W internecie nic nie ginie, tylko trudno to znaleźć. Zwłaszcza po wielu latach, zwłaszcza gdy zawodna ludzka pamięć, może poprzekręcać nazwy i okoliczności. Pisząc to zastrzeżenie spróbuję przypomnieć wydarzenia sprzed siedemnastu lat. Hossa internetowa na świecie trwa. Pracując wówczas w funduszu inwestycyjnym szukałem ciekawych spółek na rynku amerykańskim, od czasu do czasu wynajdując perełki świadczące o tym, że mamy do czynienia z niezwykłym złudzeniem i szaleństwem tłumów. Ono nie ominęło również polskiego rynku. Oto spółki produkujące buty ogłaszają zmianę nazwy i zamierzają „robić w internecie”, garbarnie biorą się za biznes medialny i wiele, wiele innych. Wracając do rynku amerykańskiego, w pewnym momencie natrafiłem na spółkę notowaną na OTCBB (czyli rynku prowadzonym przez NASD dla spółek, które nie muszą spełniać niemal żadnych kryteriów) i obecną tam już od kilku lat. Nic się na niej nie działo. Obroty wygaszone, notowania pojawiają się incydentalnie. W wynikach spółki nie dzieje się NIC. Przychodów nie ma, jedynym kosztem jest wynagrodzenie zarządu, w wysokości kilkunastu tysięcy dolarów. Jeśli dobrze pamiętam. Jestem przekonany, że spółka nosiła nazwę J-News, ale nie jestem w stanie znaleźć po niej śladów. Archiwum własnych testów (bo na pewno pisałem o niej na bieżąco) też nie chce ze mną współpracować.

W każdym razie w szczycie hossy internetowej zarząd spółki się ożywia i postanawia zmienić strategię. Do dziś pamiętam, że było to „poszukiwanie nowej niszy rynkowej w sektorze technologicznym”. Kurs wyskoczył w krótkim czasie z kilku centów do kilku dolarów. Korzystali z wzorów historycznych, bo jak pisał Charles Mackay w 1841 roku: „W XVIII wieku powstała kompania do prowadzenia przynoszącego niezwykłe korzyści przedsięwzięcia, o którym nikomu nic nie będzie wiadomo”.

Śmieszne to i zabawne, ale śmieszniejsze jest to, że niemal zawsze znajdzie się ktoś, kto włoży w takie przedsięwzięcie pieniądze. Prawdopodobnie są to czystej krwi spekulanci, którzy wiedzą, że to pic i bajer, ale liczą, że znajdzie się w końcu większy głupiec, który od nich te akcje odkupi.Gorzej jeśli to naiwniacy, którzy uwierzyli w historię o zamkach na piasku.

Śledzę to co dzieje się z atmosferą wokół rynku kryptowalut. Chętnie porozmawiał bym z kimś na temat znaczenia technologii blockchain, możliwych zastosowań, ale także ograniczeń. Czyli porozmawiałbym z krytycznym pasjonatem. Bezkrytycznych wyznawców jest zbyt wielu i zbyt płytko pływają, żeby mnie to satysfakcjonowało. Oprócz samej technologii jest oczywiście gorący towar, czyli kolejne kryptowaluty, wypuszczane chyba przez niemal każdego. Naturalnie, nie w celu zrewolucjonizowania świata, tylko załapania się na hossę. Bitcoin bije rekordy, ci którzy na nim spekulują i zarabiają patrzą z pogardą na „stary świat”, który właśnie upada. A stary świat patrzy i czeka, co się wydarzy. Tak jak czekał i patrzył w 2000 roku, na te wszystkie spółki, w których podobno nie liczyły się tradycyjne zasady ekonomii, bo właśnie mamy do czynienia z rewolucją, nowym paradygmatem, jakościową zmianą.

No właśnie, ale dlaczego przypomniała mi się spółka J-News (prawdopodobnie tak się nazywała)?

Otóż na OTCBB notowane są akcje spółki American Security Resources. Według różnych źródeł, firma została założona w 1998 roku. Nie wiem, jakie były plany wcześniejsze, ale w 2006 roku spółka zamierzała działać w sektorze (czystej) energii alternatywnej. W jej zarządzie znajdowali się Frank Neukomm (w 2004 – 58 lat) oraz Robert Farr (wówczas 62 lata). Pierwszy z nich przedstawiał się w oficjalnych pismach jako specjalista od fuzji i przejęć, m.in. spółek telekomunikacyjnych i software’owych, zaś od 1995 roku był prezesem spółki NeuHaus Advisors, która świadczyła usługi konsultingowe w branży telekomunikacyjnej. Drugi z członków zarządu „posiadał 34 letnie doświadczenie biznesowe, z wieloma przykładami poprawy efektywności i zyskowności”. Przy czym ma szerokie doświadczenie przy współpracy z kilkoma firmami z listy Fortune 500, jeśli chodzi o marketing, relacje z klientami, administrację, finanse i wielu innych obszarów. Był również oficerem marynarki podczas konfliktu w Wietnamie.

Notowania spółki od najdawniejszych lat wyglądają tak, jak na załączonych obrazkach. Żeby było przejrzyściej zamieszczam wykresy w ujęciu logarytmicznym i liniowym.

Jeszcze w 2004 roku firma zamierzała stać się „wehikułem” inwestycyjnym koncentrującym się na wyszukiwaniu przedsiębiorstw działających w obszarze obrony i bezpieczeństwa narodowego. Być może miało to nieco związek z przeszłością i doświadczeniami jednego z członków zarządu.

W 2015 roku firma postanowiła przeprowadzić „split odwrócony” w relacji 1: 2500 i jak mówił wówczas prezes Frank Neukomm, operacja ta będzie ważnym krokiem pozwalającym kontynuować i zrealizować plany biznesowe. W oficjalnych dokumentach American Resource Corporation była przedstawiana jako spółka-matka American Hydrogen Corporation. Ta zaś zajmuje się rozwojem i wyszukiwaniem okazji w sektorze wodorowych ogniw paliwowych.

Prawdziwe zmiany miały jednak dopiero nadejść. 1 sierpnia 2017 roku władze spółki postanowiły zmienić nazwę i obszar działania. Nowa nazwa to:

Bitcoin Crypto Currency Exchange Corporation

Jak poinformował prezes Frank Neukomm „Zdecydowaliśmy się na tę zmianę, bo o wiele lepiej odpowiada nowym działaniom w spółce.” Do spółki weszły też nowe osoby: Jay Jordon, Michael Beaulieu oraz Duncan Brown, którzy mają „ponad 50 lat wspólnego doświadczenia w obszarze nowych technologii cyfrowych”. Jak zapewnił prezes spółka w najbliższym czasie zamierza spełnić wszystkie wymogi regulacyjne i informacyjne.

To było jak nowe życie. W ciągu zaledwie dwóch tygodni letnich kurs akcji zwyżkował z 7 centów do blisko 3 dolarów. 15 sierpnia został osiągnięty szczyt i z 3 dolarów jeszcze tego samego dnia cena akcji spadła do 80 centów przy rekordowym obrocie (225 tys. akcji). Przez kilka kolejnych dni, pojawiały się różne zrywy, ale maksimum to co najwyżej wzrost do nieco ponad 1 dolar.

24 sierpnia 2017 amerykański nadzór (SEC) podjął decyzję o czasowym zawieszeniu możliwości handlu akcjami spółki, kwestionując rzetelność informacji opublikowanych w okresie od 1 do 8 sierpnia, w związku ze zmianą działalności biznesowej spółki. Swoją drogą była to już kolejna spółka próbująca swoich sił w tym segmencie, której optymizmu SEC nie podzielał i bezlitośnie zawiesił notowania.

Historia szanowni czytelnicy dzieje się na naszych oczach. Rewolucja technologiczna, która zapewne zmieni nasz świat to jedno, ale działania człowieka, wykorzystującego od wieków te same mechanizmy i schematy, żeby zarobić pieniądze to już zupełnie inna bajka.

A ja lekturę for dotyczących kryptowalut przerywam sobie powrotem do wydanych oryginalnie w 1872 wspomnień Marka Twaina „Pod gołym niebem”.

„Grupy poszukiwaczy co dzień wyruszały w góry, co dzień znajdowały  i brały w posiadanie bogate w srebro żyły i pokłady kwarcu. Tędy najwyraźniej prowadziła droga do bogactwa. W chwili naszego przyjazdu cena stopy kwadratowej w wielkiej kopalni „Gould i Curry” wynosiła trzysta do czterystu dolarów; ale w ciągu dwóch miesięcy podskoczyła do ośmiuset. Przed rokiem kopalnia „Ophir” była warta śmieszną sumę, teraz sprzedawano tam stopę kwadratową za cztery tysiące dolarów! Nie były chyba kopalni, której wartość nie wzrosłaby w oszałamiający sposób w ciągu nieprawdopodobnie krótkiego czasu.

[…]

Skutki? Faceci, którzy wczoraj chodzili na żebry, dzisiaj mieli po murowanej kamienicy, a upadający ze zmęczenia właściciele, którym wczoraj nie skredytowano by kieliszka trunku w żadnym barze w całym kraju, dzisiaj wlewali w siebie szampana i byli otoczeni zastępami serdecznych przyjaciół – w mieście, gdzie z długotrwałego braku praktyki zapominali, jak się kłania i podaje rękę.

[…]

Musiałbym być albo mniej niż człowiekiem, albo więcej niż człowiekiem, żeby nie oszaleć jak reszta.”

[Głosów:17    Średnia:4.6/5]

13 Komentarzy

  1. lukasz

    Zapraszam do kontaktu, jako osoba, ktora siedzi w tym juz 2 lata (kontakt na maila) i teraz zmagam sie z decyzja czy to juz szczyty czy jeszcze przed nami faza manii. Pisalem u Panstwa komentarze zachecajace do zainteresowania krypto juz ponad rok temu. Wg. mnie jest co najmniej jedna rzecz, ktorej Panstwo (w ostatnich wpisach na blogach bossy) nie widzicie, a ktora stanowi potezne paliwo ostatnich wzrostow.

    Proponuje takze samemu skorzystac np. z Ethereum. Wtedy duzo prosciej zrozumiec. Jezeli Pan chce zobaczyc (Jak wygladaja transakcje itd.) to moge przeslac troche Ethereum. Prosze zalozyc sobie portfel (polecam: myetherwallet.com) i wkleic tutaj adres w komentarzu pod tym wpisem albo podeslac mi na maila. Klucz publiczny zaczyna sie od 0x…

  2. Mcgeavier

    "Chętnie porozmawiał bym z kimś na temat znaczenia technologii blockchain, możliwych zastosowań, ale także ograniczeń. Czyli porozmawiałbym z krytycznym pasjonatem."

    Mój problem od zawsze był w pewnym sensie odwrotny. Rozpoczynając przygodę z kryptowalutami, długo szukałem krytycznych opinii, ale wewnątrz community od zawsze panowała atmosfera nieuniknonego triumfu… Natomiast osobom spoza niewielkiego kręgu entuzjastów zawsze brakowało wiedzy technicznej o systemie, przez co więszość problemów na które zwracali uwagę, nie stanowiły zagrożenia dla systemu.
    Jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne, to pamiętam artykuły Paula Krugmana w New York Times w których zapeniwał, że złożenie jakoby z obecnymi bankami centralnymi było coś nie tak, jest całkowicie błędne, nazywał BTC "Fetyszem" który trafia do tych samych ludzi którzy siedzą w złocie. Pamiętam też że nazwał Bitcoina bronią wymierzoną w rządy i banki centralne.
    Ciepło wspominam teksty Trystero gdzieś z 2011-2012r, dobrze pokazywały konserwatywny punkt widzenia autora, jednak dwa najważniejsze argumenty jakie wówczas padły wydają się nie wytrzymywać próby czasu:
    – Po pierwsze rządy i regulatorzy finansowi nie zdelegalizowali obrotu tego typu instrumentami finansowymi, mimo ich oczywistego zastosowania w działalności przestępczej (w szczególności w handlu narkotykami)
    – Po drugie, okazuje się, że jednak istnieją nisze rynkowe, dla których zmienność kursu nie jest barierą – wydaje się, że na rynku jest wiele podmiotów (zarówno legalnych jak i nie) które robią użytek z tego typu systemu transakcyjnego.

    "To było jak nowe życie. W ciągu zaledwie dwóch tygodni letnich kurs akcji zwyżkował z 7 centów do blisko 3 dolarów."

    Och mogę podać jeszcze lepszy przykład 🙂 I to z zeszłego tygodnia:

    Otóż powstała oparta na blockchainie gra, która polega na kupowaniu, kulekcjonowaniu i rozmanżaniu wirtualnych kotków. W ciągu tygodnia od startu łączne obroty przekroczyły już milion dolarów. Fizyczne cebulki tulipanów to już przeszłość. Teraz mamy bańki spekulacyjne na kawałkach kodu który opisuje wygląd tychże cebulek 😀

    https://techcrunch.com/2017/12/03/people-have-spent-over-1m-buying-virtual-cats-on-the-ethereum-blockchain/

  3. vaeta

    Nie wydaje mi się, żeby potrzeba było jakiegoś szczególnej wiedzy akurat o blockchain (imho większa jest wymagana o tym co można zastąpić i jego strukturze kosztów).

    Technologia umożliwia tanie przenoszenie praw własności do czegoś co ma akceptowalny poziom odwzorowania cyfrowego, np jak bitcoin jako odpowiednik kart futbolowych/złota do wyboru czy wpisu własności w hipotece.

    Reszta jak zmienność inflacji (czas procesora jak w bitcoin vs widzimisię polityków np w NBPcoin ;), dysponent (demokratyczne vs wydawca karta lojalnościowych/podarunkowych), utrata wartości (np odpowiednik przejęcia własności nieruchomości przez zasiedzenie), czas życia, istnienie i rozproszenie backupu, historii, możliwość upgradu, itp to zmienne konfiguracyjne konkretnego wdrożenia.

    To co istotne to całkowite odwrócenie piramidy kosztów. To bardzo tania technologia po stronie wydawcy i dużych hurtowników. Za to przynajmniej na razie to relatywnie duży koszt kulturowy/pieniężny po stronie końcowego odbiorcy (dlatego ludzie deponują bitcoiny w "and it's gone" giełdach).

    W rezultacie imho docelowo umożliwi to:
    * tańsze zbudowanie wielopoziomowego łańcucha pośredników gdzie dotychczas to było za drogie
    * ograniczenia zakresu czynnika ludzkiego, np notariusza czy biurwy w urzędzie potwierdzającą pieczątkę że oddycham

    1. GZalewski

      Ale właśnie dlatego chciałbym, żeby ktoś kto rozumie całość i ma szeroki ogląd możliwości, ale równocześnie widzi potencjalne problemy spróbował wyłożyć jak 6-latkowi.
      Bo z tego co zdołałem zrozumieć 🙂 "blockchain w 5 minut", mamy do czynienia z technologią. Ot jeszcze jedną. Co więcej zwraca się uwagę na kilka poważnych ograniczeń. I jako laik te ograniczenia pojmuję (rozumiem ich ważność). Sam zaś bitcoin i inne kryptowaluty to tylko pochodna technologii, na której sporo osób zarobi pieniądze, inni stracą. Ot stara sprawa. Jeśli ludzie mogą i chcą handlować wirtualnymi przedmiotami z gier, czemu nie mieliby i dowolnym środkiem wymiany.

      1. Tomek

        To musi się Pan umówić na pogadankę z Andreasem Antonopoulosem.

      2. Marcin

        Mógłbym wyłożyć, ale jak mam się spotkać z pogardliwymi "Ot" ("Ot, technologia", "Ot, stara sprawa") to się odechciewa. Cały sektor technologiczny to "ot, technologia" a np. internet i cały rynek wokół niego to przecież "stara sprawa" (oraz "tylko pochodna technologii"), sieci komputerowe przecież są znane od dawna.

        Dla mnie to "aż" technologia, bo nie konkretny produkt, nie konkretna firma, tylko dość przełomowe system osiągania zdecentralizowanego konsensusu. Nie wiem, co jest obecnie bardziej zmieniającego świat niż technologie. Bomba atomowa to "ot, technologia". Mikroprocesor to "ot, technologia".

        1. Zenek

          Bitcoin to wg. mnie jest tą "Ot techniologią". Technologia przez duże T to coś co wspiera procesy istniejące tzw. tangible np. masowa produkcja/transport/projektowanie/przetwarzanie/pośrednictwo w usługach itd. "Ot" technologia to ta która istnieje jedynie w przestrzeni cyfrowej. Ludzie zawsze lubili hazarad i zakładanie się o byle co. Dziś ci ludzie "inwestują" w bitcoiny. Jest ich relatywnie mało więc też bitcoin bije rekordy wzrostu i jak na razie tymczasowych dużych spadków. Blockchain to technologia, która pomaga stworzyć bezpieczniejsze rozwiązania w sieci.

      3. Tomek

        Jeśli ma być prosto to Andreas Antonopoulos.

      4. Tomek

        Internet od Money – liczę na jakąś recenzję na speculatio.pl

  4. _dorota

    Nie ma nic lepszego niż dobra literatura. Ponadczasowa 🙂

  5. DawidM

    linki do konta analityka ING. a tam link do art. z Parkietu. Screen z wydania papierowego. Próba wytłumaczenia, przeniesienia zasad btc i blockchaina do świata 'analogowego'
    https://twitter.com/tomaszwyluda/status/936513628374753281

  6. berzerk

    @gzalewski ciekawy materiał nt Peter'a L Brandta – czyżby kolejny furu?
    https://threadreaderapp.com/thread/937875877785894913

    1. GZalewski

      No cóż. Na pewne rzeczy wydawcy nie mają wpływu. W USA ten proces wygląda tak, że (potencjalni) autorzy są polecani przez zaufane osoby, wydawca się decyduje lub nie. W samej książce można mieć wątpliwości co do osiąganych stop zwrotu (wyniki przemnożone przez dźwignię, choć realnie były z mniejszą, co jest pewnym nadużyciem), ale nie ma ani obiecywania złotych gór, ani sprzedaży własnych serwisów.
      W każdym wypadku zawsze sugeruję dystans i zdrowy rozsądek.
      Ale dzięki za źródło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *