Forex – różne punkty widzenia, część 2

Poniżej zapowiadany ciąg dalszy mojej recenzji pewnego artykułu n/t forexu, którego szczegóły wstępnie przedstawiałem w poprzednim wpisie.

Artykuł ów jest dostępny pod -> tym adresem.

3. Wybór pomiędzy walutami, indeksami i surowcami (możliwość dywersyfikacji aktywów).

Główny analityk podkreśla, że forexowe platformy umożliwiają prostą i szybką dywersyfikację środków pomiędzy szereg rynków wymienionych wyżej przy użyciu lewara (czyli na kredyt, z niewielkim wkładem własnym). Ale dodaje, że są to instrumenty dobre tylko do kilkudniowej spekulacji, albowiem jak stwierdza: „Do długoterminowego inwestowania CFD się kompletnie nie nadają.”

Być może w tym momencie na miejscu byłoby przypomnieć, że ów przywoływany artykuł nosi tytuł „Forex – dlaczego (nie) warto?”. Wychodzi na to, że wg autora w tym punkcie nr. 3 „nie warto”, ponieważ duży wybór instrumentów jest bez znaczenia dla inwestorów o szerokich horyzontach czasowych (bez podania przyczyn). A dostęp do rynków całego świata w jednym miejscu, przebogate możliwości dywersyfikacji jako źródła zysków oraz ograniczenia ryzyka do wykorzystania tylko przez traderów, to nie warty wspomnienia margines.

Jeśli coś, co nie służy tylko dalekosiężnemu inwestowaniu, uważa się za niedobre, to dostajemy bardzo ubogą wizję świata. Do tego jest to wizja nieprawdziwa. Dlaczego?

Otóż forex, poszerzony potem o utożsamiany z nim rynek kontraktów na różnice (CFD), od zarania nie był przeznaczony dla długoterminowego inwestowania, lecz dla szeregu innych celów. Utyskiwanie więc na niego w tym zakresie, to tak jakby żalić się, że młotek słabo nadaje się do grabienia liści.

Forex od stworzenia przeznaczony był do zabezpieczania pozycji w innych walutach, działań interwencyjnych banków centralnych i wymianie środków dla celów realnego handlu międzynarodowego. Przy okazji stał się miejscem spekulacji dla największych instytucji. Długo później dopuszczono do niego klientów detalicznych, dodając spread betting i/lub kontrakty CFD na surowce, indeksy, obligacje, stopy procentowe i akcje. Ale ze względu na swoją specyfikę nie miało to na celu wciągnięcia do lokaty środków przez długoterminowych inwestorów. Choć i oni bez problemu znajdą tam swoje miejsce. Przypomnę, że Warren Buffett przez kilka lat sam zajmował się handlem walutami i nie były to wcale pozycje krótkoterminowe.

Platfomy forexowe pobierają opłaty (punkty swapowe) za utrzymywanie pozycji w innych walutach czy denominowanych w innej walucie instrumentach, z uwzględnieniem wielkości pozycji zależnej od lewara (pożyczenie środków). To w części wypadków umniejsza zyski długoterminowe, stąd niechęć inwestorów do dłuższego utrzymywania pozycji. Ale na części instrumentów to broker wypłaca klientowi różnice, podnosząc w ten sposób wartość inwestycji przetrzymywanej dłużej. Każdy z brokerów udostępnia tabele z punktami swapowymi, pozwalając z góry na zaplanowanie takiej inwestycji, która nie ucierpi z powodu upływu czasu.

Np. można znaleźć taką na stronie BOŚ:

http://bossafx.pl/fx/oferta/instrumenty/punkty_swap/

http://bossafx.pl/fx/oferta/mikroloty/punkty_swap/

Skoro jednak mówimy o dywersyfikacji, która ponoć jest nieoptymalna na forexie dla długoterminowych inwestujących, to gdzie w takim razie mogą jej szukać na tradycyjnych giełdach w sposób opłacalny? Zakładam, że mówimy o polskich inwestorach.

Daleko uboższy wybór walut niż na forexie znajdziemy w kontraktach terminowych na waluty na GPW, przypomnę jednak, że ze względu na rolowanie kwartalne pociąga to za sobą również koszty spreadu i dodatkowych prowizji. To pozostaje kantor, ale niektóre platformy forexowe mają i taką usługę, z szerszym wyborem walut.

Akcje zagraniczne? Bez problemu można już kupić przez tradycyjnych brokerów w Polsce, w tym w BOŚ, albo u zagranicznych, ale znów wpadamy w koszty ekspozycji ryzyka na waluty, dokładnie jak na forexie.

Surowce, obligacje, kontrakty na stopy procentowe czy zmienność? W każdym niemal przypadku mamy ponownie koszt ekspozycji na inną walutę albo koszty rolowania kontraktów terminowych (+prowizje). W zasadzie można bez takich kosztów obkupić się jedynie złotem czy srebrem, ale już nie zagrać na ich spadki.

Przez fundusze? Owszem, tyle że dochodzą koszty zarządzania (również w naszych ETFach), w ETFach zagranicznych ponownie koszt przewalutowania. Certyfikaty notowane na GPW to dalece skromna i niepłynna oferta.

Jeśli więc inwestor długoterminowy potrzebuje dywersyfikacji bez kosztów i poza forexem, to zdaje się, niespecjalnie ma inne opcje do wyboru.

Również kwestia lewara na forexie przestaje mieć znaczenie, jeśli inwestor chciałby zredukować z tego powodu koszty. U części brokerów forexowych można wybrać sobie jego wielkość, w tym ustawić go na 0 (zero). Amerykańscy brokerzy nie oferują już od teraz żadnej innej opcji. A tam gdzie ustawienie poziomu lewara nie jest możliwe, robi się to za pomocą zarządzania wielkością pozycji. Używa się więc na tyle małych pozycji w mini czy mikrolotach, aby osiągnąć poziom zaangażowania 1:1.

Cóż dodać w podsumowaniu tej kwestii? Nie istnieje problem „nie wartej” dywersyfikacji na forexie. Co najwyżej problem stosownej wiedzy jak to robić…

—kat—

[Głosów:2    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. Grzech

    Panie Tomaszu… "Główny Analityk" podpisał się swoim imieniem i nazwiskiem.
    A poza tym, (nie) warto też z powodu modelu działalności "dostawców" forexu.
    Pięknie pan to napisał, ale Pan Kolany, tak podejrzewam, starał się trafić do jak najszerszego grona czytelników. Również tych początkujących. W tym tych, którzy mamieni są niebotycznymi % zysku w minutę. Stąd również, fakt mocno spóźnione, działania UKNF.
    Podobno forex to obecnie jedyna dochodowa gałązka działalności Biur maklerskich. No, tak przynajmniej media donoszą, ale mam nadzieję, że dyskusja nie tylko z tego powodu została podjęta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *