Sprzedawcy czy traderzy? Część 2

Skąd biorą się celebryci w tej branży? Jak się nimi stają? Jak ich oceniać? Czy są do czegoś potrzebni?

Nie chciałbym za wiele teoretyzować w tym temacie, mniej więcej wiemy jak działa zjawisko pod nazwą „celebryta”, lepiej poświęćmy czas na praktyczny jego aspekt.

Współcześni celebryci są czasem znani tylko z tego, że są znani, niestety w naszym kraju to dużo powszechniejszy objaw, co piszącego te słowa natychmiast przyprawia o mdłości. Na szczęście w naszej branży taki numer nie przechodzi i losowy komponent oszałamiającego sukcesu kogokolwiek, kto znajdzie się w dobrym miejscu o dobrym czasie, ma mniejsze znaczenie.

Największy szacunek w roli celebryty zdobywają wśród nas ci, którzy oczywiście potrafią skutecznie pomnażać pieniądze na rynku finansowym, swoje lub powierzone, szczególnie o dużych nominałach i w długich terminach. Zasługi rosną szczególnie wówczas, gdy potrafi ów podzielić się z nami swoją wiedzą, co niestety rzadko się trafia.

Taki Buffett wyprodukował mnóstwo wspaniałych listów, aforyzmów, porad publicznych czy wywiadów, ale w zasadzie dogłębną wiedzę o jego metodach czerpiemy z książek innych ludzi o nim. Jest oczywiście krytykowany czasem za to, co mówi, choć już nie za to, jak zarabia. Dajemy mu prawo bycia naszym przewodnikiem, pouczania czy krytykowania, przede wszystkim z powodu oszałamiających zysków, ale także tego, że jak wielu innych zarządzających wystawia „skin in the game”, czyli uczestnicy w tej grze praktycznie, lub „wkłada pieniądze rzeczywiście tam gdzie sugeruje, a nie tylko gada o tym” (put the money where your mouth is).

Ale już równi mu zyskami najskuteczniejsi szefowie hegde fundów nie są skorzy do odkrywania swojej wiedzy o tym, co tak dobrze działa. Choć są wyjątki – choćby Soros, który wyprodukował całkiem interesujące książki na temat filozofii inwestowania (za to ma relatywnie najgorszy piar – czy to wystarczający powód, by odrzucić jego porady?).

Druga grupa celebrytów ma większy zasięg medialny niż kolejne, ale za to są zmuszeni coś nam sprzedawać (w przeciwieństwie do tych wyżej wymienionych). To analitycy, doradcy, dziennikarze, komentatorzy. To oni najczęściej zajmują uwagę, choć najczęściej też bez wpływu na skuteczność tych, którzy ich słuchają czy czytają. Nie ryzykują zwykle pieniędzy w realnej grze, z upodobaniem za to zajmują się prognozowaniem, najczęściej jednak nikt ich nie rozlicza z trafności. Ich zadanie to promocja (sprzedaż) siebie, firmy, którą reprezentują, oraz kanału medialnego, który ich prezentuje.

Kolejna półka to aktywni traderzy, którzy grają/grali na swój rachunek, bądź zarządzają(li) aktywami, tyle że w mniejszej skali niż wspomniani na wstępie, a że rynek nieco wygarbował im już skórę, dysponują więc wiedzą, którą się w ten czy inny sposób dzielą. To wśród nich mamy największy wysyp autorów podręczników czy kursów.

Jest wreszcie grupa tych, którzy inwestowaniem z tych czy innych względów się nie parają, ale posiadają wiedzę czy kwalifikacje pozwalające na komercyjne ich wykorzystanie, czyli udział w rynku publikacji. Wcale jednak nie stawiałbym ich od razu pod pręgież krytyki i braku zaufania. Na przykład wspomniany wcześniej John Ehlers tworzy wysoko doceniane przez branżę systemy mechaniczne, ale sam ich nie używa, z prostego powodu – nie czuje się emocjonalnie odporny i woli spokojny sen. Mamy też choćby grupę psychologów, której wkład w rozwój branży jest nieoceniony i wręcz pożądany, ale czy rzeczywiście trzeba ich zmuszać do realnej gry? Jak już dobrze napatrzą się na wariatów giełdowych, być może przechodzi im ochota na ryzyko…

No dobrze, to kogo wśród nich powinniśmy z czystym sercem uprawnić do sprzedawania nam tych wszystkich książek, kursów, systemów, newsletterów i innych dobrych porad, a kogo brutalnie i na zawsze odprawić z kwitkiem???

Może najbardziej optymalne byłoby oddanie się w ręce tych, którzy ryzykują/ryzykowali na rynku prawdziwe pieniądze i znają w takim razie gorzki smak strat i porażek, a ich wiedza nie jest jedynie teoretyczna? Ale wtedy pojawią się jeszcze większe wątpliwości. No bo na przykład skąd mamy wiedzieć, czy oni rzeczywiście zarabiają? Jak to rzetelnie zweryfikować? Po co nam bowiem rady kogoś, kto traci? Druga rzecz, kiedy już mamy pewność, że faktycznie osiągnęli sukces w giełdowych inwestycjach, to jak sprawdzić czy owe zyski są pochodną tych strategii, metod, porad, które nam oferują? A przecież tylko tego od nich chcemy.

Idźmy dalej – jak w praktyce zweryfikować każdego, od kogoś coś kupujemy, choćby artykuł, czy w ogóle inwestuje lub robił to kiedykolwiek?

Najprościej rozliczyć za wymierne efekty, a więc wyniki zarządzania czy też skuteczność sprzedawanych systemów transakcyjnych. Kiedy jednak zagłębimy się w temat, to okaże się, że najczęściej takich danych nie ma, są za to jakieś pogłoski, podawane z ust do ust zasłyszenia, czasem narzekanie niezadowolonych klientów, albo w dokumentach nadzoru amerykańskiego widnieją nic nie znaczące incydenty lub tylko pustka. A jeśli ten czy ów zaprzestał sprzedaży systemów, ponieważ twarda rzeczywistość z bólem zweryfikowała niedoskonałą wiedzę w tej branży, to czy nie zapisać mu takiej decyzji jako wyrazu cnoty?

Tak więc chcąc nie chcąc dochodzimy do miejsca, w którym jedynym dobrym planem weryfikacji celebryty będzie 7 punktów, spisanych przeze mnie w poprzednim wpisie. I w zasadzie oceny nie jego, lecz wartości publikacji, którą oferuje. Uwzględnijmy szczególnie, że skuteczność danej metody może mieć diametralnie różny wymiar i kierunek dla każdego z inwestorów, że nie wszystko da się obiektywnie zweryfikować (szczególnie gdy część decyzji opera się na intuicji, której zresztą nie sposób zamknąć w przekazach), a także, że wiele strategii ucina się w miejscu, w którym powinno znaleźć się cokolwiek o zarządzaniu ryzykiem.

I tak w dumnej erze informacji stajemy nieco bezradni wobec konfliktu tradera <-> sprzedawcy, spodziewając się na wstępie twardych dowodów na jego przemiłe rozwiązanie. Może w tym momencie racjonalniej i refleksyjniej spojrzymy na kilka faktów z tym tematem ściśle związanych, które dla ciekawości podam niżej.

Jack Schwager zarządza funduszami, doradza, prowadzi szkolenia, tworzy wskaźniki i software, a przede wszystkim pisze słynne na cały świat książki o ‘Czarodziejach rynku’– wywiady z innymi celebrytami tradingu i inwestowania. Ktoś sprawdzał jego wyniki inwestycyjne zanim oddał się lekturze jego – całkiem zresztą silnie oddziałującej na psychikę – książki? Można by powiedzieć – przecież to nie jego rady zostały tam zawarte. Więc może sprawdzić jego interlokutorów? Część z nich bowiem wkrótce potem poległa, lub jeśli ktoś woli- zginęła- w giełdowej walce, niektórzy okazali się oszustami. Potrzeba historię napisać od nowa wzorem populistów?

Lucas i Lebeau napisali ćwierć wieku temu świetną książkę „Komputerowa analiza rynków terminowych”. Jeszcze farba drukarska dobrze nie wyszła gdy przyznali się, że jeden z traderów na ich forum (swoją drogą uwielbiałem je czytać) udowodnił, że system oparty na ADX, który był centralną częścią opisu sposobów testowania, jest do bani… Kto z czytających ją obecnie wie o tym? Ale wystarczy, że w ramach podanej tam procedury sam go przetestuje.

Victor Niederhoffer dwa razy wysadził w powietrze zarządzane przez siebie fundusze z milionami dolarów. Poza tym napisał świetne książki o tradingu, prowadzi bardzo interesujący blog, na którym inwestowanie przeplata się z polityką, filozofią, oświeceniowym podejściem do świata. Sam zresztą jest uważany za błyskotliwego erudytę i filozofa, a przy tym świetnie rozumie i tłumaczy inwestowanie giełdowe. Można się nabawić schizofrenii?

Peter Brandt, który niedawno gościł w Polsce i dał 2 darmowe wykłady na zaproszenia BOŚ (dostępne obecnie są filmy z nich -> https://brandt.bossafx.pl/rejestracja) dla odmiany napisał swój dziennik, w którym pokazał jak stracił trochę forsy, używając przy tym tych samych zasad, dzięki którym przez dziesiątki lat dorobił się milionów. To jest oparte na klasycznej A.T., ale za to z autorskimi pomysłami na ryzyko, czego zwykle brakuje w publikacjach. Daje się poczuć dysonans?

Tharp napisał naprawdę dobre książki w swoim rodzaju. Niespecjalnie mnie obchodzi czy zarabia na swoich systemach, ani czy czasem nie odpłynął ostatnio za daleko w stronę radykalnej duchowości. Czy kiedyś po jego odejściu, oby żył jak najdłużej, te książki staną się relikwiami, czy za każdym razem będziemy najpierw dopytywać się czy zarabiał na giełdzie czy nie?

Livermoore regularnie bankrutował. Gunn zostawił rodzinę bez grosza. Czy ich popularność jest zasłużona?

Albo Larry Williams, legenda i instytucja, prawdziwy mistrz ostrego zarabiania. Napisał sporo książek, które zawierają jego strategie (jakich po części sam już dziś nie używa), stworzył szereg wskaźników i systemów. Jego szkolenia za to są prawdziwą ucztą dla praktyków, ponieważ opierają się na tradingu live. Na swoim ranczu organizował takie 3 lub 5 dniowe zjazdy za niemałe wpisowe, ale chętni nigdy nie skarżyli się na ich jakość i zawartość, część natomiast wygranej dzielił zresztą pomiędzy nich (chyba tylko raz wyszedł bez zysków, ale i bez większych strat). Kiedy go pytano po co to robi, zawsze odpowiadał, że nigdy nie wiadomo kiedy do tradera zawita święty Mikołaj, a trzeba żyć z czegoś przez cały rok.

Pytanie – jak z tego wszystkiego efektywnie korzystać?

Odpowiedź w kolejnym wpisie.

—kat—

[Głosów:6    Średnia:4.5/5]

2 Komentarzy

  1. GZalewski

    suplementów kilka:
    Schwager – najpierw pisał, poznał ludzi, siedział w tej branży (inwestował relatywnie nieduże własne pieniądze). Dopiero po wielu latach zaczął tworzyć fundusze (co ciekawe były to fund of funds) i systemy, w których mógł się określać jako zarządzajacy. Czyli kolejność odwrotna od tego, co powszechnie się sądzi.

    Tharp – od zawsze podkreślał, że nie zajmuje się zarządzaniem i inwestowaniem. Jest wyłącznie psychologiem i trenerem. Plus miał swój włąsny kryzys, gdy okazało się, że jeden z jego najzdolniejszych uczniów po prostu przewalił pieniądze klientów.

    Brakuje mi w tej wyliczance

    Richarda Dennisa – któremu się zarzuca, że zbankrutował z wielkimi obsunieciami, choć krytycy zapominają, że obsunięcia były od wysokich poziomów i klienci i tak wyszli na plus

    Raya Dalio – którego (dostępne publicznie) Principles – są ucztą do przemyśleń.

    Stanleya Druckenmillera – który się spektakularnie wycofał

  2. Deo Gratias

    Nie korzystać, robić własne analizy i systemy i nie zajmować się tym bełkotem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *