie zmieniają w naszych oczekiwaniach. Aktywni inwestorzy i tak muszą pilnować swoich strategii, pasywni z zasady dalej siedzą na dłoniach, a nawet jeśli miałaby nadejść jakaś katastrofalna bessa, to nie ogłasza się jej w mediach czy prognozach, ani nie biją z tek okazji dzwony na szczytach kursów.

 

A 2021 w zakresie tych ryzyk stał pod znakiem:

Po pierwsze – radosnego drukowania przez banki centralne na całym świecie, co zabiło w dużym stopniu naturalny proces wycen (price discovery) i ośmieliło do nieskrępowanego ryzyka inwestorów całego świata, którzy w niewidzianych dotąd ilościach dowozili wagony kapitałów na rynki, tracąc powoli instynkt samozachowawczy, ale suto się im to w końcu opłaciło.

Po drugie – szokowej inflacji, w ocenie której pomyliły się najtęższe głowy decydentów. Nie widziano jej od niepamiętnych dla wielu czasie, więc może faktycznie straszyć konsumentów, ale inwestorów jak do tej pory zaniepokoiła ona tylko przez chwilę i w zasadzie tylko dlatego, że z jej powodu najważniejsze banki centralne będą zmuszone do zakończenia polityki zerowych stóp i wyłączania drukarek.

Trzeba jednak pamiętać, że podwyżki stóp procentowych nie od razu przekładają się na spowolnienie zysków, recesję i bessę giełdową. Takie scenariusze to bowiem co najwyżej finał tego procesu trwającego miesiącami czy latami. Sama inflacja może przy tym może mieć też pozytywny wydźwięk, o czym zwykle mało się mówi, skłania bowiem do dużej kreatywności, która napędza rozwój.

Pieniądz szuka bowiem nowych przystani, stąd choćby boom w nieruchomościach. Japonia przez lata próbowała na wszelkie sposoby wywołać bezskutecznie inflację, aby skłonić ludzi do otwarcia portfeli. Ci jednak nie byli do tego skorzy, skoro jutro wszystko i tak było tańsze. Inflacja jest więc kołem zamachowym, tym bardziej gdy realne stopy procentowe są mocno ujemne. I nie zapowiada się na większą zmianę tego faktu nawet po planowanych 3 podwyżkach w USA. Kapitał nadal jest głodny zysków z braku innych alternatyw, a przy tym przyzwyczajony do pandemicznych wzrostów, które zresztą ponoć dopiero się zaczną jak gospodarka ruszy na całego po pandemii.

Istnieje jednocześnie obawa, że Fed przestrzeli ze zbyt szybką podwyżką stóp, gdyż inflacja ma szansę sama się wypalić z uwagi na wysoką bazę do jej obliczeń z ostatnich miesięcy. Te kontredansy wokół stóp dodadzą giełdom zmienności, ale wydaje się za wcześnie, by już miały je pogrążyć. Naprawdę wystraszyć rynki może dopiero rozpoczęcie procesu redukcji skupionych przez banki centralne aktywów.

Odnośnie możliwych zmian na samych wykresach to chyba nie ma wielkiej filozofii w obserwacji, że rynki akcji są przewartościowane i mam na myśli głównie USA. Jakaś większa korekta typu 10-20% jest i tam nieuchronna, choć wcale nie musi do niej dojść już w tym roku. Proponuję dla uspokojenia przyjąć zasadę, na którą głosowała największa ilość z Was w jednej z naszych sond twitterowych, dotyczących stanu rynku amerykańskiego:

Bańkę już mamy, co nie przeszkadza, by kursy nadal rosły.

     ***

Dla mnie największym wydarzeniem minionego roku była spektakularna zmiana sił na rynku na rzecz inwestorów indywidualnych, głównie oczywiście w USA, ale zaciagająca drobnych inwestorów z całego świata.

O ile w 2020 roku to dzięki nim udało się szybko odwrócić pandemiczną bessę, o tyle w 2021 ta masa, która stanowiła do tej pory mięso armatnie dla funduszy, pokazała stalową pięść, która wywróciła stolik. Chodzi oczywiście o memowe spółki, na których profesjonalni gracze stracili miliardy na krótkich pozycjach. Te straty oczywiście udało się odrobić w dużym stopniu, także na długich pozycjach, ale ważne w tej memowej kampanii okazało się coś, czego marmurowy świat Wall Street się nie spodziewał:

– że zorganizowana, masowa akcja może za pomocą mediów społecznościowych i w świetle jupiterów zrobić rewoltę, która popędzi nawet najpodlejsze fundamentalnie spółki o tysiące procent wzrostów,

– że nadzór jest bezrady wobec tej ofensywy,

– że z tą masą trzeba się liczyć (zanikły krótkie pozycje),

– że podpatrywanie i naśladowanie tej masy może być opłacalne,

– że ten żywioł jest nieobliczalny i trudno powiedzieć, czego jeszcze można po nim spodziewać się w przyszłości.

Ten ruch memowy powoli wygasa, a sponiewierane przez niego spółki wracają tam gdzie ich miejsce, czyli do dolnych poziomów notowań. Jednak nieprzebrane zastępy użytkowników bezprowizyjnych aplikacji tradingowych nadal ożywiają giełdy dobrze widzialnym śladem – masową grą opcjami, której wartość przekroczyła po raz pierwszy wartość samych spółek, a przy tym wypromowała zjawisko „gamma squeeze”, które potrafi wywindować obroty i kursy w zawrotnym tempie. Dzięki temu kupno dołków wydaje się być całkiem niezłym zastrzykiem adrenaliny. No i oba wrogie do tej pory obozy przy tym zgodnie kooperują.

Trudno mi natomiast przywołać szybko na myśli coś, co zrobiłoby wrażenie na naszym rodzimym rynku. W którą stronę nie podążę myślami, tam na końcu i tak widzę co najwyżej CD Projekt. Dzięki niemu rynek przynajmniej poznał z bliska krótką sprzedaż i urealnił ocenę branży gamingowej. Jestem przekonany, że wróci ona na salony, choć teraz inwestorzy będą dokładniej oglądać każdego złotego wydanego na zakup ich akcji.

No może w jakiejś skali wrażenie robi sam wzrost w 2021 naszych indeksów na tle zmian giełd całego świata. Przez ten rok byliśmy jak się okazuje w awangardzie zysków i to pomimo niezbyt dobrego Pi-aR samego kraju. Po cichu nadal liczymy, że wyglądamy ciągle na tani rynek i dostaniemy więcej z pańskiego stołu puli przeznaczonej na Emerging markets. Trzeba jednak powściągnąć chwilowo ten optymizm, gdyż niepewność co do Chin zepsuła ogólny klimat wokół Emerging markets i kapitały wstrzymują oddech.

   ***

Chwila prywaty na koniec. Udało mi się w minionym roku wprowadzić inwencje do własnej strategii tradingowej: z jednej strony poprawiając strukturę generowania sygnałów, z drugiej dodając do niej nową odnogę, czyli trading z wykorzystaniem 2 instrumentów powiązanych jednocześnie (coś w stylu „pair trading”). A wspominam to z jednego zasadniczo powodu: co roku wydaje mi się, że wprowadziłem takie zmiany, których już ulepszyć się nie da, a mimo to co roku na jakieś ulepszenia wpadam i dziwię się, że byłem na nie ślepy wcześniej. So ladies and gentlemen – keep trying too!

—kat—

3 Komentarzy

  1. Tu de mun

    Prognozy prognozami a na końcu i tak najlepiej wychodzi się na trzymaniu Bitcoina.

  2. Tu de mun

    Albo na trzymaniu i dokupowaniu na zniżkach.

    Ja wczoraj kupowałem 🙂 Nie widzę lepszej lokaty dla moich ciężko zarobionych pieniędzy.

  3. oldBolo

    JSW nadaje na społkę memową – śmieć zjadający każde zyski i sięgający po kasę do kieszeni podatników, straty od debiutu, spółka związkowa jak sami o sobie mówią
    – ale super drogie ceny węgla (ATH) mogą ich ciągnąć, opóźnione rozliczanie cen daje co najmniej 2-3 kwartały extra zysków – szeroko znana i nielubiana – spekulacyjne mocne ruchy pokazały potencjał w 2021 – jedna z najbardziej taniejących spółek w 2021 (ponad 30%) więc ma potencjał na mocne odbicie, wyceny ma ostatnio podłe (25 zł) i grać przeciwko maklerom to dobra zabawa a właśnie zaczyna odbijać od silnego wsparcia w okolicy 36 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *