Systemy jednodniowe – rewizyta 5

To jeszcze jeden mój głos w dyskusji na temat komercyjnej strony biznesu z systemami transakcyjnymi.

Zapożyczam cytat z pita65, żebyśmy wiedzieli do czego się odnieść:

„Wszystkie zdziwione pytania dlaczego mając taki lub inny system nie zarabiasz są od ludzi, którzy do tego etapu nie dotarli .

A duża wiekszość tych co dotarli dzisiaj celebrytów /van Tharpów, Wiliamsów i innych podobnych/ zdając sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi założyła o wiele bardziej atrakcyjny biznes okołorynkowy w postaci pisania książek, kursów , live tradingów itp by się nie nudzić i żyć pełnią życia pozując na Katonów.

Lepiej sprzedawac dobre pomysły na giełdę niż je wdrażać nudno samemu przez kawał życia.”

Cóż, trochę się zgodzę, a trochę nie:) Nawet gdyby nie było celebrytów, to i tak dość szybko wypełniłaby się luka między poszukującymi metod zarabiania na giełdzie a oferującymi im całą gamę pomysłów. Tak jest w każdego rodzaju biznesie, a szczególnie na takim rynku jak USA, gdzie tego rodzaju luki wypełnia się natychmiast i to z pełnym rozmachem. Celebryci to marka, brand, więc potencjalnie szansa na największy kawałek tortu, ale i pełniejszy nadzór z otoczenia. Z drugiej strony mamy popyt dość niejednorodny w swym profilu – od masy naiwnych bez żadnej wiedzy, którym pod każdą szerokością geograficzną bez problemu można sprzedać cegłę, kolumnę Zygmunta, maść na porost włosów, grę w 3 karty czy piramidę finansową, po całkiem oblatanych w tych sprawach, którym sprzedaje się udziały w funduszu Madoffa. Te mechanizmy wszyscy dobrze znamy więc nie będę się w nie zapuszczał. Proponuję jednak nieco bardziej kompleksowe spojrzenie na podażową stronę tego geszeftu.

W zasadzie w tym jednym problemie ogniskują się niemal wszystkie błędy poznawcze opisywane przez Taleba w „Czarnym łąbędziu”. Mamy więc skrzywione widzenie historii; milczące dowody (silent evidence), których nie widać, a tworzyły tę historię; do tego tzw. ‘ludic fallacy’ czyli rozbieżność między teorią modeli a praktyką tradingu; dalej Czarne łabędzie, czyli tak gwałtowne zmiany rynku, których się nikt nie spodziewał, a także błąd potwierdzenia, czyli optymalizację systemów, potwierdzającą hipotezy o prawidłowościach w danych rynkowych, które przestały istnieć.

Zacznijmy od najprostszego, czyli od dowodów, cytatów, wiarygodnych źródeł itd. Jeśli oskarżamy konkretne osoby o niecne czyny, czyli np. sprzedaż systemów, które nie działają, to wypada w dobie informacji podeprzeć się linkami, adresami, wypowiedziami, tekstami itp. Inaczej tworzymy legendy i mity nie warte funta kłaków, nie wnoszące nic poznawczego do tego trudnego tematu. Nie rozwijam tematu, jest oczywisty. Jeśli celebryci szargają swoją markę w ten sposób, to oczywiście warto o tym przypominać w ramach przestrogi, byle rzetelnie.

Nie tyle na ich obronę, co dla realnego spojrzenia na ten biznes, przypomnę nieco historii, nie warto jej bowiem zakłamywać ani zakrzywiać, jak to w modzie ostatnio bywa.

Większość celebrytów, o których często dyskutujemy, zaczynało budowanie swojego brandu w latach 80tych. Komputery i oprogramowanie były dopiero w powijakach, mechaniczne systemy transakcyjne dopiero raczkowały jako dziedzina zainteresowań. Nie było tej przeogromnej wiedzy co dziś, nie było wystarczającej ilości doświadczeń, nie było takiej ilości informacji i jej wymiany jak obecnie, internet dopiero miał nadejść. Co ważne przy tym – rynki były w znacznej mierze INNE. Traderzy z tamtych czasów twierdzą, że było dużo prościej wówczas zarabiać, wszystko działało jak w zegarku, Analiza techniczna dawała sporą przewagę, nie było jeszcze tylu instrumentów, inwestorów, technologii, algorytmów, które potem zmieniły całą giełdową infrastrukturę.

To oczywiście mogą być jedynie subiektywne wspomnienia, ale kiedy poddamy dane obróbce statystycznej, również wychodzi ogromna zmiana w działaniu rynków. Szczególnie na przełomie wieków, gdy do gry włączyły się na poważnie algorytmy. Pisałem o tym wielokrotnie, podając przykłady. Ale świetną lekturą jest tej mierze książka Michaela Harrisa „Fooled by Technical Analysis”. Harris pokazuje statystyki i wskaźniki, które obrazują ową zmianę przede wszystkim na rynku akcji. Do 2000 roku indeks S&P500 poruszał się w miarę długich trendach (tzw. impet), kolejna dekada to częściej „powrót do średniej”, obecna to mieszanina obu.

W tej sytuacji systemy budowane w oparciu o dane z zeszłego wieku NIE mogły w większości zadziałać. Co więcej – również dziś, mimo takiej technologicznej przewagi, nie mamy gwarancji, że obecnie konstruowane systemy jutro zadziałają zyskownie. Ale my przynajmniej dysponujemy już tą wiedzą. Wystarczy ułożyć algorytmy na danych do 1980-90 roku, a potem sprawdzić je na dalszych latach by dowiedzieć się, że nie miały prawa zadziałać.

Dobrym przykładem są ponownie systemy używane przez team „Żółwi”. To było na początku lat 80-tych, kiedy większość inwestorów na kontraktach terminowych nawet nie słyszała o tego typu komputerowych strategiach, czy nawet jakichkolwiek innych systematycznych, opartych na statystyce czy Analizie technicznej. „Żółwie” trafiły w idealny dla siebie okres, zarabiając dziesiątki milionów dolarów. Te same systemy straciły wkrótce swoją przewagę nad rynkiem. Już zresztą chwilę przed rozwiązaniem grupy, dwóch jej członków pokusiło się o zrobienie testów na prymitywnych z dzisiejszego punktu widzenia komputerach, a wyniki okazały się małym wstrząsem dla sponsorów eksperymentu, na tyle, że go zakończono. Niewykluczone, że gdyby dalej się nimi posługiwano, zyski wyparowałyby. A ile takich eksperymentów w międzyczasie się nie powiodło? Łatwo jest oskarżać z dzisiejszą wiedzą, wówczas nie wszystko było ani tak oczywiste, ani wiadome. Trudno zresztą nawet skalkulować na ile zysk Żółwi był pochodną samych systemów, a na ile intuicji uczestników. Pewne elementy jak wybór rynków czy stopa (tzw. shake-out stop) pozostawiono bowiem wyborowi właśnie partycypantów (stąd różne wyniki). A trzeba jeszcze dodać fakt, że to Żółwie były wówczas większością rynku, a więc poniekąd sami sobie „ustalali” ceny, a reszta próbowała się ustawić w ich kierunku.

Komercyjne systemy na bieżąco śledził już nie istniejący serwis futurestruth.com, a także branżowy magazyn Futures, plus dziesiątki mniej lub bardziej komercyjnych stron internetowych, a także robo-brokerzy umożliwiający zakup samego systemu lub sygnałów (np. Attain Capital). Wiele z tych algorytmów, budowanych przez ówczesnych quantów, nie przeżyło przełomu wieków. Jednym chyba z tych, którzy przetrwali te zawieruchy, był John Ehlers, którego „black boxy” można kupić i dziś. Ehlers oparł swoje kody na niemal czystej fizyce a nie kopaniu w danych (tzw. data mining), ale jest wyjątkiem. Reszta znanych systemowców poszła w swoje fundusze, albo zaczęła trading bardziej intuicyjny/hybrydowy. Ktoś musiał zapłacić ów koszt dojścia do wiedzy.

Inna rzecz, że nad tym biznesem czuwał nadzór oraz banda prawników, dlatego wg umów nie można było nic zmieniać w oferowanych produktach, inaczej czapa. Zmieniał się więc rynek, ale system musiał pozostać ten sam, a to zabójstwo. Powstawały nowe wersje, również takie które rozładowywały tłok w zleceniach płynących od klientów, ale generalnie rynek mocno się przetrzebił, zszedł albo na poziom amatorski, albo skonsolidował się w branżę CTA, a także został zdominowany przez HFT czyli obecne hiperszybkie algorytmy. To się nazywa ewolucja. Nieuniknione, że pociągnęła za sobą ofiary, w tym również te świadomie oszukiwane.

No właśnie, bo i co do tych ostatnich trzeba też się chwilę odnieść. Spora część klientów nie rozumie ani tego biznesu, ani rynków, ani ryzyka, ani prawdopodobieństw itp. Nawet gdyby im sprzedawać cały kod a nie „czarną skrzynkę” i tak nie byliby mądrzejsi. A zresztą i ci, którzy mieli wiedzę, sami niejednokrotnie wpadali w te sidła. Dlaczego? M.in. dlatego, że ta cała „rzetelna” wiedza jest słabo dystrybuowana, trzeba więc za nią i tak zapłacić pierwszymi porażkami i gorzkimi doświadczeniami. Nie rzucę kamieniem, sam popełniłem grzech łatwowierności lata temu, ale wtedy w Polsce naprawdę nie było z czego się uczyć…

CDN

p.s. zostałem zarzucony falą maili w wyniku tego cyklu; moje możliwości przerobowe chwilowo są na wykończeniu, więc proszę się nie denerwować jeśli brak jeszcze odpowiedzi…

—kat—

[Głosów:4    Średnia:5/5]

2 Komentarzy

  1. Dtrad5558

    Na obecnym etapie zmienności wszelkie ,, historyczne systemy ,,longterm nie maja szans.
    Także te nakrecane wyniki nie sa do powtórzenia.
    Dopiero jak znowu wróci okres B&H i Cykliczna wiosna, lato ,jesień Kondratieva.
    Niestety obecnie tylko Dtrad i Swing.

  2. Tommi

    Najważniejszym kluczem jest to że rynki i ich zachowania mocno się zmieniły.Kiedyś zarabianie było ,,łatwe'' ruchy mocne i zdecydowane.Dziś … każdy widzi.Te stare systemy mogą ciągle działać na rynkach które sa poza głównym nurtem i popularnością.Tak jak na GPW do 2010r tak teraz na Bovespie/Nifty/Micex.Częściowo na KRX i HKEX – te rynki są jeszcze na innym etapie rozwoju albo jak HKEX czy szczególnie krx ciagle maja bardzo duzy udzial inwestorów indywidualnych. Tam zarabianie jest o wiele łatwiejsze niż na e-mini czy Fdaxie .Już nawet pominę fakt że teraz te kontrakty są nie tyle duże co ogromne – depo na fdax około 100 000 zł za sztuke a na emini 25 000 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *