Kilka ostatnich dni miałem okazję spędzić w klinice weterynaryjnej. Każda kolejna, zdecydowanie przedłużająca się wizyta utwierdzała mnie w przekonaniu, że na przestrzeni kilku ostatnich lat doszło w tym segmencie rzeczywistości do radykalnej zmiany, którą musiałem przegapić, więc zadałem sobie klasyczne pytanie „is there an ETF for that?”.

Szybko przebieżka po sieci sygnalizuje, iż faktycznie mamy do czynienia z pewnego rodzaju zmianą aksjologiczną. W sieci dyskutuje się problem tego, czy ludzie są właścicielami zwierząt, opiekunami czy może jednak… rodzicami zwierząt. Jakby to absurdalnie nie brzmiało, kilka godzin pobytu w poczekalni przychodni, klinice – czy jak się to ma teraz nazywać – weterynaryjnej uświadamia, iż ludzie mówią o swoich zwierzętach z równie dużą empatią, jak o dzieciach. Te wszystkie „osowiałe Pucie” z „wzdęciami brzuszków” przestały być tylko psami i kotami. Stały się pełnoprawnymi członkami rodzin.

Jeśli spojrzeć na dane z rynku amerykańskiego już doszło do radykalnej zmiany, która generuje całą gałąź przemysłu. Poniższy wykres – oparty o dane American Pet Products Assotiation – pokazuje, iż rynek szeroko rozumianych produktów kierowanych do właścicieli zwierząt wzrósł w dwadzieścia lat z 17 miliardów dolarów do blisko 70 miliardów dolarów. Ciekawe, czy ktoś jeszcze mówi w dzisiejszych czasach do psa „chodź do Pana”? Chyba nie, bo mamy do czynienia już  Panem Psem i Panem Kotem, generującymi całkiem spory biznes, więc język musi się dostosować.

(źródło: APPA)

W istocie rynek oferuje nie tylko profilowane jedzenie dla zwierząt, ale również opiekę medyczną, ubezpieczenia, a nawet kredyty na leczenie zwierząt towarzyszących, jak się teraz nazywa nowych członków rodzin. Psom oferuje się dziś dializowanie, wymianę stawów, transplantację narządów i wreszcie leczy onkologicznie wcześniej diagnozując wszystko od banalnych badań krwi „na poczekaniu”, po zaawansowaną diagnostykę obrazową typu rezonans magnetyczny i pochodne.

Oczywiście rynek musiał odpowiedzieć na fakt, iż blisko 70 procent amerykańskich rodzin (za APPA) posiada jakieś zwierzę towarzyszące, co przekłada się na około 85 milionów konsumentów potrzebujących produktów żywnościowych i jeszcze większą liczbę potencjalnych miłośników tej masy futra. Oczywiście branża inwestycyjna zauważyła generowaną przez spółkę „ja i mój pies/kot” masę gotówki i nagrodziła firmę PetMed Express wzrostem, który zawstydza nie tylko rynek (na wykresie S&P500), ale i kilku wielkich graczy, którzy zajmują pierwsze strony gazet.

(źródło: Stooq.pl)

Przyznam szczerze, że nie znalazłem żadnego funduszu indeksowego, który oferowałby ekspozycję na tym szybko rosnącym rynku. Możliwe, iż trudno dziś jeszcze wydzielić firmy, które specjalizują się tylko i wyłącznie w produktach dla zwierząt. Stale nie doszło do punktu, w którym np. wielcy gracze na rynku farmaceutycznym czy spożywczym zdecydowaliby się na wydzielenie z własnych struktur branży weterynaryjnej i upublicznienie spółek, ale można zakładać, iż dalszy wzrost rynku budowanego wokół zwierząt towarzyszących i ich towarzyszy z gatunku homo sapiens skończy się zbudowaniem nowego segmentu giełdowej rzeczywistości.

[Głosów:11    Średnia:4.2/5]

4 Komentarzy

  1. Tommip

    Socjologicznie to zrozumiale – spoleczenstwa zasobne nie chca dzieci a pustke wypelniaja zwierzakami.Glownie psami bo nimi trzeba/mozna sie zajmowac podobnie jak dziecmi -a kosztuja mniej,w tym emocjonalnie.

    O ile w USA ten rynek ,,ruszyl'' od kilku lat na serio,to w Japonii istnieje od lat 20.I tam juz widac jego nastepce – roboty.Pies w koncu nie zawsze robi dokladnie to co chcemy a co gorsza robi kupke i trzeba sprzatac po nim.Roboty maja ich wszystkie zalety i ani jednej wady.

    Co do inwestowania – choc rynek jest mocno wzrostowy to nie da sie na nim zarobic z przyczyny mocnego rozdrobnienia.Podobnie jak nie mozna kupic duzej siecy fryzjerskiej by zarobic na brodaczach,jak nie mozna kupic sieci piekarni itp – taka specyfika tego rynku.Natomiast bedzie to mozliwe na robotyce bo psiaki szybko wyjda z mody

    1. Efef

      Stawiam dolary przeciw orzechom, że rzekome zastępowanie zwierząt domowych robotami w Japonii to raczej "fakt medialny" niż rzeczywista zmiana. Sądzę też, że ludzie mimo wszystko wolą towarzystwo zwierząt, które mają (samo)świadomość, a nie są tylko wydmuszką (filozoficznym zombie). Tyczy się to również innych ludzi. Choć może się mylę i w przyszłości ludzkie roboty zastąpią nam partnerów i przyjaciół.

      1. Tommip

        Na ten moment faktycznie wspolistnieja psiaki ( czesto tylko wynajmowane na godziny…) i roboty bo boty jeszcze nie sa w stanie ich zastapic.Chodzi o tendencje.Japonia mocno w tym trendzie dehumanizacji przoduje – o jakies 10/15 lat wyprzedza USA i po 2030 nikt nie bedzie interesowal sie czyms co robi na dywan i trzeba o niego dbac i sie martwic.
        Reasumujac,aktualna moda na zwierzaki to chwilowa moda – tak jak brody a'la islamista 😀

        1. Efef

          No ale… Skąd to wiesz? Mieszkasz w Japonii, masz dostęp do jakichś statystyk? Akurat wokół tego kraju narosło w naszej, zachodniej, zbiorowej świadomości wiele mitów.

          Ta "chwilowa moda" trwa już kilkanaście (albo i więcej) lat…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *