Ostatnie sesje na rynkach akcji wprowadziły nieco zamieszania w optymizmie inwestorów. Najgorsze sesje od wyborów prezydenckich w USA rozlały się wątpliwościami po świecie, ale spadki więcej mają wspólnego z przesadnym optymizmem rynków niż kondycją globalnej gospodarki. Wszystko bowiem wskazuje na to, iż właśnie obserwujemy prawdziwe zakończenie pokryzysowego układu sił w globalnej gospodarce.

Zeszłotygodniowe wydanie tygodnika The Economist miało jedną z bardziej optymistycznych okładek ostatnich tygodni. Brytyjski tygodnik, który słynie z powściągliwości, poświęcił kondycji światowej gospodarki sporo miejsca odnotowując, iż pierwszy raz od 2010 roku najważniejsze gospodarki światowej ekonomii notują solidarne wzrosty. Deflacyjne obawy zostały zastąpione spoglądaniem w stronę inflacji i obawami przed zmianą w polityce banków centralnych. W istocie strach przed zbyt agresywną polityką monetarną zaczyna zmieniać się w spokojne pytanie, kiedy Fed – a z czasem inne banki centralne – zaczną redukować swoje zaangażowanie na rynku długu.

Nie ma wątpliwości, iż po 2008 roku banki centralne były samotnymi rycerzami w walce z zapaścią. Polityka była i pozostała dysfunkcjonalna. W finale społeczeństwa dały porwać się populistycznej bandzie, która przelała się przez najbardziej zasłużone dla demokracji społeczeństwa. Fali populizmu nie oparły się pomniki demokracji, jak Wielka Brytania i USA. Poddało się jej południe Europy, gdzie komedianci i liderzy marginalnych partyjek zaczęli rozpychać się w ławach parlamentarnych. Nie brakło również przykładów w naszej części Europy, ale pielęgnując nasz sukces blogowy w omijaniu polityki pominiemy ten fragment milczeniem.

Czas zatem zadać pytanie: może właśnie dotarliśmy do punktu, w którym kończy się pokryzysowy świat i zaczyna budować coś nowego? Zapewne różnej maści zawodowi pesymiści, którzy do blisko 10 lat z uporem maniaków powtarzali, iż działania banków centralnych nie mają sensu, zaczną przestawiać się teraz na nowe „a nie mówiłem” i będą straszyli wielką inflacją. Wyprzedzając zbiór kolejnych jęków odnotujmy, iż w obecnym modelu bankowości centralnej nie brakuje narzędzi do walki z inflacją, więc ciągle warto ostrożnie podchodzić do kolejnych czarnych prognoz.

Zasadnym wydaje się założenie, iż jako świat jesteśmy blisko punktu, w którym całość globalnej ekonomii ulegnie normalizacji. Potrzebujemy kilku kwartałów w miarę spokojnego wzrostu, który pozwoli zmienić politykę banków centralnych na standardową i wówczas kolejna recesja nie będzie już tak groźna. Naprawdę gra toczy się dziś o to, żeby w kolejnych dwóch latach banki centralne ustabilizowały inflację, znormalizowały politykę monetarną – przez co należy rozumieć nie tylko porzucenie polityk ZIRP i NIRP, ale również wygaszenie masowej obecności na rynku długu – i wróciły do swoich normalnych pozycji w gospodarce.

Paradoks polega na tym – co doskonale odnotowuje The Economist – iż cykl gospodarczy rozjechał się z cyklem politycznym. Kiedy światowa gospodarka wreszcie oparła się na swoich głównych filarach, społeczeństwa postanowiły zafundować sobie populistyczną falę, która zagraża ożywieniu gospodarczemu. Politycy, z których większość dała poznać się jako analfabeci ekonomiczni, są dziś największym zagrożeniem dla ostatecznego pogrzebania pokryzysowego świata. Oczywiście spekulacyjnie nastawionych graczy interesowałby raczej kolejny kryzys, na którym da się zarobić, ale całej reszcie przydałoby się kilka lat banalnej nudy.

[Głosów:16    Średnia:3.6/5]

18 Komentarzy

  1. Kornik

    "Mękolę, więc jestem"

    Tak, nie ma żadnych wątpliwości, że z kryzysu wydobyliśmy się nie ciężką pracą milionów zwykłych ludzi, nie inwencją odkrywców (rewolucja łupkowa, internetowa, itp.) – nie poprzez nałożenie regulacyjnego kagańca na głowy rozbestwionych anarchistów w białych kołnierzykach, lecz tytanicznym wysiłkiem banksterów, którzy w pocie czoła od dziesięciu lat dzień i noc skrobią monetę…

  2. Adam Stańczak

    @ Kornik

    Ahh – dawno już nie słyszałem pojęcia bankstera. Zatęskniłem.

    1. _dorota

      Jeżeli o sprawcy (zresztą bezkarnym) już nawet nie wypada mówić, to mamy do czynienia ze zbrodnią doskonałą 🙂

    2. Kornik

      Ach, bo gdy się używa takich wyrażeń, jak – cytuję – "komedianci", "różnej maści zawodowi pesymiści", "z uporem maniaków", "zbiór kolejnych jęków"… – gdy ktoś nazywa rycerzami łobuzów, którzy przez ostatnie lata zajmowali się głównie przerzucaniem kosztów błędów jednych (swoich kolegów po fachu), na barki drugich (całe społeczeństwo)… – gdy o faktycznych bohaterach (tym społeczeństwie) się milczy, a często gęsto traktuje się ich, jak bezrozumną tłuszczę, która nie ma bladego pojęcia o niczym, a zwłaszcza o finansach… – to co bardziej wyrywni przedstawiciele tej "ciemnej masy", mogą się zebrać na wspominki i przypomnieć sobie te i tym podobne wulgaryzmy, aby dać szanownemu ekspertowi należytą odpowiedź…

      Pozdrawiam.

  3. Adam Stańczak

    @ _dorota

    Chyba gdzieś się zgubiłem – jeśli dobrze rozumiałem ludową ideę bankstera, to odnosiła się raczej do banków inwestycyjnych i częściowo innych. Banki centralne raczej były po za pulą. Chyba, że ludowa "wiedza" o systemie bankowym pozwoliła po drodze włączyć do puli również banki centralne. W sumie nie byłoby się czemu dziwić. Wszak w polskim sejmie jeden z posłów smagał kiedyś NBP statusem Banku Światowego domagając się takiej samej polityki od bank centralnego, jaką podejmuje Bank Światowy.

    1. _dorota

      1. Argument "ludowości" jest sprytny, bo pozwala odziać interlokutora w łapcie z łyka (i po dyskusji właściwie).
      2. Jeżeli sekwencję wydarzeń opiszemy (niezwykle skrótowo) tak, że to banki centralne zasypały podażą pieniądza dziurę po derywatach wygenerowanych przez banki inwestycyjne – to w tym sensie można system bankowy postrzegać jako całość. I chyba tak to funkcjonuje w opinii publicznej, i chyba trafnie.

  4. Adam Stańczak

    @ _dorota

    Nie pamiętam komu przypisuje się zdanie, że "wszystko można powiedzieć prosto, ale nie prościej", ale w przypadku ostatniego kryzysu jest wyjątkowo aktualne. Epitet bankstera jest naprawdę prostacki i więcej mówi o osobach, które używają całkowicie pustego znaczeniowo pojęcia niż o naturze kryzysu. W systemowej analizie nie ma miejsca na pojęcie bankstera. To jest pojęcie z internetowego magla, gdzie każdy zna się na wszystkim, a po 2008 roku zaczął się znać na systemie bankowym, jak na dietach, sporcie i gotowaniu. I właśnie dlatego – a nie z powodu takich, czy innych regulacji – kiedyś w przyszłości dojdzie do kolejnego kryzysu na miarę tego z 2008 roku.

    1. _dorota

      Jest mnóstwo artykułów na temat dokonań prominentnych bankierów (również centralnych). Pierwszym, który mi się przypomniał jest art. Huberta Kozieła publikowany w Parkiecie w 2011 "Suma wszystkich przekrętów na Wall Street".

      Jeżeli zestawimy straty, które wygenerowali ci dżentelmeni (a które musiały być pokryte przez podatników) z ich absolutnym cynizmem, to neologizm "bankster" możliwy jest do obrony. Przyznaję jednak, że brzmi w nim bezsilna wściekłość. Jeśli przyjmiemy, że bezsilna wściekłość ofiary wobec przestępcy dyskredytuje…ofiarę, to jest rzeczywiście dyskredytujące.

      W samym zresztą pojęciu "internetowego magla" słychać pogardę znawcy, który odmawia mniej edukowanej publice zdolności osądu. Zachowywałabym ostrożność z takimi ocenami, czasem są nieuprawnione.

  5. Adam Stańczak

    @ _dorota

    > odmawia mniej edukowanej publice zdolności osądu

    Nie rozumiem, co miałoby być złego w odmówieniu prawa osądu osobom, kiedy po kilku słowach widzisz, że nie mają zielonego pojęcia, o czym mówią? To jest właśnie część problemu dzisiejszego świata. Znaleźliśmy się w punkcie, gdzie internetowe mędrki i oceniają świat na bazie mniemań i treści, które znają tylko z internetu. Autorytetami stali się tancerze, kucharze i celebryci. Ekspertów, którzy mówią, że problem jest złożony zakrzykuje się prostymi receptami – i chwytliwymi, jak słowo bankster – ale o zerowym fundamencie w badaniach akademickich na dany temat. Sensacjonalizm zastępuje analizę.

    Dla jasności, to nie jest nic nowego na świecie. Większość tych mędrków nie wie, że w pewnym sensie powiela trendy i modele znane z historii. Pozwól, że zacytuję ci fragment książki Stephena Greenblatta The Swerve – wydali w Polsce, jako Zwrot, jak zaczął się Renesans – ale ja mam wersję angielską. Greenblatt analizując znikanie książek i czytelnictwa w historii przywołuje w pewnym momencie oceny historyka Ammianusa Marcellinusa, który dokumentował finalne lata świata rzymskiego i pisze tak:

    Romans had virtually abandoned serious reading… as the empire slowly crumbled, was a loss of cultural moorings, a descent into febrile triviality. "In place of the philosopher the singer is called in, and in place of the orator the teacher of stagecraft, and while the libraries are shut up forever like tombs, water-organs are manufactured and lyres as large as carriages". Moreover, he noted sourly, people were driving their chariots at lunatic speed through the crowded streets.

    1. _dorota

      A więc cywilizacje chorują z podobnymi objawami (dzięki za wskazanie ciekawej książki).

      Rozmawiamy jednak tak naprawdę o istnieniu (lub nie) opinii publicznej zdolnej ocenić świat dookoła niej. Rzeczywiście – internet jest bardzo parszywą agorą (bo całkowicie powszechną) – ale: 1. istnieją w nim miejsca wartościowe (w tej chwili też jesteśmy częścią sieci) i 2. nie da się sprowadzić opinii publicznej do "internetowych głupków". Z takiego nieuprawnionego zawężenia mogą Ci wyjść wnioski wyłącznie fałszywe.

      Skoro więc opinia publiczna nie składa się tylko z wielbicieli pieśniarzy w zbyt szybkich rydwanach, to możliwa jest dyskusja o ostatnim kryzysie, krytyczna.

  6. Kornik

    Odrzuć na chwilę ten belferski ton, ponieważ przynajmniej na mnie nie robi on żadnego wrażenia, ponieważ nie jestem biednym studentem, który drży o zaliczenie przed obliczem Wszechwiedzącego, który znany jest z tego, że ma bogaty księgozbiór, jeszcze więcej czyta, ale poza tym niewiele "kuma", a jeszcze mniej potrafi wytłumaczyć.

    Odnieś się do meritum. Może przypomnę: Ty masz pewność co do tego, kto i co nas wyciągnęło z ostatniej zapaści, a ja sypię wątpliwościami, bo jeśli mamy się trzymać rzetelności naukowej, a nie uprawiać intelektualne kibolstwo, które jest niczym innym, tylko przeciwną stroną politycznej demagogii, to należy – cytuję – "ujawnić szczegóły, które mogłyby podważyć waszą interpretację, o ile je znacie. Jeżeli nasuwają wam się choćby najdrobniejsze wątpliwości, musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby je wyjaśnić. Na przykład, kiedy tworzycie teorię i przygotowujecie ją do publikacji, musicie podać wszystkie fakty, które są z nią NIEZGODNE, nie tylko te zgodne. Istnieje także pewna subtelniejsza kwestia. Jeśli stworzyliście jakąś skomplikowaną, wieloelementową teorię, to kiedy wyliczacie, co się z tą teorią zgadza, musicie zadbać o to, żeby zgadzało się z nią coś więcej niż tylko te fakty, które wam tę teorię nasunęły; musicie wykazać, że do gotowej teorii pasują także inne zjawiska. Podsumowując – chodzi o to, żeby postarać się podać WSZYSTKIE informacje, które mogłyby pomóc innym w ocenie waszej pracy, a nie tylko te informacje, które prowadzą do określonych wniosków."

  7. Adam Stańczak

    @ kornik

    W wolnej chwili polecam ideę Brzytwa Ockhama.

  8. Adam Stańczak

    @ _dorota

    Ale poważna dyskusja o ostatnim kryzysie zawiera min. pytania o regułę Taylora czy wpływie shadow bankingu na kreowanie pieniądza poza kontrolą banku centralnego, a nie nad ideą bankstera. Tylko dyskusja na ten temat wymaga liczb i lektur, a idea bankstera wymaga… internetowej odwagi podlanej ignorancją.

    Idea bankstera jest figurą całkowicie zbędną w namyśle nad kryzysem, który miał charakter systemowy. Kryzysy bankowe XIX wieku w USA miały miejsce zanim powołano Fed do życia i wówczas nie można było mówić o żadnym sojuszu banksterów centralnych z banksterami niecentralnymi, upublicznianiem strat i całego tego bełkotu, który pojawił się w internecie po 2008 roku.

    Figura bankstera to urban legend, ale też dobry papierek lakmusowy mierzący poziom ignorancji. Kiedy posługują się nim ludzie, którzy nie mają obowiązku wiedzieć, jak zbudowany jest system bankowy, to można wyjaśnić postawy uskrzydleniem przez ignorancję. Ludzie, którzy mają obowiązek wiedzieć uprawiają demagogię dla własnych korzyści.

    1. _dorota

      "Idea bankstera jest figurą całkowicie zbędną w namyśle nad kryzysem, który miał charakter systemowy".
      System finansowy to nie jest górotwór: system ktoś wykreował. A pytanie qui prodest daje odpowiedź jasną.

      "Figura bankstera to urban legend, ale też dobry papierek lakmusowy mierzący poziom ignorancji."
      Figura bankstera to – nacechowany emocjonalnie (można dyskutować, czy to potrzebne) – opis rzeczywistości.

      Opis takich np. karier zawodowych:
      https://en.wikipedia.org/wiki/Petros_Christodoulou

  9. Kornik

    Dążyc do prostoty. Okej, czyli swiat zostal uratowany orzez bankierow. Czy to aby nie nazbyt prosta(cka) odpowiedz?

    Ale zanim zadam pytanie uscislajace, drobna uwaga w kwestii prawa do osadu przez tlum niewyksztalconych.

    Otoz, decyzje bankierow niewatpliwie wplywaja na poziom i jakosc zycia milionow, wiec chocby nie wiem jak sie to bankierom nie podobalo – chocby ci bankierzy zdolaki kupic sobie u sprzedajnych politykow taka ustawe, ktora nakazuje mowic o bankierach dobrze albo wcale, a nawet penalizowac krytyke bankiera jako mowe nienawisci… – geby ludziom nie zatkaja.

    Ten tlum musi kazdego dnia podejmowac dziesiatki decyzji ekonomicznych, wiec czyni to z nich zwierzeta polityczne – beda oceniac, beda sadzic i beda wybierac. I nie ulekna sie strofowan ani szykan – nie wazne – BC to, czy KC…

    I dochodzimy do pytania: zalozmy przez chwile, ze masz racje i to dzielni bankierzy wyciagneli swiat z kryzysu. Czy to oznacza, ze ostatnia zapasc udowodnila wyzszosc centralnego planowania nad wolnym rynkiem?

    Ps. Dorota, ciemna masa dziekuje za wsparcie. Pozdrawiam. 🙂

  10. Adam Stańczak

    @ _dorota

    Publiczny opis systemu bankowego jest opisem systemu przez pryzmat patologii. Krasowski, którego nie lubisz, a który jest wart czytania, ładnie kiedyś metaforycznie opisał akt założycielski jednej z partii politycznych w Polsce, którą powołano na wyobrażeniu strażnika więziennego o kondycji państwa wykreowanej na bazie doświadczeń zawodowych owego strażnika (specjalnie pomijam nazwę, bo nie chcę wprowadzać lokalnych wątków politycznych). Reszta była marketingiem politycznym.

    Wizja bankiera w społeczeństwie jest taka, że są to tłuste koty, które żywią się krwią małych, ciężko pracujących ludzi. Kiedy jednak spytasz większość z nich, czy Pani, która obsługuje ich w okienku mieści się w tym opisie, to zaczną się jąkać. Im bardziej będziesz dawała konkretne przykłady, tym mniej będzie tam tłustych kotów i coraz więcej hipokryzji samych klientów banków. W Londynie system bankowy i okolice zatrudniają 2 mln ludzi. To nie jest 2 mln przestępców.

    Czy w systemie bankowym nie ma ludzi wątpliwej reputacji? Pewnie są, ale w jakiej branży nie ma? Firmy farmaceutyczne? Znajdziemy masę przykładów, a jednak między innymi dzięki rozwojowi medycyny żyjemy jako ludzie coraz dłużej i wygodniej. Czy w edukacji nie ma patologicznych zachowań? W wojsku? W sądach? W prokuraturach? W nauce? Myślę, że szybko sypniesz przykładami z własnej pamięci.

    Większość ludzi żyje w świecie papierowego bogactwa na kredyt. Kredyty na dom, kredyty na samochód, kredytu na TV. Nawet za wieczorną butelkę piwa do meczu potrafimy płacić kartą kredytową. Rządy żyją na kredyt i samorządy żyją na kredyt. Doszło do tego, że prezydentem USA został gość, który mówi o sobie, że jest "King of debt". Licencje bankowe mają dziś producenci samochodów, a akwizycją kredytów zajmują się kasjerki z supermarketach. Góra długu rośnie i jak przyjdzie kolejny kryzys, to znów będą winni bankierzy.

    Przeczytaj tekst The Economist – tam jest doskonały, krótki opis tego, jak należy walczyć z kryzysami. W skrócie i metaforycznie – rebootując całość i dolewając benzyny, czyli pieniądza. Rok 2008 był rebootem, a nie rewolucją. Ludzie zostali w swoich starych rolach, a system został tylko zrebootowany. Nic więcej w tym nie ma. Żadnego spisku elit czy transferu państwowego do prywatnego na szkodę społeczeństwa.

    Nie ma tego całego świata bez banków i systemu bankowego, bo taki jest model, z kreacją pieniądza przez banki na bazie rezerwy cząstkowej. I właśnie dlatego trzeba było w 2008 roku ratować ten cały cyrk, bo wszyscy byli w nim umoczeni i świat się zatrzymał. Jedni postanowili przyjąć na siebie rolę niewiniątek, które ciężko pracują, ale jak spojrzysz na poziom zadłużenia konsumentów przed 2008 rokiem, to nie będziesz miała ochoty patrzeć na całość tak jednostronnie.

    Bail out w 2008 roku dotyczył naszego stylu życia. Ci na górze odrobili szybciej niż ci na dole, ale wymiana elit finansowych odbywa się zwykle na bazie rewolucji, a nie przez reformę, więc nie ma żadnego zaskoczenia, że dół ciągle odczuwa skutki kryzysu, a elita przestała.

    To odnotowuje między innymi cytowany The Economist, który pisze o rozejściu się cyklu politycznego z cyklem gospodarczym. To samo mówi w najnowszym Przekroju A. Giddens analizując problem budowania wyobrażeń na bazie "treści" w internecie – polecam, rzadki przykład aktualnego wywiadu polskiego dziennikarza z kimś, kto potrafi czytać świat w oparciu o najnowsze badania, bez popadania w moralizowanie.

    1. _dorota

      1. Wydaje mi się, że określenie "bankster" używane jest do opisu wyższej kadry zarządzającej bankami (i to głownie w USA, choć nasi frankowicze pewnie się nie zgodzą z tym). Bez wątpienia jest to grupa silnie profitująca z kryzysu (i opinia o nich uwzględnia to).

      2. Bez wątpienia żyjemy z kulturze kredytu; instytucje finansowe jednak tak mocno się do tego przyłożyły, że są postrzegane jak diler narkotyku. O ile branie jest moralnie naganne, to agresywne, wabiące (czasem wręcz oszukańcze) dilowanie chyba jeszcze bardziej.

      3. Co prawda pań w powiatowych oddziałach bankowych nie postrzega się jako banksterów, ale ich zachowania bywają równie niemoralne:
      http://biznes.onet.pl/wiadomosci/finanse/jak-oszukuja-wielkie-firmy-bankowcy-agenci-ubezpieczeniowi/q8v7m5

      Teza, że system bankowy jest nastawiony na jakąś formę wciągnięcia i oszukania klienta przestała być zaskakująca także w polskich warunkach. Pamiętam, jak zszokowały mnie maile pracowników wciskających klientom słynne opcje walutowe (takiej brutalności się nie spodziewałam).
      A więc niestety banksterka – od prezesa JPM do pani w oddziale w miasteczku X.

      4. Zaskakujące, że akurat przywołujesz Krasowskiego – wczoraj znalazłam ten jego artykuł, który tu kiedyś linkowałeś (kulturaliberalna.pl/2015/10/27/nastal-czas-bezkrolewia/)
      jako przykład jak fundamentalnie i kompromitująco "elity opinii" mogą się mylić.

      5. Dzięki za informację, że Przekrój się reaktywował. Dla mnie to wiadomość dnia 🙂

  11. Kornik

    Masz bledne wyobrazenie. Nie chodzi o poziom zycia bankierow. Ludzie sa zwyczajnie wsciekli ze oni nigdy za nic nie odpowiadaja. Jak przychodzi co do czego to nabieramy wody w ysta udajemy nieswiadomych chorych a ostaecznym argumentem jest idea panswinizmu. Pod tym wzgledem bardzo to przyponina czasy podobno minione. O pani z okienka lwpiej nie wspominac, bo tu ludzie tez maja swoje zdanie, ale nie zacytuje niektorych wypowiedzi, bo nie nadaja sie do publikacji a poza ttm i tak ostatecznie pozywany jest bank zgodnie z zasada uderzaj w glowe a nie w czlonki. Pod tym wzgledem (braku odpowiedzialnosci) tez sie duzo zmienia, bo rosnie swiadomosc konsumentow. Dzieki internetowi ludzie czesciej organizyja sie w grupy i sla pozwy zbiorowe. Tak wiec juz nie czekaja na "rycerzy" na bialym koniu, tylko biora sprawy w swoje rece skoro ci ktorzy podobno mieli stac na strazy itd. – nie widza albo udaja ze nie widza. Tak sie zastanaqiam stworzono system ktory mial nas chronic a jednak dlug rosnie bable puchna i pekaja. Czy nie za czesto i w tak dramatycznym wymiarze jak na podobno sprawnie funkcjonujacy system zarzadzany przez podobno kompetentnych ludzi? Odnosze wrazenie ze wszystko dzieje sie jakby pomimo istnienia i dzialalnosci systemu BC a jesli tak to co faktycznie jest ta sila sprawcza ktora wyciaga gospodarke z dolka?

    Ps Moim zamiarem nie jest nikogo moraluzowac. Staram sie zrozumiec. Panskie teksty zawsze czytam z duzym zainteresowaniem mimo ze nie zawsze sie zgadzam a w przeszlisci nie raz doszlo do ostrej wymiany zdan. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *