Czy Analiza Techniczna działa? Część 4

Analityk musi mieć pewną zdolność wybiegania myślami w przyszłość, trader niekoniecznie, jego pierwszoplanową rolą jest zarządzanie ryzykiem i pozycją.

Pokaże to kolejna opcja użycia A.T.

Funkcja 4. Predyktywna (prognozowanie)

Tego rodzaju analiza ma za zadanie nie tylko opisać rzeczywistość, by odpowiedzieć na pytanie „co się dzieje”, ale również spróbować znaleźć odpowiedź na dużo trudniejszą zagadkę: „co się prawdopodobnie wydarzy”. Słowo ‘prawdopodobnie’ ma tutaj dość istotne znaczenie, ponownie bowiem jest częstokroć przez analityków technicznych pomijane, co natychmiast wprowadza niebezpieczne skrzywienia do myślenia, oczekiwań a potem emocji i wyników.

Kiedy pojawiła się na świecie A.T., naturalnym odruchem stało się dla jej użytkowników zatrudnienie jej do prognozowania przyszłości, bardzo wdzięcznego, bo medialnego, czasem wręcz owianego celebryckością zadania, które wybiega ponad to, co analityka predyktywna powinna robić.

Dla lepszego zrozumienia tematu, najpierw rozróżnijmy 2 pojęcia: prognozowanie i przepowiadanie.

Prognozowanie opiera się na analizie dostępnych danych, tworzeniu na ich podstawie hipotez, testowaniu ich celem potwierdzenia lub odrzucenia. W ten sposób na podstawie kursów i ich pochodnych (np. wskaźników) można budować modele, które podpowiedzą jak mogą zachować się najprawdopodobniej kursy w najbliższej przyszłości przy zadanych parametrach. Ale tego rodzaju prognozowanie posiada warunkowe atrybuty, czyli jeśli poruszamy się w obszarze prawdopodobieństw, to w pojedynczych przypadkach prognozowany ruch może dojść do skutku, ale nie musi. Jeśli nasz model wskazuje, że w przeszłości działo się tak w 70% podobnych sytuacjach technicznych, to z pewnym przybliżeniem możemy oczekiwać, że w 7 na 10 przypadków w przyszłości kurs ruszy w prognozowanym kierunku, w 3 przypadkach wcale lub w przeciwną stronę.

Przepowiadanie przyszłości z kolei ma raczej silne konotacje z wróżbiarstwem, kabałą, szklanymi kulami i jasnowidzeniem. A więc żadnej podbudowy naukowej, to raczej rozrywka, wiara i magia niż poważne działanie. Wiadomo bowiem, że przepowiedzieć przyszłości nie da się, choć można po prostu trafić szczęśliwie z przepowiednią na zasadzie losowości. Problem pojawia się wtedy, gdy do przepowiadania i prób zarabiania na tym zatrudnia się zamiast kart tarota właśnie Analizę Techniczną, skleconą z przypadkowo dobranych narzędzi. Nie tędy droga, A.T. to proces a nie wizyta u wróżki.

A.T. może stać się narzędziem w miarę skutecznego prognozowania (nie mylić z zarabianiem), pod warunkiem narzucenia jej pewnego odnaukowego kagańca (falsyfikacja hipotez), co często zresztą przez jej użytkowników zostaje zignorowane. W rezultacie powstaje swego rodzaju hybryda prognostyczna, o często zawodnej skuteczności, ale miłym dla oka medialnym oddźwięku (show biznes).

Analitycy techniczni często się obruszają mówiąc: ja nie prognozuję za pomocą A.T., ja jedynie reaguję na sygnały. Poniekąd mają rację, ale to nie zmienia wartości całego procesu. A.T. powstała po to, by na podstawie zmian cen z przeszłości próbować mimo wszystko prognozować zmiany cen w przyszłości. Zajęcie pozycji czy wyjście z rynku oznacza, że oczekujemy, iż albo ruszy on w naszą stronę, albo że w ten ruch przestajemy wierzyć. Niewerbalnie stawiamy w ten sposób jednak pewną prognozę.

Trzeba jednak zaznaczyć, że w ramach A.T. istnieje pewna formalna i praktyczna różnica między wspomnianym reaktywnym a prognostycznym podejściem (ang. reactive vs predictive). Oba są działaniami wobec tego, co zdarzy się w przyszłości, inaczej jednak podchodzi się do użycia technicznych narzędzi w obu przypadkach:

Reaktywna A.T.

Wchodzimy na rynek lub go opuszczamy dopiero po zaistnieniu wcześniej ustalonych warunków, np. po przecięciu się średnich, wybiciu z maksimum, pojawieniu się pełnej formacji. Nie ma potrzeby każdorazowo dokonywać uprzedniej oceny rynku, działamy mechanicznie w oparciu o uprzednio przygotowany plan.

Predykcyjna A.T.

Staramy się uprzedzać możliwe ruchy rynku za pomocą bieżącego monitoringu, oceny i prognozy zmian cen. Typowym przykładem są fale Elliota, za pomocą których próbuje się określić kolejny ruch cen. Innym przykładem może być również tzw. łapanie spadających noży, czyli kupowanie nurkujących cen np. akcji w oczekiwaniu, że za chwilę te spadki się odwrócą. Tak samo można podejść z tym nastawieniem do formacji – na przykład widząc, że może dojść do powstania trzeciego ramienia formacji RGR wchodzimy na rynek wcześniej, zakładając, że się w pełni wyrysuje i nastąpi wybicie w dół.

Zasadniczo jednak wszystkie narzędzia z zakresu A.T. mogą służyć prognozowaniu (z wyprzedzeniem, lub w reakcji na zdarzenia), ale nie wszystko, co za ich pomocą można w ten sposób robić ma sens. Zajmowanie pozycji zanim się wypełni cała formacja, w nadziei na to, że tak się stanie, jest być może jakiegoś rodzaju strategią, choć niekoniecznie dającą przewagę. To samo dotyczy np. „łapania spadających noży”, które może zrujnować rachunek zanim trend się odwróci.

Najgorzej pod tym względem wypada omawiana wcześniej opisowa A.T., kiedy to po naniesieniu wielu linii i wskaźników jedyna konkluzja, która się pojawi to ta, że jak nie spadnie, to wzrośnie. Tego rodzaju „prognozy” nie są przecież rzadkością w przestrzeni medialnej.

Prognozowanie łatwo poznać czasem na wykresach po dorysowanych po prawej stronie od aktualnego kursu dodatkowych strzałkach czy liniach w różnych kierunkach. To może być efektywną pomocą, nie można tego wykluczyć, ułatwia choćby pewną dyscyplinę w myśleniu lub wnioskowaniu, albo ponownie ułatwia komunikację między użytkownikami. Częstokroć jest jednakże jedynie show-biznesem, w którym chodzi o przyciągnięcie czytelników lub klientów, a wartość takich prognoz może być wątpliwa, a już z pewnością nie gwarantować obiecanych zysków. Ponownie bowiem trzeba zadać pytanie:

Czy tak użyta Analiza Techniczna działa?

Znakomicie nadaje się do kreowania scenariuszy na przyszłość (nie mylić z zarabianiem), jak i upiększania nimi wykresów. W pewnym stopniu może to ułatwiać formułowanie decyzji inwestycyjnych. Łatwo jednak przez to wpaść w pewną emocjonalną pułapkę, szczególnie, gdy swoje prognozy ogłasza się publicznie. Otóż jeśli spodziewany scenariusz się nie realizuje, stać się może powodem rozczarowań, a w dalszej części błędów, łamania dyscypliny, cierpień ego w poszukiwaniu racji, nieracjonalnych posunięć. Sens ma jedynie zbudowanie w sobie przekonania, że zdarzyć może się wszystko, że prognozowany scenariusz nie jest tym, za który trzeba umierać, gdy się nie spełnia.

Prognoza to nadal gra szans, a nie pewnik, trzeba wyuczyć w sobie nawyk nieprzywiązywania się za wszelką cenę do własnej, w ten sposób wyrażonej „racji”. Dobrym podejściem jest traktowanie takich scenariuszy przez pryzmat prawdopodobieństw i statystyk, które pomogą w szacowaniu możliwej do uzyskania w ten sposób przewagi. Np. wiedząc, że po wybiciu z formacji RGR istnieje statystyczna szansa, powiedzmy 70. procentowa, że taki ruch doprowadzi do osiągnięcia ‘minimalnego zakresu wybicia’, łatwiej z tego rodzaju informacją nie tylko świadomie generować prognozy, nie cierpieć z powodu urażonego ego, ale także układać scenariusze zarządzania ryzykiem. Bo to ono ostatecznie odpowiada za zyskowność, a nie fakt tego, że uda się trafić w ruch ceny instrumentu, który skądś i dokądś się wybija.

A bywa przecież i tak, że realne statystyki użytego narzędzia wskazują, że uprzedza ono ruch częściej nie w tę stronę, w którą nam się wydaje lub sugerują książki. Takie prognozowanie to wręcz auto-sabotaż.

Na szczęście branża potrafi się sama regulować, wychwytując gwiazdy i naciągaczy prognozowania, co jest najlepszym przejawem darwinowskiej ewolucji. Zresztą tak samo powinniśmy podchodzić do własnych dokonań.

Podawałem już kiedyśj przykład Roberta Prechtera, specjalisty od fal Elliota. Świetnie trafił z wyjściem z rynku akcji przed ogromnym krachem w 1987 roku. Ale jego kolejne prognozy spadków w następnych latach okazywały się drastycznie chybione, przez co klienci nie mieli szans uczestnictwa w znaczących hossach. Do dziś pozostaje wieszczem strasznego krachu, choć kursy poszybowały w międzyczasie o setki procent w górę. Kiedyś pewnie trafi, cóż z tego?

Jeszcze bardziej sugestywniejsze są statystyki pokazane w pracy: „Evaluation and Ranking of Market Forecasters”.

Policzono tam dokonania 68 rynkowych prognostyków. Portal mathinvestor.org z tego wyodrębnił 27 analityków technicznych, bardzo prominentnych zresztą. Z jaką precyzją udawało im się trafiać w swoich prognozach wg owego portalu? Cóż, całe…44%. A więc w zasadzie rzut monetą byłby w tym przypadku skuteczniejszą strategią w zakresie predykcji. Bo już niekoniecznie w zarabianiu, w tym przecież nie chodzi o trafność we wskazaniu kierunku, lecz o to, by zarobić na tym ruchu więcej niż w przypadku prognozy nieudanej.

CDN w kolejnym wpisie.

—kat—-

[Głosów:7    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.