Ostatnie tygodnie na rynkach akcji zostały właściwie w całości podporządkowane sygnałom z banków centralnych. Słowa i opinie przedstawicieli Rezerwy Federalnej, Banku Anglii, EBC i Banku Japonii rozprzestrzeniają się po serwisach branżowych niczym infekcje bakteryjne i wprowadzają zmienność na rynkach, która może szokować po sennym sierpniu. Patrząc jednak na całość przez pryzmat argumentów w polityce monetarnej, nie można mieć wątpliwości, iż gadanie stało się takim samym narzędziem, jak inne działania.

Krócej obecni na rynku inwestorzy mogą już nie pamiętać czasów, w których mediami rządził Alan Greenspan. Fed w czasach Greenspana nie tłumaczył swojej polityki na konferencjach prasowych. Wyjaśnienia, projekcje i cały ten anturaż pojawił się za sprawą Bena Bernanke, który wprowadził do praktyki amerykańskiej bankowości centralnej komunikację z rynkiem w celu kształtowania oczekiwań inwestorów. Bernanke, w zgodzie z publikacjami akademickimi, zastosował komunikację z rynkiem w świecie zerowych stóp procentowych jako równoprawne z innymi narzędzie w polityce monetarnej. To Rezerwa Federalna w czasach poprzedniego prezesa zaczęła kończyć posiedzenia FOMC konferencjami i publikacjami mapy stóp procentowych w przyszłości. Dziś zbieramy owoce tych działań w postaci gorączki medialnej i pogoni za każdym zdaniem wysłanym przez przedstawiciela banku centralnego. W przeszłość odszedł świat enigmatycznych bankierów centralnych.

W sumie jednak stale mniej ważne są same słowa, a różnice pomiędzy oczekiwaniami rynku i sygnałami ze strony Fed. W jednej z ostatnich publikacji nad problem wpływu zaskoczeń Fed na rynek zajęli się badacze amerykańscy, których wyniki można oglądać na stronie oddziału Rezerwy Federalnej z San Francisco. Autorzy porównali reakcje rynku na zaskoczenie ze strony Fed z czasów „przedkryzysowych” z reakcjami w świecie skrajnie niskich stóp procentowych. Wykres poniżej pokazuje, iż mimo braku zmian w stopach procentowych wpływ zaskoczeń jest porównywalny z – nazwijmy to – „normalnym” okresem w polityce monetarnej. Mimo tego, iż Fed stracił dziś zdolność wymuszania poważnej reakcji rynku „w krótkim terminie”, stale może kształtować oczekiwania rynku – przesuwając akcenty z jastrzębich na gołębie i gołębich na jastrzębie – po prawej stronie krzywej rentowności.

Fed-zaskoczenie

(źródło:Fed Communication and the Zero Lower Bound)

W takim kontekście nie trudno zrozumieć obecność przedstawicieli Fed i innych banków centralnych w mediach. Zwyczajnie każde wystąpienie jest dziś częścią polityki monetarnej pozbawionej standardowych narzędzi, jakimi zawsze było sterowanie dostępnością kredytu. Uwzględniając fakt, iż większość banków centralnych doszła do ściany i dalsze luzowanie ilościowe wymagałoby np. przekazywania pieniędzy z banków centralnych bezpośrednio konsumentom, przez lata będziemy mieli na rynkach takie okresy, jak ostatnio. Uwaga na marginesie: właśnie podpowiadam naszym politykom, jak sprzedać problem kredytów frankowych w kolejnej kampanii wyborczej, jeszcze raz puścić w ruch coś w stylu 500 zł na każde dziecko i ożywić inflację. Osobiście zaczynam już tęsknić do świata, w którym absurdalna nieczytelność komunikacyjna Alana Greenspana owocowała rysunkami porównującymi wypowiedzi szefa Fed do wiersza Jabberwocky z Alicji „Po drugiej stronie lustra”.

[Głosów:4    Średnia:3.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *