Inwestowanie to ze wszystkich przedsięwzięć gospodarczych wymyślonych przez człowieka najbardziej demokratyczna lub może raczej najbardziej egalitarna działalność.

Trading korzysta z tych samych praw, ale jest przy tym jednym z bardziej elitarnych działań, zakładając oczywiście, że cechuje go skuteczność.

Tradycyjny biznes, mimo podobieństw, ma dużo więcej w stosunku do nich ograniczeń. Są nimi choćby koncesje, progi kapitałowe, logistyka czy problemy skali działania. A przy tym inwestowanie i trading zapewniają dodatkowo: równość szans, brak konieczności formalizacji działania, brak kontrybucji na rzecz państwa typu ubezpieczenia czy emerytury, bardzo niskie progi na wejście, nieograniczoną skalę sukcesu. Kapitalizm i liberalizm w czystej, niemalże doskonałej formie.

Co rusz trafiam na teksty, które opiewają nieskrępowaną WOLNOŚĆ, jaka idzie z wyborem drogi inwestora/tradera. Ostatnio w książce Mike’a Douglasa oraz w artykułach tak modnego obecnie Niala Fullera. Czy na pewno aż taką wolność w ten sposób od losu otrzymujemy?

Nie chciałbym się zagłębiać w filozoficzne rozważania na temat rodzajów i definicji wolności. Przyjmijmy w najprostszej formie, że oznacza ona nieskrępowaną niczym możliwość wyboru.

No dobrze, kilka faktów wydaje się być istotnych dla realizacji tej wolności przez wybór właśnie giełdy:

– sami jesteśmy dla siebie szefami,

– nie ogranicza nas już lokalizacja (choć dopiero do niedawna, dzięki rozwojowi technologii),

– nie ogranicza nas już czas pracy, w zasadzie możemy to robić całą dobę i tylko w okresie, który wybieramy,

– nie ograniczają nas przepisy, poza regulacjami ostrożnościowymi i wspomagającymi bezpieczeństwo.

Mam jednak poczucie, że tę wolność nam coś lub ktoś ogranicza, nie jest ona wcale taka oczywista, i aby to sprawdzić, właśnie ograniczeń należałoby poszukać i urealnić o nie przekonania. Spróbuję.

Zacznijmy prozaicznie. Wolność, często nieświadomie dla nas samych, zabierają nam uzależnienia. Alkoholicy, palacze, narkomani, hazardziści czy e-gracze poczuli to nie raz na własnej skórze. Nie inaczej jest właśnie z giełdą i całym rynkiem pozagiełdowym, który giełdę przecież próbuje naśladować. Mamy tu do czynienia z kilkoma podobnymi przejawami ograniczenia wolności wypływającymi z limitów własnej “wolnej” woli i towarzyszącymi im trudnościami z poradzeniem sobie z tym problemem. Wymienię kilka ważnych:

– regularni hazardziści z typowymi dla tego uzależnienia objawami i następstwami,

– ludzie szukający ryzyka, adrenaliny niczym w sportach ekstremalnych,

– nieudacznicy, którzy brak zysków nadrabiają opowieściami, rekomendacjami, dobrymi radami, do tego bowiem nie potrzeba specjalistycznej wiedzy wymaganej w innych dziedzinach,

– gracze on-line, dla których forex jest rodzajem rozrywki, hedonistycznej przyjemności,

– regularnie przegrywający, którzy bez względu na koszty poszukują nieustannie drogi do Graala.

Jak najłatwiej się przekonać, że naszej wolności nie ogranicza żadne z tych uzależnień lub innych, niewymienionych? Dokładnie tak samo jak we wszystkich uzależnieniach – przerwaniem działań. Jeśli jednakże nie powoduje to reakcji „głodu”, nie znaczy to wcale, że cieszymy się wolnością pełną piersią niczym DiCaprio i Winslet na dziobie Titanica.

Jesteśmy własnymi bossami i ponoć dzięki tej wolności nie bierzemy już więcej udziału w wyścigu szczurów od 9 do 17:00, twierdzi Nial Fuller, a za nim polskie serwisy cytujące go. Na pewno, panie Fuller?!

Wyścig szczurów odbywa się nawet, gdy nie chcemy brać w nim udziału pracując dla korporacji, a prędzej czy później i tak nas on dosięgnie. Korporaci w drodze po pieniądze, dodatki, awanse, poklask i władzę nawzajem się manipulują (przełożonych również), podgryzają, oczerniają, uprawiają gierki, często bez etycznych hamulców.

Cóż, chcemy czy nie, na giełdzie również rywalizujemy, zasadniczo o pieniądze innych, rynek nie jest bowiem abstraktem lecz zbiorem wszystkich inwestorów, których zadaniem jest osiągnięcie przewagi nad resztą. Widać to szczególnie na rynkach stanowiących grę o sumie zerowej – na forexie czy derywatach. Możemy sobie założyć, że interesuje nas tylko gra fair, ale podobnie jak w korporacji, nie mamy wpływu na to, co robią inni, i jak się to odbije na nas. A co robią inni w tym giełdowym nie-wyścigu nie-szczurów? Manipulują kursami, manipulują danymi finansowymi, manipulują zleceniami, wykorzystują poufne informacje, sprzedają innym śmieci pod przykrywką kursów, szkoleń czy cud-systemów.

Mało?

To spójrzmy jak wygląda ten brak nadgodzin i szczęśliwe wyznaczanie sobie dogodnego czasu na trading. Tu musiałbym zrobić długą listę zjawisk, które przeczą takiemu szczęśliwemu podejściu, ale żeby nie zanudzać wspomnę tylko kilka:

Ilu profesjonalnych traderów w USA musi wstawać w środku nocy, żeby wziąć udział w europejskich sesjach giełdowych? Ilu z nas budziło się w nocy, żeby w okresach przesileń sprawdzić sesję azjatycką albo czekać do 22:00 na zakończenie sesji w USA?

Ilu systematycznych traderów, szczególnie systemowych, musi nieustannie uaktualniać napływ danych, czekać na generowanie sygnałów w każdej niemal chwili i realizować stosowne zlecenia?

Ilu z nas zrezygnowało z planów życiowych typu wyjazd, urlop, rozrywka, gdy portfel krwawił obsunięciem kapitału albo na giełdach źle się działo?

Ile czasu musieliśmy poświęcić na naukę, doskonalenie, szukanie własnej przewagi? Ile czasu giełda zajmuje nasz umysł i psychikę po zamknięciu sesji? Szczególnie, gdy nie idzie najlepiej? Ile cierpią z tego powodu najbliżsi?

Day trading, czyli zamknięcie sesji bez pozycji, wcale nie oznacza wolnego umysłu przez resztę dnia czy nocy…

To może jesteśmy bardziej wolni i szczęśliwi od korporatów, bo nie musimy jak oni realizować napiętych planów i projektów? Czyżby?

A jak inaczej traktować nasze usilne starania podczas wychodzenia z obsunięcia kapitału w jak najszybszym czasie? Albo zgryzoty, gdy rynek pasywnie indeksowany daje zarobić więcej niż my wyciskamy dużym nakładem starań?

No to ostatnia deska ratunku- nie musimy na nikogo się zdawać, nikogo prosić, nie wchodzić nikomu w łaskę. Ejże, na pewno?

Nieco inne zdanie może mieć rzesza inwestorów, nie potrafiących się ruszyć bez swoich doradców (dzisiaj również automatycznych, tzw. robo-advisors) lub też dostawców rekomendacji. Jak też ci, którzy powierzają fundusze konkretnym zarządzającym. Albo ci, którzy pozostają pod nadzorem swoich mentorów czy szkoleniowców.

Czy to wszystko naprawdę wygląda jak wolność ???!!!

Jest jednak grupa szczególna, która tę upragnioną wolność ma na wyciągnięcie ręki. To ci, którzy pasywnie kupują fundusze czy ETFy i przez lata zapominają o nich…

—kat—

[Głosów:18    Średnia:4.3/5]

1 Komentarz

  1. _dorota

    Dwa ostatnie zdania nasunęły mi podejrzenie, że nadrobiłeś przespany prima aprilis 🙂

    Jedna uwaga: próg wejścia nie jest niski ani przy inwestowaniu, ani przy tradingu. Przeciwnie: na początek trzeba już mieć sporo i dopiero wtedy wypracowywać umiejętności (bez gwarancji sukcesu). To nie jest egalitarny sposób na życie, dokładnie przeciwnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.