Przepraszam za tytuł rodem z poradnika dla kierowców, których nie stać na żaden z samochodów, ale kiedy w DM BOŚ uruchomiliśmy usługę dostępu do rynków zagranicznych dla klientów indywidualnych (Bossa Zagranica), w pewnym momencie reklamowaliśmy się między innymi możliwością zakupu debiutujących na rynku akcji spółki Ferarri. Odwołując się do poczucia humoru naszych klientów krzyczeliśmy „Kup sobie Ferrari”, więc na blogu podążamy wytartą ścieżką licząc na stałą obecność dobrego humoru.

Pamiętam, że nie żyjący już szef Fiata, pytany o debiut rynkowy akcji Ferrari, powiedział z pełnym przekonaniem, iż akcje sprzedadzą się w 15 minut. Później Ferrari spadło z radarów inwestorów, a emocje ogniskowały się wokół Tesli. Ferrari, z ryczącymi silnikami spalinowymi, jawiło się jako towar z innej dekady, a Tesla jako przyszłość świata. Osobiście nigdy nie podzielałem miłości do Tesli jako spółki, mając przekonanie, iż wcześniej czy później niemiecki i japoński przemysł motoryzacyjny dogoni Teslę. Polskie ambicje na tym polu pomijamy milczeniem, jak również projekt Arrinera, który był bohaterem notek, ale nie odnotowaliśmy, iż nie zabrakło tam wejścia w mody na elekryki i… kryptowaluty (GZ temat dla Ciebie!). Nie zmieniam zdania na ten temat – dalej oczekuję wygranej klasycznych producentów samochodów po zmianie technologicznej, choć nie ukrywam sympatii dla rozmachu Elona Muska na wszystkich polach i naprawdę sympatyzuję również z sukcesem Tesli.

Miało być jednak o Ferrari. Tak się składa, iż zarówno Tesla, jak i Ferrari debiutowały na rynku nie przed wieloma dekadami, ale na przestrzeni ostatnich 10 lat. Tesla w 2010 roku, a Ferrari w 2015 roku. Ktoś, kto kupił akcje Tesli w okolicach 20 USD, a miał sporo czasu na zakup, gdyż spółka długo zbierała się do lotu, mógł cieszyć się wzrostem do 200 USD. Problem w tym, iż spółka zaczęła produkcję dopiero w 2015 roku, więc wcześniej kupowało się nadzieję. Późniejsze wejście wystawiało na próbę najbardziej wierzących. Podwojenie wartości akcji do blisko 400 USD wiązało się z koniecznością akceptowania mocnych obsunięć, by wreszcie akcje znalazły się w trendzie bocznym, w którym brak dywidendy i wysoka zmienność wymagały dużych pokładów wiary w przyszłość cen akcji.

Akcje Tesla i Ferrari od momentu debiutu rynkowego.

W przypadku akcji Ferrari – notowanych w USA – było bardziej klasycznie. Debiut w okolicach 50 USD, cofnięcie po debiucie i późniejszy trend wzrostowy pozwoliły na wzrost do 150 USD. Później akcje zanotowały spadek do 100 USD. Dynamika cofnięcia jest zatem adekwatna do wcześniejszych wzrostów, ale mimo tego, od momentu debiutu akcje Ferrari są droższe o ponad 100 procent, gdy w tym samym czasie akcje Tesli – od momentu rozpoczęcia sprzedaży – zyskują połowę mniej. Ferrari zadebiutowało na rynku w październiku 2015 roku, więc akcje są dostępne przez trzy lata i kilka miesięcy, co daje średnią roczną większą niż 30 procent. Gdy w tym samym czasie Tesla, z 50-procentowym wzrostem już nie imponuje równą siłą, a porównana z indeksem S&P500 zyskuje niewiele więcej niż rynek, który oferuje znacznie mniejszą zmienność i mniejsze bóle głowy.

Akcje Tesla i Ferrari od momentu debiutu rynkowego akcji Ferrari.

Ciekawostką jest to, iż Tesla to produkt coraz bardziej masowy, operujący produkcją opiewającą na setki tysięcy sztuk, gdy Ferrari produkuje rocznie mniej niż 9000 sztuk pojazdów. Docelowo Tesla ma ambicję zmienić motoryzację i być nowym graczem o skali światowej, gdy Ferrari zawsze będzie raczej marką luksusową z butikową właściwie liczbą sprzedanych samochodów. Nie przeszkadza to jednak już dziś płacić dywidendy, oczywiście wymuszanej przez większych udziałowców, gdy Tesla jest ciągle tematem raczej rozwojowym niż spółką o ustabilizowanej pozycji finansowej. Każdy, kto ma akcje Tesli ma wątpliwości, co do sytuacji fundamentalnej i zyskowności całości biznesu w perspektywie kilku lat oraz wzrostu cen obsługi zadłużenia.

Oczywiście Tesli warto kibicować z racji radykalniej zmiany, jakiej dokonała w mentalności kierowców produkując samochody i budując infrastrukturę do globalnej zmiany przyzwyczajeń. Rewolucja wydaje się już przesądzona i wszystko wskazuje na to, że w perspektywie dekady samochody z silnikiem spalinowym będą traciły na znaczeniu. Mimo wszystko nie stawiałbym na przegranej pozycji producentów takich, jak Ferrari. Zachęcony sukcesem rynkowym Ferrari do debiutu szykuje się Aston Martin, który może nie ma tej siły rażenia w nazwie, co Ferrari i nie jest tak rozpoznawalny, ale samochód Jamesa Bonda oglądany przez pryzmat inwestycji może być równie ciekawym tematem, jak reklamowane przez Bossę Zagranica Ferrari. Zwyczajnie, niszowe tematy okazują czasami płacić lepiej niż śledzone przez wszystkich.

12 Komentarzy

  1. Deo Gratias

    To może jeszcze akcja zachęcająca drobnicę do powrotu na GPW? "Kup sobie bank za złotówkę albo mniej". Nie dziękujcie.

  2. Adam Stańczak

    Powrót na GPW i szerzej na rynki wschodzące zalecaliśmy w październiku – tak się składa, że właściwie na dołku i w dnie pesymizmu:

    https://blogi.bossa.pl/2018/10/25/czas-szukania-okazji-na-rynkach-wschodzacych/

    I potwierdzaliśmy w grudniu:

    https://blogi.bossa.pl/2018/12/02/wykres-dnia-czas-zmiany-trendu-na-rynkach-wschodzacych/

    Teraz to już wszyscy polecają, ale w przypadku WIG20 polecają jakieś 20 procent później. Osobiście lubię kupować, jak inni nie wierzą w zakupy.

  3. Kornik

    >> Osobiście lubię kupować, jak inni nie wierzą w zakupy.

    Wierze, zwazywzszy, ze napisalismy rowniez i taka notke:

    https://blogi.bossa.pl/2018/09/20/nowy-optymizm/

    …tak sie sklada, ze wlasciwie w… – a to juz niech se kazdy sam sprawdzi w jakim momencie innym brakowalo wiary, a my zalecalismy optymizm.

    I to jest chyba ten sekret, ktory sprawia, ze dzisiaj moglibysmy zachecac drobnice do powrotu na GPW haselkiem reklamowym typu: "Kup sobie bank w rabacie nawet do 90%".

    Wniosek koncowy: Aby zostac guru, trzeba tylko duzo pisac i pielegnowac w sobie dar wybiorczej pamieci – to wystarczy, gdyz wiekszosc odbiorcow tego typu tresci pamiec ma raczej krotka…

  4. Kornik

    W tym sek, ze wielu szuka takiego guru. I nie jeden tzw. ekspert na takiego probuje sie drapowac. Jesli moja krytyka jest ostra, nawet do przesady, to dlatego, aby nie bylo tak rozowo – aby ludzie mieli nieustannie swiadomosc, ze nikt nie ma patentu na zyski i to, co wyglada na takie proste i latwe – wcale takim nie jest. Pan najlepiej to powinien wiedziec.

  5. Adam Stańczak

    Problem naprawdę mają ci, którzy chcą być guru i mówią, że wszystko jest łatwe. Na blogach bossy zawsze zapraszamy do dyskusji, a nie do budowania komuś pomników. Osobiście hołduję zasadzie, że każdy gość na pomniku wcześniej czy później spotka swojego gołębia, który pozbawi majestatu.

    Na prywatną walkę z guru jest prosty mechanizm – jak jesteśmy przekonani, że X czy Y jest fałszywym guru, to trzeba traktować jako antywskaźniki i grać w kontrze do X czy Y. Poddajemy się wówczas rynkowemu rozstrzygnięciu racji bez walczenia z fantomem.

  6. Kornik

    Osobiscie polecam inny mechanizm: nie grac ani za guru, ani przeciwko guru. Tak jest mysle najrozsadniej i najbezpieczniej dla kazdego, kto nie posiada czasu, wiedzy, sprzetu, ani kapitalu.

  7. _dorota

    Zdaje mi się, że tutaj pojawił się komentarz Autora w punktach; szkoda, że zniknął 🙂 zawierał ciekawą uwagę o 'f..k you money", co jest chyba istotą przygody z giełdą dla większości graczy. Reszta to didaskalia: metody zdobywania owych money i metody obsługi psychiki zdobywców.

  8. Adam Stańczak

    Jestem na wyjeździe i jest problem z siecią. Możemy wrócić do tematu po 9 lutego.

    1. _dorota

      To była taka luźna uwaga, nie oczekuję odpowiedzi. Udanych ferii życzę 🙂

  9. Adam Stańczak

    https://www.marketwatch.com/story/how-much-money-is-f—-you-money-2018-11-13

  10. Zainteresowany

    Niech ktoś podpowie w jaki sposób kupić akcje TSLA i ile taka przyjemność może kosztować (prowizje itp).
    Instrumenty CFD na Teslę jest łatwiej kupić ale to za duże ryzyko

  11. kamkrz

    O ile dobrze kojarzę to w DM Boś możesz kupować akcje amerykańskie

    https://bossa.pl/oferta/rynek-zagraniczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.