Giełda dyskontuje przyszłość

Gwałtowna bessa w marcu była naturalną reakcją na ogromne problemy w gospodarkach związane z pandemią, które ujawniły się w kursach akcji natychmiast.

Z kolei zakończenie bessy w kwietniu oznaczało po prostu, że ci, którzy mieli związane z tym obawy przeszli do mniejszości, a sprzedaż z ich strony była na tyle nieznacząca, że rynki uległy dominacji kupujących, rysujących tym samym trend w górę na wykresach.

Giełda uważana jest za mechanizm dyskontujący przyszłość, dlatego też w środku pandemii i recesji gospodarczej inwestorzy na niemal całym świecie zajęli się owym dyskontowaniem i rynki błyskawicznie przeszły do hossy. Optymiści wierzący w szybki powrót do normalności i ponowny wzrost gospodarczy już teraz wyrażają go w masowych zakupach akcji spółek.

Dyskontuje się przyszłość, nie teraźniejszość. Wielu inwestorów ma w związku z tym kłopot, ponieważ to, co widzą za oknem, nie dopasowuje im się w świadomości z tym, co widzą na wykresach. Aczkolwiek rynki nie zawsze są efektywne i nie zawsze poprawnie ową przyszłość udaje im się dyskontować.

Tyle oficjalnej, teoretycznej wersji.

Wersja praktyczna, bliższa realności, jest dużo mniej podniosła i nie tak szlachetna.

Rzesze inwestorów poczuły się po prostu uwiedzione kursami kilkadziesiąt procent niższymi niż jeszcze miesiąc wcześniej, jak w najlepszej promocji marketowej. Myślący o skomplikowanych zależnościach między kursami spółek a ich zyskami myślą o tym pewnie nadal, albo jeszcze zajęci są sprzedawaniem, a cała reszta gorączkowo szuka okazji do kupna, albo po prostu kupuje wszystko to, co gwałtownie rośnie pod wpływem zmasowanego popytu. Widać to szczególnie na rynku amerykańskim, z którego płynie co dzień bogactwo statystyk pokazujących te migracje i zachowania inwestorów.

I nie ma co doszukiwać się tutaj jakichś specjalnych teorii ekonomicznych czy finansowych, tak jak nie robią tego rzesze kupujących, z których znaczna część tych teorii nie zna i pewnie nawet nie wie na czym polega dyskontowanie przyszłości. To nic nagannego, tak działają rynki od zawsze. Jedynie teoretycy i analitycy mają ból głowy z tym, jak dopasować obecną rzeczywistość do teorii.

Zresztą oglądanie się na wyceny i fundamenty tylko zaciemnia obraz i przeszkadza w myśleniu kategoriami trendów, zmienności i impetu. Jeśli masa inwestorów chce po prostu wzrostów, to kto im tego zabroni albo przeszkodzi? A jak się zrobi drogo i nie będzie chętnych do kupna, to się z rynku ucieknie, nawet ze stratą, ten koszt jest wkalkulowany w grę. A jeśli nie jest, to i tak trzeba go ponieść, ci nie wiedzący o tym i tak kiedyś się tego nauczą.

Tak, chodzi przede wszystkim o milionowe rzesze detalicznych inwestorów, po części tych, którzy w wyniku pandemii poczuli po raz pierwszy powołanie do tradingu. Faktem jest, że część z nich to pozbawieni możliwości obstawiania u bukmacherów gracze innego typu niż typowi traderzy. Ale także spora rzesza detalistów, którzy o wycenach również nie mają specjalnego pojęcia, a napędza ich raczej adrenalina, namowy znajomych, wizje zysków generowane przez proste schematy „kup i sprzedaj zaraz drożej”, brak pracy z powodu pandemii, presja tłumów (zachowania stadne), moda i tani oraz prosty dostęp do rynku, a wreszcie zwykła nadzieja (lub może chciwość) lub FOMO (strach, że okazja ucieka) czy też inne psycho- czy socjologiczne motywacje.

W rzędzie do kupna nadal nie ustawiają się z nimi masowo potentaci branży, czyli fundusze wszelkiego typu, w których doskonale zdają sobie sprawę z mocnej dyspersji między ekonomią a rynkiem akcji. Fundusze hedgingowe nadal więcej sprzedają, a jeśli kupują to mocno wybiórczo (technologiczna branża głównie) i ich zaangażowanie w akcje jest nadal niskie. Fundusze CTA zaczynają się budzić i powoli przechylać się w kierunku długich pozycji w kontraktach na indeksy. Spółki nie skupują własnych akcji, co przez ostatnie lata mocno napędzało rynek. Rosnące od dawna, rekordowo duże pozycje krótkie instytucji w akcjach czy kontraktach wcale nie pękają.

Można by powiedzieć, że to lud wygrał tę hossę dla ocalenia ludzkości.

Ale żeby nie wyszło tak obcesowo i pospolicie, to dodajmy, że i teoria wyciągnięta na podstawie historycznych statystyk wspiera obecną hossę pomimo tego, że kłóci się ona z tym, co odczuwają bezrobotni, zamknięci w domach, cierpiące biznesy czy niektórzy skołowani inwestorzy/traderzy.

Spójrzmy na poniższą tabelę sporządzoną na podstawie danych z Charles Schwab, udostępnianą na mediach społecznościowych, która wskazuje najlepsze momenty do długoterminowych zakupów akcji:

Segment pierwszy pokazuje średnioroczne zmiany indeksu S&P500 z odniesieniem do stopy bezrobocia. Okazuje się statystycznie, że największe zwroty przychodzą wówczas, gdy bezrobocie sięga powyżej 6%. W USA obecnie ów poziom przekroczony jest 3-krotnie, więc ten sygnał do kupowania już padł.

Segment drugi – zależność od rocznej dynamiki zmian PKB. USA tkwią prawdopodobnie w recesji, czyli w wierszu „0,8 albo niżej” tej tabelki. Kolejny sygnał do kupna dla osiągnięcia najwyższych zwrotów.

I wreszcie segment trzeci – korelacja z EPS spółek czyli „zyskiem na akcje” (Earnings per share). I tu ponownie nie ma zdziwienia, bo oczekiwane EPS jest bardzo marne, a więc kupując teraz można oczekiwać średnio 14% rocznych zwrotów.

Kupuj gdy wali się gospodarka jest więc tożsame z kupuj, gdy leje się krew.

—kat—

Podziel się tym artykułem:

Polecamy

Autorzy

Najnowsze komentarze

  1. Krótkie wyjaśnienie – ja mam nadzieję, że to naprawdę jest jakaś tam propozycja rady. Na razie uważam te indywidualne rozwiązania,…

  2. Nic dodać, nic ująć. Ciekawe, ile ci ludzie wzięli kasy kasy z naszych podatków, za roczne dyskutowanie, jak zajumać nasze…

  3. „Nie ma takiego świństwa, którego by rząd nie zrobił, żeby wyciągnąć od obywateli pieniądze.”

  4. Obecna władza usilnie dąży do przegrania wyborów w przyszłym roku. Niestety. Cytuję: „…doszła możliwość odliczenia od podatku PIT w zamian…

Tagi

Najnowsze wpisy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Giełda dyskontuje przyszłość”

  1. jaki lud to banki centralne wygrały tę hossę.

  2. Ciekawe… tylko się zastanawiam, czemu w takich okolicznościach W. Buffet nie kupuje. Ba, ostatnio nawet sprzedawał.

  3. Awatar _dorota
    _dorota

    > Kupuj gdy wali się gospodarka jest więc tożsame z kupuj, gdy leje się krew.
    Ale oni kupują od 12 lat.

    > Można by powiedzieć, że to lud wygrał tę hossę dla ocalenia ludzkości.
    Epickie. Na miarę Homera 🙂

    1. Awatar Tomasz Symonowicz
      Tomasz Symonowicz

      I nawet te 12 lat nieźle się skorelowało ze średnią roczną 7% dla PKB w przedziale 0,8-6%.
      Nieporozumienia powstają przy analizie danych skrajnych, jak dziś. Ujemna dynamika PKB nie skłania do zakupów, a to zwykły błąd poznawczy …