Dyskusje prowadzące do strat

Być może to tylko moje mylne wrażenie, ale nasze ‘narodowe’ fora dyskusyjne o tematyce giełdowej najlepsze lata mają jakby za sobą.

I dodałbym w takiej chwili, że to dobra wiadomość, a być może niejeden Czytelnik zgodzi się z tym po lekturze poniższego wpisu. Chciałbym w nim pokazać jak nauka zbadała szkodliwość działania portali dyskusyjnych na portfele giełdowe sporej części ich uczestników.

Konkretnie chodzi o świeżutką jeszcze pracęEcho chambers in investment discussion boards” (Tang, Liu, McQueen, Counts, Jain, Zheng, Zhao/ 2017). Tytuł w tłumaczeniu na polski: „Komora pogłosowa na inwestycyjnych grupach dyskusyjnych”. Użycie w tym kontekście zwrotu ‘komora pogłosowa’ oznacza, że poglądy wygłaszane na tych forach mają samowzmacniający się charakter, niczym pogłos tworzony przez echo, i zaraz się przekonamy jak działa to w praktyce.

Autorzy ściągnęli i przebadali 34 miliony wiadomości (postów) zamieszczonych od 2000 roku na dwóch tego typu forach: Yahoo Stock Message Boards oraz InvestorHub (iHub). Łącznie przeczesali 13.000 dyskusji, skupionych w zasadzie tylko na akcjach giełdowych i pozagiełdowych. Ich celem było sprawdzenie jaką wiedzę te dyskusje oferują i jak mogą wpływać na wyniki inwestycyjne dyskutantów.  Wnioski niestety nie są w żadnej mierze pozytywne.

Co ciekawe, jako narzędzia użyto samouczącego się programu, którego celem było rozpoznanie przede wszystkim nastrojów jakie niosły za sobą poszczególne posty w dyskusjach. Część z nich piszący sami etykietowali jako ‘kup’ czy ‘sprzedaj’, resztę trzeba było zaklasyfikować w ten sam sposób, aby móc odczytać nastawienie dyskutujących co do wartości i przyszłego zachowania spółek. W tym celu program ‘nakarmiono’ przykładami i specyficznymi słowami, tak by mógł ocenić precyzyjnie nastroje piszących. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że znacząca część badanych postów miała pozytywny, a więc prowzrostowy charakter. W dalszej części porównano uzyskane wyniki do historycznych zmian cen odpowiadających im akcji oraz przeliczono korelacje.

A oto i rezultaty tych badań w kilku punktach:

1. Nastroje, wnioski, prognozy, oceny rynku i innego rodzaju produkty wynikające z tych dyskusji wypadają dość ubogo w kontekście przydatności do zyskownego zainwestowania. To nieco ponura konkluzja biorąc pod uwagę, że przecież te fora mają pomagać uczestnikom i obserwatorom w podejmowaniu lepszych i zyskowniejszych decyzji.

Ponieważ wszystkim analizowanym postom przyporządkowano odpowiadający im nastrój w formie zerojedynkowej (kup-sprzedaj), więc można było poszukać korelacji tej twórczości z przyszłymi kursami akcji. Okazuje się, że współczynnik korelacji wyniósł… zero! Co oznacza, że oceny inwestorów nie korelowały się w najmniejszym nawet stopniu z tym, co działo się z cenami akcji. Co w sumie jest jakimś tam pocieszeniem kiedy pomyśli się, że mogło przecież dojść do korelacji odwrotnej. Oczywiście te statystyki nie są perfekcyjne, a dotyczą bardzo krótkich terminów.

Przy tym uczestnicy tych dyskusji są zdecydowanie częściej optymistyczni, bez względu na to, czy akcje idą w górę czy w dół! A największą uwagę przyciągają oczywiście spółki najbardziej ryzykowne, które postrzega się jako najzyskowniejsze okazje, głównie ze względu na ich zmienność, zapominając, że to oznacza jednocześnie największe straty przy dekoniunkturze. Co ciekawe, dużo lepiej w tym kontekście wypadają spółki, którym na forach poświęca się najmniej uwagi, i w tym przypadku autorzy odkryli jednak pewną niewielką dodatnią korelację między ocenami piszących o nich, a przyszłymi zmianami cen.

Pokuszono się nawet o pewne symulacje strategii układanych na podstawie rekomendacji zawartych w tych dyskusjach. Również one nie były perfekcyjne, ale obliczono szacunkowo, że w przypadku ok. 60-70% inwestorów, którzy korzystają z tych porad, znacznie lepszym finansowo rozwiązaniem byłoby po prostu totalnie pasywne inwestowanie (np. w indeks).

2. Owe dyskusje i wnioski z nich płynące często rozmijały się z informacjami z rynku, których w zasadzie nie przyjmowano do wiadomości.

To w zasadzie wyjaśnia sporą część słabej jakości ocen i decyzji płynących z tych publicznych konwersacji. Złe informacje były brane za dobrą monetę, skoro dominował optymizm. Realizm został zastąpiony nie do końca racjonalnymi marzeniami.

3. Opór dla różnorodności.

Zasadnicze nastroje i oceny pochodziły w dużej większości spod palców dość nieznacznej liczby dominujących użytkowników forów, co ograniczało paletę wszystkich możliwych punktów widzenia. Negatywne punkty widzenia innych najczęściej były przy tym sekowane, a inwestorzy o odmiennym punkcie widzenia piętnowani i etykietowani w dość niewybredny sposób. Autorzy zresztą wyliczają najczęściej wymieniane w takiej sytuacji słowa, a potem zliczają je i oceniają, że generują one największy ruch w komentarzach (3-4 większy niż średnia). To nie sprzyja jakości dyskusji oczywiście.

Udało się nawet wyliczyć w procentach udział i rolę poszczególnych piszących:

0,09% z nich to Liderzy – nie za często odpowiadają lub inicjują wątki, ale jeśli już to robią, skupiają na sobie największą uwagę

1,66% to tzw. Super użytkownicy – aktywni w inicjacji wątków i odpowiadaniu

0,14% to Ignorowani – zwykle spamerzy, którzy poza słowem „kupuj” nie mieli nic więcej do powiedzenia

61,8% to Obserwatorzy – uczestniczący w dyskusjach, ale reagujący z dużym opóźnieniem

36,3% to Reagujący – aktywnie i szybko odpowiadający na wątki w dyskusjach.

Posty Liderów i Super użytkowników okazują się być najbardziej negatywne w treści, w kolejnych grupach szybko zamieniano je jednak w optymizm. Istnieje jeszcze mała grupa nie brana pod uwagę – to ci, którzy wymykają się wzorcom komunikacji, ale za to oznaczających się najbardziej negatywnym nastrojem co do wartości spółek i ci byli najbardziej sekowani.

4. Im więcej postów w danych wątku o spółce, tym większe obroty i zmienność na parkiecie.

A więc jednak ma to realne przełożenie na giełdę i korelacja jest wyraźna. Cóż, głównie jednak wpływa to na produkcję szumu.

Indywidualni inwestorzy nazywani są w literaturze „noise traders”, i choć w dosłownym tłumaczeniu oznacza to „tradujący w oparciu o szum”, w naukowym znaczeniu oznacza to raczej inwestorów mających niedoskonałe i nieracjonalne oczekiwania. Wspólnie działając na forach dyskusyjnych powodują wzmocnienie tych „szumów” na zasadzie echa. Co ciekawe, uczestnicy tym bardziej angażują się w te dyskusje im większa zgodność poglądów między nimi. Takie spijanie sobie z dzióbków nie prowadzi jednak wcale do poprawy skuteczności i zyskowności. Prowadzi natomiast do wzrostu aktywności na parkiecie, chociaż często z niewielkim odniesieniem do tego, co naprawdę się tam dzieje. Dyskutujący nawzajem się nakręcają emocjonalnie, ale trudno winić kogokolwiek za takie stadne działania, od tysiącleci mamy tendencję do poszukiwania społeczności, w której czujemy się bezpieczniej, i która nad docenia, a przy tym zapewnia dopływ informacji, choć jakże bardzo dalekiej od perfekcji w tym przypadku…

Na finał autorzy (chwała im za to!) sugerują na podstawie tych informacji całkiem racjonalne usprawnienia:

– dyskutanci o przeciwnym punkcie widzenia powinni być doceniani, nie sekowani, to oni wzmacniają ewentualną efektywność tych dyskusji (tzw. Wisdom of crowds),

– wszystkie nowe informacje powinny być skrupulatnie przedyskutowane zamiast ignorowane (np. programowo wplatane między postami),

– przeszłe oceny i nastroje powinny być ocenianie po czasie, tak by błędy stawały się wyraźne i pouczające, ale bez wydrapywania sobie oczu, w tym biznesie nie istnieje nieomylność;

–kat–

 

[Głosów:7    Średnia:4.9/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *