Czy straty da się lubić? Część 3

Jak sygnalizowałem w poprzednim wpisie, w kolejnych tekstach zbiorę kilkanaście porad na temat tego, jak radzić sobie ze stratami.

Strata stracie nierówna, nie tylko pod względem nominalnym czy procentowym. Strata wewnątrz-transakcyjna, czyli prościej mówiąc „papierowa”, a więc cały czas nie zamknięta, pociąga za sobą nieco inne zachowania i odczucia niż ta, która się już zmaterializowała wyjściem z rynku. Ogromnym szczęściem i przewagą inwestowania nad hazardem jest to mianowicie, że to inwestor/trader decyduje kiedy każda pojedyncza transakcja się skończy i można ten moment odwlekać w nieskończoność. Z jednej strony to daje nadzieje, z drugiej generuje długotrwałe porażenie emocjonalne, które można nazwać najprościej „efektem strusia”. Zdaje się, że każdy inwestor, a może i niejeden trader, prędzej czy później przez to przechodzi.

Czym jest ów efekt? To najprostszy, ewolucyjny odruch obronny, najdobitniej ujawniający się podczas giełdowej bessy. Kiedy pojawiają się na rachunku papierowe straty, znacząco spada aktywność ich posiadacza. Nie czytanie informacji, nie przeglądanie kursów, odcięcie się od wszystkiego, co może mieć związek z giełdą, nie myślenie o portfelu i rynku, wypieranie strat z pamięci i z oczu. Każda zła informacja z tym związana generuje dosłownie ból fizyczny, o psychicznym nie wspominając. Ta zaduszona percepcja jest przy tym dość selektywna, nasz wewnętrzny radar szybko i dość intensywnie się uaktywnia gdy usłyszymy przypadkiem jakieś pozytywne wieści. Zalogowanie się wówczas na rachunek lub przeczytanie tabeli kursów wiąże się niemal z „pchaniem” wzrokowym lub myślowym cen w górę i promykami nadziei w odległych częściach mózgowej galaktyki. Cóż się dzieje?

Posiadamy w sobie świetnie działający mechanizm wypierający. Odcinamy odruchowo w świadomości dostęp do wszystkiego, co związane z naszym portfelem, często również z samą giełdą. W ten najprostszy i bierny sposób możemy uciec od emocjonalnego bólu. Zamrażamy tym samym wszelkie negatywne emocje z tym związane, łagodzimy zarazem stres pochodzący z tej strony, wypieramy wspomnienia i obrazy, spychamy je w obszary omijane przez świadomość. To jest trudne, angażuje sporo wysiłku, wyczerpuje, na bieżąco wymaga gruntownej selekcji i blokady. Najczęściej nie dopuszczamy w tym okresie do świadomości myśli o własnym portfelu, jak gdyby nie istniał. Ale nie mamy niestety kontroli nad tym, co dzieje się jednocześnie w naszej podświadomości, która potrafi nieoczekiwanie wyłamać dziury w naszym murze izolacji i dać o sobie znać, choćby w snach. O ile je w ogóle mamy. Często bowiem stres i ból wypływają spoza szczelnej na pozór bariery, psują apetyt, radość, zaburzają sen, myślenie, generują zmartwienia i izolację.

Ale oddajemy się za to dla równowagi wizjom, które wspomagają przejście tego okresu i powoli budują nadzieje. A z czasem pojawiają się przebłyski dobrej nowiny. Potrafimy nawet w przypływach siły i pozytywnego nastroju poszukać dróg wyjścia, sposobów redukcji strat, próbować tworzyć nowe strategie gry, czytać wyznania i pomysły „towarzyszy niedoli”, szukać pozytywnych informacji w twórczości analityków (od razu odrzucamy jednak teksty pesymistów). Zaczynamy powoli przywykać do nieszczęsnej doli, edukacja za to jest całkiem rozsądną częścią terapii.

Nie uważam, że tego rodzaju zachowania muszą być od razu obiektem kpin, docinek i krytyk. Żartów i owszem, one rozładowują napięcie. Byle nie tych prymitywnych, takich w stylu nowoczesnego stand-upera, któremu się wydaje, że duża dawka bluzgów zapewnia sukces (choć zdaje się stand-up sejmowy już przebija wszystko). Cóż, cały świat z Buffettem włącznie siedzi podczas bessy na stosie przecenionych akcji, tyle że każdy sobie inaczej z tym radzi. Odcięcie się i zamrożenie nie jest być może żadną wyrafinowaną techniką, ale pozwala jakoś żyć bez kompletnego rujnowania sobie pozostałych dziedzin aktywności. Choć nie jest do docelowo dobre rozwiązanie.

Po pierwsze dlatego, że zdrowe podejście zaleca otwarcie się na te emocje, przypatrzenie się im, ocenę ich słuszności (walidację) w kontekście rynkowych cykli, odpowiednie skanalizowanie, stonowanie. To wymaga jednak doświadczenia, przepracowania, nauki. Każda kolejna bessa wydaje się potem łatwiejsza.

Po drugie dlatego, że zamrożone emocje w końcu obrosną taką warstwą lodu, że przestaną się mieścić w odseparowanych czeluściach i pewnego dnia mogą eksplodować z dużo większą siłą. To dlatego gdy bessa się intensyfikuje następuje panika sprzedaży. Emocje zaczynają tak uwierać, że w konfrontacji z dołującymi kursami blokady puszczają i następuje wyprzedaż, dramatyczna dla portfela, ale ożywcza i zbawienna dla emocji.

Tak w skrócie wygląda cały ów mechanizm. Co jednak innego i sensownego można jeszcze zrobić w zamrożonej nadziei lub zdrowym otwarciu się na emocje?

Cóż, jednak przeczekać bessę i przestudiować jak najwięcej materiałów o działaniu giełdowych cykli. Najgorsza dla emocji i psychiki jest nieznajomość tematu, która potęguje lęki. Każda bessa kończy się powrotem indeksów do poprzednich poziomów, to naturalny mechanizm działania giełdy. Ona wybacza błędy w długich okresach. Rezygnacja w tym czasie z oglądania kursów nie jest wcale złym pomysłem. Lepiej oddać się w tym czasie edukacji, która pomaga lepiej zrozumieć i przyswoić wszystkie giełdowe mechanizmy. Wcale nie głupim pomysłem jest stopniowe dokupienie przecenionych akcji, to są jedne z najlepszych okresów na połowy zysków. I podbudowuje morale oraz ego.

Częścią wspomnianej edukacji jest jednak pewien mało optymistyczny fakt, z którym trzeba się jednak nauczyć żyć. Niektóre spółki nie przeżywają spadków, przechodząc w stan upadłości lub do koszyka „śmieciowego”. Tylko czasem z tego ostatniego wychodzą na prostą. Dlatego tę stratę muszą pokryć zyski ze zdrowych spółek albo właśnie dodatkowe zakupy. Na szczęście cywilizacja wymyśliła świetny instrument, czyli ETFy na indeksy, które nie zbankrutują, warto więc zawczasu przenieść na nie część ryzyka bessy.

CDN

—kat—

[Głosów:5    Średnia:4.8/5]

1 Komentarz

  1. kamilp

    A gdzie rady jak sobie z tym radzic? 🙂

    Ja ostatnio, gdy tylko pojawia sie u mnie "efekt strusia" staram sie zmienic mysli np. przez zadawanie sobie pytan np.

    Po co to robie (w sensie traduje)? Co mi to daje? Kim sie staje, grajac na gieldzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *