Zaskakujące wyjaśnienie dlaczego ufamy oszustom finansowym

Słynny pisarz książek popularno-naukowych Malcolm Gladwell przestawia bardzo interesującą teorię o tym dlaczego fundusz Bernarda Madoffa czy firma Amber Gold były w stanie tak długo działać bez reakcji ze strony odpowiednich instytucji. Opisują ją w swojej najnowszej publikacji „Talking to Strangers: What We Should Know about the People We Don’t Know”.

W listopadzie 2003 r. Nat Simons, zarządzający portfelem w funduszu hedge Renaissance Technologies(RT), napisał niepokojącego maila do swoich kolegów. A trzeba wiedzieć, że RT jest uważany za jeden z najlepszych funduszy na świecie z aktywami wysokości 110 mld USD (dane z 2019 r) a jego założycielem jest legendarny Jim Simmons. I ten właśnie fundusz miał w 2003 r. część środków zainwestowane w fundusz Bernarda Madoffa.

Jak opisuje autor w publikacji (jej polski tytuł to „Rozmawiając z obcymi: Co powinniśmy wiedzieć o ludziach, których nie znamy”) Madoff nie był celebrytą, ale był znany w środowisku osób pracujących w instytucjach finansowych w Nowym Jorku. Miał biura w eleganckim wieżowcu w środkowych Manhattanie zwanym „Lipstick Building”(czyli „Budynek szminka”). Pełnił funkcję w zarządach kilku ważnych instytucji świata finansowego, ale był osobą nie lubiącą zwracać na siebie uwagi, wręcz skrytą. To niepokoiło Simonsa.

A te niepokoje się pogłębiły, gdy znajomy do którego miał zaufanie powiedział mu w zaufaniu, iż uważa że w ciągu roku Madoff „będzie miał poważny problem”. Te wszystkie informacje Simons zawarł w mailu do kolegów z firmy i dodał, że audytorem Madoffa jest jest jego szwagier. Następnego dnia Henry Laufer z kierownictwa firmy odpowiedział, że zgadza się z wątpliwościami Simonsa. I dodał, że Renaissance Technologies miał „niezależne dowody” na to, że z funduszem Madoffa jest coś nie tak.

Swoje trzy grosze dorzucił także Paul Broder, zarządzający ryzykiem w funduszu. Długo analizował rzekomą strategię inwestycyjną, którą miał stosować Madoff i doszedł do wniosku iż „to się nie trzyma kupy”. Cała trójka postanowiła jeszcze głębiej przyjrzeć się działalności Madoffa i ustalili, że nie są w stanie zrozumieć co dokładnie on robi z pieniędzmi klientów.

Broder później mówił:”Nie mieliśmy pojęcia jak on zarabia pieniądze. Wielkość transakcji, które rzekomo miał dokonywać nie były poparte żadnymi dowodami”. Co w takiej sytuacji zrobił Renaissance Technologies? Czy wycofali z niego wszystkie pieniądze? Otóż nie. Tylko zmniejszyli swoje środki ulokowane w funduszu Madoffa o połowę.

Kiedy pięć lat później wyszło na jaw, że Madoff prowadził piramidę finansową śledczy federalni przesłuchiwali Nata Simonsa i zapytali go dlaczego zdecydował się trzymać u Madoffa pieniądze mimo tylu wątpliwości. Simons odpowiedział:”Ja nigdy, jako menadżer, nie dopuszczałem do siebie myśli że to Madoff mógł być oszustem”. Tak więc analityk, którego praca polega na sprawdzaniu twierdzeń zarządzających, kiedy nie może znaleźć dowodów na to, co oni utrzymują po prostu zakłada, że „brak dowodów nie jest dowodem braku” i że te dowody gdzieś są, tylko on do nich nie dotarł.

Ten sposób myślenia nie jest szczególny tylko dla pracowników Renaissance Technologies (RT). Funduszem Madoffa zainteresowała się także amerykańska Komisja Nadozru Finasowego (Securities and Exchange Commission – SEC). Jej pracownik, niejaki Peter Lamore, poszedł na rozmowę z Madoffem i poprosił go o wyjaśnienia jak to jest możliwe, iż twierdzi on, że jego strategia jest związana z inwestycjami na giełdzie a jednak jego stopa zwrotu nie wykazuje żadnej korelacji z ruchami indeksów giełdowych.

Madoff odpowiedział iż ma po prostu „dobrą intuicję” kiedy wyjść z rynku tuż przed spadkami i kiedy wejść zanim ceny znowu zaczną rosnąć. Lamore przekazał wyjaśnienia Madoffa swojemu szefowi z KNF Roberto Sollazzo i obaj uznali, iż wyjaśnienia inwestora odnośnie „wyjątkowej intuicji” nie były „szczególnie niedorzeczne”.

Powstaje pytanie: dlaczego inteligentni, wykształceni eksperci, których praca polega na tropieniu oszustów, kiedy trafiają na takie osoby to wszystkie, bardzo poważne, wątpliwości rozstrzygają na ich korzyść? Otóż tutaj Gladwell sięga po wyniki wieloletnich (trwających ponad dwie dekady) badań eksperta od oszustów i oszustw prof. Timothy R. Levine`a z Univeristy od Alabama at Birmingham.

Po latach doświadczeń i analiz Levine ukuł tzw. Teorię Domyślnej Prawdy (ang. Truth Default Theory). Wynika z niej, że zdecydowana większość ludzi w kontaktach ludzi działa w założeniu, że to co inni ludzie mówią jest prawdą. Rozpowszechnienie tego podejścia oznacza iż ludzie, którzy tak postępowali lepiej radzili sobie w przekazywaniu genów kolejnym pokoleniom, niż ci którzy byli znacznie bardziej podejrzliwi.

A to dlatego, że zdecydowana większość ludzi przez większość czasu mówi prawdę i jest uczciwa. Dzięki temu „domyślnemu zaufaniu” którym większość z nas obdarza obcych możliwa jest swobodne komunikacja i współpraca między ludźmi, z której korzyści znacznie przewyższają straty wynikające z zaufania od czasu do czasu nieuczciwej i mającej niecne zamiary osobie.

Tak więc jesteśmy genetycznie zaprogramowani, by ufać obcym, o ile nie dadzą nam naprawdę twardych i jednoznacznych dowodów, że nie powinniśmy tego robić. A straty wynikające z zaufania od czasu do czasu człowiekowi pokroju Madoffa należy po prostu „wliczyć w koszty”. A jeżeli ktoś jeszcze nie jest przekonany do tej tezy, to Gladwell oferuje portret człowieka, który nie dał się nabrać Madoffowi.

Mowa o analityku Harry Markopolosie, który zebrał dowody, że Madoff jest oszustem a następnie w 2000, 2001 i 2005 r. bezskutecznie próbował alarmować amerykańską Komisję Nadzoru Finansowego i skłonić ją do działania. Dlaczego Markopolos nie obdarzył Madoffa „domyślnym zaufaniem” tak jak wszyscy inni? Otóż Gladwell oferuje w książce obraz analityka, który pokazuje że jest ulepiony ze zdecydowanie innej gliny, niż reszta ludzi.

„Dla mnie matematyka to prawda” – stwierdził kiedyś Markopolos. Kiedy analizuje jakąś firmę pod kątem tego czy zainwestować w nią pieniądze to woli nie spotykać się z je kierownictwem dlatego, że uważa iż takie spotkanie oferują jedynie „szum informacyjny”. ”Chcę usłyszeć i zobaczyć to co oni przekazują przez publiczne wystąpienia, poprzez sprawozdania finansowe i chce te informację analizować matematycznie korzystając z tych prostych technik…Chce dotrzeć do prawdy. Nie chcę mieć dobrej opinii o kimś, kto „ma dobrą gadanę”, ponieważ to może negatywnie wpłynąć na moją analizę” – zauważył Markopolos.

By zrozumieć jakim człowiekiem jest Markopolos warto przytoczyć kilka historii z jego życia. Jedna pochodzi z okresu, kiedy analityk był na studiach. Kiedy jeden z profesorów wystawił mu „piątkę” Markopolos sprawdził formułę według, której wyliczył on tę ocenę i znalazł w tej formule błąd. Okazało się, że powinien był dostać „pięć mniej”. Markopolos poszedł do profesora i poskarżył mu się.

Z kolei w jego pierwszej pracy obowiązywała zasada, że broker musi zawiadomić o transakcji w ciągu 90 sekund od jej przeprowadzania. Analityk zorientował się, że jego własny szef nie przestrzega tej reguły. Marcopolos doniósł na niego do odpowiednich organów. Analityk przyznał też, że zaczął podejrzewać iż brak reakcji w sprawie Madoffa Komisji Nadzoru Finansowego „może nie być przypadkiem” i zaczął się obawiać, iż jej przedstawiciele „mogą przyjść po niego”. Aby się zabezpieczyć kupił broń i maskę gazową. W tym kontekście nie dziwi, iż „The Wall Street Journal” określił Marcopolosa mianem „trochę walniętego”.

I to jest właśnie cena jaką płacą ludzie, którzy nie dają się nabierać oszustom. Łatwo się zorientować, że społeczeństwo w którym każdy z założenia nie ufa i jest podejrzliwy, tak jak Marcopolos, nie funkcjonowałoby dobrze. Być może jednak właśnie takich ludzi potrzebujemy na czele instytucji tego typu co KNF, by nas chronili?

Jeżeli kogoś zainteresowały te rozważania to niech sięgnie po nową książkę Malcolma Gladwella, bo znajdzie w nie więcej informacji o tym dlaczego tak łatwo stajemy się ofiarami oszustów. Gladwell jest marką samą w sobie i chyba nie trzeba go przedstawiać. Światową sławę zdobył książkami takimi jak „Błysk”, „Poza schematem” czy „Punkt przełomowy”. I choć „Talking to Strangers” nie jest tak dobrą publikacją jak tamte, to jednak jest wystarczająco interesująca, by poświęcić jej kilka wieczorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.