Czy Wall Street szkodzi amerykańskiej gospodarce?

Wall Street szkodzi amerykańskiej gospodarce – twierdzi Rana Foroohar w książce „Makers and Takers: The Rise of Finance and the Fall of American Business”.

Wiosną 2013 r. następca Steve`a Jobsa na stanowisku szefa koncernu Apple Tim Cook zdecydował, że firma powinna pożyczyć 17 mld USD. Ta pożyczka miała być zaciągana w czasie, gdy firma miała 145 mld US leżące na kontach w bankach i kolejne 3 mld USD wpływające na te konta co miesiąc. Pieniądze z pożyczki miały zostać wydane na wykup akcji i wypłatę dywidend co miało doprowadzić do podbicia kursu akcji firmy. I rzeczywiście tak się stało.

Tymczasem wydatki koncernu na badania i rozwój, jako procent sprzedaży, spadają od 2001 r. Działania Apple są charakterystyczne dla wielu renomowanych firm z amerykańskich giełd. Jak podaje autorka w publikacji (jej polski tytuł to „Twórcy i ci którzy tylko biorą: Rosnąca rola sektora finansowego i upadek amerykańskiego biznesu”) od 2005 r. do 2014 r. firmy z indeksu S&P 500 wydały ponad 6 bilionów dolarów (czyli 6000 miliardów USD) na podobne wykupy akcji jednocześnie tnąc wydatki na inwestycje i zwalniając pracowników. Robią tak, dlatego że takie działania nagradza rynek.

Kiedy w marcu 2006 r. Microsoft ogłosił duże inwestycje w nowe technologie, cena akcji spółki spadała przez kolejne dwa miesiące. Ale kiedy w lipcu tego samego władze firmy Billa Gatesa zapowiedziały wydanie 20 mld USD na wykup akcji, cena walorów koncernu wzrosła o 7 proc. Jeszcze w latach 50. i 60. XX w. wiele firm odkładało 5-6 proc. zysków na badania. Obecnie takie postępowanie jest rzadkością.

Z analizy przeprowadzonej na zlecenie Roosevelt Institute wynika, iż zależność między ilością gotówki w firmach a poziomem wydatków na badania i rozwój zaczęła zanikać w latach 80. kiedy nastąpił rozrost sektora finansowego. Liczba ofert publicznych akcji spadła w ostatnich dwóch dekadach o dwie trzecie. A to dlatego, że wejście na giełdę stało się przeszkodą w prowadzeniu biznesu. Z analizy Stanford University wynika, że ilość innowacji spada o 40 proc. w firmach technologicznych po ich debiucie giełdowym.

Powodują to inwestorzy, którzy naciskają na wykazywanie krótkoterminowych zysków, nawet jeżeli w dłuższym okresie takie postępowanie szkodzi spółkom. Apple dodatkowo zaczął inwestować wolną gotówkę w obligacje korporacyjne, tak jak robią to instytucje finansowe. W 2015 r. na portalu „Bloomberga” pojawił się komentarz tych działań zatytułowany:”Apple to nowe Pimco (Pimco to firma zajmując się inwestowaniem w instrumenty finansowe przynoszące stały dochód w imieniu m.in. banków centralnych czy funduszy emerytalnych), a Tim Cook jest nowym królem obligacji”.

Autorka zwraca uwagę, że Apple zachowuje się jak bank choć firma nie podlega regulacjom takim jak banki. Żartuje, że jest tylko kwestią czasu kiedy była firma Steve`a Jobsa wyemituje własną kartę kredytową. To o tyle istotne, że gdyby korporacje technologiczne nagle zdecydowały się sprzedać należące do nich obligacje, mogłoby to istotnie wpłynąć na rynek. Ale branża high-tech nie jest jedyną, która zachowuje się jak firmy sektora finansowego. I tak na przykład linie lotnicze często więcej zarabiają na transakcjach hedgingowych na rynku ropy naftowej, niż na wożeniu pasażerów.

Autorka podaje, że amerykańskie firmy zarabiają dziś pięć razy więcej na transakcjach finansowych, niż w połowie XX w. „Wygląda na to, że wszyscy dziś jesteśmy bankami” – zauważa Foroohar. I to, w jej ocenie, jest złe. Ponieważ, ci którzy wytwarzają konkretne rzeczy i usługi stali się sługami „tych, którzy tylko biorą” jak nazywa Foroohor sektor finansowy. I podaje dowody na to, że zbytni rozrost sektora finansowego szkodzi.

W 2015 r. ukazała się praca autorstwa starszego ekonomisty Banku Rozliczeń Międzynarodowych Enisse Kharroubi i profesora z Brandeis University Stephena Cecchetti. Na podstawie danych z piętnastu krajów wyliczyli oni, że produktywność (czyli wartość jaką wytwarza każdy pracownik) spada w krajach z dynamicznie rosnącą branżą finansową. Co więcej, największe spadki odnotowywane są sektorze zaawansowanej technologicznie produkcji, który to jest kluczowy dla długoterminowego wzrostu gospodarczego i tworzenia nowych miejsc pracy.

A to dlatego, że sektor finansowy woli inwestować w branże takie jak budowlanka, w których produktywność jest niższa, ale oferują stabilniejsze zyski w krótkim terminie. Dlaczego krótkoterminowe zyski inwestorów są uważane za priorytet, nawet jeżeli uderza to w długoterminowe perspektywy rozwoju spółki?

Autora przytacza sprawę sądową z Naczelnego Sądu Stanu Michigan, która toczyła się w 1919 r. Stronami w niej była firma Ford i bracia Dodge. Jej istotą był spór między Henry Fordem, założycielem i głównym akcjonariuszem koncernu Ford, a braćmi Johnem i Horacem Dodge, założycielami innej firmy produkującej auta – Dodge.

Chodziło o to, że bracia Dodge byli mniejszościowymi akcjonariuszami w Fordzie, która to firma miała mnóstwo wolnej gotówki – dokładnie 52 mln USD warte tyle, co 1,1 mld USD obecnie. Henry Ford chciał przeznaczyć te pieniądze na rozwój firmy, budowę nowych fabryk, tak by mógł produkować więcej aut. „Moją ambicją jest to, by zatrudniać więcej osób, tak by jak najwięcej osób, mogło mieć dobrze płatną i stabilną pracę, tak by mogli mieć swoje życie i swoje domy” – wyjaśniał Henry Ford.

Bracia Dodge uważali, że powinien przynajmniej część pieniędzy wypłacić akcjonariuszom w postaci dywidendy. Sąd uznał jednak, że Dodgowie mają rację i nakazał wypłatę sowitej dywidendy. Ten wyrok jest do dzisiaj przywoływany na dowód na to, że firmy w USA mają legalny obowiązek maksymalizować zyski inwestorów i że zyski te są ważniejsze, niż interesy pozostałych stron.

To tylko ułamek wątków poruszonych w książce „Makers and Takers”. Czytelnicy znajdą w niej m.in. także ciekawy rozdział zatytułowany „Czego nie nauczy cie MBA”, w którym twierdzi że część problemu „finansyzacji” gospodarki wynika z tego, że w szkołach biznesowych uczy się nie na „wizjonerów- twórców” tylko ludzi od „wyciskania zysku” za wszelką cenę.

Takich jak na przykład Robert F. McNamara, były sekretarz obrony za prezydentury Johna F. Kennediego, który był jednym z zarządzających w koncernie Forda po zakończeniu II wojny światowej i wsławił się propozycją, by przestać dodawać do aut koła zapasowe, bo „nikt ich nie używa”. Jego arcyciekawą historię poznajemy w rozdziale drugim zatytułowanym „Upadek biznesu”.

Książka Foroohar czyta się dobrze, pełna jest interesujących dowodów na szkodliwość zbyt rozrośniętego sektora finansowego dla gospodarki. Mój jedyny zarzut w stosunku do tej publikacji jest taki, że to już kolejna książka na ten temat którą czytam i zauważam iż argumenty w nich przedstawiane powtarzają się. Jeżeli jednak ktoś nie zetknął się z tym tematem „Makers and Takers” z pewnością będzie przyjemną i dającą do myślenia lekturą.

1 Komentarz

  1. Mcgravier

    Powiedziałbym, że przytoczone zjawisko jest raczej skutkiem, niż przyczyną

    – firma która zdobyła totalną dominację na rynku często osiąga stan w którym ulepszanie produktu nie zwiększa zysków w istotny sposób – nie ma się co dziwić, że w takim wypadku szuka zarobku gdzie indziej

    – niskie stopy procentowe zachęcają do działań takich jak skup własnych akcji. W niektórych wypadkach może stymulować finansowanie skupu kredytem. To jest raczej wina polityki monetarnej niż "rynku finansowego"

    – prawny obowiązek maksymalizacji zysków inwestorów to dziwny pomysł, ponieważ zysk inwestorów nie musi być zawsze zbieżny z dobrem firmy

    Książka z pewnością jest interesującą lekturą, ale wskazywanie palcem na rynek finansowy to trochę za daleko posunięty wniosek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.