Analitykom technicznym pod rozwagę, część 10

Ta część stanowić będzie najważniejszy tekst w tym cyklu.

Sam od ćwierć wieku staram się AT używać we własnym tradingu, jak najwięcej o niej wiedzieć i dzielić się tą wiedzą m.in. tu na blogu. Po tylu latach intensywnego praktykowania AT w każdym jej aspekcie mam już pewne prawo do podsumowań w temacie skuteczności AT. A tym, co będzie mnie w poniższym wpisie interesować, to, zgodnie z obietnicą, odpowiedź na pytanie:

Jak to się dzieje, że inwestowanie czy trading za pomocą AT może być (lub nie) skutecznym przedsięwzięciem w zakresie osiągania zyskowności?

Lub inaczej rzecz ujmując – co i w jaki sposób robić, aby „AT działała”?

I mam na myśli ten najpopularniejszy wśród inwestorów jej rodzaj, opisany w poprzednim wpisie, a więc generowanie za jej pomocą sygnałów transakcyjnych (wejścia na rynek i/lub wyjścia).

Nauka niestety okazuje się przy tym zadaniu mało pomocna. Hipoteza Efektywnego Rynku przekreśla możliwość generowania za pomocą AT zwrotów wyższych niż pasywne indeksowanie. Coraz liczniejsze prace naukowe badające pojedyncze strategie, mniej więcej w połowie przypadków znajdują jakąś przewagę, którą AT może pomóc generować, jednakże nie wszystkie zdają test w czasie rzeczywistym. W tej sytuacji może lepszą podpowiedzią będzie praktyczny wymiar, czyli realne wyniki osiągane przez legendy inwestowania jak i wielu nieznanych szerzej inwestorów.

Problem w tym, że wiele z tych wyników nie zostało wygenerowanych samogrającą AT, lecz były zasługą jedynie inwestorów. Dokumentuje to choćby najgłośniejsza seria 4 książek „Czarodzieje rynków” Jacka Schwagera. Wiele mówią też wyniki sław zarządzania funduszami, powołujących się na AT. W większości wypadków nie mamy jednak wglądu w konkrety stosowanych przez nich rozwiązań, ani pewności ile w wyniku było czystej AT, a ile ich własnej „poza technicznej” intuicji. Ale pozytywne, wieloletnie wyniki przebijające pasywne zwroty z rynku pojawiają się, więc możliwości istnieją.

Za ową skutecznością stoją zasadniczo 2 czynniki:

1. Systematycznie stosowana AT (systemy transakcyjne)

Tylko w tym przypadku można mówić o „działającej AT”, często w kontekście systemów podążania za trendami (trend-following). Tak choćby próbowała kiedyś działać tzw. grupa Żółwi, tak do dziś działa wielu ich naśladowców (z twórcą grupy Eckhardtem włącznie). Zostawmy to jednak na kolejny wpis, to bowiem nie do końca ten przypadek, który nas teraz interesuje.

2. Intuicyjna Analiza techniczna

Już samo słowo „intuicyjna” wskazuje na znaczenie w zyskowności czegoś innego niż sama technika, narzędzia AT są tutaj wstępem, pomocą, dodatkiem, który ma pomóc w zorganizowany sposób wejść na rynek (lub czasem z niego wyjść). Znakomita większość „Czarodziejów rynku” mieści się w tej kategorii.

W jaki sposób tego dokonują z taką skutecznością?

Najprostsza odpowiedź to … „MAGIA”, czyli kategoria nie mieszcząca się w zasobach metod naukowych. Nauka nie wyjaśni tego w sposób bezpośredni, rygorystyczny i wyczerpujący, nawet mając do dyspozycji zestawienie wszystkich transakcji. Co najwyżej posłuży się sposobem opisowym, może przy użyciu psychologii behawioralnej. W opisie tym znaleźć się powinien w zasadzie cały konglomerat czynników z których zbudowana jest owa Magia, a którymi są przede wszystkim:

UMIEJĘTNOŚCI (ang. SKILLS)

EKSPERCKA WIEDZA

DOŚWIADCZENIE

KOMPETENCJE

WYĆWICZONA INTUICJA

PASJA

DOMIESZKA TALENTU

Dodane to wszystko do narzędzi technicznych daje nam w rezultacie twór, który Schwager nie bez powodu nazywa „czarodziejem rynkowym”. Sama AT jest więc tam jedynie wyzwalaczem, ramą, na której buduje się przewagę przez tysiące powtórzeń, popełnianie błędów i naukę na nich, zaplanowane i zdyscyplinowane działanie, coraz lepsze wyczucie rytmu i dynamiki rynku, pracę nad własną konstrukcją psychiczną i jeszcze kilka innych elementów pozwalających wydobyć z AT jakąś wartość. W takiej sytuacji mówienie „AT nie działa” to co najwyżej dość płytka ironia. Jeśli jednak chce się drogę to tej Magii pominąć, można do razu przejść do czystego ogarniania AT samym komputerem i kodami (o tym w kolejnej części).

Rdzeniem owej intuicyjnej AT Magii jest zafiksowanie na jednym głównym celu, który zapisuje się w takim równaniu:

Zysk/ryzyko > 1  

Co oznacza tyle, że jedyny cel, którego należy bezwzględnie pilnować to relatywnie zdrowy zysk z transakcji w porównaniu do stop-lossa kasującego straty. Im wyższy ów stosunek, tym lepiej. Ważne, że jedno nie może istnieć bez ścisłego związku z drugim. Tylko bowiem stop-lossem uda się zabezpieczyć przed nietrafionymi wejściami wynikającymi ze stosowania AT i tylko pielęgnując zyski można zadbać o szansę, którą dostajemy dzięki trafnemu wejściu w rynek. To w zasadzie JEDYNY sposób osiągania przewagi w tak stosowanej intuicyjnej AT, której nie da się zweryfikować w inny sposób niż w realnej grze.

Chirurg czy pilot to często używane przykłady podobnego rodzaju działalności, która wymaga poznania i wyszlifowania stosownych umiejętności. Samolot sam nie lata, skalpel sam nie zoperuje. Nie inaczej jest z AT, z tym, że w tamtych zawodach teoria opiera się sprawdzonych metodach wykładowczych, a praktyka na liniowej zależności między działaniem a efektem. Stąd również i skuteczność większa. Nauka AT to poniekąd próba samodzielnej nauki pilotażu bez dobrego manuala. Dlaczego więc ma się każdemu i do razu udać?

Większość inwestorów ogrom czasu spędza na poszukiwaniu najtrafniejszego sposobu wejścia na pozycję, co przynajmniej daje poczucie jakiejś kontroli nad swoim rynkowym działaniem. Tymczasem znacząco ważniejsze są te transakcje, gdy rynek nie potwierdza kierunku wskazanego przez nasze narzędzie, trzeba więc koniecznie znaleźć optymalne miejsce by takiej pozycji pozbyć się i o niej zapomnieć. To decyduje w dużej mierze o końcowym wyniku, choć często stanowi działanie, które wychodzi poza samą AT, co pokazuje, że to nie AT gra tu najważniejsze skrzypce. Każdy z „Czarodziejów rynku” potwierdza w ten czy inny sposób taką właśnie filozofię pilnowania relacji zysków do strat, której trzeba się jak pacierza nauczyć, dogłębnie zrozumieć, a potem z zacięciem aplikować. Samo szukanie wejść na wykresie to jedynie atrakcyjna powłoka, magia kryje się głębiej.  

I wreszcie na deser mamy często zapominany czynnik czyli:

LOSOWOŚĆ lub TRAF (ang. LUCK)

To zmora każdej metody wywiedzionej z AT, morderca skuteczności i zagłuszacz systematyczności.

Zyskowność inwestowania bierze się z wyłapywania ruchów o jak najdłuższym zasięgu, trendów dowolnego rzędu (długoterminowych czy minutowych). Złapać trend można w zasadzie niemal każdym narzędziem dostępnym w arsenale AT, ich nazwa przestaje więc mieć znaczenie, działanie jest bowiem podobne. Problemem staje się jedynie istnienie trendów wystarczająco długich.

Co z tego bowiem, że mamy w ręku idealne narzędzie, skoro wpadniemy na przykład w taki okres jak ostatnie lata na GPW, gdzie brak właściwie okazji do wyłapywania solidnych ruchów? Albo co nam po nich, jeśli używamy tych narzędzi w sposób przypadkowy, co powoduje, że trendy nas po prostu omijają? Lub też przyszło nam żyć w czasach, gdy metody skutecznie używane przez „Czarodziejów rynku” straciły swoją siłę ponieważ zmieniły się same rynki, co udowadnia statystyka?

To wszystko przejawy losowości. Oczywiście nie zawsze jesteśmy w stanie temu przeciwdziałać, ale istnieją sposoby, które pozwolą losowość poskromić. Dzięki temu i sama AT nabiera innego koloru i smaku, a rozkłady zysków i strat stają się bardziej kontrolowalne.

Mamy więc oto jak na dłoni rzeczywisty obraz AT, której tak naprawdę skuteczność może zapewnić wyłącznie sam jej użytkownik. Przenoszenie na nią winy, to klasyczne „to nie ja, to oni” (tzw. self-serving bias).

Cdn

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.