Systemy, rynki, trzęsienia ziemi, terroryzm

Jeśli w teście systemu lub strategii otrzymałeś obsunięcie o wartości powiedzmy -30 procent, dla własnego bezpieczeństwa załóż, że może zdarzyć się dwukrotnie większe.

Nie jestem w stanie sobie przypomnieć kogo to była rada. Na pewno jakiś trader zajmujący się testowaniem systemów (może Perry Kaufman?). W każdym razie trafiłem na nią jeszcze przed załamaniem rynków w 2007 roku i miałem mocno w pamięci. Okazała się wówczas trafna nie tylko jeśli chodzi o systemy transakcyjne, ale również samo zachowanie rynku, a tym samym i funduszy akcyjnych. Do 2006 roku największe obsunięcia, jakie zanotowały nasze rodzime fundusze akcji wynosiły około 40 procent. Miało to miejsce w 1998 roku podczas kryzysu rosyjskiego. Optymista mógłby uznać, że to wyjątkowa sytuacja; nietypowe jednorazowe zdarzenie, które można zignorować. Aż nadszedł kryzys hipoteczny i nasze rodzime fundusze akcji notowały obsunięcia 60 procentowe, a w pojedynczych wypadkach – funduszy sektorowych – nawet 80 procent.

I znów za kilka lat pewnie pojawią się głosy, że to była nietypowa sytuacja i będzie można ją zignorować.

Zdanie, które przytoczyłem na początku tego tekstu znajduje się dokładnie w opozycji do postępowania wielu graczy, którzy tworząc własne systemy i testując je, koncentrują się głównie na stopach zwrotu, ignorując lub umniejszając znaczenie innych parametrów. W końcu jeśli w testach naszego cudownego systemu okazało się, że miał obsunięcie 10 lat temu, dość łatwo jest przekonać siebie samego, że to były inne warunki rynkowe. Co więcej, jeśli krzywa kapitału pnie się wyjątkowo ostro w górę w ostatnich okresach, owe kilkadziesiąt procent spadku, które kiedyś nastąpiło nie wygląda wcale przerażająco. Mało kto zastanawia się, a co by było, gdybym wtedy rozpoczął handel w czasie rzeczywistym.

Nie przypuszczam, by poza wieloletnim doświadczeniem na rynkach, zwykłą obserwacją zachowań kryła się za tym stwierdzeniem jakaś wyrafinowana analiza. Może tylko świadomość tego, że rynki są ryzykowne o wiele bardziej, niż chcielibyśmy to widzieć na podstawie skrzętnie budowanych modeli.

Czytając Sygnał i szum Nate Silvera, z tym większym zaciekawieniem zwróciłem uwagę na rozdziały dotyczące prognozowania trzęsień ziemi. W dużym skrócie – na bazie naszej aktualnej wiedzy nie potrafimy tego robić. W szczególności nie jesteśmy w stanie przewidzieć wystąpienia trzęsień o wyjątkowo dużych magnitudach (skala jest logarytmiczna wzrost wstrząsu o 1 punkt odpowiada uwolnieniu 32 krotnie większej energii). Takich, jak to z 2011 roku w Japonii, w wyniku którego doszło do katastrofy w Fukushimie. Od 2006 roku do 2011 w regionie Tohoku miały miejsce liczne trzęsienia ziemi. Większość wstrząsów miała magnitudę nieprzekraczającą 5,5. Choć występowały również takie, które mieściły się w przedziale 6,0 – 7,0. Elektrownię w Fukushimie zaprojektowano w taki sposób, żeby wytrzymała wstrząs o magnitudzie 8,6. Rzeczywistość przyniosła wstrząs na poziomie 9,1

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 9,1 jest niezwykle rzadkim zjawiskiem w skali całego świata i nikt nie powinien przewidywać jego wystąpienia z dokładnością do dekady, nie mówiąc już o wskazywaniu konkretnej daty. Niemniej niektórzy japońscy naukowcy i planiści w ogóle odrzucili możliwość nadejścia takiego kataklizmu. Mogło to być wynikiem nadmiernego dopasowania modelu.

Dalej Silver wyjaśnia coś o czym doświadczony trader wie doskonale. To, że coś jest mało prawdopodobne nie oznacza, że nie jest możliwe. Na modelowaniu zdarzeń o niskim prawdopodobieństwie wykładają się modele VAR stosowane szeroko w bankowości. Co jakiś czas wyjątkowo nieprawdopodobne staje się realne, a fachowcy zastanawiają się czy poszerzyć granice modelu o kolejną wartość sigma. Silver w książce zwraca uwagę również na kwestie terroryzmu i niedoszacowywania wielkości zamachów (i liczby ofiar).

Zamach o skali porównywalnej do tej z 11 września nie powinien być niewyobrażalny. Rozkład potęgowy pokazuje, ze w przyszłości mogą wystąpić zdarzenia znacznie poważniejsze niż te, które odnotowano w przeszłości. To, że ich nie doświadczyliśmy, nie pozwala wnioskować o ich prawdopodobieństwie.

W mojej opinii identycznie wygląda to na rynku. Przy czym różnica w handlu akcjami i zależnością od wahań koniunktury a budowanym samodzielnie systemem jest kosmetyczna. Wiele osób ma tendencję do ignorowania wyjątkowo nietypowych zdarzeń, jako tych, które już nie powinny się powtórzyć. Tymczasem doświadczenie pokazuje, że powtórzą się i to w o wiele większej skali. Czy w takim razie rozsądne jest stosowanie systemu, w przypadku którego z testów historycznych wynika, że zdarzyło mu się obsunięcie powiedzmy 50 procent. Odpowiedź na to pytanie musi dać każdy sam. Być może jest rozsądne, ale nie będzie rozsądne wmawianie sobie, że najgorsze mamy już za sobą.

Moją recenzję książki Sygnał i szum można znaleźć na speculatio.pl. Tam piszę o książkach.

[Głosów:10    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *