10 powodów by zostać inwestorem/traderem – część 9

Kilka moich ostatnich wpisów na blogu poświęconych było stratom, które są NIEODŁĄCZNYM elementem ryzyka podejmowanego na giełdzie (zupełnie jak w każdym innym biznesie zresztą) i może z tej perspektywy jeszcze wyraźniej będzie wyglądać kontynuacja cyklu o tym, dlaczego jednak warto inwestorem giełdowym zostać (lub przynajmniej spróbować).

Poprzednia część w tym cyklu traktowała o unikalnych możliwościach hartowania charakteru, w tej proponuję przyjrzeć się takiemu oto zagadnieniu, do pewnego stopnia również o unikalnym charakterze:

12. Do inwestowania/tradingu można wejść z dowolnego zawodu lub nie posiadając go wcale.

To nie oznacza od razu, że każdy wchodzący w giełdową branżę z innych dziedzin/zawodów/biznesów osiągnie oszałamiający sukces w handlu papierami wartościowymi, jakkolwiek brak formalnego wykształcenia w tym kierunku nie jest żadną przeszkodą. Tym bardziej, że typowo zawodowe kształcenie tutaj zasadniczo nie istnieje, może poza kursami, których wartość w wielu przypadkach może być wątpliwa.

Uważa się za to, że to studia ekonomiczne czy MBA są kuźnią inwestycyjnych talentów. Mamy już kilka finansowych kierunków na polskich uczelniach. Z moich obserwacji wynika, że dość dobrze przygotowują one od strony teoretycznej, ale nie przynoszą jednak znaczącej przewagi praktycznej, szczególnie jeśli chodzi o trading, jakkolwiek mogą być znaczącą pomocą w przygotowaniu do inwestowania, które różni się jednak od aktywnej spekulacji. Ta ostatnia należy bowiem w dużej mierze do kompetencji typu „performance based”, czyli takich, w których przewagę osiąga się przez wielokrotne praktykowanie, wyciąganie wniosków i korygowanie błędów, doświadczanie celowane w określone praktyki i nawyki, odszukanie swojej niszy związanej ze statystyczną przewagą. Tego nie nauczą wykłady i książki, to się osiąga jak mawiają Rosjanie „bojem”.

Po drugie – jeśli ukoronowaniem takiej akademickiej kariery ma być zarządzanie powierzonym kapitałem w funduszach różnego typu, to nie wiem czy istnieje tu rzeczywiste przełożenie wiedzy na efektywność skoro znacząca większość funduszy nie pokonuje wynikami pasywnego inwestowania, które coraz śmielej zdobywa świat i nowe wpływy środków.

Podobnie mógłbym napisać o tytułach i kursach typu CTA, CFA czy polskiego doradcy inwestycyjnego. Co więcej, znam takich, którzy posiadając te tytuły nie sprawdzili się w prawdziwym „boju”.

Z kolei USA ma swoją Ivy League, czyli sieć prestiżowych uczelni, które produkują absolwentów na pniu przejmowanych przez Wall Street. Ale prawdziwymi traderami, innowatorami, zarządzającymi, analitykami stają się dopiero, gdy swoją długo akumulowaną wiedzę przekażą im zatrudniające ich banki inwestycyjne czy fundusze.

Tymczasem najprostszy poziom wejścia w tę branżę, czyli pasywne „kup i trzymaj” bądź indeksowanie albo kupno portfela funduszy wymaga poznania jedynie podstawowych mechanizmów rynkowych oraz działań na ryzyku. Do tego wystarcza matematyka na poziomie szkoły podstawowej. Łatwe, co nie znaczy, że proste, wielu chętnych potrafi nawet na tym się wyłożyć z prostego powodu – nieprzyswojenia choćby tej podstawowej wiedzy.

Przesuwając się już w kierunku zaawansowanego tradingu potrzeba wiedzy znacznie bardziej rozbudowanej, dojścia do znaczenia przewagi, do tego wykształcenia konstrukcji psychicznej określonego typu oraz sporej liczby godzin praktyki. Większość z przegrywających nie ma świadomości tego procesu, próbując z marszu i bez stosownego przygotowania zostać zyskownym traderem.

W zasadzie większość niezbędnych kompetencji twardego typu i tak można nabyć przy pierwszym kontakcie z inwestowaniem, do tego wystarczy solidny podręcznik czy poradnik. Z kolei umiejętności miękkie (np. radzenie sobie ze stresem, emocjonalna stabilność, dyscyplina, kreatywność) są bardziej pochodną naszego charakteru oraz życiowych doświadczeń, a więc cech kształtowanych raczej poza systemem formalnego wykształcenia lub przysposobienia zawodowego.

Znaczący wpływ na sukces w tej branży (głównie w spekulacji) mogą mieć umiejętności uzyskiwane drogą pozaformalną, na przykład: gry strategiczne, gry hazardowe, w pewnym stopniu własny biznes, pasje (np. związane z ryzykiem). No i oczywiście wrodzone talenty oraz zdolności.

Kompetencje zawodowe z innych branż mogą jednakże być w jakiejś mierze pomocne w określonej sferze związanej z rynkiem finansowym lub w wyborze metody inwestycyjnej. Matematyk czy informatyk dużo łatwiej pewnie odnajdzie się w strategiach systemowych, komputerowych, algorytmach. Analityk dowolnego rodzaju ma szanse popisu w analizie rynkowej różnego typu (A.T., A.F.). Ekonomista czy księgowy szybciej chyba odnajdzie się pewnie w Analizie Fundamentalnej. Proszę jednak nie kierować się nazbyt tego rodzaju skojarzeniami. Mogą być jedynie stereotypami dopóki nie potwierdzą ich jakieś badania. Jednak nabyte wcześniej „modele mentalne” z dużym prawdopodobieństwem powinny się przydać w pokrewnego rodzaju aktywności, na to wskazuje po prostu życiowa praktyka.

Tak naprawdę (a w tradingu szczególnie), trzeba się nauczyć nowych „modeli mentalnych”, a także oduczyć się najpierw pewnych cech, tu bowiem istnieją zjawiska, które idą wbrew powszechnie znanej logice (np. odzwyczajenie się posiadania racji, częsta akceptacja strat, nieliniowe korelacje między zjawiskami, duża niepewność, porzucenie ego). Życiowe doświadczenia nie zawsze będą tutaj w takim razie pomocne jeśli się tego w porę nie zrozumie. Na przykład pokutuje w powszechnym przekonaniu zależność, która daje większe szanse na sukces giełdowy biznesmenom. I owszem, przydatne będą ich doświadczenia z ryzykiem, ale na tym może się podobieństwo kończyć. To, że na giełdzie się również handluje, nie ma za wiele wspólnego z tym, że ktoś sprawdził się w biznesie sprzedażowym czy handlu dowolnego typu.

Co sam obserwuję, to pewna zależność odwrotna. Przedsiębiorcy z sukcesem w klasycznych biznesach czują się szczególnie predysponowani do sukcesu również na giełdzie i to zbyt pewne przekonanie często prowadzi ich na manowce. Znam zresztą żywe przykłady potwierdzające braki szczególnej korelacji między biznesem a giełdą w zakresie tradingu (a nie plasowania swoich akcji na parkiecie). Jednym z głośniejszych była strata 8 milionów złotych na forexie przez jednego ze sprawnych polskich biznesmenów.

Zaryzykuję wręcz tezę, że brak pewnych naleciałości może być nawet przewagą we wchodzeniu do inwestowania. Trzeba jednak znaleźć poprawną drogę w giełdowej edukacji. A to wcale nie jest łatwe, choć ze względu na postęp technologiczny znacznie prostsze niż przed laty.

—kat—

[Głosów:7    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.