Spokojnie. To tylko pandemia.

Dla mnie najbardziej frustrujące w dzisiejszym tąpnięciu na rynkach jest to, że nie można nawet powiedzieć, że globalni inwestorzy wreszcie zareagowali na fakt, że gospodarka Chin od kilku tygodni pracuje na pół gwizdka.

W poprzednim tygodniu intensywnie zastanawiałem się co takiego wiedzą inwestorzy, o czym ja nie mam pojęcia, że w sytuacji, w której druga (lub pierwsza jeśli uwzględnić siłę nabywczą) gospodarka świata funkcjonuje na 40% – 50% swoich możliwości, kupują akcje przy historycznych szczytach. Dostępne były dane o zużyciu energii albo ruchu lotniczym i samochodowym, które wskazywały, że chińska gospodarka pracuje na drastycznie zwolnionych obrotach. Firmy raportowały kilkudziesięcioprocentowe spadki sprzedaży w okresie po Chińskim Nowym Roku: Adidas informował, że zanotował 85% spadek aktywności biznesowej, producentem implantów dentystycznych – Straumann Holding – mówił o spadku sprzedaży w 2020 roku o jedną trzecią, o spadku istotnym spadku sprzedaży (bez podania konkretnych liczb) informowało też Apple. Globalni inwestorzy wydawali się niewzruszeni.

Dzisiejszego tąpnięcia nie można tłumaczyć faktem, że inwestorzy wreszcie zaczęli dostrzegać wpływ epidemii koronawirusa w Chinach na aktywność gospodarczą w tym państwie i wyniki wielu globalnych firm. Katalizatorem wyprzedaży było raczej poważne rozlanie się epidemii na odlegle geograficznie regiony: Włochy i Iran. Moim zdaniem inwestorzy zaczęli dostrzegać, że w najbliższych miesiącach do pracującej na pół gwizdka chińskiej gospodarki dołączą następne.

Wygląda więc na to, że gospodarkę światową czeka jednoczesny negatywny szok popytowy (bo drastycznie spadnie aktywność a tym samym konsumpcja zagrożonych koronawirusem populacji) i podażowy (bo przerwane zostaną przez produkcyjne przestoje globalne łańcuchy dostaw). Nie sposób jednak dokładnie oszacować gospodarczych i społecznych konsekwencji rozlania się epidemii koronawirusa: czy skala spowolnienia aktywności gospodarczej w innych państwach będzie porównywalna do tej z Chin, mniejsza czy większa. Nie ma także pewności co do obecnej fazy epidemii w Chinach: pewne dane wskazują, że osiągnęła już szczyt. Nie można więc wykluczyć scenariusza, w którym rozlaniu się epidemii towarzyszy normalizacja sytuacji w Chinach. Myślę, że rynki optymistycznie zareagowałyby na taki scenariusz.

Nie sądzę by w tej sytuacji, przy takiej liczbie epidemiologicznych i gospodarczych niewiadomych i przy braku zaufania do danych z Chin, prognozowanie globalnych gospodarczych skutków COVID-19 miało użyteczną z inwestycyjnego punktu widzenia dokładność. Tym samym nie sposób ocenić, w którym momencie rynkowej przeceny inwestorzy właściwie wycenią wpływ nowej pandemicznej rzeczywistości na wartość notowanych na giełdzie spółek.

Pisałem już, że jestem typem szukającego dziury w całym inwestora. Przy moim emocjonalnym skrzywieniu, dzisiejsze tąpnięcie jest tylko prologiem rynkowej korekty w przypadku ziszczenia się pesymistycznego scenariusza. Jeśli jednak czarny scenariusz się nie zrealizuje, to ten frustrująco odporny na wszelkie negatywne informacje rynek, po raz kolejny może zaskoczyć pesymistycznie, albo realistycznie, nastawionych inwestorów.

Co więc powinien zrobić zwykły inwestor? Moim zdaniem powinien zacząć od przyznania, że nie dysponujemy budzącymi zaufanie narzędziami pozwalającymi prognozować gospodarcze, a tym bardziej rynkowe, konsekwencje koronawirusa. Wraz z początkiem epidemii COVID-19 pojawiły się zestawienia pokazujące jak zachowywały się rynki w okresie poprzednich epidemii i pandemii. Część z nich sięgała nawet 100 lat wstecz do grypy hiszpanki. Warto zauważyć dwie sprawy. Do tej pory rynek akcyjny, zwłaszcza w USA, był odporny na wszelkie zewnętrzne szoki: polityczne, społeczne i epidemiologiczne. Po drugie, w 2020 roku gospodarka w dużo większym stopniu opiera się na indywidualnej konsumpcji a produkcja na globalnych łańcuchach dostaw. Gospodarcze skutki pandemii mogą być więc większe niż 20, 70 czy 100 lat temu. Dlatego nie opierałbym decyzji inwestycyjnych na szacunkach gospodarczych konsekwencji COVID-19 nawet jeśli pochodzą od znanych instytucji czy cenionych analityków.

Tak jak w przypadku każdego rynkowego tąpnięcia warto pamiętać o subtelnej ale kluczowej różnicy pomiędzy nie działaniem pod wpływem emocji a ignorowaniem emocji. Inwestorzy nie powinni ignorować swoich emocji. Jeśli spojrzenie na wyniki dzisiejszych notowań wywołuje u inwestora silne doznania, niemal fizyczne zaniepokojenie to może być to wartościowy sygnał, że inwestor ma zbyt wysoki poziom ryzyka w swoim portfelu. Moim zdaniem zmniejszenie ekspozycji teraz może być lepszym pomysłem niż narażanie się na ryzyko kapitulacji, panicznej ucieczki z rynku, kilkanaście czy 30% niżej. Emocje, które inwestorzy odczuwają w dni, w których medialne nagłówki mówią o krwi na parkiecie, mogą być cenną wskazówką co do rzeczywistych poziomów ich progów bólu.

Warto też pamiętać o zasadzie niekomplikowania idei inwestycyjnych i pozostawania w swoich sferach kompetencji. Sytuacja z COVID-19 sprzyja “epidemiologicznej turystyce”. Inwestorzy wychodzą ze swoich sfer kompetencji i próbują odgadnąć, które spółki zyskają na epidemii koronawirusa, a które najmocniej stracą. Piszę to z własnego doświadczenia bo mam kilka pomysłów na sektory, które najmocniej odczują ewentualną epidemię COVID-19 w Polsce. Straciłem dziś trochę czasu szukając sposobu na zajęcie krótkiej pozycji na notowanym na GPW operatorze kin.

Inwestorzy na GPW traktują akcje Mercator jako oczywistego beneficjenta epidemii COVID-19. Dziś akcje producenta i dystrybutora lateksowych rękawiczek zyskały 22%. Tak gwałtowny wzrost przy wyraźnych spadkach na szerokim rynku może wskazywać, że akcje MRC (nie mylić z MCR) służą inwestorom jako rodzaj zabezpieczenia przed realizacją czarnego scenariusza rozprzestrzeniania się COVID-19.

Można oczekiwać, że epidemia koronawirusa zwiększy popyt na produkowane i dystrybuowane przez Mercator produkty zarówno w krótkim jak i w długim terminie. Tomasz Rodak z DM BOŚ w wypowiedzi dla PAP zwrócił uwagę, że obydwa efekty, krótkoterminowy i długoterminowy, powinny być widoczne w wynikach Mercatora, ale jest jeszcze za wcześnie, aby określić jak mocny będzie to wpływ. Zauważył jednak, że epidemia tworzy jednocześnie nowe ryzyka dla spółki takie jak ciągłość łańcuchów dostaw czy konieczność realizacji części kontraktów dystrybucyjnych przy stałych cenach w sytuacji gwałtownego wzrostu cen rękawic. Ocenił jednak, że liczba czynników pozytywnych przeważa nad tym jednym negatywnym.

Moim zdaniem traktowanie Mercatora jako potencjalnego beneficjenta trwającej nadzwyczajnej sytuacji zdrowotnej jest interesującą tezą inwestycyjną. Nie traktowałbym jednak akcji jednej spółki jako odpowiedniego zabezpieczenia całego portfela akcyjnego na wypadek mocnej rynkowej przeceny.

10 Komentarzy

  1. The Brave One

    Strachy na lachy. Ta hossa nigdy się skończy, trzeba kupować każdy dołek w USA, bo nie wiadomo kiedy będzie kolejny. Plunge Protection Team w gotowości.

  2. GZalewski

    Sytuacja z Mercatorem przypomina mi nieco wystrzał na akcjach (nie pamiętam nazwy) spółki, po ogłoszeniu, że mistrzostwa w piłce nożnej będą w Polsce i na Ukrainie. Nic to, że spółka do tej pory robiła wyłącznie szkolne stadiony i to w niezbyt imponującej liczbie. Liczyło się proste skojarzenie

  3. Misio

    WHO twierdzi, że nie ma mowy o żadnej pandemii. Po co używać takich sformułowań?

    1. trystero (Post autora)

      @ Misio

      Nie jest to pandemia według kryteriów WHO i dlatego WHO nie ogłosiła pandemii.

      https://text.npr.org/s.php?sId=808957041

      Natomiast użycie słowa pandemia jest zgodne ze słownikową definicją. Np. Wikipedia definiuje pandemię jako: epidemia choroby zakaźnej w różnych środowiskach, na dużym obszarze – różnych kontynentach w tym samym czasie.

      Użyłem słowa pandemia bo jest wygodniejsze niz globalna epidemia. Myślę, że się broni tym bardziej, że samo przesłanie tekstu nie jest jednostronnie alarmistyczne. Dzięki za uwagę. Sprawa jest delikatna i warto ostrożnie dobierać określenia.

      1. Simon

        Ciekawe czy apogeum paniki już za nami?

        1. trystero (Post autora)

          @ Simon

          Na ulicy czy na rynkach finansowych? W Polsce czy na świecie?

          1. simon

            Chodzi mi o naszą giełdę.

          2. trystero (Post autora)

            @ simon

            Zacząłbym od tego, że giełda może kapryśnie, nieintuicyjnie reagować na sytuację epidemiologiczną. Bespoke pokazał wczoraj wykresy, na których widać, że rynki w Chinach i we Włoszech są relatywnie silne na tle innych giełd. A przecież są to epicentra epidemii w tym momencie.

            Do tego GPW jest od dłuższego czasu słaba.

            Tym niemniej z ogłaszaniem szczytu paniki wstrzymałbym się do powtórki z Chin. Być może zachowanie rynku we Włoszech będzie tu jakąś wskazówką bo Włosi wyraźnie wyprzedzają resztę Europy w rozmiarach epidemii.

          3. kamil

            Dopiero pierwszy odnotowany przypadek zakażenia. Poczekajmy aż jakieś miasto zamkną jak we Włoszech. Według mnie wtedy dopiero się zacznie. Oczywiście może do tego nie dojść i na rynku po prostu ominie nas obecna 'okazja'.

  4. Rado

    Zoom. Wzrost ponad 50% za ostatni miesiąc.
    Moja firma i kilka innych: nowe zakupy u nich. Kilkaset ludzi.
    Firmy: każdy kto chce dostaje 'work from home permit'.

    Ostrzegam jednakże, podpisujac się pod tym co piszę T. że to jest turystyka epidemiologiczna. Sądzę że jednak bardziej (merytorycznie) uzsadniona niż short na Agorze 😉

    p.s. oni juz teraz mają kosmiczne P/E 😮

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.