W poprzednim wpisie odnosiłem się do książki „Street Smarts”, której współautorką jest Linda Raschke, i przy tej okazji przypomniał mi się zbiór jej 12 zasad, które krążą po sieci.

Spojrzenie do nich z namysłem może być inspirującym doświadczeniem, także dla mnie, więc nie odmówię sobie i Czytelnikom tej odrobiny przyjemności.

Pewnie tytułem wprowadzenia byłoby na miejscu choć krótkie przedstawienie Lindy. W Wikipedii jest dość skromnie, więc dodam kilka słów od siebie. Przede wszystkim Raschke jest praktykiem tradingu, i to w dość skuteczny sposób, na tyle dobry, że wywiad z nią znalazł się w jednej z części kultowych „Czarodziejów Rynku” Jacka Schwagera. I w przeciwieństwie do wielu innych tam sportretowanych, ona akurat zasłużyła swoimi przeszłymi i kolejnymi dokonaniami na ten rozdział w książce. Wszyscy chwalą sobie jej wykłady i doskonałej jakości praktyczną wiedzę, którą podczas nich przekazuje. Jest autorką niezliczonych artykułów i pomysłów. Nie chciałbym przesadzić w superlatywach, ale sam osobiście swego czasu bardzo pilnie studiowałem to wszystko, co wyprodukowała, z jednego powodu: bardzo leży mi to mentalnie, uwielbiam ten rodzaj swing tradingu (mocno technicznego, graniczącego z systemowym) i ramy czasowe.

Te jej techniczne zasady zostały wyprowadzone z materiałów edukacyjnych i wywiadów przez Steve’a Burnsa, autora kilku niewielkich poradników tradingu. Nie ma to zresztą aż takiego znaczenia jak ich treść i wiedza w nich zawarte. Wszystkie w oryginale można zaleźć choćby tutaj:

https://www.elitetrader.com/et/threads/linda-raschkes-12-technical-trading-rules.294039/print

Ile w nich rzeczywistej przewagi, a ile interpretacji twórcy, który  zebrał je do kupy, proponuję samemu się przekonać. Spróbuję przez nie przeprowadzić przy użyciu własnej wiedzy i doświadczeń.

Zasada 1:

„Kup pierwsze cofnięcie (korektę) po nowym szczycie. Sprzedaj pierwszy wzrost (korektę wzrostową) po nowym dołku”

(oryginał: Buy the first pullback after a new high. Sell the first rally after a new low.)

Kupno łatwiej sobie wyobrazić i częściej jest stosowane niż krótka sprzedaż, więc zajmijmy się tylko pierwszym zdaniem. Drugie to tylko symetryczne zastosowanie tej samej zasady na spadkowym rynku.

Nietrudno odszukać na wykresie, a także intuicyjnie zastosować tego rodzaju wskazówkę transakcyjną, jednakże jeśli przeszlibyśmy do szczegółów, pojawiłyby się problemy. W którym bowiem miejscu takie cofnięcie po szczycie kupić? A jak określić szczyt? I co z ryzykiem, o którym ani słowa? Aby ułatwić sprawę proponuję spojrzeć na poniższy dzienny wykres naszych kontraktów terminowych na WIG20, który wyciągnąłem ze strony http://bossa.pl/notowania/wykresy/. Nieco go przyozdobiłem, żeby ułatwić nawigację i objaśnić pomysł:

Nowy szczyt bardzo łatwo wyznaczyć na wykresie za pomocą zwykłej intuicji- to po prostu najwyższa cena w odniesieniu do wielu maksimów dziennych czy minutowych, które go poprzedzają, i przynajmniej jednego, który po nim następuje. W ten sposób wykreśliłem przykładowo kilka z nich na wykresie powyżej za pomocą niebieskiej linii. Jeśli ktoś potrzebuje bardziej obiektywnego kryterium (np. do systemu mechanicznego), może założyć, że szczyt to maksimum cenowe wyższe od np. przynajmniej 20-stu poprzedzających je maksimów; albo roczne, czy miesięczne. Można do tego dołożyć kryterium trendowe, czyli np. maksimum jest wyższe od średniej 100 dniowej, albo poprzedzają je przynajmniej dwa coraz wyższe dołki lokalne.

To w którym miejscu skusić się na kupno korekty? W poprzednim wpisie pokazywałem koncept, w którym Raschke proponowała wejście na słupku, który dotknął średniej. A co jeśli cena nie dojdzie do średniej? Albo znacznie ją przekroczy? Proponuję więc inne kryterium: kupić wówczas, gdy pojawi się słupek wzrostowy w korekcie, a potem kurs przebije jego cenę maksymalną. Przynajmniej wiemy wówczas, że nastąpiło jakieś odwrócenie, próba popytu. Kupowanie słupków spadkowych nie daje żadnych gwarancji zakończenia takiej korekty. Zielonymi strzałkami zaznaczyłem takie próby wejścia.

Alternatywnie zresztą można wejście na rynek rozłożyć na raty. Część otworzyć na średniej, część po słupku wzrostowym, część po kolejnym, albo nawet po przebiciu wspomnianego wcześniej szczytu, czy też po spełnienie warunku z jakiegoś wskaźnika. Inwencja w tej mierze nie ma granic, ważne by było to podejście, które często się powtarza, ma uzasadnienie w rynkowej dynamice i mechanice oraz pasuje nam mentalnie.

Dochodzi jeszcze kwestia tego, co oznacza „kupić pierwsze cofnięcie”. Moim zdaniem to pierwsze wahnięcie w dół po szczycie, nawet jeśli nie jest dość płynne i czasem się pogłębia. Cofnięcie drugie czy trzecie powstaje wówczas, gdy kurs po korekcie dochodzi mniej więcej do ostatniego szczytu i ponownie się cofa. Nie wchodzenie wówczas ma pewne uzasadnienie techniczne – często bowiem kolejne cofnięcia to początek budowania się szczytowych formacji.

Dla mnie najważniejsze jest zarządzanie ryzykiem. I tu proponuję 2 koncepcje:

1.   Podobnie jak Raschke (poprzedni wpis) postawić stop–loss na minimum owego słupka wzrostowego, po którym weszliśmy na rynek

2.   Mniej techniczne, czyli odliczyć stop-loss w procentach od punktu wejścia (np. 2%).

Można zresztą wychodzić również na raty, połowę pozycji sposobem nr 1, połowę sposobem nr 2.

Czerwone strzałki pokazują nieudane wejścia zakończone stopem. Za nieudane uznałem takie, które przebiły minimum korekty zanim doszły do szczytu. Niektóre zdarzyły się podczas trendu wzrostowego, i ponowienie wejścia w tym samym miejscu lub na kolejnym wzrostowym słupku byłoby racjonalnym podejściem.

To strategia dobra na rynek wzrostowy oraz końcówkę bessy. Podczas rozwojowej bessy okazji do wejść jest mniej, mniejsza bowiem jest ilość szczytów, mniej słupków wzrostowych, co jednak nie przeszkadza w próbach.

Wejścia podczas spadkowych trendów są kuszące, bo cena wygląda na promocyjną. Błąd! Ryzyko jako szerokość stopa nadal jest takie same jak podczas wzrostów, ale częstotliwość potknięć częstsza, spadki dynamiczniejsze. Z kolei wejścia podczas wzrostów napotykają pewien psychologiczny opór – cena bowiem jest już relatywnie dość wysoka. Ale trzeba pamiętać, że udane transakcje są wówczas częstsze, a poza tym część inwestorów przebiera nogami, żeby na takiej korekcie wejść na rynek, cena bowiem wydaje się na okazyjną gdy porównać ją do tej szczytowej chwilę temu.

Pomysł Raschke całkiem dobry, daje sporo miejsca do inwencji, choć uznałbym go za uzupełnienie innych strategii, a nie jako główną. Swoją drogą dużo bardziej wolę wejścia podczas przebijania poprzednio ustanowionego szczytu.

—kat—-

[Głosów:6    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. _dorota

    We "Wspomnieniach gracza giełdowego" jest uwaga dotycząca sytuacji, gdy po nowym szczycie następuje korekta i rynek ponownie zaczyna rosnąć. Ma to być próba rozprowadzenia akcji przez tych, którzy nie sprzedali w okolicach szczytu.

    Zapamiętałam, bo przyznam, że takie spojrzenie przemawia do mnie (oczywiście ustanowienie nowego szczytu dezaktualizuje tą hipotezę).

    Co mnie w tym wyjaśnieniu szczególnie przekonuje, to próba włączenia psychologii graczy w opis rynku. Jeśli "czytanie rynku" jest możliwe, to jest właśnie tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *