Nie rozumiem, choć chciałbym

Obdzwoniłem kilka osób z rynku, żeby mi odpowiedziały na kilka prostych pytań, bo chyba mocno się zagubiłem. Chodzi o „spór” jaki toczy Komisja Nadzoru Finansowego z Raiffeisen Bank International AG (RBI) w sprawie wprowadzenia do obrotu giełdowego akcji Raiffeisen Bank Polska S.A.

Może zacznijmy od tego co rozumiem.

Rozumiem, że w 2012 roku doszło do fuzji banków Raiffeisen Bank Polska S.A. i Polbank EFG S.A.

Rozumiem, że zgodę na tę fuzję KNF dał pod warunkiem, że spółka matka, czyli Raiffeisen Bank International AG wprowadzi do obrotu akcje połączonego banku. Ostateczny termin wprowadzenia banku na GPW ustalono na czerwiec 2016 rok.

Rozumiem, że spółka-matka mając chęć na przejęcie Polbanku podpisała takie zobowiązanie.

Rozumiem i dopuszczam, że decydenci w banku chcieli naprawdę takiego rozwiązanie.

Ale też równocześnie rozumiem i dopuszczam do siebie myśl, że ktoś w banku mógł uznać „zgódźmy się, żeby dali nam tę zgodę, a później się zobaczy jak będzie”.

Cztery lata.

I dużo i mało.

W ciągu czterech lat może zdarzyć się wiele rzeczy, które sprawią, że trzeba przedefiniować biznes.

W 2014 rok austriacki bank ogłasza stratę w wysokości 600 euro, czyli większą niż zysk z 2013 roku. W polskich mediach pojawiają się sygnały, że RBI chce sprzedać polski oddział. KNF mówi, że nic na ten temat nie wie.

Rozumiem, że RBI może sondować pewne możliwości.

W czerwcu 2017 roku RBI ogłasza publicznie zamiar przeprowadzenia oferty publicznej banku Raiffeisen Bank Polska SA i wprowadzenie do obrotu.

Analitycy i media niemal zgodnie zwracają uwagę na nietypowość tej oferty. Chodzi właśnie o jej „wymuszanie” zobowiązaniem jakie bank podjął pięć lat wcześniej. Oferta kończy się niepowodzeniem. Inwestorzy uważają, że cena jest zbyt wysoka, a tym samym nieatrakcyjna.

Rozumiem, że RBI nie chcąc faktycznie wprowadzać polskiego oddziału na giełdę mógł celowo zawyżyć tę cenę. Nie wiem, czy tak było faktycznie ale dopuszczam taką możliwość.

6 lipca KNF publikuje komunikat w którym wyraża zaniepokojenie w związku z niepowodzeniem sprzedaży akcji banku.

Miesiąc później publikuje kolejny komunikat, którego treści, a zwłaszcza przesłania NIE ROZUMIEM.

Rozumiem to, że KNF przesuwa kolejny raz termin wprowadzenia akcji, czyli idzie na rękę bankowi. W porządku.

Ale w dalszej części następują sugestie nadzorcy co do tego, co bank mógłby zrobić, żeby emisja zakończyła się powodzeniem.

  • rozważenie realizacji oferty w drodze emisji nowych, a nie poprzez sprzedaż posiadanych przez RBI akcji Banku, co upewniłoby potencjalnych inwestorów o długoterminowym zaangażowaniu RBI w RBPL, zapewniłoby RBPL dodatkowy kapitał i byłoby korzystne m.in. w aspekcie deklarowanego również przez RBI rozwoju Banku,

  • zwiększenie liczby oferowanych akcji, w odpowiedzi na wyrażane przez potencjalnych inwestorów obawy, że niska płynność ograniczy możliwości ich wyjścia z inwestycji,

  • skierowanie oferty również do inwestorów indywidualnych, co powinno zwiększyć zainteresowanie IPO RBPL i płynność akcji po debiucie,

  • zapewnienie lepszej komunikacji z rynkiem, do którego będzie kierowana oferta.

Zakładam, że w przypadku podejmowania decyzji o wprowadzeniu spółki na giełdę każdy z powyższych scenariuszy jest wielokrotnie analizowany przez emitenta wspólnie z doradcami i organizatorami emisji.

Po raz kolejny podkreślę – zakładając czyste intencje od samego początku.

Nie jestem pewien, czy KNF powinien tego typu komunikat wypuszczać. Bo bardzo cienka linia dzieli powyższe sugestie od sugestii „określenia odpowiednio atrakcyjnej ceny”.

Co więcej traktując rynek w kategoriach gier różnych interesów, dopuszczam sytuację, w której potencjalni inwestorzy tylko zacierają ręce na myśl o tym, że można by wywołać tego rodzaju presję na „obniżenie ceny”. Wydaje mi się to zupełnie naturalne i to również rozumiem.

Mam szczątkową wiedzę na temat rozmów i negocjacji prowadzonych między przedstawicielami KNF i RBI, więc nie wiem tak naprawdę nic, o tym czy RBI próbuje przekonywać (sensownie lub mniej), że zobowiązanie sprzed pięciu lat należałoby anulować lub zmodyfikować. Nie wiem też, czy KNF się upiera „bo tak”, ponieważ boi się utraty prestiżu instytucji, czy też ma wiedzę o innych „okolicznościach” dlatego, nie chce łatwo odpuścić.

Od dwóch dni zastanawiam się jednak, jak taki komunikat może być odbierany przez obserwatorów zagranicznych. Czy dobrze, czy źle?

Umów i zobowiązań należy dotrzymywać, ale pięć lat to szmat czasu i z pewnych, czasami chcemy się wycofać, bo zmieniło się zbyt wiele elementów.

W 2016 szefem RBI został Johann Strobl zastępując na stanowisku Karla Svede. Czy nowy prezes ma prawo do odmiennej wizji prowadzonego przez siebie banku?

[Głosów:7    Średnia:4/5]

7 Komentarzy

  1. Kornik

    Też nie rozumiem, a konkretnie nie rozumiem tych podwojnych standardów. Dlaczego klient banku ma obowiązek realizować umowę, co do literki i co do grosika, a bankier może robić, co mu się podoba? Bo co, bo jeden "lysy z teczka" zastapil drugiego – bo w Paryzu, albo w Berlinie krzywo beda na nas patrzec? A co nas, klientow to obchodzi? Po pierwsze, to nie jest nasz szef, ani zaden nasz krewny. A po drugie – czy od tego wzrosnie nam oprocentowanie lokat, a spadna raty kredytu i prowizje. Nie? To niech bankier nie zawraca glowy i realizuje postanowienia umowy – skoro sie powiedzialo A, to trzeba powiedziec B. Nie chce, to niech placi kary umowne. Zreszta moze powiedziec C, ale co oferuje w zamian, bo za darmo umarlo. Nie podoba sie, to droga wolna. Gdzie udoją tego klienta jeszcze bardziej, niz u nas – chyba tylko u Murzynow w Afryce.

    1. GZalewski

      Każdy ma prawo renegocjować umowy. Inna sprawa, czy ma tego świadomość i potrafi z tego skorzystać. Jeszcze inna, jak na to odpowie druga strona.
      Ale to wszystko wiąże się z jednym zasadniczym założeniem "COŚ ISTOTNEGO" się zmieniło.

      1. vaeta

        Nie rozumiem problemu, z punktu widzenia
        * właściciela: win – zamiast sprzedam lub sankcje (koszt za który odebrałem swoje pierwsze win parę lat temu) mam sprzedam lub sprzedam z sugestiami lub sankcje (oraz dodatkowo przez x czasu nie muszę sprzedać)
        * inwestora i spekulanta: potencjalny win – sugerowana publiczna emisja którą będzie mógł rozważyć
        * obywatela: potencjalny win – istnienie silnej giełdy (tak samo jak demokracji) to jest najlepsze co może spotkać szarego obywatela (nawet jeśli korzysta tylko pośrednio z tego)
        * KNF: win (potencjalne zwiększenie kapitalizacji, nie muszę realizować już sankcji aby inni nie podskakiwali, itp)

        1. GZalewski

          giełda nie będzie silna słabymi spółkami i centralnym sterowaniem

          1. Kornik

            A ja myslalem, ze centralne sterowanie, to ostatni krzyk mody, patrz – banki centralne, ktore od dziesieciu lat nie zajmuja sie niczym innym tylko odgornym sterowaniem procesami gospodarczymi za pomoca polityki tzw. "luzowania ilosciowego". I mozna dyskutowac czy druk pustego pieniadza psuje, czy poprawia stosunki gospodarcze. Natomiast w omawianym przypadku trudno mowic, aby odgorna ingerencja regulatora byla czyms negatywnym, bo – jesli dobrze rozumiem intencje – pragnie on tylko naklonic zagranicznego inwestora, aby traktowal nas powaznie i wywiazal sie z umowy, ktora podpisal.

            Czy moze byc dobrze w takim kraju – czy spolki moga byc naprawde silne, jesli strony nie beda wywiazywac sie ze swoich umow, a panstwo nie bedzie mialo woli, ani mocy, by wymusic tego rodzaju dobre praktyki?

  2. GZalewski

    @Kornik – może skoncentrujmy się na sugestiach/zaleceniach KNF – naprawdę nie jest to zaskakujące? Że nadzorca sugeruje, co spółka mogłaby zrobić, żeby poprowadzić IPO?
    To może niech KNF od razu firme doradczą otworzy.

    1. vaeta

      Nie, KNF stara się odzyskać _przeterminowaną_ wierzytelność.

      Imho to "zabawa" w windykację polubowną (na tym etapie) a nie w firmę doradczą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *