O naturze i powabie ryzyka, vol. 5

W tym krótkim cyklu prezentującym w skrócie oblicza giełdowego ryzyka pozostał nam jeszcze jeden, bardzo praktyczny aspekt.

Przypomnę, że wśród definicji ryzyka mamy też taką, która w uproszczeniu wyraża je jako wielkość kapitału jaką jesteśmy gotowi stracić w transakcji, gdy przebiegnie ona przeciwnie do założeń. Ma to ogromne znaczenie w sensie nie tylko potencjalnej, ale jak najbardziej pewnej straty w dowolnej transakcji, na którą trader z góry się godzi. Co więcej, jest gotów świadomie i z premedytacją poświęcić na to część środków, gdyż stanowi to integralną część tej gry i zarazem podstawę do zarządzania owym ryzykiem (jak i zarządzania pozycjami oraz kapitałem). Prawdopodobnie dla sporej rzeszy traderów tak ujęte ryzyko przestaje być abstrakcją i przekształca się w podręczny miernik, bardziej praktyczny niż sama zmienność używana w Nowoczesnej Teorii Portfelowej. Zresztą nie ma limitów na to jak każdy z nas z osobna chciałby określać ryzyko, ważne by prowadziło to do identyfikacji wszystkich możliwych zagrożeń i przygotowania środków zaradczych.

Ryzyko w formie poświęcanej, określonej dawki kapitału (procentowej, kwotowej, punktowej) rozkłada się na 3 elementy:

1.  Ryzyko w pojedynczej transakcji

2.  Portfolio heat

3.  Maksymalne obsunięcie kapitału.

Ad 1.

Nie ma w zasadzie problemów z określeniem tego pierwszego. Mamy nad nim niemal całkowitą kontrolę, ponieważ możemy je z góry dowolnie kształtować za pomocą dowolnych parametrów typu: 1% wartości kapitału, 1000 złotych, 50 tików. Co więcej, można w tej roli zatrudnić również wspomnianą zmienność, określając własne ryzyko jako np. 2 x odchylenia standardowe. Można również z grubsza ustalić jego prawdopodobieństwo i rozkłady pojawiania się, co byłoby bardzo wskazane i profesjonalne! Samo ryzyko w sensie straty jest sporym uproszczeniem dla celów obliczeniowych, ma więc małą wartość poznawczą, inaczej po prostu mówilibyśmy tylko o stracie. Dodanie do niej rozkładów/prawdopodobieństw zaczyna przypominać pełnowymiarowe, negatywne konsekwencje, których można oczekiwać wchodząc na rynek.

Ad 2.

Większy problem pojawia się przy tym drugim elemencie, co uświadomił mi wcześniej wspominany w tym cyklu Czytelnik, który pełen wątpliwości zapytywał mnie o to, jak w praktyce należy rozumieć ryzyko. Nieco z opóźnieniem zdał sobie bowiem sprawę, że otwierając kilka pozycji jednocześnie (każda obarczona 1% ryzkiem), tak naprawdę narażał swój kapitał na nieproporcjonalnie duże ryzyko ŁĄCZNE, które określa się właśnie nazwą „PORTFOLIO HEAT”. Ten parametr pokazuje co dzieje się z kapitałem, gdy wszystkie otwarte aktualnie pozycje kończą się z maksymalną stratą, na którą je narażamy. Jeśli więc otwieramy 10 pozycji z 1% ryzyka każda, to „Portfolio heat” wynosi w tym momencie dokładnie 10%, a nie 1% jak mylnie sądzi część traderów, bo spotykałem się z takim błędnym przekonaniem już wcześniej.

Suma maksymalnych ryzyk na wszystkich otwartych transakcjach to najbardziej pesymistyczny scenariusz, do którego wcale nie musi dojść. Wszystko zależy od tego jak bardzo skorelowane ze sobą są owe transakcje, czy na jaki okres przewidziane. Jeśli dotyczą one kupna akcji, które spadają z powodu bessy, to szansa na zrealizowanie się pełnej, sumarycznej straty jest znaczna. Jednak jeśli są to pozycje w różnych aktywach, np. akcjach, towarach i walutach jednocześnie, to strata ostateczna może być znacznie niższa, a nawet przerodzić się w łączne zyski, o ile tylko część stopów obronnych zostanie aktywowana, a reszta pozycji przyniesie wystarczający zysk. Jednak przy liczeniu „Portfolio heat” nie oceniamy co się może zdarzyć, tylko zakładamy, że wszystkie otwarte pozycje lądują na stop-losach.

Błędem jest natomiast bilansowanie pozycji krótkich i długich w liczeniu „Portfolio heat”, o ile dotyczą różnych aktywów. Pozycja krótka w EUR/USD z 1% stopem oraz pozycja długa w kontraktach FW20 z identycznej wielkości 1% stopem daje nam 2% „Portfolio heat”, nie zero!.

Ad 3.

A wreszcie maksymalne obsunięcie całkowite kapitału, jako najbardziej drastyczna i znienawidzona miara ryzyka (ang drawdown, lub w skrócie DD). To najczarniejsza część rynkowej mocy, obiekt nadal nieudanych zabiegów zapanowania nad nią, pomimo powstania dalece skomplikowanych narzędzi i modeli. To ją się najczęściej ukrywa albo wypiera w marketingu. To ona straszy i kładzie tyle długich, ponurych cieni na giełdowe inwestowanie. I to ona powinna stanowić obiekt pierwszego pytania o to, czy chcemy się w daną inwestycję zagłębić.

Nie mamy nad tym obsunięciem kontroli, pomimo tego, że kontrolować potrafimy ryzyka pojedynczych transakcji i „Portfolio heat”. Jedyne wyjście to zadeklarowanie jej maksymalnej wielkości i porzucenie tradingu w całości po osiągnięciu założonego poziomu. Można ją jedynie szacować na podstawie historycznych rozkładów transakcji, co i tak jest zwykle obarczone sporym błędem. W czasie rzeczywistym może sięgnąć i 100% (albo więcej przy lewarze). Nie istnieje siła, która mogłaby to zatrzymać, tak jak nie można zatrzymać ilości nakładających się stratnych transakcji, ich rozkłady są bowiem losowe. Jedynym w miarę skutecznym remedium jest wprowadzenie do gry statystycznej przewagi oraz zarządzania ryzykiem i kapitałem, co stanowi najważniejszy cel wszystkich tych nudnych lub czasem degustujących rozmów o ryzyku.

Jak wiele więc istnieje ryzyk, o które trzeba zadbać i znaleźć przed nimi zabezpieczenie jeszcze zanim zacznie się inwestować. Wprawdzie nie wyczerpuje to omówienie w pełni tematu, ale przynajmniej mam nadzieję przyczynia się do lepszego rozumienia pojęcia ryzyka w inwestowaniu.

—kat—

[Głosów:8    Średnia:4.4/5]

2 Komentarzy

  1. Wik

    4.Ryzyko utracona kontroli nad instrumentami,ryzyko na które nas stać.

  2. Marcin

    Czytelnik miał trochę co innego na myśli 🙂

    Mianowicie interesowało mnie jak przekłada się ryzyko pojedynczej pozycji na ogólne ryzyko portfela.

    1. Ryzyko utraty kapitału przypadające na pozycję kontrolujemy wielkością pozycji (zakładając, że SL jest ustalony na jakimś poziomie, wynika z systemu)
    2. Jeśli pozycja jest większa, mamy większe ryzyko ALE TEŻ
    3. Jeśli pozycja jest większa, możemy otworzyć mniej pozycji (zakładając pewien maksymalny poziom kapitału)

    ergo:

    Zwiększanie ryzyka poprzez powiększanie pozycji nie prowadzi proporcjonalnie do zwiększenia portfolio heat, gdyż zwiększone ryzyko każdej pozycji rekompensowane jest mniejszą liczbą pozycji.

    Oczywiście to wszystko jest dość banalne, ale jak się wdamy w szczegóły to już tak banalne nie jest. Np. otwieranie większych, bardziej ryzykownych pozycji jednak przekłada się na wzrost ryzyka, kiedy gotówki jest więcej niż potrzeba na akcje które chcemy kupić.

    Tak więc, jeśli system gra tylko long, to podczas hossy jest w sumie wszystko jedno, czy

    A) kupi 2 spółki, w każdą alokując 50%, co da łączne portfolio heat 5% x 2, czy też

    B) kupi 10 spółek, każdą za 10%, przy 1% ryzyka na spółkę, co da takie same portfolio heat.

    Ale już w czasie, kiedy jest słaby rynek, może pojawić się tylko 1 sygnał zakupu, i zostanie kupiona

    A) 1 spółka za 50% – portfolio heat 5% lub

    B) 1 spółka za 10% – portfolio heat 1%

    Czyli jednak system w wersji A) będzie miał na ogół większe portfolio heat od systemu B) – chociaż nie jest to proporcjonalne do ryzyka przypadającego na 1 pozycję.

    Do tego oczywiście dochodzi kwestia tego, że system B będzie bardziej zdywersyfikowany, co do pewnego stopnia przekłada się na spadek rzeczywistego ryzyka.

    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *