Stek banałów od miliardera z funduszu hedge

Założyciel największego funduszu hedge na świecie Ray Dalio wydał właśnie ksiażkę „Principles: Life and Work”. Szkoda, że żaden z ludzi którymi się otacza nie miał odwagi mu powiedzieć, iż publikacja jest słaba.

„Principles: Life and Work” (po polsku „Zasady: życie i praca”) to obecnie jedenasta najlepiej sprzedająca się książka wśród literatury faktu w księgarni internetowej amazon.com (to największa księgarnia internetowa na świecie). 68-letni Ray Dalio to założyciel największego funduszu hedge Bridgewater Assosiates.

Jak wynika z najnowszych rankingów (podaje za businessinsider.com) w 2016 r. fundusz ten miał 122,2 mld USD aktywów, podczas gdy kolejny na liście (AQR Capital Managment – jednym z jego założycieli jest Cliff Asness) miał prawie o połowę mniej – 69,6 mld USD.

Sam Ray Dalio znajduje się na liście stu najbogatszych ludzi świata z majątkiem szacowanym na 17 mld USD (miejsce 54). Jak do niego doszedł? Właśnie temu poświęcona jest pierwsza część książki, która jest swego rodzaju mini autobiografią skoncentrowaną na tym jak Dalio zbił fortunę. Urodził się w 1949 r. w rodzinie z klasy średniej z Long Island (wyspa będąca częścią stanu Nowy Jork) jako jedyny syn jazzmana.

Jego matka nie pracowała zawodowo zajmują się domem i wychowaniem jego. „Byłem zwyczajnym dzieckiem w zwyczajnym domu a także gorzej niż przeciętnym uczniem. Jak dzieciak kochałem grać w amerykański futbol i koszykówkę a gdy trochę podrosłem uganiałem się za dziewczynami” – opisuje Dalio.

I dodaje, że nie lubił szkoły, bo wymagała od niego zapamiętywania rzeczy, które jego zdaniem nie były ważne ani ciekawe. Jego matka ubóstwiała go (jako jedynaka) i bardzo martwiła się o jego stopnie. Próbowała zmusić go by poświęcał czas na uczenie się zanim pójdzie na podwórko. Piekła dla niego ciasteczka, które razem jedli oglądają horrory. Dalio bardzo ją kochał i gdy zmarła jak miał 19 lat był przekonany, że nigdy więcej się nie uśmiechnie.

Ojca rzadko widywał, bo jako muzyk jazzowy grywał on zwykle do trzeciej rano a później odsypiał. Pamięta go głównie jako osobę, która ciągle przypomina mu, by ściął trawnik albo przyciął żywopłot, których to rzeczy przyszły miliarder nienawidził robić. Ich relacje poprawiły się kiedy Dalio założył własną rodzinę. Chłopak zarabiał od ósmego roku życia. Rozwoził gazety, odśnieżał chodniki sąsiadom, mył naczynia w restauracji, nosił kije golfowe za graczami i wykładał towary na półki w lokalnym domu towarowym.

Jako 12-latek zarobione w ten sposób pieniądze zainwestował na giełdzie. Kupił akcje linii lotniczej Northeast Airlines. Kupił akurat te walory, ponieważ była to jedyna spółka, którą znał, a której akcje wyceniane były poniżej 5 USD. A sądził, że im więcej akcji kupi, tym więcej zarobi. Oczywiście strategia była bezsensowna, ale przypadkowo udało mu się potroić swoje oszczędności (Northeast Airlines prawie zbankrutowało i zostało przejęte przez inną linię lotniczą, co poniosło jej wycenę).

A tak duże zyski w tak krótkim czasie sprawiły, że chłopak zafiksował się na giełdzie. Wypełniał kupony z magazynu „Fortune”, które uprawniały do darmowych raportów spółek giełdowych a następnie zawzięcie je studiował. Wreszcie kupował akcje i czekał aż ich ceny urosną. A ponieważ trafił akurat na powojenny boom to rosły ceny akcji większości spółek – w ciągu dziesięciu lat średnio prawie o 300 proc. Po skończeniu studiów na Harvard Business School Dalio zatrudnił się na nowojorskiej giełdzie (New York Stock Exchange).

Następnie został szefem działu surowców w firmie Dominick & Dominick LLC. W 1974 r. został traderem instrumentów pochodnych w Shearson Hayden Stone. Wreszcie w 1975 r. założył wraz z kolegą ze studiów Bobem Scottem, podając jako siedzibę swoje mieszkanie w Westport w stanie Connecticut, firmę Bridgewater Associates.

Zajmował się wniej handlem surowcami a nazwa pochodziła od tego że mieli zamiar „budować mosty” czyli łączyć ze sobą kupujących ze sprzedającymi. Dalio cały czas spekulował własnymi pieniędzmi i zdobywał wiedzę w praktyce. Szczególnie interesowały go surowce związane z produkcją mięsa. Wydawały mu się bardzo konkretne, zrozumiałe i bezpośrednio związane z życiem.

W książce opowiada jak to jednym z jego klientów był koncern McDonalds, który wówczas kupował mnóstwo wołowiny oraz firma Lane Processing, wtedy największy producent kurczaków w kraju. Zarządzający MacDonalds chcieli wprowadzić do oferty nowy produkt: kawałki kurczaka McNuggets. Obiawiali się jednak, że ceny kurczaków wzrosną i sprawią, że przestaną na tym produkcie zarabiać. Z kolei producenci drobiu nie chcieli się zgodzić na długoterminowy kontrakt ze stałą ceną, ponieważ obawiali się ich koszty pójdą w górę i nic nie zarobią.

Dalio zwrócił uwagę na to, że głównym kosztem w produkcji drobiu była pasza kurczaków. Opowiedział ludziom z Lane Processing, że mogą łatwo istotnie ograniczyć ryzyko wzrostu kosztów kupując kontrakty terminowe na zakup kukurydzy i soi. W efekcie przyszły miliarder doprowadził do tego, że w 1983 r. Mc Donalds wprowadził do swojej oferty McNuggets, które zresztą można w tej sieci restauracji kupić do dzisiaj.

Książka Dalio jest bardzo nierówna. Część biograficzna nie jest porywająca, ale jest interesująca biorąc pod uwagę jak mało wiadomo jest o życiu miliardera. Kolejne dwie części publikacji zatytułowane „Zasady w życiu” i „Zasady w pracy” przeczytałem z wysiłkiem. A to dlatego, że nie dowiedziałem się z tych części niczego nowego.

Oto Dalio wypisuje w książce równania takie jak Marzenia+Rzeczywistość+Determianacja =Skuces. Rzuca złota myśli w stylu ”największa błąd jaki popełnia większość ludzi to to, że nie potrafią spojrzeć na siebie obiektywnie”. Namawia do bycia otwartym, szczerym i wyciągania wniosków z własnych błędów i wad. Zachęca do posiadania własnej opinii, ale także brania pod uwagę tego co myślą inny, głównie ci od nas mądrzejsi. Pisze także, że warto mieć priorytety, bo nie da się robić wszystkiego. Słowem: stek banałów.

W USA jest duży rynek na poradniki pisane przez ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces, czyli najczęściej zarobili dużo pieniędzy. Dalio jest bez wątpienia niezłym traderem i inwestorem, ale szkoda, że żaden z ludzi którymi się otacza nie miał odwagi mu powiedzieć, iż napisał słabą książkę.

Nawet Bill Gates, z którym się przyjaźni pokusił się tylko o zwięzłe, grzecznościowe „Ray Dalio zapewnił mi bezcenne wskazówki, które teraz dostępne dla was tej książce”. Podsumowując: jeżeli ktoś chce się więcej dowiedzieć o Rayu Dalio może spokojnie przeczytać część biograficzną publikacji. Resztę można sobie darować.

[Głosów:8    Średnia:3.1/5]

5 Komentarzy

  1. Grzegorz Zalewski

    Warto dodać, że ksiązka od lat dostępna była na stronach funduszu za darmo. Nie spodziewam się, żeby książkowa wersja odbiegała.
    I tak już zupełnie na marginesie – ona nie jest taka zła (to znaczy to co bylo dostępne) 😉

  2. Aleksander Piński (Post autora)

    Panie Grzegorzu,

    Ksiażkowa wersja jest rozbudowana i lepsza od tej pierwotnej. Zapewne dlatego, że pracowali nad nią redaktorzy z profesjonalnego wydawnictwa. Jeżeli już po którąś wersję siegać to po tę ostatnią.

    Choć, w mojej subiektywnej ocenie, nie warto.

  3. _dorota

    "And it won't make one bit of difference if i answer right or wrong.
    When you're rich, they think you really know!"
    http://www.tekstowo.pl/piosenka,fiddler_on_the_roof,if_i_were_a_rich_man_1.html

    Ale problem jest dużo obszerniejszy: widzę jakiś obłędny wysyp książek mówiących "jak żyć" i popularność szamaństwa w rodzaju treningów personalnych. Przemysł wydawniczy i kołczingowy zapewne odpowiada na zapotrzebowanie, ale skala tego wszystkiego zastanawia.

    Ach, gdzież te czasy, gdy ludziom wystarczał zaczytany egzemplarz Biblii odziedziczony po babci 🙂 (Pan jest pasterzem moim, nie braknie mi niczego).

  4. robert

    R.Reagan czytał dwie: biblie i Bogactwo i ubóstwo G. Gildera:))

  5. Jason Bourne

    A moim zdaniem zanim zacznie się pisać recenzje książek innych osób, warto spojrzeć na siebie obiektywnie i zadać sobie pytanie czy umiemy to robić.:)
    W tekście jest dużo denerwujących literówek, poza tym już w szkole podstawowej uczą że recenzja nie polega na tym aby streszczać książkę. Nic osobistego, każdy ma czasami gorsze dni, ale ja po przeczytaniu tej recenzji nie wiem dlaczego książka jest słaba a powinienem to wiedzieć. Zamiast oceniać innych, proponuję poczytać najpierw opinie o książkach innych autorów na bossa.pl, bo można się dużo nauczyć.:) Bez urazy.:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *