Nie będzie poważnej przesady w tezie, iż najważniejsze pytaniem, jaki zadają sobie dziś inwestorzy jest kiedy cena ropy znajdzie dno swojej przeceny?

Chcemy tego, czy nie korelacja pomiędzy ceną ropy i indeksami rynków akcji zdominowała nie tylko początek nowego roku, ale również końcówkę poprzedniego i kilka ostatnich miesięcy. Warszawa, Chiny, jak również Wall Street – właściwie wszyscy – mniej lub bardziej odczuli wpływ spadków cen ropy, czego pochodną jest przekroczenie przez wiele indeksów tzw. granic bessy, za które uznaje się 20-procentowe cofnięcie od szczytu hossy. Przyznam szczerze, że nigdzie w literaturze przedmiotu nie znalazłem zadowalającego wyjaśnienia – czytaj statystycznego – dlaczego akurat spadek o 20 procent uznaje się za początek bessy, ale nie przekonania jednostek są tu ważne, a podzielana przez większość wiara w to, że granice zostały przekroczone.

Powszechnym przekonaniem jest również, iż ropa przecenia się głównie ze względu na większą podaż od popytu. Za pierwszym z czynników ma stać rewolucja łupkowa, która zachwiała fundamentami rynku surowca, jak również wzrost produkcji ropy ze strony tradycyjnych eksporterów. Druga zmienna jest bardziej dyskusyjna, bo rynek żywi się jakimś błędnym przekonaniem o spadku popytu na ropę. Naprawdę dane EIA pokazują jednak, iż popyt na paliwa w skali globu rośnie. Ważniejszy jest zatem czynnik pierwszy, który w najtrudniejszym położeniu stawia zwolenników teorii peak oil i wszystkich tych, którzy jeszcze kilka lat wstecz wieszczyli wyczerpanie światowych zasobów dostępnej ropy.

Prywatnie nie lubię spierać się z rynkiem, jako całością, więc nie będę stawiał tez, iż obecna przecena na rynku ropy wydaje mi się jednak przesadzona i w średnim terminie widzę ropę raczej po 50 dolarów za baryłkę niż za 25 dolarów za baryłkę. W skrócie rzecz ujmując stoję na stanowisku, iż ropa po mniej niż 50 dolarów prowadzi do wygaszania rewolucji łupkowej i ograniczania podaży ze strony części rynku, który przyczynił się do spadku ceny baryłki poniżej 50 dolarów. Tania ropa oznacza również mniejszą presję na ucieczkę świata od samochodów, które palą więcej niż mniej i podtrzymanie „paliwożernych” zachowań konsumenckich.  Razem oznacza to powrót do świata sprzed 2007 roku i tamtego rozpasania paliwowego.

Dlatego nie przejmowałbym się tak bardzo ideą, iż ropa mówi coś o nadchodzącej recesji w globalnej gospodarce. Dane z rynku ropy wskazują jedynie na zbyt dużą podaż surowca w stosunku do popytu, co raczej wcześniej niż później znajdzie przełożenie na większą konsumpcję i zrównoważenie się dwóch stron równania. Znacznie ważniejszym pytaniem jest dziś to, czy solidarna przecena na rynkach akcji i ropy wskazuje na nadciągającą recesję. Nie pamiętam już kto – zdaje się Jake Bertnstein w jednej ze swoich książek – ładnie pisał, iż nikt w takich momentach nie może znać odpowiedzi na to ważne pytanie. Rynki żyją swoim życiem i w krótkich okresach czasu odrywają się od fundamentów, ale ich wpływ na morale przedsiębiorców może wywołać recesję.

Jeśli spadek cen ropy i spadek cen akcji dotrą do świadomości przedsiębiorców w postaci sygnału ostrzegawczego, to obserwowane właśnie dwa rydwany bessy pociągną za sobą świat w stronę kolejnego spowolnienia. Spadek inwestycji w sektorze paliwowym już ma miejsce. Jeśli w innych sektorach pojawi się podobny proces, to obserwowane właśnie spadki cen akcji – z perspektywy czasu – zostaną uznane za początek kolejnej recesji. Jeśli taki proces nie będzie miał jednak miejsca, to cena ropy i rynki akcji powinny zmierzać do stabilizacji i  całość – znów po czasie – zostanie uznana za korektę w ramach kilkuletniego rynku byka.

Zamiast podsumowania pozwolę sobie na zdanie, które może być bolesne dla przewidywaczy przyszłości – nie wierzcie nikomu, kto wie, jak to zamieszanie się skończy, bo proces dopiero nabiera kształtu, a jednym z efektów może być coś, co znamy pod nazwą samospełniającej się przepowiedni.

[Głosów:9    Średnia:4.3/5]

1 Komentarz

  1. mietek

    Kryzys to stan umysłu. Ładnie to nazwał były prezydent z jednego PLD Amer krajów – zachodni swiat przyzwyczail sie do ciaglego wzrostu. A przeciez kazdy organizm musi odpoczac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *