Ledwie tygodnia potrzebowała rzeczywistość, by dopisać kolejne fakty do poprzedniej notki na temat zmiany w polityce Fed. Wczorajsze wystąpienie szefa Fed, które sprowadzone do jednego zdania mówi o faktycznym rozejściu się rzeczywistości z prognozami ceny kredytu członków FOMC, stawia przyszłość amerykańskiej polityki monetarnej w nowym świetle i w nowym układzie sił.

Zacznijmy od odnotowania faktu, iż rynek zaczyna pozycjonować się pod ledwie dwie podwyżki ceny kredytu w USA w przewidywanej perspektywie. Stale większość graczy oczekuje podwyżki o 25 punktów bazowych na grudniowym posiedzeniu FOMC i jeszcze jednej w przyszłym roku. Tymczasem, jak zwykle w przeszłości, tzw. prognoza dot plot przygotowana przez członków FOMC mówi o 4 podwyżkach. Prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza jest wyceniane przez rynek na mniej niż 10 procent. W skrócie rzecz ujmując pomiędzy tym, co „widzą” członkowie Fed, a tym, co „widzi” rynek na przestrzeni roku pojawiła się przepaść w postaci 50 punktów bazowych.

Wczorajsze reakcje walut i akcji wskazują, iż gracze byli zaskoczeni, choć nawet na blogach bossy odnotowaliśmy rozejście się tego, czego boją się rynki akcji i tego, co realnie widać np. w notowaniach Fed Funds Futures. W istocie scenariusz był do przewidzenia, kwestią do dyskusji było, co stanie się „trigerem” przestawiającym zwrotnicę rynkowego konsensusu. Dla jasności, niż nie zostało przesądzone. W istocie sygnał zmiany w polityce Fed sprowadza się raczej do wyłączenia autopilota, który kazał normalizować politykę monetarną (+25 punktów bazowych, co kwartał) wyprzedzając inflację, by później nie było przymusu gaszenia inflacji przez gaszenie gospodarki.

Zmiana w myśleniu Rezerwy Federalnej – wszak na fakty będzie trzeba jeszcze poczekać – nie mogła pojawić się w lepszym dla giełd momencie. Mocne korekty na Wall Street uatrakcyjniły wyceny w okresie, gdy rynki szykują się do kończącej rok rozgrywki. Prezent w postaci obietnicy spowolnienia na ścieżce zacieśniania dostępności kredytu w przyszłym roku sprzyja budowaniu fundamentu pod grudniowo-styczniowe zwyżki i można już przyjmować zakłady, na temat rosnącej nadziei na rajd Świętego Mikołaja i zadawania sobie przez graczy pytań o szansę zmaterializowania się kolejnego efektu stycznia. Inaczej mówiąc, Fed dał wczoraj argumenty do pozycjonowania się pod mocny grudzień.

Ten optymistyczny obrazek należy jednak uzupełnić o dwie zmienne, które giną w szumie wczorajszego optymizmu. Pierwszą jest zmiana w polityce Fed z wspomnianego „autopilota” na politykę zależną od publikowanych danych. Inaczej mówiąc jeden kurs nie został zastąpiony kolejnym, w którym podwyżek nie będzie. Będą, ale ich skala i tempo będą zależały od danych z gospodarki. Drugą jest nieco zapomniany dziś temat zacieśnienia ilościowego, które związane jest z redukowanie sumy bilansowej Fed. Dyskusja o stopach procentowych przykryła bowiem trwający proces wychodzenia Fed  z programu luzowania ilościowego, co na poziomie polityki monetarnej po 2008 roku jest inną formą podnoszenia stóp procentowych lub – metaforycznie mówiąc – palenia „wydrukowanego” wcześniej pieniądza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *