Kończy się trzeci tydzień zamieszania, jakie na rynkach wywołał styczniowy raport z rynku pracy w USA. W tym czasie przez giełdy przetoczyła się fala mocnych korekt i adekwatnych odreagowań. Na jednych rynkach odbicia były dynamiczniejsze, a na innych mniej dynamiczne. Najciekawiej prezentował się jednak dolar – oglądanym przez pryzmat głównie pary – który zdaje się być odporny na oczekiwania i obawy innych rynków.

Jeśli spojrzeć na wykres pary EURUSD i S&P500 na przestrzeni ostatniego miesiąca (poniżej), to nie można mieć wątpliwości, iż mocne tąpnięcia na giełdach owocowały odpowiedziami rynku walutowego. Eurodolar korelował z zachowaniem indeksu S&P500, ale nawet jeśli uwzględni się fakt, iż największe waluty świata są niczym ciężkie statki, które nie przesuwają się równie dynamicznie, jak rynki akcji, skala zmian była więcej niż skromna. Minimalna poprawa atmosfery i tylko lekki spadek awersji do ryzyka owocowały powrotem podaży na dolarze. W efekcie eurodolar zdołał poprawić tegoroczne maksima mimo tego, iż S&P500 zdołał odrobić zaledwie około połowy przeceny.

(źródło; Stooq.pl)

Jak zawsze w przypadku zachowania innego od oczekiwań jakiegoś rynku, ilu analityków i komentatorów, tyle teorii i wyjaśnień. Jedni powiedzą, że dolar jest słaby, bo dług jest słaby. Kolejni podkreślą przesadę w budowaniu oczekiwań wobec zmian w polityce Fed i powiedzą, iż amerykański bank centralny podniesie stopy procentowe tylko dwa razy w tym roku, a nie cztery. Inna grupa powie, że korekta na rynkach akcji, na którą zdaje się być odporny dolar, ma zerowy związek z obawami przed inflacją oraz podwyżkami ceny kredytu przez Fed i jest w największym stopniu odreagowaniem wzrostów cen akcji, które były przesadzone.

Najciekawszą opinią, jaką znalazłem w tym szumie różnych głosów jest teza, iż dolar jest słaby, bo dobre perspektywy globalnej gospodarki owocują poszukiwaniem przez kapitał okazji do gry na innych rynkach niż amerykańskie. W takim układzie relatywnie słaby dolar ma być kolejnym potwierdzeniem tezy, iż hossa ma przed sobą przyszłość nie tylko na Wall Street, ale również na innych rynkach, które są tańsze od amerykańskich i oferują poprawną premię za ryzyko. Jeśli idea jest zasadna, to za jakiś czas pojawią się publiczne analizy napływu kapitałów na różne rynki, które pozwolą zweryfikować roboczą, ale jednak odważną hipotezę.

Warto jednak już dziś odnotować fakt, iż po okresie, w którym akcje i dług miały grać dwa różne scenariusze, słabsze okazały się akcje, które poddały się scenariuszowi kreślonemu przez rynek amerykańskiego długu. Dziś w dysonansie czy dywergencji są rynek walutowy i inne rynki, więc za jakiś czas znów okaże się, która ze stron – przy braku innego dobrego określenia – obstawiła zły scenariusz. Zanim jednak przywiążemy się do tak postawionej alternatywy odnotujmy, iż odmieniana przez miesiące teza o długu pozycjonującym się pod podwyżki stóp mogła być błędna, bo rynek pozycjonował się raczej pod większą podaż długu, więc i zagadkowa słabość dolara może mieć zupełnie inną przyczynę.

Czym jednak byłyby giełdy bez codziennej dawki wyjaśnień…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *