Zapisu mojej rozmowy ciąg dalszy i kilka praktycznych w niej wniosków.

Kat: Czas ucieka, więc wróćmy może do listy „błędów i wypaczeń”, którą układaliśmy przeglądając Twoje transakcje. Skoro gorąco bronisz swoich analiz, to ja zwrócę Ci uwagę na pierwszą rzecz, o którą Cię zresztą pytałem, czyli o sposób realizacji zysków. Nie pokrywają one strat. Moim zdaniem są za szybko realizowane w porównaniu do całości ruchów rynku. Czasem kończą się w trakcie silnego ruchu. To typowa awersja do ryzyka po stronie zysków. Ciekawi mnie jak kwestia realizacji stopów wpasowuje się w Twoje analizy, które są jak twierdzisz sednem podejmowanych decyzji?

Krzysztof: Przyznaję, że to akurat wymagałoby pewnej poprawy. Choć z samej trafności jestem w sumie zadowolony. Jak wygląda zamykanie zysków w porównaniu do analiz? Hmmm… Trudno mi jednoznacznie ocenić, ale wydaje mi się jednak, że w dużej mierze oddają to, co wskazują analizy. Dużo ostrzejszym punktem zapalnym są straty, które pewnie rozmijają się z analizami dużo bardziej. I to od tej strony musiałbym popracować dużo mocniej.

Czekaj, czekaj. Dojdziemy do tego. Próbuję najpierw zrozumieć dlaczego nagle zamykasz transakcje w środku trendu? Jak twierdzisz ustawiając zlecenie „take profit” z limitem albo od razu tniesz je z ręki. Czy Twoje analizy zawierają jakieś poziomy docelowe zamykania transakcji? Albo inne wskazówki realizacji zysków?  

Bardzo rzadko. To byłoby niecelowe i nazbyt sugestywne. Ponownie decyduje o tym ogląd sytuacji. Jeśli widzę, że rynek osiągnął stan wyczerpania albo sytuacja się zmienia w przeciwnym kierunku, trend dojrzewa do zmiany.

A jakie ramy czasowe obejmują wnioski czy prognozy z Twoich analiz?

Od kilku dni do tygodni. No wiele zależy od stanu rynków czy zmienności, albo zachodzących wydarzeń.

Wiesz, to się nie synchronizuje w takim razie z tym, co ja widziałem w Twoich transakcjach, i co zresztą mi nieco potwierdziłeś. Nie widzę na przykład takiej trwającej tygodniami, chociaż takie trendy zdarzały się czasami.

No tak. Moje transakcje są taką nazwijmy to twórczą interpretacją tych analiz. Analiza wskazuje mi jedynie główny kierunek, jest jakby rusztowaniem w oparciu o które się poruszam. I zgodnie z tym kierunkiem otwieram krótkoterminowe pozycje. Czasem kilkanaście razy w obrębie każdej analizy. Zamykam kiedy czuję, że dany mini ruch się wyczerpuje. Jeśli trwa nadal, to znów otwieram. Czasem odnawiam pozycję jeśli ruch się cofa. Nieustany ruch w interesie, że tak powiem.

Szczerze mówiąc dostrzegam w tym pewną niekonsekwencję. Skoro szukasz swojej szansy na pokonanie rynku w tych swoich analizach, to dlaczego się ich nie trzymasz w realnej grze? Mówiłeś, że masz plan. A przynajmniej te małe transakcje są w nim jakoś zapisane pod względem zasad? Sprawdzone? Policzone statystycznie? Przemyślane pod względem ryzyka? Próbuję znaleźć w tym jakąś konsekwencję, jakiś ład.

Fundamentem planu jest moja analiza. Kiedy mam tak ustawiony kierunek, pojedyncze transakcje intuicyjnie pod to dopasowuję. Dla mnie trzyma się to wszystko kupy.

OK, rozumiem. W sumie logiczne, można i tak. Ale gdzieś się ten plan rozszczelnia skoro powstają straty. A dlaczego po prostu nie rozgrywasz swoich analiz w całości, bez dzielenia ich na wiele mikroruchów? Sprawdzałeś kiedyś skuteczność tych analiz?

Skuteczność? W sensie trafności jest w miarę przyzwoita. W sensie zyskowności, bo pewnie o to ci chodzi, trudno powiedzieć. Nie wszystko da się tam w detalach wyliczyć, to nie są modele matematyczne. Nie inwestuję ściśle według nich, ponieważ widzę w tym problem natury …hmmm… powiedzmy emocjonalnej. Tkwienie w miejscu bez zmian i dopasowań nie tworzy aury, w której potrafię się odnaleźć. Potrzebuję więcej powietrza, więcej ruchu, więcej inwencji. Poza tym zmiana pozycji na przeciwną lub zamknięcie w analizach zabiera czasem sporo cennego czasu. Nie potrafiłbym więc wysiedzieć z pozycją w takiej sytuacji, to strata czasu i punktów. Ostateczny głos przyznaję zawsze swojej intuicji i bieżącemu osądowi, są pewniejsze i szybsze.

Powiem Ci w takim razie jak ja to widzę. Może nie w szczegółach, ale ogólnym zarysie.

Dysponujesz w zasadzie dwiema strategiami, analizą i powiązaną z nią swoją intuicją decyzyjną, które teoretycznie się uzupełniają, a tak naprawdę nie wnosi to chyba za wiele do ostatecznej efektywności. Nie znasz przewagi statystycznej żadnej z nich, a przewaga łączona jest negatywna. Ich zasady nie mają formalnej budowy, więc wiele zależy od twoich umiejętności, i w zasadzie tylko tam można szukać źródeł przewagi. To robi się tylko w jeden sposób – długotrwałym treningiem na żywym rynku. Ewentualnie wprowadzając przy tym bardziej formalne pomoce typu stopy obronne.

Nadal nie wiem jak tę nieosiągalną przewagę osiągnąć…

Jeśli szukasz jej intuicyjnie, bo Ty nie robisz tego matematycznie, sama się pojawi i ją poczujesz. Chyba, że spróbujesz bardziej sformalizować oba swoje podejścia i trochę je potestujesz na historii. Być może trzymanie się samej tylko analizy byłoby skutecznie, ale dostrzegam, że w sensie mentalnym nie jest ona twoim przeznaczeniem. Masz po prostu zbyt żywy temperament i w sumie dobrze, że tego nie lekceważysz. Może spróbuj rozbić analizę na nieco mniejsze okresy i poeksperymentuj z dodaniem poziomów ryzyka. Niekoniecznie zafiksowanych, ale na zasadzie takich punktów orientacyjnych, żeby wiedzieć gdzie ewentualnie wzmożyć uwagę.

Analiza analizy ? Nie wiem czy przez to nie stracę szerszego obrazu.

Ale i tak robisz to. Tylko intuicyjnie. Małe analizy wewnątrz dużej analizy. Poza tym moim zdaniem dużo za dużo miejsca zostawiasz na straty i być może tylko zajęcie się tym właśnie, ale na serio, powinno pomóc.

W jakim sensie za dużo miejsca?

Kasujesz zyski zbyt szybko, bo nie pozwalasz pozycji się rozwinąć. To klasyczna, behawioralne awersja do ryzyka. Tego można się oduczyć, bo impulsywność nie może być wytłumaczeniem wszystkiego. Można to naprawić jednak również od drugiej strony, czyli do tak zorganizowanych szybkich zysków muszą być proporcjonalne straty. U Ciebie nie są. Jeśli się pojawiają, to w znaczącej odległości od punktu wejścia, są że tak powiem „przeciągnięte”. Czy powodem stratnej ewakuacji z rynku jest u Ciebie zawsze zmiana sytuacji, która wypływa z analizy?

W rzeczy samej. Nie stawiam sztucznych stop-lossów. To kłóciłoby się z moim poglądem na rynek. Uwierałoby emocjonalnie jeszcze bardziej.

Cóż, może nie trzeba zmienić poglądów tylko jednak wspomóc samą mechanikę gry takimi stopami. Przynajmniej spróbować. Trzeba przywrócić proporcje między wielkościami i częstością zysków a strat. Nazywam to magicznym „pay off ratio” i to powinno być Twoim świętym zaklęciem, jeszcze przed analizą rynku. Zauważyłem jednak, że dodajesz również dodatkowe pozycje, gdy transakcja tkwi w stratach. Jest jakiś sensowny powód tego uśredniania?

Nie nazwałbym tego uśrednianiem. Jeśli rynek nadal uważam za pozycjonowany we właściwym kierunku, a kursy robią się atrakcyjniejsze względem pierwszego wejścia na pozycję, grzechem byłoby nie wykorzystać takiej okazji.

Problem w tym, że zwiększasz tym samym całkowite ryzyko pozycji. I co gorsza nie masz tego pełnej świadomości. Ruchy przeciwne do kierunku wejścia są często początkiem końca, czyli zmianą trendu. Taka zabawa z powiększaniem zaangażowania ma sens jeśli kontrolujesz całkowite ryzyko, albo nie planujesz użycia stopów wcale, bo czekasz aż rynek się odwrócić. To drugie jest jednak zabójcze na lewarowanych walutach, które potrafią robić długie ruchy w obie strony.

Przyznaję, że czasem po prostu nie wierzę, że trend się odwróci i trzymam pozycję za długo. Z tego się biorą później te nieprzespane noce. A potem zbyt duże ciśnienie emocjonalne.

Założę się, że to potem wychodzi w jakości Twoich analiz. Jakieś próby racjonalizowania, obrony stanowiska, obrony rynku. To kolejny dowód na to, że analizy są dalekie od perfekcji i potrzeba mechanizmu spoza nich, który pomoże kontrolować ryzyko. Właśnie stopy. Potem stopy wchodzą Ci w krew na tyle, że nie potrzebujesz tego typu analiz. Plan gry układa Ci się w głowie sam. Czyste wykresy zaczynają wystarczać by zobaczyć jak działa rynek. Sam przez to kiedyś przechodziłem.

Nie wiem czy starczy mi na to odwagi. Muszę rozumieć co dzieje się na rynku…

OK, być może tkwi w tym rozumieniu Twoja przewaga, ale musisz poprawić kilka tych ‘technicznych’ wspomagaczy, to znaczy w sensie kontroli ryzyka. I dodałbym do tego kontrolę wielkości pozycji. Zauważyłem, że jest bardzo niesymetryczna, odejmuje ci punkty tam, gdzie powinna dodawać. Na początku ostro szermowałeś dużymi pozycjami, a kiedy wchodzisz w straty pozycje są coraz mniejsze. A powinno być odwrotnie! Nie da się tracić na dużych transakcjach, a odrabiać na małych. Tu już zwykła logika się kłania.

Nie będę zaprzeczał. Na początku byłem dość pewien siebie i swoich umiejętności. Kiedy zaczęło zgrzytać, zacząłem czuć nieco strach. Celowo zmniejszałem pozycje, żeby lepiej spać. To już nawet nie była strategia odrabiania, tylko przeżycia, zatrzymania złej passy. Kiedy nakręcają się po tym wszystkim emocje człowiek traci wiele z poczucia swojej sprawczości, swojej wiary i swoich umiejętności. I już tak nie kozaczy. Powiedziałbym, że to jednak emocje są największym zabójcą skuteczności inwestycyjnej. Dzięki tym porażkom przynajmniej nauczyłem się jak z emocjami żyć, ale nie przerobiłem ich jeszcze w sensie realnego inwestowania. Nie było okazji, póki co zbieram doświadczenia w jakichś sensowny ciąg logiczny i deterministyczny. A takie poukładanie z pomocą psychologa to jak dobre wakacje w spa. Dużo więcej chyba widzę dzięki temu.

Nie wchodźmy za głęboko w te emocje tym razem, bo do tego nocy nie starczy. Gdybym miał coś radzić, to swego rodzaju wycenę ich roli w tym, co robisz. Mogę się mylić, ale zobacz: kiedy piszesz swoje analizy, prawdopodobnie potrafisz się w dużej mierze odciąć od emocji, szczególnie tych złych. To byłoby profesjonalne podejście, choć nie zawsze musi się udawać, ale trzeba próbować, bo to przy okazji te emocje kanalizuje, ugładza. Matematyka i logika odcinają od emocji i to jest dobry trik. Natomiast jesteś specyficznym zawodnikiem. Robisz analizy, ale realnie spekulujesz nie za ich pomocą tylko w ich obrębie i w zgodzie z nimi, co jest jakimś pomysłem. Natomiast cała maszyneria emocjonalna zaczyna wariować, gdy kładziesz pieniądze na rynek. Emocje zaburzają intuicję i logiczne myślenie. I to jest normalnie ludzkie. Ale na tym polega trading! I potrzeba czasem naprawdę nawet lat, żeby nauczyć się działać właśnie w warunkach emocji, a nie obok nich, bo to niemożliwe. Nie jest celem wyzbycie się ich, lecz nauka skutecznego działania przy ich towarzystwie. To przychodzi z czasem.

Nie jestem przekonany, że muszę do tego wrócić. Chyba tylko z ciekawości. Natomiast mam teraz spory bagaż doświadczeń, który pozwoli mi może skuteczniej robić same analizy. Przefiltrowanie tego przez praktyczne doświadczanie zmienia spojrzenie. Przynajmniej wyzbyłem się poczucia bycia wiecznym teoretykiem (śmiech). Ja wiem, że to może dziwić, że można mieć aspiracje do bycia dobrym analitykiem i jednocześnie nie potrafić skutecznie według nich inwestować. Można, i wiem dziś, że nie jest to powód do wstydu. Może można robić perfekcyjnie tylko jedno z dwóch, bo łączenie obu wcale nie musi wychodzić na dobre.

Cieszy mnie, że ty to mówisz i ja już nie muszę. Lepiej jak dobry trader robi analizy tylko pod swoje potrzeby, a analityk stara się robić je bardziej obiektywnie, dla wszystkich. To uczciwy podział pracy.

CDN

—kat–

[Głosów:6    Średnia:2.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *