Profile inwestorów na forexie, cz.2

Zgodnie z zapowiedzią kilka interesujących statystyk opisujących inwestorów walutowych całego świata.

O ile dane poprzednio podawane przeze mnie nietrudno było zdobyć i przetworzyć, gdyż liczbę graczy w BOŚ i ich cechy łatwo w każdej chwili ustalić, o tyle na tak rozproszonym rynku jak światowy forex nie jest to sprawa łatwa. Co prawda Bank BIS co 3 lata robi takie badania, ale ostatnie są już mało aktualne (z 2013 roku) i nie zawierają wszystkiego, co może wydawać się ciekawe lub inspirujące. Najwięcej danych i najświeższe udało mi się ostatnimi czasy podejrzeć na stronach banków czy brokerów (City, FXCM, Aite Group) czy agencji informacyjnych (Bloomberg lub Reuters). Nie są one być może w pełni reprezentatywne, ale wskazują wyraźnie pewne trendy.

O ile w BOŚ zdecydowanie dominują inwestorzy płci męskiej, i podobne proporcje występują globalnie, o tyle średnia dla europejskich rynków jest sporo wyższa. W Europie szacuje się udział pań na ok. 40% całej liczby traderów. W USA trochę ponad 30%. Chociaż w takiej Wielkiej Brytanii to już tylko 5%. City Index podaje, że w 80% skupiają się one na spekulacji na instrumentach opartych o indeksy akcyjne, a tylko w 10% na walutach.

Specyficznym rynkiem jest Japonia, czyli potentat w detalicznym forexie. Wprawdzie pań gra tam ok 20-25%, ale reprezentują szczególną, często opisywaną subkulturę. Nazywane powszechnie paniami Watanabe (coś jak u nas Kowalska), robią spore obroty i są mocno widoczne w internecie (blogi, doradzanie). O ile starsza ich generacja inwestuje długoterminowo, o tyle młodsza jest dużo bardziej agresywna. Ta kobieca subkultura wyrosła w latach 90tych, kiedy biznes i kariery zostały zdominowane przez mężczyzn, wspieranych kulturowymi zwyczajami, co zatrzymało masy kobiet w roli gospodyń domowych. Kiedy dzieci zostały odchowane panie w kimonach szukały jakiegoś zajęcia, a rodzący się detaliczny forex okazał się idealnym zajęciem i drogą do małej niezależności.

90% dziennego obrotu na forexie zapewniają day-traderzy. Z tego ok 3,5 do 10% stanowi detal czyli my, indywidualni inwestorzy. Skąd taki szeroki zakres estymacji? Z prostego powodu – prawdopodobnie jakieś 50% pozycji paruje się ‘in-house’, czyli pomiędzy klientami danego brokera, stąd trudności w ocenie skali handlu.

85% wszystkich transakcji walutowych skupia się na parach powiązanych z dolarem.

39% oparte jest na euro, 19% na jenie, 13% na funcie.

Że wychodzi w sumie ponad 100%? No tak, ciekawe, ale to dlatego, że sumuje się w niektórych statystykach obie strony transakcji, co daje łącznie 200% obrotu całościowo.

Tak oto wyglądają proporcje na poszczególnych, najważniejszych parach, tym razem liczone w sumie do 100%:

EURUSD, 37% obrotu
USDJPY, 13%
GBPUSD, 12%
AUDUSD, 6%
USDCHF, 5%
USDCAD, 4%
EURJPY, 2%
EURCHF, 2%
Największy udział w obrotach światowych robi Wielka Brytania bo 37%, podczas gdy drugie USA tylko 18%, a kolejna Japonia – 6%, potem Szwajcaria i Singapur po 5%. Czy w tej sytuacji dziwi panika po Brexicie?

Średni wiek forexowców to ok. 35 lat. Wg ostatnich danych, które znalazłem, jest nas ok. 4 miliony na świecie. Jakieś 1,4 miliona w Europie, ok. 1,6 miliona w Azji, tylko 150.000 w USA, trochę ponad 500.000 na Środkowym-Wschodzie.

Średni depozyt graczy w USA? Niedawno było to ok. 6.600 USD. Choć za chwilę czekają nas drastyczne zmiany ponieważ amerykański nadzór robi rewolucję w przepisach i eliminuje możliwość lewarowania u niektórych brokerów.

Tendencja ogólnoświatowa jest taka, że im mniejszy rachunek tym częściej jest stratny. Jak raportuje FXCM, rachunki klientów powyżej 10.000 USD są 2 razy częściej zyskowniejsze od średniej. Po części to efekt ewolucji – gracz, który zarabia, powoli buduje coraz większy kapitał na rachunku. Wyraźne tendencje związane z wielkością rachunku – im niższy tym częściej stratny – potwierdza tezę, że po prostu część inwestorów próbuje owego rynku za małe pieniądze, traktując to jako sprawdzian, przetarcie, z ciekawości, może nieco dla rozrywki.

Wyraźna jest również korelacja między wielkością majątku inwestorów a udziałem w rynku forex. Dane z USA i Europy pokazują, że inwestorzy o najmniejszym majątku zdecydowane częściej decydują się na grę walutową. Po przeciwnej stronie skali, tam gdzie najbogatsi, inwestowanie znacząco częściej opiera się na akcjach. Te proporcje zaburza Japonia. Zasobni klienci proporcjonalniej częściej wchodzą w spekulacje forexowe niż w akcje! Zaskakująca wydała mi się informacja, że ich średni czas trzymania pozycji to 2-3 godziny, podczas gdy w przypadku najmniejszych rachunków ów czas średnio to … 5-6 sekund! Zdradzę przy tym tajemnicę brokerów, a w zasadzie jednego z nich, ale jest to również pewien trend – aż 80% transakcji owych graczy największych trzeba zabezpieczyć, podczas gdy w przypadku małych rachunków tylko 30% transakcji wymaga hedgowania. Reszta jest ryzykiem brokera, mam na myśli takiego typu market-maker.

I teraz przedziwna statystyka. Zapytano bowiem forexowych graczy o ich oczekiwania odnośnie miesięcznej zyskowności. No i proszę:

84% wierzy, że osiągnie pozytywne wyniki średniomiesięczne. Hmm, ale to oznacza, że 16% podchodzi dość pesymistycznie i nie oczekuje zysków! Wydaje mi się, że to ta część, która przychodzi się sprawdzić, z ciekawości zrobić jakieś transakcje, bez parcia na zysk.

A ilu jest przekonanych, że może zarabiać powyżej 10% miesięcznie? Proszę przytrzymać się blatu lub poręczy krzesła bowiem jest to aż… 41% odpytywanych!

A między 5-10% miesięcznie oczekuje 14% badanych.

Średni miesięczny zysk w przedziale 2-5% to oczekiwania 19 % traderów.

Skromny przedział 1-2% miesięcznie pragnie tylko 10% odpytanych.

A realia? Cóż, światowi potentaci w biznesie brokerskim podają, że ok 30% rachunków forexowych jest zyskowna….

Kolejne dane pokazują proporcje dla kilku najważniejszych powodów, dla których traderzy skusili się na wejście na rynki walutowe:

Lewar  9%

Płynność obrotu 12%

Niski kapitał początkowy 14%

24h działających rynek 15%

Najbardziej interesująca i stymulująca klasa aktywów 16%

Najlepszy potencjał na zarabianie przy wzrostach i spadkach 34%

Jeśli się uda, spróbuję pokazać wkrótce różnice w statystykach między graczami, którzy wygrywają, a przegranymi.

-kat—-

[Głosów:7    Średnia:4/5]

5 Komentarzy

  1. Lech

    Co sądzicie o zakazie Forexu. Belgia zakazała, co samo w sobie wydaje się dziwne, ale uzasadnienia już mniej – jest reakcją na zdziczenie sprzedawców – brokerów (sprzedaż derywatów bezrobotnym). Wylali dziecko z kąpielą.

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Krok Belgii był zaskakujący, ale zrobili prezent brokerom z innych krajów, którzy przejmą tych graczy. Determinację i wkurzenie być może można porównać do sprawy naszych polisolokat, więc być może to w jakiś sposób było zrozumiałe. Ale nieskuteczne w obecnym świecie.

      1. JL

        Belgia z powodow podatkowych i tak nie byla tu interesujaca dla samych Belgow, wiec w sumie wielkie utrudnienie to nie jest 🙂

  2. Monika

    Może napiszecie coś o tych drastycznych zmianach, wprowadzanych przez amerykański nadzór. Czy to zapowiada koniec możliwości inwestowania na rynku forex dla drobnych graczy? Ryba przecież psuje się od głowy, więc jeśli Amerykanie coś wymyślą, to wcześniej czy później trafi do nas …
    W Belgii już mamy zakaz.
    A swoją drogą, czy w was też narasta poczucie, że znów jesteście w przedszkolu? Dobrze, że rajstopki i fartuszki jeszcze nie są obowiązkowe, aby chronić nas przed złem tego świata 😉

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      USA zawsze przodowały w zakazach w branży giełdowej i OTC, co nie przeszkadzało rozwijać się ani im ani biznesowi w innych krajach. Zakazywać jest łatwiej niż kontrolować. Po ostatnim kryzysie znajduje to nawet większe zrozumienie.

      Miejmy nadzieję, że konsolidacja i porządki w branży wyjdą jej na dobre. A Amerykanie na pewno dadzą sobie radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *