Jeszcze jedna bańka spekulacyjna do kolekcji

Joe Weisenthal i Tracy Alloway z Bloomberga oraz Dave Jamieson przypomnieli w audycji Odd Lots o fascynującej bańce spekulacyjnej z lat 80. i 90. ubiegłego wieku: gorączce kart bejsbolowych.

Bańka kart bejsbolowych nie była zjawiskiem równie potężnym co inne bąble spekulacyjne. W szczycie popularności, na początku lat 90., sprzedaż kart bejsbolowych warta była w USA około 1,4 mld USD rocznie. Gorączka kart bejsbolowych posiada jednak zalety jako punkt odniesienia do analizy innych bąbli spekulacyjnych. Po pierwsze dyskusja o niej wolna od ideologicznych skrzywień związanych z polityką regulacyjną i monetarną. Po drugie w trakcie tworzenia się bańki kart bejsbolowych ujawniły się zjawiska występujące przy okazji innych bąbli spekulacyjnych, zwłaszcza tych bardziej niszowych w swojej naturze.

Karta bejsbolowa, tak jak inne karty sportowe, to kawałek papieru ze zdjęciem sportowca i krótką informacją o nim. Stworzona została pod koniec XIX wieku jako gadżet marketingowy dołączany do paczek papierosów. Po jakimś czasie stała się samodzielnym produktem. Wydawcy sprzedawali zestawy kart z losowo wybranymi zawodnikami w zestawie a kolekcjonerzy, często dzieci, starali się zebrać karty z wszystkimi zawodnikami danej drużyny albo całej ligi.

Po kilkudziesięciu latach od wyprodukowania pierwszych kart pojedyncze specyficzne egzemplarze zaczęły być traktowane jako przedmioty kolekcjonerskie. Dobrym przykładem jest karta z Honusem Wagnerem wydawana w latach 1909-1911 przez  American Tobacco Company. Z jakiegoś powodu bejsbolista bardzo szybko wycofał się ze współpracy z ATC. Jedna z teorii głosi, że nie chciał ułatwiać marketingu papierosów wśród dzieci (tak, to były bardzo odmienne czasy). Do obiegu trafiło od 50 do 200 kart z jego podobizną. W latach 30. osiągały już cenę 50 USD.

W latach 70. niewielka grupa kolekcjonerów dostrzegła, że zaczyna się tworzyć rynek na karty bejsbolowe a one same mogą być traktowane jak alternatywne aktywa inwestycyjne. Część z nich zaczęła podróżować po USA i skupować rzadkie karty od ludzi, którzy ciągle traktowali karty jak gadżety z dzieciństwa. W tym czasie rozpoczęto wydawanie katalogu z cenami popularnych kart. Najpierw ukazywał się corocznie a potem jako miesięcznik. Popularność kolekcjonowania kart rosła wraz z kolejnymi targami i coraz wyższymi cenami osiąganymi przez pojedyncze białe kruki. Co ciekawe miało to przełożenie na popularność nowych serii kart, których nakłady zaczęły się zwiększać wraz z rosnącym zainteresowaniem. Na przełomie lat 80. i 90′ drukowano w USA już 80 mld kart bejsbolowych rocznie. Ludzie masowo je kupowali ponieważ z jakiegoś powodu zakładali, że będą kiedyś równie cenne co niektóre karty sprzed kilku dekad. W szczytowych momencie nakład katalogu z cenami cennych kart przekroczył 1 mln egzemplarzy.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na kilka zjawisk, które wystąpiły w przypadku bańki kart bejsbolowych w USA, a które występują przy okazji innych bąbli spekulacyjnych. Po pierwsze funkcjonowały obok siebie dwa rynki. Jeden rynek to rzadkie karty bejsbolowe z przeszłości. O wartości tych kart decydowała ich rzadkość. Drugi rynek to wielotysięczne, wielomilionowe serie współczesnych kart. Wydarzenia z pierwszego rynku, na przykład kolejne rekordy osiągane przez białe kruki, skłaniały miliony zwyczajnych inwestorów-kolekcjonerów do wejścia na drugi rynek. Także dlatego, że ceny na pierwszym rynku stały się zbyt wysokie dla zwykłych ludzi już pod koniec lat 80.

Dwie dekady po szczycie bańki kart bejsbolowych nie można więc powiedzieć, że wszyscy jej uczestnicy ponieśli dotkliwe straty. Wyniki zależą od segmentu rynku. Drukowane w astronomicznych nakładach serie kart ze szczytu bąbla sprzedawane są co najwyższej za kilka dolarów. Wycena białych kruków systematycznie idzie w górę co pokazuje wykres ceny jednej z kart z Honusem Wagnerem. Właścicielem tej konkretnej karty był w latach 1991-1995 legendarny hokeista Wayne Gretzky.

Tak jak nie ma sensu prognozować przyszłości ogarniętego spekulacyjną gorączką sektora z perspektywy ekscesów i patologii towarzyszących tej gorączce tak nie ma sensu się łudzić, że kupując dowolną “kopię” produktu, spółki, aktywu, który był katalizatorem spekulacyjnej gorączki uzyska się równie dobre wyniki co pierwsi nabywcy “oryginalnego” aktywu. Ewidentne patologie związane z Initial Coin Offering  nie przesądzają o przyszłości kryptowalut. Inwestycji w nową, gorącą kryptowalutę w 2017 roku nie można porównywać do inwestycji w bitcoina sprzed kilku lat. Podobne rozumowanie można przeprowadzić na przykład w przypadku hossy producentów gier na polskiej giełdzie.

Po drugie w tworzeniu bańki kart bejsbolowych dużą rolę odegrały media bezrefleksyjnie relacjonując pojedyncze transakcje z kolekcjonerskiego segmentu rynku i wzbudzając entuzjazm laików tytułami w stylu:

  • Zamieniając tekturę w pieniądze (Washington Post)
  • Wielkie* zyski mogą być w kartach (New York Times)

Dodatkowo rynek kart bejsbolowych był rynkiem bardzo niepłynnym. Pozbawiony był także transparentnego systemu wyznaczania cen. Punktem odniesienia był wspomniany wcześniej katalog. Tworzony był w oparciu o ankiety rozsyłane kolekcjonerom. Teoretycznie miał pełnić rolę sprawozdania z rynku kart bejsbolowych, praktycznie katalog kształtował ceny na tym rynku. Niepłynne rynki, pozbawione transparentnego mechanizmu cenowego, zdominowane przez jednego lub kilku uczestników są podatne na manipulacje, na przykład na sztuczne pompowanie wycen.

Po trzecie ostatecznie każda bańka spekulacyjna sprowadza się do gry popytu i podaży. Spekulacyjna gorączka zwiększyła popyt na karty bejsbolowe. W początkowym okresie podaż mogła być przytłumiona bo rynek zdominowany był przez jedną firmę, której umowa z ligą i związkiem graczy dawała de facto monopol. Po złamaniu tego monopolu nowi uczestnicy rynku dosłownie zalali go nowymi kartami – po kilkaset na każdego Amerykanina rocznie. W przypadku baniek spekulacyjnych na rynkach akcyjnych podaż często reaguje w postaci zwiększonego strumienia ofert publicznych. Inwestorzy zgłaszają popyt na akcje producentów gier. Właściciele firm produkujących gry wprowadzają swoje przedsiębiorstwa na giełdę. Tak działa mechanizm rynkowy.

* W oryginale “grandslamowe”: grand slam to wyjątkowy home run w bejsbolu, dający maksymalną możliwą ilość punktów w zagrywce

[Głosów:14    Średnia:4.8/5]

2 Komentarzy

  1. Bartek

    Podobnie jest z winylami obecnie, tylko temat nie jest jeszcze tak rozdmuchany. Ceny normalnie dostępnych płyt, które ukazały się kilka lat temu, przez ograniczoną podaż i zwiększony popyt osiągają dziś kosmiczne poziomy na Allegro. Dochodzi do tego manipulowanie cenami i niewiedza laików.

  2. greg

    Podrzucam kolejny temat. We Włoszech i Hiszpanii powstała chyba z 10 lat temu bańka na rynku znaczków pocztowych. Sprawa skończyła się w sądach bo w obrocie były certyfikaty dające prawa do znaczków tyle że było ich więcej niż samych znaczków…powstał samorzutnie system z częściową rezerwą. Wydaje mi się że w Najwyższym Czasie był o tej sprawie artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *