W ostatni weekend dałem się sprowokować i zwróciłem uwagę inwestorów na zagrożenia związane z przywiązywaniem uwagi do tego co mówi o spółkach i rynku akcyjnym profesor Scott Gallowey. Galloway jest aktywnym w tradycyjnych mediach i mediach społecznościowych komentatorem rynkowym segmentu spółek technologicznych.

Po świetnych wynikach kwartalnych spółki Snap i 25% procentowym wzroście kursu spółki na giełdzie (w piątek 23 lipca) użytkownicy mediów społecznościowych przypomnieli wypowiedź profesora sprzed trzech lat, w której z typowym dla siebie przekonaniem prognozował rychły koniec istnienia spółki. Zacytuje wypowiedź z tego wywiadu: Snap jest świetną firmą i ma świetny produkt ale jest chodzącym trupem. W przeciągu 18 miesięcy zostanie przejęty za niewielką albo marginalną cześć obecnej wyceny.

Za CNBC

Trzy lata później Snap jest ciągle niezależną spółką, notowaną na giełdzie i wycenianą na niemal siedmiokrotnie więcej niż wtedy gdy Galloway zapowiadał jej przejęcie za ułamek ówczesnej kapitalizacji. Nie zamierzam oczywiście wypominać profesorowi błędnej prognozy. Wszyscy inwestorzy i komentatorzy wielokrotnie popełniają duże błędy przy próbach przewidywania tego co stanie się za daną spółką czy segmentem w następnych kilku miesiącach czy kilku latach.

Zwróciłem natomiast uwagę, że widoczne w medialnych wypowiedziach Gallowaya wysoki, wręcz bufoniasty poziom pewności siebie i ostrość poglądów stanowią dla mnie ostrzeżenie przed traktowaniem go jako użytecznego rynkowego komentatora. W moim nastawieniu na pewno istotną rolę odgrywają osobiste preferencje: w przeciwieństwie do wielu ludzi nie traktuję ostentacyjnej pewności siebie jako oznaki kompetencji i wiedzy.

W czasie weekendu rozmyślałem trochę o fenomenie rynkowych ekspertów i potencjalnej użyteczności ich opinii dla indywidualnych inwestorów. Niestety, zgodnie ze swoim charakterem, doszedłem do wniosku, że sprawa jest skomplikowana i jak większość problemów inwestycyjnych nie ma łatwych rozwiązań ani tym bardziej rozwiązań odpowiadającym potrzebom wszystkich inwestorów.

Weźmy pod uwagę jeden z poruszonych wątków: ostrość poglądów. Łatwo jest krytykować medialnych ekspertów (zarówno zawodowych medialnych ekspertów jak i występujących w tych rolach zarządzających, analityków czy przedsiębiorców) za przyciąganie na siebie uwagi mocnymi, kontrowersyjnymi opiniami czy prognozami. Z drugiej strony narzekamy na to, że rynki finansowe często opanowane są przez grupowe myślenie albo, że analitycy panicznie boją się mocno wysunąć poza rynkowy konsensus. Przy takim podejściu bez trudu dostrzeżemy pewną wartość w mocnych, ostrych, kontrowersyjnych opiniach, zwłaszcza odbiegających od konsensusu.

Scott Galloway znany jest z krytykowania Big Tech i postaw założycieli-głównych akcjonariuszy tych firm oraz sceptycznego podejścia do rynkowych wycen niektórych z tych spółek. Nawet jeśli jego krytyka ma braki to i tak stoi na dużo wyższym poziomie niż zarzuty wysuwane przez polityków, aktywistów czy wiecznych niedźwiedzi. Nawet jeśli nie zgadzamy się z opiniami Gallowaya to możemy docenić obecność w dyskursie kontrariańskiego głosu.

Tego rodzaju rozważania można przeprowadzić w przypadku innych wątków związanych z rynkowymi, medialnymi ekspertami. Można krytykować medialnych ekspertów za pewność siebie, tak jak można krytykować założycieli-przedsiębiorców (by uniknąć słowa „founderzy”) i prezesów spółek za nadmierny optymizm. Można także dostrzec, że ekstremalna pewność siebie i ekstremalny optymizm to jest dokładnie to czego otoczenie oczekuje i wymaga od tych ludzi.

Moim zdaniem użyteczność albo szkodliwość medialnych ekspertów takich jak profesor Galloway w największym stopniu determinowana jest przez postawę samych odbiorców ich opinii i prognoz czyli indywidualnych inwestorów. Jeśli inwestor traktuje opinie rynkowego eksperta jak gotowe sygnały rynkowe (Elon Musk pozytywnie wyraził się o firmie X więc kupuje jej akcje) to nawet najbardziej kompetentny ekspert, wyrażający najbardziej przemyślane opinii może w sposób pośredni przyczynić się do inwestycyjnych problemów. Jeśli inwestor traktuje opinie rynkowego eksperta jako jedne z wielu danych wejściowych do procesu decyzyjnego to nawet najbardziej bufoniasty, nierzetelny i gwiazdorski medialny ekspert nie wyrządzi temu inwestorowi szkody.

Problem z jakąkolwiek oceną medialnych ekspertów jest jeszcze większy niż w przypadku oceny zarządzających funduszami czy analityków.  W tym drugim przypadku trudność polega na tym, że zwłaszcza w krótkim terminie osiągane wyniki nie muszą być dobrą miarą kompetencji. W przypadku medialnych ekspertów z reguły nie ma nawet czegoś takiego jak wyniki. Są ludzie, którzy próbują mierzyć skuteczność prognoz czy opinii rynkowych ekspertów ale niemal nigdy nie robią tego w sposób systematyczny i transparentny.

W mediach społecznościowych skierowano moją uwagę na hobbystyczny projekt mierzący skuteczność negatywnych opinii o spółkach technologicznych, które wygłaszał Scott Galloway. Trudno jednak uznać takie próby kontrolowania jakości medialnych ekspertów za skrupulatnie sporządzoną, obiektywną analizę skuteczności ich prognoz (inną kwestią jest fakt, że z reguły podejmują je ludzie zdecydowanie negatywnie nastawieni do danego eksperta). Myślę, że tego rodzaju analiza najzwyczajniej w świecie pochłaniałaby zbyt wiele czasu relatywnie do korzyści, które badacz mógłby z niej osiągnąć. Co wyjaśniałoby dlaczego takie analizy nie istnieją.

Przy czym nawet dla obiektywnego, rzetelnego badacza olbrzymim problemem byłaby nieostrość wygłaszanych opinii, które nie zawsze dają się transformować w konkretną pozycję rynkową (której wyniki można zmierzyć) a już niemal nigdy nie zawierają informacji o poziomie docelowym czy poziomie cięcia strat.

Z reguły prognozy medialnych ekspertów stają się dla nas wyraźnie widoczne gdy spełniają dwa warunki:

  • były wyraźnie oderwane od rynkowego konsensusu
  • okazały się trafne albo okazały totalnym strzałem w płot

Jako odbiorcy rynkowych opinii mamy więc realnie dostęp do niewielkiej części twórczości medialnych ekspertów, niekoniecznie reprezentatywnej dla całości ich wkładu w dyskusję o rynku. To tak jakbyśmy opinię o piłkarzach wyrabiali sobie tylko i wyłącznie z filmowych zestawień wpadek i świetnych zagrań (z tą różnicą, że nawet dobrzy rynkowi eksperci mogą działać przy skuteczności niewiele wyższej niż 50% a więc będą równie często występować w zestawieniach wpadek i przebojowych zagrań).

W tej sytuacji rozsądną postawą jest skupienie się na procesie a nie na wynikach. Jednak w tym podejściu także napotkamy na spore przeszkody. Możemy się jedynie domyśleć toku myślenia rynkowych ekspertów: odtwarzać go z tego co usłyszeliśmy/przeczytaliśmy. Medialni eksperci, w przeciwieństwie do analityków, nie umożliwiają wglądu w swój warsztat (jeśli taki istnieje).

Skłonny więc jestem przyznać, że w przypadku oceniania medialnych ekspertów jesteśmy skazani na korzystanie ze zdroworozsądkowych reguł, które z dostępnych informacji o danym komentatorze będą w stanie zasugerować czy powinniśmy założyć czy ekspert wie o czym mówi czy nie.

1 Komentarz

  1. Rado

    Scott "clickbait" Galloway.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.