Nowe przepisy, stare problemy

Od 1 października 2016 świat polskiego forexu nie będzie już taki sam.

KNF robi bowiem porządki za pomocą tzw. wytycznych, czyli doprecyzowania reguł istniejącego prawa tak, by utrudnić nieco życie brokerom oferującym instrumenty pochodne na rynku OTC i ułatwić ponoć podejmowanie racjonalnych decyzji klientom.

Dla większej jasności – rynek OTC (Over The Counter) to ta część rynku kapitałowego, na której transakcje odbywają się poza rynkiem zorganizowanym. W uproszczeniu – GPW należy do rynku zorganizowanego, ale forex już nie. Kilku polskich brokerów, jak BOŚ, działa na obu. W rzeczy samej nazwa forex jest również pewnym uproszczeniem wobec tego, co rzeczywiście w świetle prawa dzieje się na elektronicznych platformach transakcyjnych, dostarczanych i obsługiwanych przez naszych brokerów. Precyzyjniej rzecz ujmując handluje się tu instrumentami pochodnymi, tzw. kontraktami na różnice (CFD – Contracts for Difference). Mamy więc walutowe kontrakty na różnice (Forex CFD), indeksowe, towarowe, akcyjne czy obligacyjne. I do tego dodajmy jeszcze opcje. Typowy forex to tzw. rynek spot czyli wymiana waluty za walutę, a tu u nas  mamy do czynienia zasadniczo z kontraktami na różne aktywa, poprawniej trzeba by więc mówić o rynku CFD.

Faktem jest, że od początków swego istnienia, oferowany detalicznym klientom forex przeszedł ewolucję cywilizacyjną, i w niektórych miejscach mało niegdyś miał wspólnego z uczciwością, przejrzystością, równym traktowaniem. Dla wielu małych, nieznanych firm, szczególnie z rajów podatkowych, był świetną okazją do skoku na kasę niezorientowanych klientów. Trzeba jednak odróżnić owe firmy, często działające w oparciu o tzw. paszport europejski, od domów maklerskich, działających do tej pory tylko na GPW, które postanowiły poszerzyć swój asortyment usług, działając pod pełnym nadzorem KNF i pod kontrolą naszego, dużo bardziej restrykcyjniejszego prawa (choć czerpiącego swe zasadnicze korzenie w prawie europejskim, z różnymi obostrzeniami wdrażanego w poszczególnych krajach). Można było mieć pewność, że pieniądze zdeponowane u polskiego brokera forexowego są dużo lepiej chronione niż w wielu firmach typu krzak, co zresztą niejednokrotnie życie udowodniło.

KNF kręci nosem, że za duży odsetek inwestorów traci, że przepisy są niejednolicie interpretowane, że informacja za mała, że reklama nie taka. W rezultacie dostaliśmy dokument autorstwa naszego nadzorcy pod tytułem „Wytyczne dotyczące świadczenia usług maklerskich na rynku OTC instrumentów pochodnych”. Jest ich w sumie 16 i można w szczegółach obejrzeć je tutaj:

https://www.knf.gov.pl/Images/wytyczne%20OTC_24.05.2016_tcm75-43962.pdf

Zanim kilka słów o samych wytycznych, mała uwaga odnośnie zakresu ich stosowania. Dotyczą one TYLKO polskich domów maklerskich i firm zagranicznych, które oferują swoje usługi na polskim rynku za pośrednictwem paszportu europejskiego. Ale ponieważ identycznych obostrzeń nie ma na rynku unijnym (a polski inwestor nie jest w żaden sposób zmuszony do korzystania z polskich brokerów), nasi staną w pewnej dyskryminującej pozycji wobec tych brokerów działających poza Polską. Co nas, detalicznych graczy, to obchodzi? – niejeden Czytelnik może sobie pomyśleć – nowe obowiązki docisną brokerów i niech się oni martwią. Nas bardziej dotyczy kwestia tego, na ile owe wytyczne pomogą działać zyskownie i bez zakłóceń.

W dużym skrócie więc, czego można się spodziewać i jak może to zmienić rynek.

Reklamy powinny uwzględniać jak najlepszy interes klientów. A więc bez przegięć z zyskami oraz czarami o łatwości i prostocie, zrozumiałe dla przeciętnie rozgarniętych, rzetelne i kompletne, nie nachalne. Świetnie, przynajmniej w kwestii estetyki, bo zęby bolą od niektórych przekazów promocyjnych. Choć zdaje się, że w kwestii praktycznej nie zmieni to wiele wobec tych, którzy są potencjalnymi klientami. Inwencja twórców współczesnych reklam sięga dużo dalej niż wyobraźnia nadzorców. Nie mówiąc o tym, że internet przekracza wszelkie granice, a armia troli potrafi wszystko zamienić w nic i na odwrót. Świeży amator i tak niespecjalnie ma pojęcie o co chodzi w tej branży i myśli emocjami, zaawansowanemu nie potrzebne żadne reklamy. Tym bardziej, że początkujący nie odróżnia polskich i zagranicznych brokerów mówiących do niego po polsku, ale działających poza Polską i nadal wciskających kit, którym zdąży się nakarmić choćby nieświadomie.

Od zawsze na skrzynkę mailową dostaję forexowy spam, niechciany, irytujący, ale przynajmniej ten od polskich brokerów nie jest już tak dramatycznie infantylny jak dziesiątki idiotycznych maili od dziwnych firemek niewiadomo skąd, których nie nadążam blokować. Pojedźmy zresztą w otwarte karty, ci opisani w -> tym artykule są szczególnie upierdliwi.

Bardzo proszę KNF, aby zadbała po wrześniu, by te natrętne i prostackie komunikaty nie pojawiały się więcej w mojej skrzynce. Oczywiście to żart, bo nic takiego się nie stanie. W epoce internetu i wolnego handlu ciuciubabka będzie trwała w nieskończoność. We Francji i w Belgii właśnie zakazano wszelkich form reklamy instrumentów lewarowanych z rynku OTC (w Belgii dodatkowo oferowania ich detalistom), ale wolni (jeszcze) obywatele tych krajów mają nieograniczone możliwości gry na całym świecie i reklamy do nich i tak trafią.

Z pewnością brokerzy będą musieli znacznie rozbudować działy informacyjno-edukacyjne. Przy okazji doszkolić pracowników, pilnie badać czy klient nadaje się na tradera, zapewniać, że rozumie jak działa stop-loss, poinformować o czasie realizacji zleceń i wszystkich kosztach, ale najpiękniej brzmi wytyczna o cyklicznej publikacji zysków i strat. To ma przemówić do wyobraźni. Być może, choć bardzo wątpliwe. Suche dane nie mają KOMPLETNIE waloru edukacyjnego. Kiedy nie zna się źródła i powodów strat, ich relacji do innych instrumentów (np. z rynku regulowanego) i nie ma kontekstu, takie tabelki nie wnoszą nic do realnego, racjonalnego postrzegania.

W przypadku zarządzania portfelami ma być pełna jasność odnośnie używanych przez zarządzającego strategii. Zżera mnie ciekawość, czy nadal będzie można bezkarnie pokazywać hipotetyczne wyniki papierowe z przeszłości bez dokładnego określenia ich pochodzenia, KNF do tej pory jakoś wstrzemięźliwie (nie)reagowała na tego typu praktyki.

To wszystko nie są zmiany, które spowodują zmniejszenie systemowego ryzyka. Gdyby weszły w życie 2 lata temu, zamieszanie z frankiem i tak miało by miejsce, jako swego rodzaju czarny lub może szary “łabędź”. Wówczas rynek transakcji i ofert wysechł w jednej chwili, poczynając od szczytu tej piramidy pokarmowej czyli „prime brokers” – brokerów z ekstra ligi, rozdających karty, po brokerów pracujących z detalem, mniej lub bardziej zabezpieczających pozycje klientów. Żadne wytyczne tego nie zmienią lecz profesjonalne, oparte na doświadczeniach podejście brokerów.

Summa summarum: brokerzy muszą poświęcić trochę czasu i pieniędzy na wyprodukowanie ton informacji, którą zostaną nakarmieni wszyscy chętni do gry na forexie. Nie ma znaczenia czy to przeczytają i czy zrozumieją. Przede wszystkim chodzi o to, żeby:

A/ mniej odporni solidnie się przestraszyli i zrezygnowali

B/ mniej rozgarnięci i nieciekawi tych informacji postawili parafkę, że dostali dawkę wiedzy, przyswojenie nie jest wymagane

C/ poszukujący obryli się w nazwach, ryzykach, regułach i zaczęli grać świadomie, choć niekoniecznie zyskownie, choć tego trzeba im życzyć.

Jeśli KNF trafił w dziesiątkę z tymi wytycznymi, powinniśmy zobaczyć spadek ilości przegranych, co być może nawet uda się wyliczyć w procentach, które brokerzy muszą od października publikować, dziękując nadzorowi za starania. Jeśli nie, to „cały misterny plan w ….”.

—kat—

[Głosów:3    Średnia:3.3/5]

4 Komentarzy

  1. Krzysztof

    Problem leży w tym, że jest forex i forex, oba wrzucone do jednego worka. Pierwszy forex, to 'międzynarodowy rynek wymiany walut, o dzienny obrotach $3bln…' itp. itd., znamy te slogany. Ten rynek istnieje i będzie istniał.

    Drugi forex, to sektor detalicznych market maker'ów prowadzących super agresywny marketing skierowany do początkujących klientów. 'Wpłać od 1000pln, odbierz bonus 50%, pobierz darmowego e-book'a i zarabiaj kilkadziesiąt procent tygodniowo'. Osobiście nic nie mam do grania u market makera, nawet jeśli wiem, że zarobi na mojej stracie. Jeśli mam dobrą strategię to jedyną różnicą pomiędzy grą bezpośrednio na rynku a u MM mogą być koszty transakcyjne. Problem w tym, że agresywnym MM nie zależy by pozyskać mnie, tylko nowicjusza z ulicy, który wpłaci, zalewaruje się po sufit i popłynie przy pierwszym wzroście zmienności.

    W tym drugim przypadku regulatorzy mają spore pole do popisu, by wyeliminować choć część nadużyć, bo wszystkich się nie uda w dobie otwartego internetu.

  2. Deo Gratias

    Standardowy KNF-owy BS. Niedługo i tak wszyscy będziemy mieli tylko rachunki w IB, więc nie ma się co przejmować polskim grajdołem. Władza nie chce mieć rynku kapitałowego w kraju, to nie będzie go miała.

  3. Kuba

    Taka jest natura wolności. To nie tylko przywilej, ale też wielka odpowiedzialność.

  4. GZalewski

    taki głos:
    http://blog.parkiet.com/morawski/2016/08/22/tu-ochrona-tam-pulapka/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *