10 powodów by zostać inwestorem/traderem, część 4

Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze wystarczająco przekonany, że to, co robi na giełdzie, jest w jakiś sposób unikalne, zapraszam do dalszej lektury.

4. Możesz inwestować/tradować długo po przejściu na emeryturę z normalnej pracy, nawet do dnia śmierci.

W zasadzie tego rodzaju korzyść pojawia się w wielu innych zawodach czy biznesowych przedsięwzięciach, aczkolwiek w przypadku inwestowania posiada ona dodatkowe przywileje typu:

– brak potrzeby celowego wychodzenia z domu (w przypadku niedomagań fizycznych),

– brak konieczności wykonywania fizycznych zadań (noszenie, chodzenie, w zasadzie każdy rodzaj wysiłku, z długością dnia pracy włącznie),

– możliwość dokonywania transakcji w niekomfortowych warunkach (np. szpital).

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia władz umysłowych w podeszłym wieku. Ale przez lata doświadczeń w człowieku wytwarzają się pewne automatyzmy, wielokrotne powtórzenia utrwalają się na zasadzie nawyków, co pozwala w rezultacie na większy stopień systematyczności decyzyjnej w jesieni życia.

Naukowe eksperymenty dowodzą, że siwe włosy to swego rodzaju zaleta w tym biznesie. Nie chodzi jedynie o samo doświadczenie, ale przede wszystkim o podejście do ryzyka. W dojrzałym wieku człowiek ma mniejsze skłonności do szaleństw i nieodpowiedzialnych wybryków, zmienia się jego filozofia życiowa i potrzeby, nie targają nim tak hormony rywalizacji (głównie testosteron), a za to dominuje mocniej potrzeba stabilności, równowagi, bezpieczeństwa.

Ciekawostka – 99% swojego majątku Warren Buffett zarobił … po 50tce, a dziś ma … 88 lat i nadal aktywnie inwestuje.

5. Inwestowanie/trading jest przedsięwzięciem o równym dla wszystkich szansach. Nie dyskryminuje nikogo pod jakimkolwiek względem, poza lenistwem i głupotą.

Egalitaryzm, demokracja, równość szans – czyż nie piękne widoki w epoce najsilniejszej w historii świata polaryzacji majątkowej, kulejącej demokracji, marzeniach o nowym socjalizmie? To może ludzi z ginących zawodów z powodu robotyzacji (bullshit jobs) przysposabiać po prostu do tradingu? No nie jest jeszcze tak słodko, aczkolwiek znaczna część podanego w tym punkcie stwierdzenia posiada wiele cech prawdziwości.

Inwestowanie/trading nie wymagają spełnienia już na wstępie wielu wymagań, bez których inne biznesy nie mają raczej szans się powieść czy nawet powstać:

– konieczne inwestycje w hardware, software, biurokrację, lokale, pracowników i materiały są praktycznie bliskie zera, dziś już chyba każdy posiada komputer z dostępem do internetu, którego koszt zresztą nie jest w jakiś sposób znaczący; problemem jest kapitał początkowy, ale bez względu na to ile posiadamy, nie umniejsza to w żaden sposób równości szans dokonywania transakcji, możemy się różnić nominalnymi zwrotami, ale nic nie stoi na przeszkodzie by drobny inwestor zarabiał więcej w ujęciu procentowym,

lokalizacja ma niewielkie znaczenie w porównaniu do tradycyjnych biznesów, można robić to w dowolnym kraju świata i dla dowolnego brokera na świecie,

koneksje, kontakty niewiele pomogą w bieżącej działalności,

baza odbiorców nie jest do niczego potrzebna, marketing zbędny, kanały sprzedaży zbyteczne,

– dostęp do najnowszych technologii nie ma aż takiego znaczenia, można nawet składać zlecenia telefonicznie lub bezpośrednio w biurach maklerskich,

– nie istnieje wyścig szczurów, zabiegi o etat, względy innych,

– nie trzeba poszukiwać zleceń, kontraktów, dostawców,

inwalidztwo, pochodzenie, wiek, wykształcenie itp. nie są przeszkodą.

Ale w tej krainie mlekiem i miodem płynącej również istnieje jakiś Mordor, inaczej nie byłoby tylu nadzorów, skandali i afer.

Istnieje bowiem kilka obszarów, w obrębie których równość szans może być kwestionowana, wśród których najważniejsze to:

1. Dostęp do informacji

Nadzory i regulacje prawne działają w kierunku wyrównania szans do podstawowych informacji, ale praktyka pokazuje, że klient bogatszy, silniejszy, instytucjonalny może być w tym względzie uprzywilejowany. Po części dlatego, że może sobie szybszy i pełniejszy dostęp wykupić za każde pieniądze (np. kolokacja własnego komputera na giełdzie, albo raporty, sprawozdania, rekomendacje, dane) lub też stworzyć swój własny dostęp (np. zespół analityczny, sieć kontaktów ze spółkami, obserwacje satelitarne).

Informacja i jej interpretacja to klucz do giełdowych zysków, teoretycznie więc detaliczny inwestor ma mniejsze szanse. Czy na pewno? Proszę rozważyć następujące fakty:

Po pierwsze – fundusze hedgingowe czy klasyczne fundusze (jak nasze TFI) posiadają przeogromne pieniądze i możliwości, które można zaangażować do dostępu do jak najlepszej, najpełniejszej i najszybszej informacji. Ale czy ich wyniki wskazują na to, że uzyskują przez to przewagę, skoro zdecydowaną większość z nich można pokonać prostym kupnem indeksu rynkowego?! Jeśli ktoś uważa jednak, że ta przewaga istnieje, zawsze może się do nich przyłączyć kupując po prostu udziały (jednostki funduszy).

Po drugie – wiecznie żywa Hipoteza Rynku Efektywnego zakłada na podstawie empirycznych obserwacji, że rynku (indeksu) nie da się pobić posiadając dostęp do informacji publicznych oraz NIEJAWNYCH (insiding)! Wielu z posiadających te ostatnie zapełnia lub zapełniało zakłady penitencjarne, o reszcie nie słychać zbyt wiele.

Po trzecie – każdy biznes opiera się w mniejszym lub większym stopniu na dostępie do informacji, a giełda się pod tym względem nie różni, nic więc nie tracimy ani nie zyskujemy wchodząc do inwestowania. Okazuje się, że to interpretacja informacji jest ważniejsza niż sam dostęp.

Po czwarte – jako grupa „inwestorzy detaliczni” nie mamy dostępu do informacyjnych przywilejów, ale już jako wewnętrznie w obrębie tej grupy wszyscy jesteśmy w miarę równi w tej nierówności.

2. Dostęp do praw

Nie bez podstaw powstają pozarządowe organizacje typu SII, nadzór ma wiele roboty, a dziennikarze deszcz gorących tematów. Inwestorzy indywidualni są w wielu przypadkach ignorowani lub lekceważeni przez spółki giełdowe. Tu nie ma za bardzo z czym dyskutować. Wyjście? Inwestować tylko w rzetelne spółki albo zmienić rynek (np. na pochodne, ETFy czy waluty).

3. Dostęp do technologii

Żyjemy w niesamowitych czasach, gdzie algorytmy, automaty czy sztuczna inteligencja pozwalają inwestować w optymalny, błyskawiczny sposób, w dużej skali, z wykorzystaniem narzędzi i procesów, o których Lem co najwyżej śnił. Na to potrzeba sporych środków, którymi przeciętny inwestor nie dysponuje. W zasadzie jednak nieoficjalnie  godzimy się na taką nierówność. Mógłbym powtórzyć część powyżej już wymienionych argumentów za tym, że nie ma tego złego, co by nam na dobre nie wyszło. Dochodzi do tego jeden specjalny: roboty same się już w dużej mierze wyarbitrażowały. Sporo z istniejących rynkowych nieefektywności zostało przez nie po prostu „wyoranych”.

4. Dostęp do know-how

Chodzi o wiedzę o rynku i jego mechanizmach, o strategiach inwestycyjnych, o pomysłach na grę, o poszukiwaniu przewagi nad rynkiem i nad samym sobą (mentalną). Każdy nowy inwestor musi na własną rękę odkrywać od nowa koło, nadziewając się dokładnie na te same błędy, na które nadziało się milion jego poprzedników. Tymczasem zorganizowane instytucje nie mają z tym problemu, trwa tam nieustanna kontynuacja wszelkiego wcześniejszego dorobku i jego doskonalenie.

Ponownie więc – równe szanse mamy tylko wobec siebie nawzajem, ale przegrywamy w tym z instytucjami (choć ponownie proszę spojrzeć na ich wyniki wobec indeksów). Najprostszy sposób to przyłączyć się do nich już u zarania, by zdobyć przefiltrowaną wstępnie wiedzę. Z drugiej strony nadal aktualne pozostaje to, co napisałem wyżej:

W każdym biznesie na własną rękę dostęp nie jest równy na starcie, a więc i na zdobycie wiedzy trzeba poświęcić czas i środki. Najlepiej zawsze robi się to w praktyce. I najdrożej, o ile ta droga do know-how nie prowadzi przez ten czy inny rodzaj mentoringu.

CDN

–kat—

[Głosów:15    Średnia:3.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.