Prezydent Donald Trump ma za sobą pierwszy naprawdę poważny sukces polityczny w postaci obniżki podatków. Dopięcie ważnego wydarzenia stawia w zupełnie innym świetle roczną hossę, która zaczęła się w momencie wyboru Trumpa na prezydenta. W finale może jednak okazać się, iż obniżka podatków będzie ostatnim sukcesem politycznym obecnej administracji.

Zanim skupimy się na gorzkiej stronie niekwestionowanego sukcesu musimy odnotować inną zmienną, która jest pomijana w analizach roku prezydentury Trumpa. Ludzie wchodzący do polityki z biznesu wnoszą ze sobą nawyk skuteczności. Nie zawsze udaje im się zrealizować plany, ale przeszłości biznesowa kształtuje nawyk działania przez cele. Zwyczajnie w biznesie inaczej nie można funkcjonować. Kreowanie pomysłów zawsze wiąże się z kreowaniem ścieżek dojścia do celu i z tej perspektywy patrząc Trump zrobił coś, co nie udało się amerykańskim politykom właściwie od czasów Ronalda Reagana.

Dla jasności, nie jestem miłośnikiem Donalda Trumpa. Naprawdę nie zajmuję się śledzeniem polityki przez pryzmat codziennych newsów. Niemniej, właśnie Trumpowi udało się radykalnie obniżyć podatki dla firm po to, żeby uczynić je konkurencyjnymi w skali świata. Nie wiem, jak na działania Trumpa zapatrują się polscy zwolennicy podnoszenia podatków. Kraj, w którym nie ma podatku VAT w znanej w Europie formie, właśnie zredukował podatki do poziomu, który jest naprawdę konkurencyjny na tle świata. Niezależnie od tego, czy przyszłe działania Trumpa będą równie skuteczne – teraz można oczekiwać przyspieszenia prac nad programem inwestycji publicznych – obniżka podatków w USA zostanie z nami na lata.

Mimo dość niemrawego przyjęcia przez rynki obniżki podatków efekty będą pozytywne. Obciążenia podatkowe dla firm będą mniejsze, a to przełoży się na wyższe zyski i w związku z tym zredukuje lekko naciągnięte wyceny. Jeśli administracja Trumpa zechce pójść za ciosem i w pierwszej połowie roku zrealizuje inną obietnicę z kampanii wyborczej – wspomniane wcześniej programy infrastrukturalne – to nikt nie powinien być zaskoczony kolejnym uderzeniem byków na Wall Street. W efekcie Trump może okazać się jednym z najlepszych prezydentów dla rynków w historii, co będzie zapewne gorzką pigułką do przełknięcia dla tych, którzy analizują politykę przez pryzmat emocji i estetyki, a nie przez pryzmat faktów i efektów działań.

Niestety – przez niestety rozumiem trudność w sprzedaniu tego na rynku politycznym – obniżka podatków dla firm została uzupełniona przez obniżki podatków dla podatników w sposób, który preferuje osoby o największych dochodach. Wedle wyliczeń amerykańskich specjalistów od podatków 50 procent obniżki podatków dla osób prywatnych popłynie w stronę 5 procent najbogatszych podatników, a 25 procent do znienawidzonego 1 procenta na szczycie drabiny podatkowej. Całość uzupełnia dyskusyjna obniżka podatków od nieruchomości, której zakres ogranicza się do ułamka nieruchomości posiadanych przez konsumentów. W skrócie rzecz ujmując ważna obniżka podatków dla firm została uzupełniona przez wątpliwej jakości zmianę na polu podatków dla przeciętnego Amerykanina.

Nie dziwi zatem fakt, iż temat obniżki podatków, który jest sukcesem Trumpa, stanie się najważniejszym orężem walki politycznej w 2018 roku, kiedy Demokraci będą chcieli odbić Republikanom większość w amerykańskim parlamencie. Przy dobrze poprowadzonej kampanii nie trudno będzie przedstawić Republikanów jako obniżających podatki sobie i swoim sponsorom. Efektem będą zmiana Trumpa w króla bez armii w parlamencie i brak zgody na naprawdę ważne projekty. Głównie z tego powodu należy oczekiwać próby przyspieszenia prac nad innymi projektami w pierwszych miesiącach nowego roku, zanim triumfujący dziś Trump stanie się czymś, co w analizach politycznych określa się czasem – nieco błędnie – mianem lame duck.

[Głosów:10    Średnia:4.1/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *