Rady, porady na zakończenie rozmowy w temacie strat.

Kat: Czas nas nagli. Pewnie jeszcze godzinami moglibyśmy rozmawiać o tym jak ustrzec się przed stratami i poprawić własny styl inwestowania, ale tym razem musimy jeszcze pogadać o tym, co miało się stać głównym motywem naszego spotkania. Przypomnij proszę dla celów nagrania, co było Twoją ideą zaaranżowania tej rozmowy i zredagowania jej na blog.

Krzysztof: Bardzo Ci dziękuję za odwiedziny i poświęcony czas! I przede wszystkim za możliwość wspólnego omówienia dość istotnych dla mnie problemów. Sam czuję nieco niedosytu, ale skoro czas nam się kończy to krótko zagaję. Chciałem otóż wskazać Tobie i Twoim czytelnikom pewną próżnię jaka istnieje w literaturze czy tekstach internetowych i zasugerować zajęcie się głębiej tematem porad dla tych, którym z giełdą czy forexem nie wyszło. Wbrew pozorom nie jest to jedynie kwestia otarcia łez, którą można skwitować jakimś banałem. Ponieważ sam przez to przechodziłem, doskonale rozumiem wszystkich tych, którzy muszą przerobić ten problem ze sobą. I najczęściej trafiają w pustkę, w niezrozumienie, w nałogi, w problemy rodzinne, w dysfunkcje i tak dalej. Im, nam, potrzebna jest jakaś bardziej zorganizowana porada czy inna pomoc.

We mnie masz już sojusznika. A ponieważ zebrałeś sporo wiedzy o tym, jak sobie z tym wszystkim praktycznie radzić, więc oddaję Tobie głos. Zdradź nieco ze swoich doświadczeń i wniosków. Ja spróbuję w przyszłości złożyć je w jakąś sensowną całość i dobrze zaadresować.

Spróbuję jakoś pomóc. Dla mnie to ważne. Przede wszystkim dlatego, że poniekąd nadal w tym jakoś tkwię i potrzebuję mentalnego balansu, żeby do samego siebie nie stracić szacunku. Na początku traktowałem tę stratę jako życiową porażkę, na kilku frontach. Z dzisiejszą wiedzą to mi żal tamtego siebie. Człowiek myśli w takich chwilach dość egoistycznie i w totalnej mgle umysłowej. To oczywiście wymaga czasu na odpowiednie przeżycie, ale w miarę możliwości jak najzdrowiej dla siebie.  Dziś wiem, że kiedy pewnych rzeczy nie da się odwrócić, nie ma sensu ich wypierać, zakopywać. To i tak kiedyś w życiu wróci, ale ze zdwojoną siłą. Trzeba więc rozliczyć się z tego, właśnie ze sobą przede wszystkim.

Czym dla Ciebie jest dziś ta strata?

Porażką była nie tyle sensie finansowym, co raczej karą za nieodrobione lekcje. Za nadmierny optymizm, za przesadną wiarę w swoje możliwości, a może i za pychę, za niewystarczającą uprzednio konfrontację teorii z praktyką. Miałem przynajmniej jakieś przygotowanie teoretyczne i co nieco praktyki z rynku akcji, ale przeniesienie tych nawyków na szybki, lewarowany rynek walut zaskoczyło mnie. To był nokautujący sierpowy, potem długi czas wchodziłem nawet na wznoszącą, ale rynek bez kierunku coraz bardziej mnie zabijał i przestałem nadążać zarówno z wychodzeniem z tego dołka, jak i z ukrywaniem w domu niewygodnej prawdy. A przy tym nie mogłem sobie pozwolić, by te trucizny przeszkadzały mi w wykonywaniu zawodu. Odcięcie się od rachunku przyszło dość gładko i póki co nie było pokus. Odbywam rekonwalescencję (uśmiech).

Wyłączenie się z gry nie jest zwykle takie proste. Przegrywający często znajdują nowe środki na kontynuację. Co samo w sobie nie jest złe, bo tylko praktyką można wskoczyć na nowe poziomy zaawansowania. Gorzej gdy za te pieniądze robi się wciąż te same błędy.

Dokładnie jest jak mówisz. Problemem jest w zasadzie nie tylko brak postępów i karmienie złudzeń, ale powolne uzależnianie się od tej dawki ryzyka, adrenaliny, dopaminy. A samo uzależnienie nie bierze się tylko z tego, że to forex i pieniądze. Często stoją za tym inne, niezaspokojone potrzeby, których sobie nawet nie uświadamiamy. I źle postawione cele. Jak Cię ktoś zapyta „po co to robisz?”, to gotowa odpowiedź zwykle jest ta sama: dla pieniędzy. Ale w tle kołaczą się inne motywy. Jakieś potrzeby silnych doznań, brak samorealizacji w życiu, brak sensownych celów i tak dalej. Do tego jest potrzebny rachunek sumienia, ale najczęściej jesteśmy zbyt słabi by sami go rzetelnie zrobić. Dlatego usilnie i nieustannie w takich granicznych sytuacjach polecam kontakt z psychologiem czy psychoterapeutą.

Tym bardziej, że taki rodzaj terapii przestał się w końcu kojarzyć z wariatami, delikatnie rzecz ujmując. A nawet przyszła na to moda.

Można dostać skierowanie na fundusz. Są też darmowe poradnie zdrowia psychicznego. Są fundacje i stowarzyszenia. Są i poradnie leczenia z uzależnień od hazardu. Ja co prawda wykosztowałem się na prywatne konsultacje, ale to był jeden z najlepszych wydatków w moim życiu. Załatwiłem bowiem kilka nierozwiązanych spraw za jednym zamachem. Naprawdę nie ma się co krygować, choć dla wielu zawiedzionych inwestorów to zbyt duży kaliber. Wielu pewnie będzie potrafiło wylizać rany samemu. Może gorzej, że stanie się to przez drogę nadmiernej konsumpcji używek czy spadku sił życiowych, ale to i tak hartuje. Przy okazji dowiadujemy się o sobie wielu rzeczy, których nie widać na co dzień w lustrze. Uzdrawiające w pewnym sensie, jeśli tylko potrafi się konfrontować ze swoimi myślami. To jest zwykle klucz do lepszego siebie.

Zmierzamy do emocji ponownie, tematu rzeki. Już nie na dzisiejszą rozmowę. Powiedz tylko w dwóch zdaniach jak ty sobie z nimi poradziłeś?

Na pewnym podstawowym poziomie miałem wiedzę o tym, jak radzić sobie z emocjonalnymi huśtawkami. Psycholog pomógł mi to wzmocnić. To się przydaje na całe życie, bo tego ani w szkole ani w domu zwykle nie nauczą. A szkoda… W moim przypadku to kwestia medytacji, ćwiczyłem przez lata sztuki walki i to dziś procentuje. Może nie jestem w tym mistrzem, ale potrafię się wewnętrznie uspokoić i przebić z logicznym myśleniem.

OK, podpowiedz jeszcze jak pozbyłeś się strat, bo to jest jak najbardziej możliwe w pewnych warunkach.

No właśnie. Zapominamy czasem, że straty można odpisać od innych zysków z działalności inwestycyjnej! Przez 5 kolejnych lat po ich powstaniu. U mnie była to kwestia zysków z rynku akcji. Udało mi się większość mojej straty z walut odpisać w PITach w ten właśnie sposób i robię to nadal. Nie zapłaciłem więc podatków z rozliczeń rocznych odpisując te straty, tym samym niejakoby odzyskałem je. Trzeba o tym pamiętać. Wielu inwestorów ukrywa ten fakt przed fiskusem, zupełnie niepotrzebnie i niezgodnie zresztą z prawem. A to przecież bardzo dobry pomysł na rehabilitację. Trzeba jednak pamiętać, że nie można strat odpisać od zysków z funduszy inwestycyjnych, które są rozliczane w nieco innej formule.

Sugerujesz całkowity post inwestycyjny na dłużej?

Moim zdaniem potrzeba nieco czasu na złapanie równowagi i przemyślenie. A może i na naukę nowych umiejętności. Sam zresztą jak widzisz próbuję jak najbardziej profesjonalnie znaleźć błędy w swoich decyzjach i strategiach. Uważam, że najgorsza jest ucieczka od inwestowania na zawsze i nieustanne wylewanie żali. To nie jest rozwijające, to zawsze będzie tłumić i przytłaczać. Nie tędy droga. To tak jakby dostać bez żadnego przygotowania możliwość operacji czyjegoś serca, która się nie uda, a potem złorzeczyć szpitalowi i przeklinać personel za wszystko. Nie da się zawsze żyć na kredyt i poczucie winy spychać na innych. To nawet niemęskie jest, nie ujmując nic paniom. Kiedy spalimy ciasto w piekarniku, zwykle próbujemy dojść dlaczego i naprawiamy błąd. Dlaczego nie zrobić tak z inwestowaniem? Ale wiem, że do tego trzeba siły, która być może przyjdzie z czasem. No i dobrego prowadzenia. A z tym jest gorzej. Internet to jednak spory śmietnik w zakresie ‘dobrych rad’ zarobkowania na giełdzie. Jeśli możecie, zróbcie i z tym kiedyś porządek (śmiech).

Staramy się na bieżąco. A rozumiem, że nie trafiłeś na dobrą literaturę w temacie „jak wyjść ze strat bez rujnowania sobie życia” ?

Cóż, większość poradników to niestety tak zwana pop psychologia i motywacyjne bla, bla. To może dobre, żeby zaróżowiły się okulary i świat przestał razić szpetotą. Ale nie trafiłem na nic sensownego, co przeprowadzi Cię realnie przez proces wyjścia z dołka i realne dojrzewanie. Być może jednak to ja miałem pecha ze znalezieniem po prostu. Trafiłem na książki, ale w języku angielskim i to w dość hermetycznym narzeczu. Nie chcę jednak udawać eksperta od literatury. Dość powiedzieć, że brak podręcznika celującego w nasz konkretnie przypadek, związany z giełdą.

Radź więc, radź…

Najbardziej chyba dojmujące jest bardzo niskie poczucie własnej wartości. To nieco sztuczny wytwór myślowy, ale upierdliwy. Czasami niestety mnie dopadało. Dla mnie odskocznią była praca zawodowa. Wtedy właśnie wspinałem się na wyżyny własnych możliwości, żeby udowodnić sobie, że w życiu często zdarzają się jakieś potknięcia, a zawsze mamy w zanadrzu jakieś inne źródła sił witalnych.

Poza tym warto wówczas otaczać się rzeczami w każdej mierze estetycznymi. I dobrym ubiorem, i otoczeniem, kulturą, muzyką, wyjść do ciekawych ludzi. Piwo w gaciach przed telewizorem nie jest terapeutyczne pod tym względem. Niskie poczucie odbiera energię, ale jeśli ma się aspirację zostania człowiekiem sukcesu, obojętnie w czym, a już w inwestowaniu w szczególności, nie można tak po prostu zdziadzieć!

Wcześniej mówiłem o kotwicach, czyli zapleczu, które zawsze będzie źródłem oparcia. To pewnie banał, ale w takiej chwili okazują się one niezbędne. Przyjaciel, rodzina, pasje i tak dalej. Ale bez zbudowania sobie takich pleców trudno w ogóle myśleć o zdobywaniu świata. Tylko zdrowe relacje prowadzą do zdrowej ewolucji, do sukcesów.

Natomiast jakiekolwiek pasje są ważne w szczególnym momencie, gdy do tego wszystkiego wkrada się uzależnienie, hazard mówiąc wprost. Mam znajomego, który wpadł nałogowo w gry on-line, szczególnie poker. Posypało mu się życie. Kiedyś mi się przyznał, że jedna rzecz szczególnie dotkliwie dała mu się we znaki. Kiedy bowiem próbujesz zerwać z tego rodzaju nałogiem, koniecznie potrzebne jest coś, co skutecznie zajmuje czas i myśli w zamian. Pasje bywają właśnie dobrą odtrutką. On nie potrafił znaleźć sobie miejsca, bo nigdy nic specjalnie go nie zajmowało. Punktem przełomowym było właśnie odszukanie w sobie pociągu do narciarstwa, które nigdy wcześniej go nie pociągało.

Z takich szczegółów składa się cały proces dochodzenia do równowagi. Nie sposób wymienić wszystkiego w krótkiej rozmowie.

Miło nam się rozmawia, ale czas jest nieubłagalny. Bardzo Ci dziękuję za wszystko. Myślę, że dobrze się stało, że wywołaliśmy przynajmniej ten temat. Dzięki Tobie doceniam jego wagę. Postaram się może w przyszłości rozszerzyć go i uporządkować, więc pewnie będzie jeszcze okazja sięgnąć do Ciebie po te szczegóły. Tymczasem życzę Ci jak najwięcej pomyślności w odnajdywaniu swojej drogi do skutecznego inwestowania.

—kat–

[Głosów:5    Średnia:3.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *