Zasadniczo każdą analizę rynku powinno zaczynać się od rzeczy najważniejszej, czyli:

ANALIZA RYZYKA

Gdyby za punkt wyjścia przyjąć klasyczne teorie inwestycyjne, należałoby rozpocząć od wielkości premii za ryzyko z inwestycji w Bitcoina. Tam gdzie ryzyko jest znaczące, tam inwestorzy domagają się proporcjonalnie większej premii i póki co, w tym przypadku ją otrzymują, zakładając średnio- czy długoterminową inwestycję i być może trading również. Ale ponieważ Bitcoin to rodzaj aktywu o spekulacyjnym charakterze, wielkość i ilość ryzyk poraża jeśli porównać je z tradycyjnymi instrumentami giełdowymi.

Najzwyklejsze ryzyko rynkowe, czyli po prostu fluktuacje kursu, to chyba jedno z najmniej dotkliwych ryzyk w tym przypadku. Korekty są potężne i szybkie, ale krótkotrwałe, rynek mocno i w krótkim czasie pnie się w górę, niemal hiperbolicznie, co jest objawem przegrzania, nadmiernej euforii czy po prostu bańki. W takim środowisku trudno będzie nawet odróżnić, która korekta będzie tą ostatnią przed solidnym tąpnięciem, każda bowiem przyprawia o zawał. Kilkunastoprocentowe zmiany dzienne to normalność. A przy tym 1 Bitcoin po cenie ok 4000 USD to sporo dla małych i średnich portfeli, taki nominał zostawia mało miejsca na optymalne zarządzanie kapitałem.

W zasadzie gdyby liczyć bessę jako zjazd kursu o 20% od szczytu, to tutaj mamy z tym do czynienia co kilkanaście tygodni. Kolejna bessa właśnie trwa, choć w rzeczy samej można o niej mówić dopiero wówczas, gdy kurs przynajmniej 3 miesiące pozostaje poniżej szczytu i wybicia 20% od niego w dół. Spora zmienność dzienna i wielodniowa wymaga szerokich stopów obronnych, co może zniechęcać i porażać przed zaangażowaniem się w trading. Przypomnę jednak, że zmienność nie jest tożsama z ryzykiem, tego używa się tylko w akademickich teoriach. W tym przypadku analizowanie i prognozowanie przez pryzmat zmienności mija się wręcz z celem w przypadku inwestorów, ale w tradingu mimo wszystko jest niezbędne, a to rodzi pewną niedogodność, która wymaga szczególnie precyzyjnego podejścia do zarządzania pozycją.

Bitcoin nie jest typowym towarem, więc analiza i prognozy wpływu podaży i popytu jego jednostek oraz czynników mających na to wpływ przestają mieć znaczenie. Jako mocno emocjonalne aktywo podlega za to mocnym wpływom pojedynczych, negatywnych wydarzeń, które potrafią w kilka dni zdemolować kurs i wywołać bessę, jak właśnie teraz. W związku z tym to informacje zewnętrzne są tutaj znaczącym czynnikiem cenotwórczym, wymagającym zdwojonej uwagi na strumień informacyjny. W obecnej edycji bessy najpierw Chiny zechciały zrobić porządek z kryptowalutami, zakazując nowych emisji oraz obrotu na oficjalnych giełdach, co mocno zdołowało kurs. A właśnie informacje z Chin powinny być obserwowane przede wszystkim, jeszcze niedawno 90% obrotu kryptowalutami pochodziło bowiem w tego kraju. Chwilę później mieliśmy 2 głośne wypowiedzi:

– Jamie Dimona, bardzo przeze mnie nie lubianego szefa JPMorgan, który stwierdził, że to ściema, że ten rynek nie przetrwa, i że zwolni każdego, kto zajmuje się tradingiem Bitcoina,

– Marco Kolanovica, cenionego przeze mnie szefa działu quantów i strategii derywatowych z tego samego banku, który poparł swojego szefa.

O tym, że Bitcoin nie ma szans się przyjąć słyszeliśmy wielokrotnie już od zarania jego istnienia. Niewykluczone, że kiedyś rzeczywiście ulegnie anihilacji, nie takie imperia upadały. Jednak Bitcoin wyrósł już z wieku niemowlęcego i co rusz słychać o poważnych figurach świata finansów, które decydują się na zaangażowanie w kupno, czy też, jak decydenci z CBOE, uwiarygodniających ten instrument. Pokazuje to wszystko jednak, że rynek jest nadwrażliwy i musi się nauczyć zdrowych reakcji, a do tego potrzeba jednak znakomitej płynności, a przede wszystkim ogarnięcia chaosu regulacyjnego.

I ten ostatni na dziś jest chyba jeszcze większym ryzykiem niż same zmiany cen. Bitcoin nie podlega rządom, nie podlega bankom centralnym, nie posiada instytucjonalnej opieki w zakresie emisji, zmian reguł, rozliczeń czy podatków. To z jednej strony stało się jego siłą, pomnikiem nowego rodzaju światowej demokracji, symbolem przemian ery cyfrowej XXI wieku, z drugiej jednak strony stoi to kością w gardle wielu państw, rządów i banków centralnych, które pozbawione kontroli z przyjemnością utopiłyby ten produkt w łyżce wody. Trzeba mieć świadomość, że wielomiliardowe emisje kryptowalut to dodatkowe pieniądze na rynku, niemalże nowa wersja „Quantitative easing” uprawianego przez banki centralne ostatnimi laty. To wypiera przy tym tradycyjny pieniądz, pomaga prać nielegalne pieniądze, ucieka podatkom.

Jeszcze bardziej spędza to sen z powiek narodowym nadzorcom finansowym. Nie mogąc zadziałać i pozbyć się bitcoinowców bezpośrednio, starają się ukrócić proceder coraz ciaśniejszymi regulacjami lub przynajmniej ostrzeżeniami. Nie łudźmy się jednak, jakieś podstawowe wewnętrzne czy zewnętrzne regulacje są potrzebne, inaczej ten rynek zawsze będzie cierpiał na ataki, ostracyzm i przerażającą niepewność, która wcale nie służy uspokojeniu chaosu. Wejście w stan pewnego zbalansowania być może zabije ogromną zmienność, ale z drugiej strony pozwoli stojącym z boku na zaangażowanie bez strachu o przyszłość.

Kolejna pułapka ryzyka: możliwość utraty Bitcoinów. Ponieważ jest on w zasadzie zapisem cyfrowym, więc w przeszłości mieliśmy kradzieże z włamaniami na dyski, zniknięcie pośredników przechowujących portfele, bankructwo lub zniknięcie pośredników w transakcjach, czy zwykłe utraty danych. A prawdopodobnie hakerzy i wszelkiego innego rodzaju oszuści przygotują przebogaty repertuar okradania posiadaczy.

Wreszcie ryzyka znane z tradycyjnych giełd i platform pozagiełdowych: żywcem przeniesione manipulacje kursami na wszelkie możliwe sposoby. Tu robi się to prościej i bez obaw o sformalizowaną interwencję, rynek jest totalnie zdecentralizowany, nie posiada dostatecznego nadzoru ani sprawnych mechanizmów rozliczania, nie funkcjonują w roli stabilizatorów banki i animatorzy z pierwszej ligi. O manipulację kursami są podejrzewane przede wszystkim boty, ale na tak niedoskonałym rynku wystarczy jeden człowiek z komputerem, łączem i gotówką.

A wreszcie ryzyko płynności, generowane przez długo trwające rozliczenia, ograniczony udział instytucji, limitowane zasoby, brak rozwiniętego rynku derywatów, ograniczenia w krótkiej sprzedaży (tak jak w akcjach trzeba pożyczyć najpierw Bitcoiny od posiadaczy).

To nie wyczerpuje pełnej listy ryzyk, ale jak widać nie przeszkadzają one wygenerowaniu szaleństwa cenowego, z którym mamy obecnie do czynienia. Co nie wyklucza możliwości, że za jakiś czas obecne poziomy wydawać się będą zabawnie niskie a chętnych nadal nie zabraknie. Wystarczy również by rynek zdemolować i przejść do nowego rozdania gdy kurz opadnie i wnioski zostaną wyciągnięte.

Ale nie po to męczę klawiaturę i maluję czarne obrazy by zostawić Czytelników z dręczącymi myślami i poczuciem samozadowolenia z „a nie mówiłem?”. Otóż mamy rozwiązanie, które sporą część opisanych wyżej bolączek pozbawia negatywnego charakteru. Mam na myśli… CFD, czyli kontrakty na różnice notowane na coraz większej ilości platform forexowych. Otóż tak jak przy kilku innych instrumentach, część ryzyka przejmują na siebie brokerzy, oferując kontrakty naśladujące kursy Bitcoina, a nie jego samego w tak jeszcze niedoskonałej postaci. Oczywiście to przede wszystkim gra w numerki, swoich pozycji brokerzy albo nie zabezpieczają w realnym Bitconie wcale, albo tylko w jakimś stopniu. To daje jednak wszystkim entuzjastom tradingu czy po prostu kryptowalut możliwość uczestnictwa w szalonych zmianach kursów bez fizycznego nabywania Bitcoina. Cóż, nadal jest to gra w wirtualne twory, ale z transferem części ryzyka do brokera. W takim razie kwestią, która powinna martwić jest nie to, czy Bitcoin przeżyje (pesymiści mogą pięknie naładować pod korek krótkich pozycji), ale czy przeżyje broker i czy rzetelnie robi rynek.

CDN

—kat—

[Głosów:6    Średnia:3.3/5]

3 Komentarzy

  1. Andres

    Można kupić 0,1 lub 0,01 Bitcoina.

    1. Tommip

      Wlasnie – mozna kupic 0.01 BTC i sprzedac go krotko.

      Co najwazniejsze – dla wielu BTC jest ratunkiem jesli lubia trading.Rynki finansowe spadly na dno totalne – Vix po 8.70 ( dno ) a teraz po okolo 10 oznacza najmniejsza zmiennosc … w calej histori rynkow finansowych.Nikt nie wierzy w zmiennosc wieksza niz 0.30 % (!!!) a 0.50 % uwaza sie za krach/euforie.Nie ma sensu nawet wystawiac opcji – te oddalone o 2 % od aktualnego kursu sa bezwartosciowe.Daytrading praktycznie przestal istniec dla indywidualnych graczy.
      Wszyscy wiec ktorzy chca cokolwiek zarobic kieruja sie na BTC – przypominaja sie czasy 2008/2009r 🙂

  2. Grzegorz Zalewski

    https://news.bitcoin.com/after-the-boss-calls-bitcoin-a-fraud-jp-morgan-buys-the-dip/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *