Książki, które czytają ludzie biznesu (2)

Kontynuuję wątek książek, które inspirują bądź inspirowały ludzi związanych z biznesem i rynkiem kapitałowym.

Dla osób z mojego pokolenia, nie będzie zaskoczeniem, że zwłaszcza młodzieńcze inspiracje będą się powtarzać, i być może będą bardzo podobne: Karol May i Winnetou, Zbigniew Nienacki i Pan Samochodzik, czy Alfred Szklarski i seria o Tomku Wilmowskim. Od czasu do czasu pojawi się Edward Stachura. Jednak pozostałe pozycje to już bardzo szeroki przekrój. Odkrywają powszechnie znane (lub nie) pasje, zainteresowania lub choćby sposób rozrywki.

Tym razem trzech prezesów. Witold Szczurek – Inforsys SA; Wojciech Narczyński – Power Media SA; Adam Maciejewski – były prezes GPW SA.

Witold Szczurek – Prezes Zarządu spółki Inforsys S.A.

Cykl przygodowych książek Pan Samochodzik, Zbigniewa Nienackiego – dla mnie, jako nastolatka, była to doskonała lektura. Osadzone w polskich realiach przygody, które jednocześnie zawierały ciekawostki historyczne, miały duży wpływ na rozwój mojej wyobraźni, a jednocześnie zaspokajały głód wiedzy młodego człowieka. Dzięki przedstawieniu znajomego otoczenia w nowej – często tajemniczej odsłonie doprawionej dozą humoru – budziła się moja kreatywność i ciekawość świata.

Godzina Tygrysa, Jack-Alain Léger – książka, która w ciekawy sposób obrazuje przewrotne koleje losu i pozwala przemyśleć, jak pozornie niezwiązane fakty i zdarzenia wpływają na życie każdego z nas. Można ją określić jako nową wersję Hrabiego Monte Christo – tym razem historia dzieje się w latach 60-tych XX wieku, w czasie wojny wietnamskiej. Opowieść o nastolatku, którego życie kilkukrotnie diametralnie się zmienia, pokazuje jak istotna w życiu jest pokora i trwanie przy własnych wartościach. Jest to lekka, a jednocześnie pouczająca lektura.

Iacocca. Autobiografia, Lee Iacocca – światowy bestseller, który inspiruje i świetnie motywuje do poszukiwania własnej ścieżki w biznesie. Biografia amerykańskiego biznesmena, Lee Iacocca, ma uniwersalny charakter. Przedstawia losy guru motoryzacji, najbardziej znanego managera koncernu Forda i Chryslera, który zaczynał tak naprawdę od zera i dotarł na sam szczyt własnymi siłami i ciężką pracą. Jest to dla mnie doskonały przykład jak ważne w osiągnięciu sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie są talent, upór i posiadanie własnej wizji.

Wojciech Narczyński – Prezes Zarządu Power Media S.A.

Winnetou, Karol May

 Całe swoje dojrzałe życie dziecięce byłem Indianinem. Przez dojrzałe życie dziecięce rozumiem czas, kiedy już nie interesowałem się sprawami głupimi w rodzaju anatomii płci przeciwnej, tylko głowę mą zaprzątały mi sprawy poważne. Przede wszystkim wyścig zbrojeń. Tata tłumaczył mi, że Amerykanie nie chcą wojny, tylko chcą się zbroić, bo na tym właśnie polega wynaturzony system jakim jest kapitalizm. Nie za bardzo chciało mi się w to wierzyć, że oni produkują te wszystkie rakiety i głowice tylko po to, żeby je produkować. Podejrzewałem, że są nawet gorsi, niż mówił tata. Żyłem więc w ciągłym strachu przed dwiema rzeczami: że mama nie przyjdzie po mnie do przedszkola, oraz że Amerykanie zaatakują nas rakietami balistycznymi z głowicami termojądrowymi. Bycie Indianinem stanowiło odskocznię, która pozwalała mi zachować względną równowagę psychiczną.

Przyznam, że sporadycznie bywałem również kowbojem. Kiedy miałem świnkę, z obwiązaną gębą jechałem na wojnę na koniu bujanym. Cóż, chwilowy zanik zdrowego rozsądku, zdarza się każdemu, nie warto do tego wracać.

Zasadniczo byłem Indianinem. Miałem pióropusz, łuk i strzały. Miałem woreczek z lekami, nie jakieś tam aspiryny, dusza w nim mieszkała. Miałem, przede wszystkim, zdobny aluminiowy tomahawk. Zrobił mi go Wujek Włodek, z zawodu sztygar, z zamiłowania wujek. Jako jedyny dorosły rozumował po indiańsku, bardzo porządny alkoholik. Aluminium nie jest najlepszym materiałem na ostrze, dzięki czemu dziś mamy wszystkie palce.

[…]

Arcydzieła Maya nie da się streścić, nie ma to też sensu. Warto jednak wiedzieć, że przestrzeń postaci ma dwa wymiary: dobrzy i źli, oraz biali i Indianie. Jest też dużo miłości: do koni oraz broni palnej, jednak fundament wszystkiego stanowi przyjaźń. Dlatego, drodzy rodzice, spieszcie się dać pierwszy zeszyt indiańskości swoim synom, zanim ukończą lat dziesięć, maksymalnie dwanaście. Myślę, że nie warto im mówić, że autor był niemieckim przestępcą, siedział w więzieniu, i nigdy nie był na Dzikim Zachodzie. Przynajmniej nie od razu. Howgh.

Adam Maciejewski – manager, inwestor, podróżnik & poeta, były Prezes Zarządu GPW.

Dzienniki. Zeszyty Podróżne, Edwarda Stachury

Dzienniki czytałem w ciekawych okolicznościach – pływając z przyjaciółmi katamaranem między Martyniką a Tobago Cays. Miejsce przepiękne, a ja godzinami siedziałem z nosem w książce.  Można by rzec – wariat. Górę jednak brał magnetyzm Stachury, całej jego osobowości. Wcześniej zaczytywałem się w jego poezji, tej pisanej (pisanej, bo jak twierdził Stachura, wszystko jest poezją a najmniej poezją jest napisany wiersz). Teraz przyszedł czas na poznanie jego życia, jego poezji prawdziwej i konfrontację z moją rzeczywistością.

Od dawna twierdziłem, że poezja może być wszędzie – zależy od tego, jak patrzymy na otoczenie. I to była fantastyczna przygoda – pływając gdzieś między dwoma Oceanami i dziesiątkami wysepek, znalazłem bratnią duszę Steda. Każde jego słowo przeżywałem. W mojej głowie rozgrywał się fascynujący teatr, w którym główną rolę grał Sted, ale w którym było wiele aktów z mojego życia.

Po powrocie do kraju wybrałem się na miejsce, w którym Sted postanowił przerwać swoją historię. To było ogromne przeżycie. Fascynacja Stachurą doprowadziła mnie do zaangażowania się w projekt wystawienia „Białej lokomotywy” w reżyserii Jurka Satanowskiego (notabene dawnego przyjaciela Steda) na scenie Teatru Ateneum w Warszawie. To niezwykły moment, kiedy otwierając wieczorne przedstawienie wyszedłem na słynną warszawską scenę i mówiłem do widzów, wśród których były prawdziwe ikony polskiej kultury, jak choćby Janusz Gajos. Niezapomniane przeżycie.

Ubik, Philip K. Dick

Przeczytałem wszystko, co zostało wydane w Polsce. Geniusz literatury SF, choć klasyfikowanie go jako pisarza tego gatunku jest zbytnim uproszczeniem. Dick poruszał kwestie filozoficzne, pisał o naturze człowieka, snuł rozważania o rzeczywistości, ułudzie i samym Bogu. Obdarzony, nie tylko niezwykłą intuicją dotyczącą przyszłości (w sensie postępu cywilizacyjnego). Równocześnie oryginał, podejrzewany o chorobę psychiczną. Jego twórczość w dużej mierze była wynikiem wizji, doświadczanych po zażyciu narkotyków. Spośród wielu lektur – powieści i opowiadań, wybrałem Ubika, jedną z najdziwniejszych powieści tego pisarza.

Nie ma sensu próbować jej streszczać, każdy powinien w niej szukać własnego sensu. Może nie być to proste – większość moich znajomych, którym polecałem tą lekturę, poddała się po kilkunastu stronach…

Choć wiele powieści Dicka zostało sfilmowanych (bezsprzecznie największym dziełem był kultowy Blade Runner (Łowca androidów) napisany na podstawie Czy androidy śnią o elektrycznych owcach), to nikt jeszcze nie podjął próby sfilmowania Ubika. Może wkrótce, kiedy rzeczywistość wirtualna stanie się powszechnie dostępna, powstanie coś, co będzie Ubikiem…

Tajemniczy płaskowyż, Maciej Kuczyński

Książka, którą dostałem w nagrodę kończąc VII klasę szkoły podstawowej jest relacją z wyprawy naukowej, którą kierował Maciej Kuczyński. Celem wyprawy był tajemniczy płaskowyż w południowej Wenezueli – Sarisarinama. Znajdują się tam cztery ogromne studnie (simas, największa ma ponad 350 metrów średnicy i ponad 300 metrów głębokości). Pisał i snuł  o nich kiedyś różne paranaukowe teorie Erich Von Daniken. Wyprawa Kuczyńskiego była pierwszą udokumentowaną ekspedycją w historii na dno Wielkiej Studni. Odkryto tam po raz pierwszy na świecie jaskinie kwarcytowe. Sam płaskowyż jest bardzo trudno dostępny i niełatwo uzyskać zezwolenie na jego eksplorację. O wyprawie nakręcono wspaniały film dokumentalny, którego fragmenty można odszukać w internecie. W 2005 roku miałem okazję wspiąć się na inny wenezuelski płaskowyż – Roraimę. To bezsprzecznie jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na świecie.

Od wielu lat mam szczęście znać Macieja Kuczyńskiego. To wspaniały i niezwykle ciekawy człowiek. Ostatnio napisał książkę, nad która pracował od dawna – Rok 838 w którym Mistekowie odkryli kod genetyczny. Czeka na przeczytanie.

**

Całość na www.speculatio.pl/co-czyta/

[Głosów:2    Średnia:5/5]

3 Komentarzy

  1. Klondike

    Pamiętam jeszcze jak w bibliotece gminnej z wolnym dostępem do księgozbioru sięgnąłem po "Tomka w krainie kangurów". Tak zaczęła się przygoda ze Szklarskim. Nienacki to samo, nie można było oderwać się od lektury. Z tego co słyszałem twórczość Nienackiego ma swoich naśladowców, na wikipedii sprawdziłem i faktycznie są nowe tytuły nowych autorów. Nie czytałem nowych książek ale zastanawiam czy to nadal ten sam Pan Samochodzik w odbiorze czytelnika.

    Z dawnych czasów pamiętam, że prawie każdy miłośnik historii miał mniejszy lub większy zbiór serii "Żółtego tygrysa". Dzisiaj wybór książek historycznych jest ogromny a tej serii można przypisywać niezbyt obiektywne podejście do opisywanych zagadnień. Niemniej w tamtych czasach to było coś i pasjonaci historii drugiej wojny światowej dość często byli emocjonalnie związani z własnymi zbiorami "tygrysków".

  2. pit65

    @GZ

    Dick OK , ale czytałeś cykl "Diuna" psychologia, władza , eksperymenty genetyczne,technologia, polityka …

    JAk nie odstrasza Cie ideologicznie postac zakonnika to Thomas Merton "Zapiski współwinnego widza" z roku 1965. Wiele ciekawej analizy świata niekoniecznie transcendentalnej , ale i to jest obecne.

    PS.
    NIe miałeś chęci wydać Kursu Bryca Gilmora "TRading to Win" z 2004r, jako o wiele tańszą wersję różnych dzisiejszych kursów webinarowych po pare tysiaków od łebka organizowanych przez różnych uczniów , naśladowców czy pociotków Bryca.
    Mija 10 lat jak to przeczytałem i uważam , że to "Must have" dla tradera.

    1. GZalewski

      Na diunę było za późno. Jakoś książki nie potrafiły mnie wciągnąć. Ale do dziś od czasu do czasu słucham muzyki z filmu Lyncha.
      Mertona czytywałem, choć niewiele już pamiętam.

      zobaczę tego Gilmora, choć może być problem z prawami bo widzę, że to własna działalność wydawnicza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *