Jedna giełda, dwa wykresy, dwie historie

Myślę, że zamieszanie związane z Brexitem jeszcze wiele razy przykuje uwagę mediów biznesowych i komentatorów rynkowych. Dzisiaj chciałbym wykorzystać pewien argument z dyskusji o skutkach brytyjskiego referendum by przypomnieć o ważnej zasadzie dotyczącej komentarzy rynkowych: w każdym momencie można znaleźć przekonujący wykres potwierdzający dowolną opinię rynkową.

Zwolennicy Brexitu od ogłoszenia wyników referendum i pierwszej reakcji rynków finansowych na referendum walczą z opinią, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przyniesie wiele szkód gospodarce tego państwa. Od pewnego czasu ich ulubionym argumentem wizualnym jest wykres indeksu FTSE 100. Nietrudno domyśleć się dlaczego tak się dzieje. Otóż FTSE 100 nie tylko odrobił straty z kilkudniowej przeceny po ogłoszeniu wyników referendum ale wspiął się na najwyższe poziomy w 2016 roku. Akurat dziś wykresem FTSE 100 posłużył się Paul Krugman – co prawda przeciwnik Brexitu ale zwolennik tezy, że referendum i Brexit nie będą miały tak istotnych konsekwencji jak prognozuje część analityków.

Za Paul Krugman

Za Paul Krugman

Problem z indeksem FTSE 100 polega jednak na tym, że jego notowania niewiele mówią o tym jak rynki oceniają perspektywy brytyjskiej gospodarki. Skład indeksu FTSE 100 w dużym stopniu odzwierciedla bowiem dwa fakty:

  • Londyn jest międzynarodowym centrum finansowym (specjalizującym się między innymi w spółkach surowcowych)
  • Wielka Brytania była kiedyś gospodarczą i polityczną potęgą

Istotną rolę w indeksie FTSE 100 odgrywają wielkie międzynarodowe korporacje: naftowe (BP, Royal Dutch Shell), surowcowe (BHP Billiton, Rio Tinto), farmaceutyczne (AstraZeneca, GlaxoSmithKline) czy z sektora dóbr konsumpcyjnym (British American Tobacco, Diageo, SABMiller, Unilever). Dla tych globalnych firm Wielka Brytania jest tylko jednym z wielu rynków, na których sprzedają swoje produkty. Spółki z indeksu aż 70% przychodów notują na rynkach zagranicznych. Ten fakt sprawia także, że raportowane w funtach zyski spółek wzmocnione zostaną kilkunastoprocentową przeceną brytyjskiej waluty.

Zupełnie inną narrację wspiera wykres indeksu FTSE 250 czyli indeks średnich spółek na londyńskiej giełdzie. Spółki z tego indeksu także mają dużą ekspozycję na rynki zagraniczne (około 50% przychodów) ale mniejszą niż firmy z FTSE 100. Indeks średnich spółek londyńskiej giełdy znajduje się około 8% poniżej poziomów sprzed referendum. Spora przecenia dotknęła też indeks FTSE Local UK, którego uczestnicy muszą 70% przychodów notować na lokalnym brytyjskim rynku*. Poniższy wykres pokazuje odmienne losy wspomnianych indeksów (FTSE 100 i FTSE 250) w ostatnich kilku tygodniach:

Za Yahoo Finance

Za Yahoo Finance

Wykorzystywanie wykresów FTSE 100 i FTSE 250 w dyskusji o konsekwencjach brytyjskiego referendum pokazuje jak łatwo jest znaleźć przekonującą pomoc wizualną na poparcie rynkowych opinii. Śledzenie tej dyskusji może być interesującą lekcją dla wielu inwestorów, zwłaszcza dla tych, których nie są emocjonalnie zaangażowani po jednej ze stron. Można w niej na przykład dostrzec z jakim entuzjazmem poszczególne obozy przyjmują pojedyncze raporty makroekonomiczne, które potwierdzają ich światopogląd. Stojący z boku inwestorzy mogą zastanowić się czy nie reagują podobnie gdy w grę wchodzą ich osobiste opinie rynkowe na przykład co do kierunku, w którym zmierza warszawski rynek akcyjny.

  • Nie mam dostępu do aktualnego wykresu tego indeksu
[Głosów:13    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *